Wyższa Jaźń


1.-Wyższa Jazn, poszukiwania

2,- Relacje: Zbyszek, Rugwa, Plywak, Ajzis 26,Sorrow, Dzeyeson, Tom, Conchita, Roxane, Asha

1,- Coraz mniejszym zainteresowaniem cieszą się nasze eksperymenty. Zanim całkowicie w nas zaniknie chęć do wspólnych wypraw, mam jeszcze jedną na uwadze, najtrudniejsza jaka kiedykolwiek przeprowadzaliśmy. Wybierzmy się do Wyższej jaźni na przeszpiegi. Określmy kim ona jest i jaki związek nas z na łączy. Przejrzałem literaturę w temacie i nie znalazłem zadowalających mnie materiałów. Mowa w nich jest o istnieniu fizycznych światów równoległych, przesuniętych o parę minut i ze każdy z nas, może reinkarnować, po śmierci, nawet do starożytnej Grecji, choć pochodnie w niej już dawno wygasły. Czas nie istnieje, -mówią ludzie. Wszystko jest iluzja, w której nam przewodzi Wyższa Jazn, jak królowa, To ona rozsuwa swe macki w zależności od swoich potrzeb i kosmicznych powinności.
Z własnych doświadczeń wiem, ze nie jest tak fantastycznie, i świat niefizyczny trzyma się reguł, pochodzących z planów powyżej Wyższej Jaźni.
Przestrzeń, którą przypisujemy światu fizycznemu, jest miejscem, w którym jak w worku, znajdują się rożne niefizyczne plany; fiz, eteryczny, astralny, mentalny , przyczynowy i jaźń. Przenikają się nawzajem, znajdując pomimo tego, nadal w tym samym miejscu.
Obserwując wychylające się z nas ciała niefizyczne moglem zawsze określi ich pozycje.
Nie miało to znaczenia, które z ciał niefizycznych. Towarzysz rozmowy posiadając je w sobie, mógł je wypierać do woli, w rożnych kierunkach, Zawsze odbywało się to jednak w jednym wnętrzu.
Jazn tracąc dostrojenie do fizycznego świata, wnika swoja uwaga w jakiś wycinek wklejonych w niego dymensji. Zmienia wtedy swoje właściwości, odczuwając siebie inaczej.
Nowa, postrzegana przez nią rzeczywistość, staje się jej kolejnym światem. Odmienność ją oślepia i nie postrzega, ze skupiła się na innej gęstość substancji, znajdującej się ciągle w tej samej przestrzeni.
Im substancja jest rzadsza, tym Jazn nabiera większej swobody ruchów, tym więcej ich może wykonać. Zanim się ktoś podrapie po nosie, tkwiący w świecie fizycznym, to ktoś inny w planie eteryczny trzy razy go obiegnie a w astralnym może i pól ziemi.
Dla mnie to znaczy, ze indywidualne odczuwanie upływu czasu każdego z nas, jest uzależnione od gęstości w której się jaźń znajduje. Zmieniają się jedynie plany o odmiennych właściwościach, do których się dostrajamy.

Wywołać to może obserwowane anomalie, których jesteśmy często świadkami w świecie fizycznym.
Do czego zmierzam?
Gdy lecę do góry, to w którymś momencie, leci tak szybko, ze już nie nadążam. To właśnie gdzieś tam, w jakimś miejscu, stykamy się z Wyższa Jaźnią.
Nie postrzegam wąskiego wycinka otaczających mnie zjawisk, jedno po drugim a potrafię ich więcej utrzymać na uwadze, co wywołuje we mnie uczucie zaniku czasu. Zmieniam swoje postrzeganie. Nie musząc już wnioskować, ciągnąc myśl miedzy analizowanymi faktami.
Mogę się zatrzymać, wiedząc i rozumiejąc bez konieczności wykonywania myślowego ruchu.
Pomimo tych zmian, jestem ciągle sobą. Zachowuje swoja niezależność i odczuwam siebie tym samym, tyle ze bogatszym.
Kilka razy udało mi się, przekroczyć ten niezwykły stan. Zdobywałem wtedy na chwilkę możliwość podejmowania decyzji. Bylem jednak niezwykle ostrożny, gdyż nieznana mi była gra w której uczestniczyłem. Gdzieś we mnie tkwił ktoś jeszcze, pilnując bym za wiele nie zbroił.
Jak się odczuwa tego kogoś?
Mieści się on w naszej uwadze.
Wiemy wtedy, ze decydujemy wspólnie. Wiemy również, ze brak nam kompetencji i doświadczenia , by w tym planie cokolwiek samodzielnie wykonać.
Przyglądamy się wtedy jego myślom bez obaw, będąc pewni słuszności jego decyzji. Przypomina to odrobinę darzony do kogoś niezwykły szacunek.
Jakieś wewnętrzne przekonanie, ze mamy do czynienia z absolutna sprawiedliwością i modrością.
Pomimo tej niezwykłości, dawało mi się jednocześnie odczuć, ze nie był to ostateczny stan, jaki mogę osiągnąć. Było jeszcze jakieś miejsce o którym mogłem marzyc. Ostateczne poznanie.
Nie wpuszczało ono mnie jednak a było zapewne znane tej wyższej części, mnie samego, mojej Wyższej Jaźni. Tak, jak bym mógł je osiągnąć, jedynie wspólnie z nią.
Zastanawiałem się co powinienem zrobić.
Czy szukać za wszelka cenę połączenia z Wyższą Jaźnią, czy współpracując z nią, kontynuować pełne dynamiki życie samodzielnie.
Przy podejmowaniu tej decyzji, otrzymałem wskazówki..
Tematem tego eksperymentu jest zdobycie przez każdego z nas takich wskazówek, wyjaśnień, co mamy robić i po co to wszystko.
Jaki sens ma nasze życie i jak powinien przebiegać proces naszej integracji z Bogiem☺

Nie zapominajmy, ze koncentracja w medytacji myślą na zagadnieniu, również nas zaprowadzi do upragnionego miejsca,-to droga na skróty.
Nie jest konieczne przebywanie poza ciałem fizycznym, by dokonać najdalszej podroży.
P udanym eksperymencie , podzielimy się wnioskami, spisując drogę jaka wybraliśmy, by dotrzeć w głąb siebie.
*
http://www.youtube.com/watch?v=vGVpdN404pI&feature=related

Relacje:

Zbyszek:

Znajomek Wolfgang, zobaczył siebie z boku. Wyciągnęło go z ciała i mógł zobaczyć swoje zachowanie z zewnatrz. Podglądał ciapowatego faceta, rozpychającego się łokciami, mającego do każdego pretensje. Zrobiło to na nim niezwykle wrażenie, gdyż po raz pierwszy, nabrał do siebie takiego dystansu. Innym razem rozegrała się mu przed oczyma skomplikowana wizja. I tym razem  rozdzielił się na części. Obrazy układały się w niezrozumiały dla niego związek. Wysunęło go z jakiegoś obrazu, wprost na paletę farb, przekręcając po chwili mu rożne plany, w których się jednocześnie obserwował. W wizji, było tyle dynamiki, ze się pogubił. Miała zapewne połączenie z drzewem kabały, którym się interesuje.

*

Conchita wspominała mi raz, ze postrzegała siebie również z innej perspektywy, jakoś z góry. Była trochę rozczarowana, gdyż w przygodzie, poza akcja, nie towarzyszyły jej jakieś niezwykle zmiany stanów świadomość. Innym razem, coś wspominała o wysokich lotach po niebie, stosując zalecenia buddystów.

Obiecała opisać  swoje doświadczenia.

*

Herbina napomknęła, ze gdzieś w głębi niej samej, są jakieś elementy, które czekają na jej myśli. Pytała wtedy o rady. Co robić w życiu?

.Wyszło jej , ze jest dynamicznym elementem w 3 D,którego posunięcia obserwują jakiejś jej inne części.

Mnie  wetknęło do samochodu. Obserwowałem z góry jak jadę po śniegu, gubiąc co rusz kontrole nad autem. Przykład był dosyć prosty i dotyczył paru sytuacji z mojego życia. Właśnie wtedy ślizgałem się przez nieuwagę na ulicach w aucie. Gdy spytałem, kiedy ONI ingerują we mnie i jak to się czuje, to przypomniały mi się chwile, w których to się działo.

Rozróżniłem wtedy bezpieczna ingerencje z od wnikających we mnie części rożnych napotkanych ludzi. Przy ingerencji z dysku zyskiwałem a przy tej drugiej trafiały mi się zaburzenia woli i inicjatywy.

*

Innym razem obudziłem się w nocy na rurze, łączącej dwie wielkie płaszczyzny, przytroczone na jej końcach. Jedna twarda, druga rozmazana. Gdy się cieszyłem szaleństwem, to zepchnęło mnie na dol. Po krótkim locie, zawiesiłem się w pomieszczeniu bez podłogi, na wprost białych tablic, napiętych białym płótnem,- blejtramów. Ach, mam malować teraz?

Nie kojarzyłem wtedy żadnego związki z naszym eksperymentem. Budząc się zadałem kolejne pytania. Wtedy ponownie wylądowałem przed ta dziwna rura. Przeistoczyła się w igle i wbiła w jedna z płaszczyzn. Wtedy wizja stalą się dla mnie zrozumiała.

Parę dni później, Wolfgang znalazł grafiki drzewa życia ( kabala) wspaniale ilustrujące tą moją przygodę, z ta niezwykłą rura.
http://www.mu6.com/kabbalah.html

*

Pojawiam się w pyle kosmicznym. Dobra widoczność. Pytam o dysk. Ktoś korzysta z mojego ciała , przejmując nad nim kontrole. Jak siewca, rozrzuca świecące ziarna w pyl gwiezdny. Obserwuje z boku jego ruchy, są szybkie, koncentruje się na treści przekazu, tracąc dostrojenie do widocznego.

JEST TAK.

Pośród pulsującej i falującej paroma kolorami energii, świeci silne źródło światła.

A MY CHCEMY TAK.

Na peryferiach tej falującej substancji, zaczynają iskrzyć punkty.

Dlaczego nie reagują na przewodników zmarli?

Wyszło tak, jak by istoty z planu przyczynowego, nie dysponowali ciałem mentalnym, nie mogąc tym samym wizualizować myśli w astralnym planie. Doskonali, pozbawieni ego.

Ach ,wiec naszym prawdziwym ciałkiem jest ciało przyczynowe, a te pozostałe dostajemy od rodziców?

Umieranie ciągnie się do mentalnego planu?

To by znaczyło, ze bez żywych nie da się wyciągać zatwardzialców, bo nie ma jak się z nim porozumieć?

A co zrobić, by zoptymalizować skuteczność odzyska?.

Przypomniałem sobie uniezależniające się moje ciało astralne w czasie odzyskań. Wykonywało ono niezależne ruchy,  jakby sterowany przez kogo.Przy mojej malej swiadomosci w eksploracjach, dawało się to doskonale zrobić. Nie protestowałem przecież wtedy, stajać się raczej obserwatorem rozgrywającej się akcji.

A jak to robicie?
*
Rugwa

09.03.2010 – 23:13

Ciekawy temat Zbyszku, najbardziej interesujący ze wszystkich, w jakich miałam okazję brać udział. Często sama pytam swoją Wyższą Jaźń o różne sprawy – zawsze dostaję odpowiedzi, robię to najczęściej w stanie medytacyjnym – odpowiedzi pojawiają się same – coś na zasadzie wewnętrznego dialogu. Zadaje pytanie, a potem sama sobie na nie odpowiadam wewnętrznie, nie wymyślam odpowiedzi – samo zadanie pytania powoduje ogarniające mnie zrozumienie i świadomość postawionego przeze mnie zagadnienia.
Bardzo interesuje mnie ten temat z perspektywy jednostki wypuszczonej przez WJ w celu badania „nieznanego”. Lubię takie eksperymenty, ale faktycznie nie kleją się coś one za bardzo. Możliwe, że powodem jest nieobecność fizyczna, bo choć to nie istotne w efekcie, to czasami bardzo motywuje. Raz na jakiś czas przeprowadzamy z Draqiem podobne eksperymenty, siedząc np. na sąsiadujących ze sobą fotelach i przyznaję, że bezpośredni fizyczny kontakt i późniejsza możliwość natychmiastowej wymiany doświadczeniami jest wygodniejsza niż pisanie postów :)
W każdym razie popieram temat i zachęcam każdego, bez wyjątku, żeby chociaż spróbował, bo naprawdę warto.

pozdro ziomy
*
pływak
10.03.2010 – 11:31
I ja w temacie dodam, że to bardzo ambitny eksperyment. Próbowałem kilkakrotnie przebić się do swojej wyższej jaźni, chyba ma to coś wspólnego z Ja-Tam R. Monroe’a, którego akurat „wkuwam”. Zazdroszczę mu jak bardzo daleko się przedostał i cały czas pisze o pracy z lewą półkulą mózgową. A więc na niej powinniśmy się skupić. Proponuję zacząć od tego, że koncentrujemy się najpierw na sobie tzn. innych uczestnikach tego programu. Czas nie ma tu znaczenia, bo w WJ nie istnieje (przynajmniej w naszym pojęciu), a więc wystarczy, że każdy oderwie się od ciała fizycznego i kieruje na wyższe wymiary. Ci, którzy potrafią przebić się wyżej zabierają ze sobą tych „słabszych”, to może się udać, pod warunkiem, że wszyscy zmierzają w jednym kierunku. Pamiętajmy, że napotkane Istoty są częścią naszego JA a światy niefizyczne, w jakich się znajdziemy, istnieją poza naszą jaźnią, więc możemy tam się spotkać. Mnie udawało się czasami bywać w innym czasie, chociaż tylko na krótko i nie potrafiłem zweryfikować ani gdzie byłem ani w jakim czasie. Widziałem budowle, których nie znam, spotykałem ludzi. którzy są mi nieznani, coś z pogranicza deja vi!
Tak, poszpiegujmy trochę, może nic nie zmienimy ale się dowiemy. Dla mnie to zawsze krok bliżej do prawdy.

*
ajzis26
11.03.2010 – 21:45
Świetny pomysł Zbyszku! Mnie również zainteresował ten temat, i oczywiście wezmę udział w tym eksperymencie. Ostatnio mam coraz lepszy kontakt z WJ więc mam nadzieję, że ten eksperyment będzie owocny, tylko przydałoby się więcej chętnych:) Pozdrawiam!
*
SORROW
14.03.2010 – 07:03
Jakieś efekty ?
Wydaje mi się,że poprzeczka poleciała zbyt wysoko .Wystarczy spojrzeć kilka postów wstecz – trudne tematy .Odzyskiwanie, szukanie aspektów…
Ludziska wystraszyły się i pouciekały, a eksperymentuje raptem 3 userów .

Przypomina mi się,jak działaliśmy w grupie „”AP”" (hehehehe, kłótnie o członkostwo :) też temat eksperymentów umarł w jakiś dziwny sposób .
TEraz można też poczytać listy z grupy dyskusyjne ONEIRO ” , fajna sprawa szczególnie archiwalne , bo aktualne wpisy są sporadyczne , częściej ludzie pytaja,niż radzą coś .Energia ucieka ? Przed 2012 potrzeba jej więcej -rozwijajmy się !
*
Zbyszek
14.03.2010 – 19:29
Myślę, ze inicjatywa wkrótce padnie.Sam ciągnę na ostatnim gwizdku.
Nie martwię się jednak. Kilkadziesiąt osób się wyćwiczyło na naszych eksperymentach. Mamy dokumentacje z AP, można ściągnąć z mojego bloga..Czytało już je tysiące ludzi:)
Nikt, starym weteranom, doświadczenia już nie odbierze. Przyjdzie czas , ze otworzą sami gęby, wtedy będzie znowu głośno.
Mam już parę relacji od ludzi. Nie chce im się pisać i opowiedzieli swoje historyjki tel.
Do tej wyższej jaźni nie trzeba oobe, tylko się wsłuchać, co nam gada w głowie. A wiec łatwe ćwiczenie. Co, znowu spisywać? Jak podsłuchiwać?
Przecież każdy słucha, co mu w głowie buczy. Damy rade, zobaczysz.
*
Dzyeson
15.03.2010 – 12:51
Dobra , to może ja. Opiszę kontakty z wyższą jaźnią podczas medytacji ,a nie jak do tej pory podczas LD/obe. Zaznaczam że fazy te miałem zanim rozpoczął się eksperyment. Pierwsza z nich: Leżę , medytuję , nie myślę o niczym . Po pewnym czasie pomyślałem ze zadam jakieś pytanie , mimo że przecież medytacja polega na całkowitym wyciszeniu. Pytam się w myślach co mam robić. Po chwili usłyszałem głos:Marcin , rób co chcesz , wyrażony jakby z lekką pretensją. Druga inna faza , sporo lepsza to: Medytuję nagle się wyłączam i czuję jakbym się podpiął pod jakąś kobietę. Ona mnie jakby napędza , jest moim źródłem , widzę w czerni jakąś niebieską plamę i wyczuwam że to ta kobieta. Dlaczego napisałem , że mnie napędza? bo uderzałem młotkiem , który mocno zniekształcony wyrastał jakby z tej plamy. Wygląda na to że jestem tylko jej narzędziem , ona ma nade mną władzę , robię to co ona chce. Ona mnie napędza , daje mi energię, potem dopiero ja uderzam. Po pewnym czasie zauważam , że to ja jestem tym młotkiem! Jestem narzędziem już właściwie dosłownie. No tak , przecież od początku ten młotek wyrastał z plamy a ja go nie trzymałem , plama ładowała młotek , który następnie wystając mocno z plamy uderzał. Podobnych faz miałem jeszcze kilka , nie wiem czy dalej pisać
*
rugwa
16.03.2010 – 00:53

Po krótce opiszę, co zobaczyłam w swoich medytacjach, których na temat eksperymentu przeprowadziłam 2 sztuki.
Za każdym razem na moje pytanie odnośnie mojej duchowej tożsamości dostawałam wizerunek lwiego samca, w każdej z możliwych postaci, i pluszowego, i groźnego, i nawet króla lwa :D

Natomiast, kiedy spytałam się Wyższą Jaźń o jej tożsamość, zobaczyłam gigantyczną meduzę, zawieszoną w kosmicznej przestrzeni. Z meduzy tej wyłaniało się mnóstwo macek, a jedną z nich byłam ja – zrozumiałam, ze jest to moja projekcja Dysku/WJ. Nie podobała mi się za bardzo ta wizja, ale mimo tego ogarnęło mnie niesamowite uczucie tęsknoty i miłości, przez co zachciało mi się płakać. Zobaczyłam jak wszystkie macki meduzy wracają do jej środka, po czym nie zostaje ani jedna z nich. Moja macka schowała się jako jedna z pierwszych i zrozumiałam, że być może jest to moje ostatnie ziemskie życie. Gdy wszystkie macki schowały się meduza spłaszczyła się i przybierając kształt dysku wystrzeliła jak smuga światła w czarny kosmiczny bezkres. I tyle ją widziałam…
Gdy pytałam się o moją „drogę życiową” widziałam kwiaty: ciemno-różowe tulipany i jasne róże, towarzyszyła mi jakaś kobieta chyba – nie była to wyraźna wizja. Zobaczyłam też Draqa, a potem Zbyszka, zapadającego się w czerni coraz niżej i niżej. Ja zapadałam się razem z nimi, to znaczy każde z nas zapadało się oddzielnie, ale każdy w tym samym kierunku. Zrozumiałam, że cele każdego z nas w tym życiu były/są podobne – każde z nas w pewien sposób miało sięgnąć dna, doświadczyć przykrych rzeczy. Temu obrazowi nie towarzyszyły żadne dźwięki tylko bardzo przykre uczucia, które przetłumaczyć na język ludzki mogę tylko tak: trzeba uświadomić sobie, że osiągnięcie dna nie jest możliwe, można się zapadać w nieskończoność cierpienia i nigdy nie osiągnąć kresu; jednak nieważne jak głęboko się zejdzie – w każdej chwili można natychmiast zmienić swoje położenie na pełne szczęścia i radości. To zapadanie się w czarną otchłań było jakby symbolem mojej drogi wyjściowej w tym życiu – przynajmniej tak to odebrałam. W każdym razie to uczucie złożyło się na moje późniejsze przybicie.

Słyszałam też głos, który nakazywał mi wypowiedzieć słowo: KIMERT. Wypowiedzenie tego okazało się niesamowicie trudne, tak jakbym blokowała się za każdym razem gdy chciałam to wypowiedzieć. Również moja energia za każdą próba wypowiedzenia KIMERT wznosiła się lekko w górę i tak jakby nie mogła przepchać się dalej. Znowu zaczęłam widzieć lwy i teraz to one wypowiadały to dziwaczne słowo – ale jazda:D WYPOWIEDZ TO, WYPOWIEDZ SWOJE PRAWDZIWE IMIĘ – mówił do mnie lew. I wypowiedziałam w końcu nieśmiało, licząc na jakiś cud, ale…kompletnie nic się nie stało… Tylko później po medytacji byłam jakaś smutna i przybita…
Pojawiały się przed moimi oczami również obrazy z mojego dzieciństwa, ukazujące przede wszystkim moje zabawki, o których istnieniu zapomniałam całe wieki temu.
I to na razie tyle od rugwy, yo
*
Zbyszek
16.03.2010 – 22:04

Znalazłem bardzo udany grafik dymensji, niestety po angielsku. Najlepszy na jaki natrafiłem:)

The Absolute (Dynamic Membrane)

http://www.mu6.com/kabbalah.html

Miałem parę przygód, wizualizacje związku z W:J. Ale niczego konkretnego mi nie wniosły. U znajomych było podobnie. Postrzegali jedynie siebie z innej perspektywy:)
Szukamy dalej
*
tom
16.03.2010 – 22:29

Wszędzie ten motyw macek jak od ośmiornicy :)
Kolorowe przeróżne, cieniutkie, począwszy od rozgraniczeń w atomach, w organach ciała, osobowej psychice, idąc w głąb, macki stają sie coraz grubsze, przechodzę przez świadomość grupy, coraz głębiej coraz grubsze, coraz mniejsze rozróżnienie macek, płynne przejścia z grup świadomości, królestwo roślin, zwierząt i głębiej i głębiej, cała materia ożywiona, macki coraz grubsze i jednolitsze, dalej płynne przejście w materie ogólno-pojętą, i wgłąb coraz grubsza materia, coraz szersza świadomość, ujednolicona, zdaje się końca nie mieć, dociera do dziwnej pustki oplatającej całość percepcji, odczuć.

ajzis26
17.03.2010 – 20:37
Witam! W niedziele nie udało mi odpowiednio nastroić, ale następne dni eksperyment powtarzałam regularnie. Nie wiem czy cokolwiek z moich wizji można odczytać, trochę to głupie i długo zastanawiałam się czy warto w ogóle to opisywać. Pierwsze co mi przyszło na myśl to rok 2012 zapytałam się jaki będzie. Chyba intensywnie myślałam o tym roku, bo po czasie dostałam odpowiedz w postaci liczb. Jako pierwsza ukazała mi się liczba 2160, od razu ją zapisałam. Nie wiem co to oznacza, próbowałam odczytać znaczenie tej liczby, rozkładając ją na czynniki pierwsze ale nic mi konkretnego nie wychodzi. Tej samej nocy miałam sen, że uciekam przed wodą. Kolejnej nocy zapytałam się o nasz cel i znowu ukazała mi się liczba,ale tym razem 2592 i chyba na końcu było 0 ale nie jestem pewna, ta liczba wyłoniła się z ciemności tak jakbym oglądała film 3D mogłam ją oglądać z każdej strony, to było niesamowite. Żadnego skojarzenia nie mam z tą liczbą więc może to mój wymysł. Próbuję nadal. Pozdrawiam!

Ja nadal chcę uczestniczyć w eksperymentach, więc się nie poddawajcie!
*
Dzyeson
z tym drzewem miałem kiedyś niezłą fazę. LD i pytam się napotkanych ludzi o tym jak kiedyś Żydzi mieszkali w Polsce. kiedyś się tym interesowałem. Był ze mną NP , byliśmy na jakiejś wsi i pytaliśmy miejscowych o Żydów. Śmialiśmy się z ich sposobu gadania i wyrażanych przez nich pogłodów (delikatnie mówiąc niezbyt miło ich wspominali). Potem poprosiłem tego NP zęby mi dał jakiś dowód na to, ze pozyskuję prawdziwe informacje i ze naprawdę obcuję z nim. Za jakieś kilka sekund ujrzałem wielkie , grube drzewo wokół którego tańczył Żyd. Śmiesznie to nawet wyglądało. Nie śmiesznie było z rana , kiedy w google wpisałem hasło: Żydzi a drzewo , okazało się że Drzewo jest świętym symbolem Izraela. Wstrząsnęło mnie to mocno. Później dowiedziałem się o Kabale i jego związku z tym drzewem i o związku tego wszystkiego z ezoteryką. Może specjalnie ukazało mi się te drzewo , ze względu na moje ezoteryczne zainteresowania , a może chodziło o to że tak naprawdę my wszyscy mamy wiele wspólnego z tym drzewem , a może ja w poprzednim wcieleniu miałem jakiś związek z kultem Kabały czy po prostu z kultem religii żydowskiej. nie wiem sam tego wszystkiego , ale skądś zainteresowania Żydami się wzięły……
*

Zbyszek

Podobne grafiki robiliśmy z Wolfgangiem, przypominały one jednak bardziej amfiteatr i odnosiły się do strasznej choroby cialkofreni.Tradycyjne rysunki kabały męczyły mnie swoim geometrycznym układem. przerysowana idea w 3D na płaskim papierze.
Patrze jednak na nią z wielkim szacunkiem, gdyż jest wspaniałą próbą usystematyzowania całości planów świata do kupy.
Nie uwzględnia wypieranek ciałek, oraz masy wielu innych, peryferyjnych zjawisk, które my borujemy. Malujmy dalej to drzewo życia, doklejać kolejne gałęzie, lub wymieńmy roślinę na coś bardziej trafnego.
Na tym rysunku, dobrze widać jak się warstwy kończą. Sunąc jaźnią do górnego jajka ( najdalsza z najdalszych podroży) tracimy warstwy świata. Wywołuje to zmianę stanów swiadomosci, gdyż w drodze do Boga, Emitera, tracimy substancje w której możliwe jest wytwarzanie danego cielska.
Nie uwzględnia, dostrajania swiadomosci do rożnych planów jednocześnie, ale przecież to tylko rysunek, wizualizacja grubej idei na cienkim papierze:)
Mnie zastanawia ciągle niechęć do badania stanów swiadomosci. Ludzie koncentrują się na górnych elementach rysunku, na Bogu, a olewają całkowicie dolne schodki. Ba, nawet drą psy na badaczach, bo to okultyści.
Nie jest łatwo na tym świecie:)
*
Conchita

Mnie buddyści rozwalili w temacie WJ :) Wszystko iluzja, nasza dusza, WJ to iluzja (co znaczy czytająvc po ludzku, że istnieje w sensie dualnym, czyli naszym rozumieniu, nasz umysł to trzyma), ale wg. ostatecznoego zrozumienia nie istnieje to wszystko – jest Dharmakaja – Prawda, poziom pełni który sobie kreuje.
Przez trzymanie się tej koncepcji duszy/ WJ chyba spieprzyłam kluczowe doświadczenie mojego życia… ;) :) :)*
*
Roxane

qcze Conhi, napisz w tej kwestii coś więcej/jaśniej please…

bo w tym się ostatnio gubię – mam dwie bliskie przyjaciółki, obie buddystki od lat i jedna non stop o WJ mówi, a druga protestuje na dźwięk słowa „Stwórca”…

Dlaczego piszesz, że „spieprzyłaś”?

Ostatnio dochodzę do wniosku, że wszystkie te nazwy, funkcje itp. to tylko faktycznie wytwory naszego umysłu – musimy ponazywać, zrozumieć, opisać i nadać definicje, żeby się „zbliżyć”, a rozum chyba jednak niewiele z tym ma wspólnego. Ale w buddyźmie jestem cieniutka, nie wiem jak to sie z nim je wszystko
*
Conchita
Iluzja w sensie buddyjskim jest bardzo specyficzna: wszyscy zgadzamy się, że coś jest np. ten świat, ale w punktu widzenia ostatecznego poznania to iluzja ;) hahahaha! I tak należy czytać, że WJ to iluzja – w zasadzie jest, jak cała sambogakaja, ale to iluzja. Mi to najłatwiej zrozumieć gdy myślę o systemach przekonań, całych światach niefizycznych: w zasadzie są, żyje tam mnóstwo istot, które je postrzega wspólnie, doświadcza w nich, są dla nich rzeczywistością. Ale wystarczy coś w umyśle zmienić, zrobić miejsce na nowe, by zmienić te obszary, albo w ogóle je opuścić:). Czyli są, ale to emanacje umysłu/ducha, który w ten sposób postrzega siebie i uporządkował sobie istnienie na niższych planach.
Wybaczcie, jeśli mieszam, ale buddystką jestem dopiero od stycznia i jeszcze mało oczytaną i nienaumianą…. :)

A zmarnowałam swoje doświadczenie, no dobra opiszę, miałam nie pisać, żeby sobie w ego nie ładować, bo tu nie ma żadnej mojej zasługi, raczej przeciwnie: przywiązanie do ego itp.

Spałam sobie w najlepsze śniąc intencję pomocy innym. Jakoś musiał to podłapać jakiś „bodhisattwa”, bo ktoś pomógł wstać mi z ciała. Wstałam z trudem i nic nie widzę, stoję w ciemności. Wtedy ktoś dotknął moich oczu i bez ich otwierania zaczęłam widzieć otoczenie. Wszystko było jakieś rozedrgane i gęste jak w wodzie, przy mnie ktoś stał, ale patrzyłam na tego z drugiej strony: dziwny facet o niebieskiej skórze, jakby jakiś pusty od środka, stał bez żadnych atrybutów (to dla tych, którym skojarzył się z Buddą Medycyny, na którego inicjację się specjalnie potem wybrałam). Szczerze mówiąc, nie miałam czasu się mu przyjrzeć, bo zaczął mówić, że nie istnieję jako oddzielne „ja”, oddzielna świadomość. Mówienie to nic, jego świadomość jakoś oddziaływała na moją, moja zaczęła się częściowo dostrajać. Po prostu nagle z całą oczywistością stwierdziłam, że jestem jak bańka powietrza w oceanie, który jest świadomością i wystarczy małe „pyk” żebym zlała się ze wszystkim w całość (co facet jeszcze głosem powtarzał, że nie istnieję). Poczułam, jak kruche jest to moje ja i poczucie oddzielenia. I być może zrobiła bym to „pyk” żeby poznać ten ocean, ale qrka musiało mi się przypomnieć. Nagle krzyknęłam: no, ale moment, a gdzie tu jest WJ? Dusza?????? (moje kochane WJ!!!) I wyprułam z miejsca (właściwie porwało mnie) w błyskawicznym pędzie. Znalazłam się na ziemi jako olbrzym wśród małych ludzi, który widzi daleko, ma bardzo szerokie horyzonty, wiedzę, ale…. oczy utkwione w ziemi i poczucie ograniczenia, wewnętrzną potrzebę wyzwolenia się z ograniczonego istnienia, które powoduje cierpienie. Ech….

Zaraz potem byłam z powrotem w cielsku totalnie zszokowana z pełnym kryzysem, załamaniem się systemu przekonań (jak to: nie istnieję? nie ma mnie? jestem iluzją?????).

A teraz już nic nie wiem i nawet nie udaję, że jest inaczej :)

*
Zbyszek
Borujemy z Wolfgangiem ten temat od paru lat. Ma on supr nauczyciela pana UP.
http://www.holofeeling.com/
Najpierw opowiadał Woilfi, ze wszystko to iluzja, potem ze on jest mną, o teorii luster i ze mój NP-k to ja sam, wyższa jaźń tez ja, a t Bóg to ja. Na końcu nawet , ze Boga nie ma a ja jestem uwikłany w system przekonań i wszyscy znajdujemy się w jednym punkcie.
Całkowicie uwolnił się od wyobrażeń, ze jest tylko to, co cale życie postrzegał, świat fizyczny Teraz wyćwiczył się w znaczeniach słowa i myśli za dziesięciu, rozbijając rdzeń wyrazów w strzępy. Coraz lepiej rozumie, co mówi i coraz sprawniej wnioskuje.
Gdy tak mnie męczył tą iluzją, to spytałem się go przewrotnie. Czym się przejmujesz?
Przecież mówiłeś mi o tym już rok temu. Czemu dalej przynudzasz ta iluzją. W twojej fascynacji skrywa się ciągle obawa. Nie wiesz jak do tego doszło i nie udało ci się świadome doznać stanu w którym to jest oczywiste.
Ględzimy od lat, o rożnych stanach swiadomosci, dymensjach w których istniejemy. Szukamy drogi, by je wszystkie przeżyć i poznać. Nie zmienia to wlasciwie niczego, gdyż za każdym razem i tak lądujemy znowu w ciele fizycznym, wspominając jak było gdzie indziej.
Gdy mowie mu, ze ciągle mi ktoś gdera w głowie i nie wiem za bardzo kto to jest, to on zniecierpliwiony odpowiada, ze to ja sam robię. Bo ON to ja.
Znam już siebie na wiele sposobów, w których się zmieniam. Raz głupieję a raz pęcznieję w rozumie. Już mnie to jakoś nie dziwi. Zastanawia mnie za to, jak ja to robię i w czym to robię.
Jest moment który daje w kość. Gdy przefazuje mnie w ciało przyczynowe. Tracę ego, tracąc pamięć o sobie. Ciągle jednak jestem sobą choć już trochę innymi. Ciało niefizyczne mnie przygłuszają. Rowniez mentalne to robi. To co ignoruje w świecie fizycznym staje się tam jedynym. Wola, ruch mojej uwagi, mało znaczące w fizyku, są jedynym co mi pozostaje. Czy się tym wtedy martwię?
Nie skądże, ani trochę, gdyż duchowe mnie oszałamia, jest fajniejsze. Gdy darłem jeszcze wyżej to zamierałem w bezruchu. Cos się działo, traciłem ruch w sobie i stawałem się jedynie świadomą siebie jaźnią. Masakra, pomyślicie. Zbychu się zarżnął i go nie ma☺.
Wtedy coś się mi przytrafia, co jest moja indywidualna śmiercią. Nie jestem już sam. Jesteśmy więcej. Podglądam jeszcze większą wole, mogąc jej współtowarzyszyć. Gdzie dotarłem, tego nie wiem za bardzo. Z tych podróży zabrałem ze sobą tego kogoś do fizyka. To jest ta właśnie osoba, która mi ciągle nadaje w głowie. Udostępniam tej cześć mnie, poprzez mnie przyzwalając na ingerencje w świcie fizycznym. Nie rozumie często co i dlaczego to robi. Czasami mi coś skapnie z okolicznosci, gdy za bardzo jęczę,
Jeśli sytuacja jest ciężka, to udostępniam właśnie tej mojej gderającej części, moje ciała niefizyczne. Obserwuje wtedy, jak w teatrze, ich groteskowe ruchy, sterowane z zewnatrz mnie.
Łatwiej mi się teraz żyje, gdyż moje interesy są wlasciwie nie takie już moje.. Z kostuchy się śmieję, iluzją się nie przejmuje, zastanawiając ciągle jak Ja , to znaczy On to wszystko robię.
Pozostaje mi wlasciwie jedynie usprawnienie tego co jest, no tą, tą iluzja☺
W czasie odzyskiwań , rozmawiamy z napotkanymi osobami właśnie o tej iluzji, o zmiennych stanach swiadomosci.
Jeśli sytuacja jest ciężka i przekracza moje doświadczenie, to udostępniam moje ciała niefizyczne przewodnikowi, lub właśnie tej mojej gderającej części mnie samego. Obserwuje wtedy, jak w teatrze celowe ruchy moich ciał, uważając bym własną myślą nie zmienił za bardzo scenariusza.
Podobnie mam w ustawieniach hellingerowskich. Tutaj akcja toczy się bardzo dynamicznie. Pojawiają się w moim pobliżu rożne osoby, przywołane próbą rozwiązania konfliktu. Tutaj muszę uważać. Gdy wpuszczę w siebie kogoś, udostępniając mu ciała subtelne, to najczęściej wykorzysta to do rozwiązania własnych problemów, zajmując sobą uwagę ustawiających. Jedynym rozsądnym wyjściem jet wtedy zamrożenie dla publiczności mojej woli i podporządkowanie się swojej wyższej części.

*
Asha

To niesamowite! coś bardzo podobnego widziałam w swojej wizji jakiś czas temu, w czasie słuchania któryś z hemi-syncow. Wizja ta pojawiła się bez żadnych uprzednich intencji.

Moim wyobrażeniem było morze nocą z wodospadem, zaraz dołączyła do tego wizja fioletowo-niebieskich wypustek (bardzo podobnych do tych na stronie o holonach mu6), zebranych w grupie i połączonych u dołu w jedno. Towarzyszyło temu nietypowe uczucie świadomości jednostek zawieszonych w przestrzeni, które stanowiły te wypustki i jednocześnie świadomości jedności, jaką tworzyły. Były sobą i jednocześnie całością, i to dokładnie opisuje definicja holonu (od „whole” – całość i jednostka/część zarazem). Odczucie w tej grupie było niesamowite!

Najważniejsze właśnie było to samo odczucie, do którego często wracam. Dalsze skupienie się na tej wizji prowadziło do wniosków, że obraz ten można przełożyć na ludzkość, a dalej, na każdy inny aspekt tego wszechświata. A więc idąc dalej tym tropem, my także stanowimy swego rodzaju wypustki, ale u podstawy jesteśmy wszyscy połączeni w jedność, stanowimy jedność. Owa „meduza” to nie jakiś osobny byt, każdy z nas jest nie tylko jej częścią, jesteśmy ową meduzą, jednocześnie zachowując swoją obecną tożsamość. Pasowałoby tu powiedzienie (chyba Monroea), że całość to znacznie więcej niż suma poszczególnych części. Tak to widzę pod kątem własnych doświadczeń.

Wizja sama w sobie jest przepiękna i niesie wspaniałe odczucia emocjonalne. Jakby powrót do Tego domu.

Znalazłam też rysunek, który zrobiłam jakiś czas przed wizją, który by też taką strukturę określał.
Przedstawiał on grupę pojedynczych półkul, czyli osób/ jednostek, które umieszczone na powierzchni morza zdają się być osobnymi istnieniami, jednak pod powierzchnią wszystkie łączą się w jedno. Majańskie In Lakeh, jesteśmy wszyscy jednością i sobą wzajemnie.

Myślę, że ta wizja zawiera bardzo istotny przekaz i gdyby popracować nad tym, nad świadomością bycia jednością z wszystkim, to odczuwanie życia i siebie samego bardzo mocno by się zmieniło. Bo czym innym jest pojedyncze odczucie, do którego wczuwa się człowiek w wizji, a co innego zakorzenienie tej świadomości na dobre. To przerysowuje cały świat z nowej perspektywy i wtedy patrząc na innych widziałabym po prostu inne wypustki mnie :) (nie wiem czy da się zrozumieć coś z tego co piszę?).

Hmm to tyle z moich doświadczeń, które przypomniały mi się po przeczytaniu części tego wątku. Strona o holonach także bardzo mnie zaciekawiła, dzięki za linka :) Muszę o tym więcej poczytać.

Aha, nie wiem czy kojarzycie, ale w Muminkach były takie specyficzne stwory, które właśnie bardzo przypominają mi kształtem holony :)
*
SORROW

Też miałem dzisiaj niezwykle rozbudowane sny ,wizjonerstwo i wogóle szatan był w moim telewizorze ;)

Jak zwykle podczas projekcji włóczyłem się po blokowiskach szukając jakichkolwiek aspektów . Kiedy znalazłem się w jakimś wieżowcu na parterze przy wejściu czekały na mnie dwa podejrzane typy . Osoba z którą tam byłem emanowała ogromną miłością, spokojem , a ja czułem z nią jakąś szczególną więź . Typy zrezygnowały z ataku , chociaż wyczułem ich zamiar .Odeszły złagodzone samą obecnością tej istoty ( chyba to była babka ,ale nie jestem pewien :) .
Dziwne te odczucia były – jak zwykle nieosiągalne w realnym życiu „”na codzień”‘ ,chyba ,że oddał bym się codziennej wielogodzinnej medytacji , albo uwierzył w istnienie jakiegoś indyjskiego bóstwa .
(pomagają mi w medytacji,ale i tak w nie nie wierzę :)
*
Asha

Przypomniało mi się jeszcze coś innego o podobnych holono kształtach.
Łącznikiem mogłoby być założenie, że wszystko odzwierciedla się we wszystkim. Tu parę ciekawych video jak np. pozornie niewinna skrobia kukurydziana reaguje na fale dźwiękowe. Wpływ fal na materię. Przełożenie teorii holonów na obraz w materii?
http://www.oobe.pl/park/index.php?showtopic=4976&pid=61683&st=0&#entry61683

Pierwszy link ze skrobią, drugi jeszcze fajniejszy z płynem magnetycznym, który został poddany falom dźwiękowym, określonej wibracji przestrzeni. Warto zobaczyć! :)

http://www.youtube.com/watch?v=F2i-IPiuCwk…feature=related

Ten wpis został opublikowany w kategorii EKSPERYMENTY, WYŻSZA JAŹŃ. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Wyższa Jaźń

  1. Zbyszek pisze:

    trochę mi się nie zgadzają te wcielenia nieliniowe. To tak jak by nie było w życiu zbierania doświadczeń a jedynie odtwarzanie nieśmiertelnych ról, zapełnionych czyimś, fikcyjnym życiorysem. Sprzeczne to trochę z tym, co my przezywamy obecnie. My wytwarzamy wspomnienia i nie jesteśmy wtłoczeni w odgórnie określoną role, jakiejś fantomowej osoby.
    Takie koncepcje to raczej krzyk rozpaczy, przerażenie z przeznaczenia, które da się inaczej wyjaśnić.
    Jednego się kędyś dowiedziałem, gdy cisnąłem NP-ka o rożne gęstości.
    Spytał mnie, czy jestem pewien, ze nie ma jeszcze gęściejszej niż ta fizyczna.
    Gdy starałem się ja sobie wyobrazić, to mi jeszcze więcej dołożył. Czy nie może być ich o wiele więcej, upchanych miedzy tymi, o których wiemy na ziemi. Wiemy jedynie o tych, w które się zwiesza nasza jaźń. Czy ona jest wszechmiarą świata? Ona ma jedynie kilka ciał do dyspozycji, mając w znanych nam gęstościach swojego przedstawiciela.
    uuu, gdy spytałem,- to ile ich jeszcze jest, uśmiechnął się i dal dyla,

  2. Herbina pisze:

    Hm, ale co się nie zgadza?
    Jeżeli jest tak, ze jesteś zbiorem, taką sobie kulą energii, która sobie gdzieś tam istnieje i wysyła sondy. Wtedy Ty -Zbyszek, jesteś taka sobie jedna sonda tu w tym realu, w tym czasie, inna sonda jest właśnie w średniowieczu , inna w przyszłości, może nawet w tym czasie jest kilka, lub kilkanaście sond, wysłanych w ten sam real, każda sonda zbiera doświadczenie i się uczy, każde zrozumienie czegoś jest nie tylko dla tej jednej sondy, ale dla całej kuli, czyli wszystkie sondy otrzymują jakiś ładunek rozwojowy, niezależnie gdzie się znajdują i w jakim czasie, bo wszystko – i to , co w przeszłości i to, co teraz, i to co w przyszłości, jest tylko jak film , który sobie leci , a kula sobie jest niezależnie od tego i wysyła sondy dla zbierania doświadczeń.
    Weźmy na przykład termity, podobno w jednym kraju grupa termitów czegoś się nauczyła, w tym samym czasie wszystkie termity na świecie otrzymały te informacje, bo tez zaczęły budować swoje gniazda, czy jak to się zwie. W ten nowy sposób, jedne lepiej, inne gorzej, w zależności od wielu czynników, ale info doleciało wszędzie, podobno insekty , owady itd. maja jedna dusze ( jedna dusza dla jednego gatunku), która się nimi zajmuje. Choć są rozproszone po świecie, można je przyrównać do organów jednego ciała. Tak tez można przyrównać wszystkie sondy , każda sonda to cząstka tej jednej kuli energii. Informacje przebiegają tez miedzy sondami, np. nagle odbierasz obrazek z przyszłości lub przypominasz sobie baaardzo odległą przeszłość, według mnie to są info przesyłane miedzy sondami. W momencie, kiedy jedna z sond coś zrozumie, dojdzie do jakiegoś poziomu wiedzy – rozwoju ( słowo poziom jest durne, ale nie znajduje innego), to służy czasem jako taka samopomoc, jeżeli jest to dla dobra całej kuli, czyli do zwiększenia jej ładunku doświadczeniu – wiedzy.
    Natomiast jeżeli kontakt z całościowa wiedza kuli, czy kontakt z pojedynczymi innymi sondami, jest tylko czymś wyuczonym, kiedy osoba nie rozumie zbyt dużo, nie jest gotowa do zmiany poglądów – przejścia na inny rodzaj odbioru ( np. dystansu do tzw. nieszczęść, który wiąże się ze zrozumieniem iluzoryczności wydarzeń) a nauczy się techniki kontaktu, to może mieć duże problemy, bo np. będzie się przejmowała nieszczęściami, co do których info dostaje.
    Znam kilka osób, które z tego powodu wpadły w alkoholizm lub/ i straciły ochotę do życia.

  3. Herbina pisze:

    Dla większego zamieszania, dodam jeszcze mały szczegół – prawdopodobnie oprócz tego realu ( przeszłość, teraźniejszość, przyszłość) jest wiele innych realów ( jedni mówią o ok. 10 inni o nieskończonej ilości), tak wiec zaczyna być ciekawie , np. kula wysyła sondy do jakiegoś istniejącego realu , a sonda poprzez swoja kreacje tworzy następne reale , np. podczas skoku rozwojowego, w którym zaczyna coś pojmować nagle i tak daleko odskakuje od realu, w którym się znajduje, inaczej mówiąc nie pasuje do niego energetycznie.
    Są to już inne wibracje, wiec tworzy inny real, tak jakby przenosiła niektóre elementy , tj. ludzi, domy itp itd do nowego realu gdzie wszystko funkcjonuje już nieco inaczej, czyli zgodnie z jej nowymi wibracjami, czyli tworzy nowe światy, mając wrażenie, ze wszystko dzieje się liniowo, ze po prostu wszystko uległo po prostu zmianie. Co się dzieje z poprzednim realem?
    A czy to ważne, skoro i tak wszystko jest iluzja? :) ))

  4. Zbyszek pisze:

    Wpadłaś jak huragan :)
    Ile jest tego jeszcze?
    Pomocne dla mnie jest stwierdzenie , ze w jednej przestrzeni skrywają się postrzegane prze ze mnie, rożnej gęstości plany. Ich właściwości określają mój charakter. Mam twarde ciało fizyczne, mogę odczuwać i myśleć i rozumować. Dzięki pozostałym gęstościom jest to możliwe. W którymś momencie, mogę się rozpoznać jako jaźń, samoświadomość, odcinając od tych planów z rożną gęstością. Tracę wtedy, te moje właściwości duchowe., staje się świadkiem.
    Tutaj się lamią moje doświadczenia. Łącząc się z wyższym elementem, stawałem się biernym obserwatorem lub współistniałem z nim w jednym planie. Nie udało mi się jednak na tyle zintegrować, bym dobrał się do jego rozumu i wiedzy. Oszołomiony wielkością, uczestniczyłem we wspólnym czynieniu, współodczuwałem cele, nie mogąc jednak moja wola ich zmienić. Bylem ciągle małym, towarzyszącym większemu, elementowi.
    W tym miejscu mnie nie wpuszcza dalej.
    Nie bylem w stanie określić, w którym miejscu się przestrzeń zwiesza.
    Pomimo tego, udało mi się określić parę pewnych zależności.

    Na real składają się również innej gęstości plany. Nasz real to grubas, to cały pakiet.
    Przedmiotom i zjawiskom fizycznym, przypisane są konkretne odpowiedniki w pozostałych gęstościach . Zjawiska fizyczne ciągną się jeszcze daleko w głąb pozostałych planów. Żyjąc w świecie fizycznym , trwam również w pozostałych.

    Czy możliwe jest istnienie pomiędzy znanymi mi planami świata z rożna gęstością jeszcze jakichś innych, przez ze mnie nie postrzeżonych.
    Jedno jest pewne. Zestaw ciał w jakim tkwię, mnie stwarza i mnie określa. Jeśli byłoby możliwe zakotwiczenie jaźni w jakichś innych planach o których nie wiemy, z odmiennymi właściwościami, to dopiero by się stało interesująco. Zamiast zestawu 6 dymensyjnego świata , moglibyśmy wybierać zestaw z 20 dymensjami, albo i więcej. Cykl reinkarnacyjny, przebiegałby zapewne całkiem inaczej i inaczej by się również jaźń w nim odczuwała.
    Skok w cykl przypominałby wybór lodów w lodziarni. Proszę o kulkę przyczynowego, mentalnego a resztę na chybi trafił , byle w całości było ich co najmniej 30, ale więcej niż wybrał Józek.
    Może kiedyś tak zrobimy, przecież świat się zmienia.
    Osobiście myślę ze teraz real jest jeden a ilość dymensji chwilowo ograniczona. Rozrasta się ten nasz świat nadal. Nie potrafię stwierdzić na czym się skończy ten rozwój.
    Wetknąłbym jeszcze w ten przyszły świat wiele przestrzeni z rożnymi zestawami dymensji, by nie wpływały bezpośrednio na siebie, gdyż się jasnowidzom potem plączę.
    Cos mi mówi, ze nie w mojej mocy są takie zmiany, wiec obstaje teraz jedynie na propozycji..
    Będę mój zestaw 6, dalej testował, może na coś ciekawszego jeszcze wpadnę:)

    *
    Obrotowa tancerka:
    http://www.neurotyk.net/2010/02/jak-dziala-obrotowa-tancerka/

  5. Herbina pisze:

    To właśnie ta tancerka, o której pisałam, w artykule dotyczącym sprawozdania z kongresu „What the Bleep…”,
    Super . ze ja znalazłeś. Nie wiedziałam, ze jest w necie.
    Piszesz : „Skok w cykl przypominałby wybór lodów w lodziarni. Proszę o kulkę przyczynowego, mentalnego a resztę na chybi trfil , byle w całości było ich 30 i trwało co najmniej 1000 lat” – na to mi to wszystko wygląda.
    Tysiąc lat czy 100 to i tak tylko jeden z elementów gry , biorąc pod uwagę iluzoryczność czasu również.
    Jak czasem się leci w Ld , nie czuje się ciała lub czuje ( bo jest się przyzwyczajonym do formy i jej obecność daje poczucie bezpieczeństwa) i rozumie się , ze cokolwiek teraz chcesz przeżyć, czy się dowiedzieć, to za chwile masz to. Jest to moment wyboru doświadczenia, inkarnacje według mnie są jakby tym samym, różnica polega na tym, ze inkarnujac się, zatracasz pamięć doświadczeń z innych inkarnacji ( co przecież nie znaczy , ze ich nie masz, bo w twoim głębokim zbiorze doświadczeń to masz) a dostając to w Ld nie tracisz pamięci, chyba ze się dasz wciągnąć akcji, wtedy nie rożni się to od tego, co się dzieje, jak się człowiek inkarnuje.

  6. Anula pisze:

    Kronopio mnie tu przyciągnął. Widze ze analizujecie sobie w najlepsze. Zbyszek wg fizyków 70% materii we wszechświecie to ciemna materia, o której nic nie wiadomo poza tym że jest. Dobrze drążysz :) )

    Ale sens i celowość tego wszystkiego jakoś jest gdzieś obok. To chyba nie takie istotne ;) buziak.

  7. Conchita pisze:

    No dobra opiszę, miałam nie pisać, żeby sobie w ego nie ładować, bo tu nie ma żadnej mojej zasługi, raczej przeciwnie: przywiązanie do ego itp.

    Spałam sobie w najlepsze śniąc intencję pomocy innym. Jakoś musiał to podłapać jakiś „bodhisattwa”, bo ktoś pomógł wstać mi z ciała. Wstałam z trudem i nic nie widzę, stoję w ciemności. Wtedy ktoś dotknął moich oczu i bez ich otwierania zaczęłam widzieć otoczenie. Wszystko było jakieś rozedrgane i gęste jak w wodzie, przy mnie ktoś stał, ale patrzyłam na tego z drugiej strony: dziwny facet o niebieskiej skórze, jakby jakiś pusty od środka, stał bez żadnych atrybutów (to dla tych, którym skojarzył się z Buddą Medycyny, na którego inicjację się specjalnie potem wybrałam). Szczerze mówiąc, nie miałam czasu się mu przyjrzeć, bo zaczął mówić, że nie istnieję jako oddzielne „ja”, oddzielna świadomość. Mówienie to nic, jego świadomość jakoś oddziaływała na moją, moja zaczęła się częściowo dostrajać. Po prostu nagle z całą oczywistością stwierdziłam, że jestem jak bańka powietrza w oceanie, który jest świadomością i wystarczy małe „pyk” żebym zlała się ze wszystkim w całość (co facet jeszcze głosem powtarzał, że nie istnieję). Poczułam, jak kruche jest to moje ja i poczucie oddzielenia. I być może zrobiła bym to „pyk” żeby poznać ten ocean, ale qrka musiało mi się przypomnieć. Nagle krzyknęłam: no, ale moment, a gdzie tu jest WJ? Dusza?????? (moje kochane WJ!!!) I wyprułam z miejsca (właściwie porwało mnie) w błyskawicznym pędzie. Znalazłam się na ziemi jako olbrzym wśród małych ludzi, który widzi daleko, ma bardzo szerokie horyzonty, wiedzę, ale…. oczy utkwione w ziemi i poczucie ograniczenia, wewnętrzną potrzebę wyzwolenia się z ograniczonego istnienia, które powoduje cierpienie. Ech….

    Zaraz potem byłam z powrotem w cielsku totalnie zszokowana z pełnym kryzysem, załamaniem się systemu przekonań (jak to: nie istnieję? nie ma mnie? jestem iluzją?????).

    A teraz już nic nie wiem i nawet nie udaję, że jest inaczej…

  8. Zbyszek pisze:

    R. Monroe
    „Czasami, kiedy odwiedzam Obszar II, obserwuję niezwykłe wydarzenie. Obojętne w jakiej okolicy tej strefy, przebiega zawsze tak samo.

    Otóż pośród normalnej aktywności – gdziekolwiek się ona odbywa – rozlega się odległy Sygnał, przypominający trąby heroldów. Wszyscy odbierają go bardzo spokojnie i zaprzestają wszelkich działań i rozmów. Jest to sygnał że ON (lub ONI) przemierza Swoje Królestwo.
    Na Sygnał wszystko, co żyje, kładzie się (miałem wrażenie, że na plecach), wyginając ciało w łuk i eksponując w ten sposób podbrzusze (ale nie części intymne). Głowy odwrócone są na bok, aby nikt nie widział Go, kiedy przechodzi. Celem wydaje się być tworzenie żywej drogi, po której ON podróżuje. Słyszałem pogłoski, jakoby czasami wybierał ON kogoś z tego żywego mostu, a istoty takiej nikt już później nie widział, ani o niej nie słyszał. Pozycja eksponująca podbrzusza jest wyrazem poddania i całkowitej zależności, jako że ta część ciała jest najbardziej podatna na zranienie. Kiedy ON przechodzi, nikt się nie porusza, nawet nie myśli. Wszystko zamiera w chwilowym bezruchu, całkowicie i bez żadnych wyjątków.

    Kilkakrotnie; kiedy doświadczałem tego zjawiska, leżałem razem z innymi. W takich chwilach nie powstaje nawet cień pomysłu, by zrobić coś innego. Kiedy ON przechodzi, rozlega się głośna muzyka i doznajesz uczucia rozchodzącej się promieniście potężnej życiowej siły, której szczyt jest wysoko ponad JEGO głową a ona cała rozpływa się dopiero gdzieś w mglistej dali. Pamiętam, jak zastanawiałem się kiedyś, co by się ze mną stało, gdyby odkrył ON moją obecność jako chwilowego gościa. Nie byłem pewien czy chciałem się tego dowiedzieć.



    Ciekawy fragment z tymi trąbami, i padającymi na ziemie ludźmi, gdy ON przychodzi :)
    opisanym przez Roberta. Kiedyś mailem tak w fizyku.Gdy pojawiała się obecność to powalało mnie na ziemie. Choć stałem nadal fizycznym na nogach, to padałem pozostałymi ciałami jak bezwładny worek. Sporo lat trwało zanim się odważyłem podnieść wzrok. Opis tego niezwykłego pokręcenia i pojawiającego się stanu swiadomosci, pasuje jak ulał do mojego szalonego opisu 6 ciałka, gdy ten Ktoś wkracza,- pulsuje:).
    Musze przeczytać wreszcie te jego książki do końca:)
    *
    Trzaskałem takerem po ramkach i pojawia się bezosobowy głos. Zmień naboje, nie chcesz przecież narobić dziur w płótnie. E tam, pomyślałem . Strzelam, ups, taker pusty. Gdy tłukłem następny obraz. Znowu głos. Zaraz zabraknie!
    Strzeliłem jeszcze parę, ramka zakończona, dynamicznie otworzyłem urządzenie, zaglądając ile mam jeszcze zszywek. Pusto . Starczyło w sam raz. ” parę razy potem z rzędu, zmieniałem wkłady w takerze, wiedząc ciągle kiedy się wkłady skończą.
    Potem się zastanawiałem skąd ten ktoś wiedział ile jest jeszcze zszywek w pistolecie. Gruby z metalu, za diabla nic nie widać. Czy liczył zszywki? Przecież były połamane i za każdym razem miałem ich różną ilość.
    Jak robi ten ktoś, i czy wie jeszcze coś wiec, coś więcej niż ilość zszywek w moim takerze?

  9. Zbyszek pisze:

    Niezwykle zdarzenia postrzegłem w ostatnich tygodniach. Gdy jestem skoncentrowany na jakimś zagadnieniu, to dostrzegam coraz wyraźniej „obecność” w sobie, stan niezwykle subtelny i umykający ciągle mojej uwadze. Pojawia się we mnie nadzorująca uwaga, mnie samego, coś szeleszczącego i podsuwającego odpowiedzi frapujących mnie zagadnieniach.
    Jak niezwykle ciężko jest obserwować w sobie plan, w którym treść myśli staje się tuba farby a wolna wola pędzlem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>