Telepatia
1.-Kontynuacja wątku Haiti
2.-Telepatyczne połączenie- Sosna
3,- Jasnowidzenie
*
1,- Powoli budzi się we mnie świadomość, mogę siebie postrzegać. Bez określonego miejsca, wyraźnie rozpoznawalnej przestrzeni, trwam świadomy. Ogarnia mnie wesołości, śmieje się. Wzrasta we mnie odczucia ruchu, coś się kreci i wiruje przy mnie.
W oddali, z szarości wylania się postać. Zbliżając się do mnie, nabiera człekokształtnej formy. To dziewczyna,
Impulsywnie zrywam się z łózka, stajać jej naprzeciwko. Nie mogę dostrzec je twarzy. Wydaje mi się znajomy. Gdy ja obserwuje, to zmienia swoje kształty, przyjmując rożne charaktery twarzy, dostrajając się do moich oczekiwań. Zmienia nawet swoje ciało, stajać się nagle wyższa osoba w kubraczku.
Nie przejmuje się to anomalia, gdyż znam ja przecież dobrze. Nie dbam zbytnio o jej imię, witamy się, wesołe śmiechy.
Szybkimi ruchami wyciągam jej z ciała 3 punkty, widząc wyraźnie niezwykle szybkie ruchy moich rak astralnych. Cos zmusza mnie do tego ruchu? Staje się obserwatorem, tego zdarzenia, oglądając go z zewnatrz, z odległości paru metrów. Po chwili staje się sam tym wyciąganiem, odczuwając niezwykle intensywnie idee samego ruchu.
Domyślam się, ze uniezależnione ciało astralne, wykonało jakaś intencje, czyjaś myśl. Starając się zrozumieć jego zachowanie, tracę dostrojenie do astralnego ciała, odzyskując myśloczucie mentalne. Nie postrzegam już miłego gościa, jego kształtu, ale za to mogę śledzić i zrozumieć przebieg i cel spotkania. Reka astralnego ciała grzecznie mi w ciele dziewczyny, w okolicy jej lewej nerki, w tym właśnie miejscu mi jej brakuje. Puste miejsce w moim ciele po operacji.
Czego tam u niej szukam i czy na pewno u niej, pomyślałem zdziwiony. Pragnąc wyjaśnić sens tej przygody, utraciłem warstwę mentalna, tracąc doznania astralne i mentalne. Utraciłem kontakt ze wszystkim znanymi mi wrażeniami. Jakieś wewnętrzne wsparcie, dało się mi jedynie odczuć i wzrastającą we mnie wesołość. Wniknął we mnie silny strumień przeszywającej mnie energii.
Strumień wesołości mnie wchłonął, drgam i pulsuje w jego rytm. Śmiejemy się wszyscy, gdyż nagle staliśmy się jakoś wieloma. Jeden, dwa, trzy, a może ich nieskończona ilość.
Wspaniała zabawa się kończy, -odłączenie.
Po chwilo ciszy, odczuwam siebie w pełni, rośnie mi koncentracja i pojawia się we mnie odczucie przestrzeni z możliwością samodzielnego wyboru. Pod powiekami, dostrzegam światło za oknami. Jest już jasno. Mamy wiec dzień, co za niezwykle spotkanie śniłem. O tej godzinie?
Kim była ta dziewczyna i jakie znaczenie miały te 3 punkty, zastanawiałem się przy porannej kawie. Zmieniała swoja formę , stajać się na chwilkę nawet Sosna. A wiec, reagowała na moje pytania, dostrajając się kształtem. Tak, nie będę nigdy wiedział, czy te zmiany samemu wywołałem. Postrzegany obraz mógł być widoczny tylko dla mnie, w umyśle mentalnym.
Zmiany przebiegały przecież bardzo szybko.
Mógł być jedynie moja wewnętrzną projekcja, jak narzucony na obraz filtr, deformacja na stabilnej, konkretnej i niezmieniającej się formie dziewczyny.
Zaglądając z ciekawości na bloga Rugwy, trafiłem na jej wpis.
Spytałem ja wkrótce,- a nie rozgrywała się twoja śniona przygoda miedzy 8 a 9 godzina, rano?
Tak odparła , właśnie wtedy.
Odzyskiwałam czwórkę dzieci na Haiti. Jedna dziewczynka nazywała sie Kari.
Hm, Kari jak Karitas, w którym pracuje moja zona☺
Czytając opis przygody Rugwy, doszukałem się wielu zbieżności. Na początku tygodnia, wybrałem się przecież mentalnej na Haiti, spotykając trojkę dzieci, Opis świetlnej winda Rugwy przypominał mi mój slup światła ,zrobiony z mojego ciała astralnego, za który chwyciły rękoma. dzieciaki
Trzy punkty odrywałem potem od moich pleców, doszukując się śladów myślokształtów po dzieciakach.
Jedno jest pewne, o tej samej godzinie, śniliśmy podobne watki.
Oddaje głos Sośnie, która zanotowała również niezwykły przypadek.
Śniła o tej samej godzinie, treść wysłanej do niej, przez ze mnie, netem wiadomości.
*
sosna
Sen …..
2,- Obudziłam się przed ósma rano…myślę”cóż za uboga noc,nic się dziś nie śniło…”…ach położę się jeszcze na godzinkę, pomyślałam…usnęłam ponownie…nachodziły mnie jakieś ciągle glosy …ze gdzieś się z kimś umówiłam ,a śpię…ze gdzieś miałam iść, coś obiecałam zobaczyć..a śpię….itp…myślę sobie, to wezmę kota mego, na spacer (choć nikt przecież tego nie robi…)..spacer po starym mieście, pochwale się znajomemu przy okazji tym moim zwierzakiem….poszłam….i trafiłam dość szybko na starówkę…pięknie, tak jak lobię…wąskie uliczki, stare kamienice, słonko przeciskało się pomiędzy nimi….stoliki z białymi obrusami porozstawiane…kelnerzy uśmiechnięci w białych koszulach i krawatach biegają, zapraszają…nagle słyszę głos…ktoś mnie wola…to jeszcze nie czas na spotkanie ze znajomym Malarzem….patrze koleżanka z dziecięcych lat…z jakaś inna panią (nieznajoma)…kope lat..chodź na kawę.. zapraszają…usiadam w słońcu z mym panem-kotem..i ona opowiada coś ,szczebioce ,śmieje się ..ja tylko słucham i czasem niecierpliwie spoglądam na zegarek (czas ucieka)…druga osoba ,to starsza pani ,siedzi z nami przy stoliku i jest strasznie przygnębiona, smutna, milcząca, ma spuszczona głowę, nie widzę dobrze jej twarzy…nie znam jej, wiec nie mam odwagi by cokolwiek pytać…..nagle w oddali pojawia się postać owego znajomego artysty…idzie w moja stronę z uśmiechem na twarzy…myślę “wszyscy tacy radośni …tylko ta starsza pani nie…”…odchodzę od stolika i podążam w milczeniu za znajomym..gdzie mnie prowadzisz pytam…on na to …”chodź, pokaże ci gdzie moje miejsce…”…wchodzimy w stare uliczki, wyłożone “kocimi łbami”…tam,do jednej ze starych kamienic …starymi schodami ..jakby na poddasze..strych …stare drewniane schody skrzypią tajemniczo pod nogami…i nagle Malarz otwiera pięknie oświetlone słońcem pomieszczenie…pracownie…pełne sztalug.. obrazów i jeszcze niedokończonych płócien…ooooo boooze jak tu pięknie mowie…on..nie zwracając na mnie uwagi, zakłada swa stara koszule flanelowa, w kratę, upackana farbami i zaczyna malować…ja nagle przypominam sobie ,ze kota nie ma…wpadam w panikę i czuje ogromny strach ….ojj będę miała za swoje jak wrócę do domu….nagle patrze…aaaa kocur wyłazi spoza sztalug…z ulga oddycham i budzę się ..nagle..można by rzec zrywam się ..siadam na łózko …iii…widzę postać stojąca w drzwiach….i nie wiem czy to dalej sen czy już nie…..postać mężczyzny…ale nie rozpoznaje twarzy….ubrany w ciemne spodnie i pulower…stoi i patrzy na mnie…jestem pewna ze go znam…ale za chwile znów nie…po co przyszedł..czego chce nie wiem…nie mówi…zakłada ręce niedbale jedna o druga, zmienia nogę …opiera się o futrynę drzwi i …nieeee znikaaaaa….reeeety myślę sobie …gdzie ja jestem…kładę się szybko znowu…wciskam głowę pod kołdrę..i próbuje na sile zasnąć..bo uświadamiam sobie ze to nie sen…i kim jest w ogóle facet w moim pokoju…..(?)…nie zasypiam…wyłażę z pieleszy…ale gościa już nie ma…jestem tylko ja i kot….
Taki to był dziwny sen ,po ponownym porannym zaśnięciu miedzy 8-9 ta rano…..
*
Zbyszek
3,. Jasnowidzenie
Ha, ha, napisała mi potem Sosna. Porównałam godzinę wysłania twojego maila, to się zdarzyło w czasie mojego snu. Wtedy go wysłałeś, gdy ja śniłam malarza.
Dokładnie nie pamiętam treści mojego listu. Był bardzo zdawkowy. Od dłuższego czasu, oczekiwałem od Sosny relacji z odzyskań na Haiti. Zwlekała z napisaniem swojej relacji już od paru dni.
Jedno jest pewne to, ze szykowałem się do pracowni, pisząc o tym w liście.
Ubierając się, wybrałem pomarańczową, flanelową koszule, bardzo wygodną w pracy. Długo ją szukałem, gdyż gdzieś się zawieruszyła.
Przed wielu laty, miałem flanelowa koszule w kratki, mieniąca się od khaki poprzez błękity do fioletów. Czyżby, to ta właśnie koszula pojawiła się w śnie znajomej. Powiedziała, ze była w khaki i błękity i ta smutna kobieta. Zmarła przecież przed paru dniami właścicielka mojego mieszkania.
Dosyć dobrze przypominam sobie momenty, gdy milkłem w bezruchu, przypominając sobie przebieg naszych wspólnych eksperymentów. To właśnie w takich momentach. bylem już wielokrotnie postrzegany przez znajomych w astralnej postaci. Mój myślkształt,- ciało astralne, zmieniało często ubranie, zapisując w sobie moje zainteresowania, lub znaczące zdarzenia z ostatnich dni. Mogę wiec przypuszczać, ze chcąc ponaglić znajoma, zajrzałem swoja nieświadoma częścią do niej, stajać przy jej drzwiach. Miałem sen parę dni temu, stałem przy drzwiach, ale we własnym mieszkaniu. Pamiętam doskonale ten moment, gdyż odzyskałem na chwilkę świadomość.
Przed 2 dniami, wkleiłem Sośnie pochwale za zdjęcie kota na naszej klasie. Czyżby te wszystkie elementy zdarzeń w świecie fizycznym, zaowocowały śniona wizja u koleżanki i to dokładnie w momencie, gdy spisywałem list. Prawdopodobnie tak.
Sosna wielokrotnie wspominała mi, ze nie może się opędzić od ludzików, cieni towarzyszących jej cale życie. Obserwują ja, stojąc milcząco w pobliżu. Przypatrują się, oczekując jakby czegoś. Co za straszne zaburzenia, śmiejemy się. To są symptomy schizofrenii. Ha, ha , rozładowujemy śmiechem atmosferę.
Ach znam doskonale juz to zjawisko, Sam je postrzegam a nawet wiem, ze jestem przyczyna powstawania takich ludzikocieni. Wyraźnie rozpoznaje ten stan, gdy wpadam zamyślony w rodzaj letargu, trwającego często zaledwie sekundy. Wyobrażam sobie wtedy jakieś zdarzenia, odtwarzając znane mi rozmowy lub przygody. To jest właśnie ten moment, w którym wysyłam moje niefizyczne macki w przestrzeń niefizyczna, szukając myślowego kontaktu z rożnymi osobami.
Czy jest to dla nich niebezpieczne?
Bardzo często tak. Zwłaszcza dla tych bardzo wrażliwych na czyjeś myślokształty. Potrafią one na nich bezpośrednio wpłynąć, narzucając im obce cele. zmusić do nieprzewidywalnych dla nich ruchów i skojarzeń, nie mających żadnego dla nich uzasadnienia.
Mamy rożne ciała subtelne, którymi posługujemy się w takich chwilach. Od rodzaju ciał subtelnych, bioracych udział w niefizycznej rozmowie, zależeć będzie efekt i sposób w jaki one na nas wpłyną.
Niektóre z odwiedzających nas myślokształtow są skore do rozmowy a niektóre jak anonimowy rzezimieszek, wytracają nas z koncentracji. Tracimy wtedy szklanki z reki, potykamy się na gładkiej powierzchni, tracimy watek w rozmowie, czy pokrywamy się ze wstydu czerwienia. Dostajemy dziwnych drgań i ciążenia na całej powierzchni ciała. Reagujemy na wiele sposobów, w zależności od naszej kondycji psychicznej i nastroju chwili.
Jadać do pracowni dopadła mnie natrętna myśl o Wolfgangu, któremu pewnie brakuje papierosów, Uuu, winien jestem mu paczkę, chwila wstydu, jeszcze jej nie oddałem. Rozważałem przez chwilkę jaka mu powinienem kopic, taką samą jakie mi podarował z Aldika czy te ze stacji paliw, trochę droższe ale markowe papierosy. Rozmyślania te zajęły mi cala drogę do pracowni. Wchodząc do jego biura, rzuciłem mu marlboro na stół, mówiąc a ty robisz kawę.
Wolfgang przyszedł do mnie po minucie, cały roześmiany. Ha telepatia!
Wiesz, to było pierwszy raz jak ciebie poprosiłem byś mi kupił fajki, skoro i tak jedziesz autem. Dzwoniłem, ale nie podniosłeś telefonu a wiedziałem, ze jesteś w drodze. Dzięki,- szeroki uśmiech na twarzy.
Przed chwilka bylem w sklepie i kupiłem sobie te tanie.
Gdy poszedł zastanawiałem się, co wlasciwie zaszło. Wolfgang poszedł do sklepu, właśnie do tego, którego sam brałem pod uwagę. Przypominając sobie treść wewnętrznego dialogu, rozdzieliłem z trudem własne myśli od jego. Rzecz wręcz niemożliwa do postrzeżenia, gdy nie mamy żadnego potwierdzenia
Dzisiaj przytrafiła mi się jeszcze jedna przygoda, która mnie już przerosła.
W południe zadzwoniła znajoma pytając, czy mam brązową farbę. Musze pomalować figurki do toalety. Panią i pana na drzwiach w nowo otwartym lokalu.
( Brała nieświadomie udział w przygodzie z Sosna, właścicielka białego psa i stołów z metalowymi nogami, w nowym wydzierżawionym lokalu.)
Przykro mi, nie mam teraz pod ręką, musisz chyba kupić,
Wychodząc o 14 godzinie z domu, zabrałem słoik niedopałków papierosów z ogródka, dający się ledwo już zakręcić od przepełnienia. Zbierałem je cały miesiąc. Dzisiaj tknięty niepokojem, postanowiłem je wyrzucić z całym słoikiem do śmieci na dworze. Zapakowałem w malutka, plastykową torebkę i zaniosłem niegrzecznie do śmietnika.
U , taka mała torebka, rozległ się tajemniczy głoś w mojej głowie. Wyrzuciłem do kontenera.
Bum, trzasnęło szkło o ściankę plastykowego pojemnika, nie roztrzaskując się na szczęście.
Dwie godziny później, zadzwoniła znajoma ponownie. Wisz co mi się stało?
Nie uwierzysz!!!
To mów, uśmiechnąłem się, licząc na jakaś sensacje.
Dostałam farbę od znajomych, w słoiku szklanym. Zapakowałam w papierowa torebkę i chodziłam z nią tak długo po mieście. Na dworcu, weszłam do sklepu i przy drzwiach rozerwała się torba. Słoik pełen farby roztrzaskał się o podłogę, rozpryskując na wszystkie strony. Co za wstyd, a ile było czyszczenia , to prawie 3 litry łososiowej farby. Trochę regały oberwały<<<<<<
Ha, lubię łososie -odparłem, miałem dzisiaj na obiad.
Chyba torebka zamokła jak tak biegałam po mieście. Szklanki się na polkach ubrudziły, w 5 osób je czyściliśmy. Uf, a ja właśnie czyściłem pierwszy raz od tygodnia szklanki do kawy i to przed minuta.
Gdy usiadłem po tej rozmowie, poszedłem po rozum do głowy. Ne jestem przecież przesadny, ale co się dzisiaj do diabla ze mną dzieje. Chciała pomalować pana i panią na drzwiach toalety. Ja znaczy pan, taszczę słoik i pani- ona godzinę później również go dźwiga. Razem nam spada z łomotem. Mój do kontenera celowo a jej w sklepie przypadkowo.
Pod drzwiami się roztrzaskał. Znowu drzwi?
Najpierw goscio stoi przy nich u Sosny a teraz farba się leje jak krew przy nich. A miało być przecież tak pięknie!!!
Zdarzyło mi się również dzisiaj coś wspaniałego. Wczoraj wieczorem powiedziałem zonie zacietrzewiony, ze zarobie jej dwukrotna pensje.
Dlaczego?
Gdyż naśmiewała się z mojej mizernej kondycji finansowej. Parę godzin później zadzwonił znajomy. Przyjedz, mam coś dla ciebie.
Dzisiaj rano, rozmawiając z niezwykle zacnym klientem, podwyższyłem wielokrotnie cenę moich obrazów by się choć raz nie zgadzało moje jasnowidzenie.
Przecież starczy tego na jeden dzień!!!
……….
3 komentarzy do “Telepatia”
Skomentuj
Musisz być zalogowany aby komentować.
Po odwiedzinach Sosny w jej śnie, mojej, nieistniejącej pracowni, na 2 pietrze , zona odśniła sobie natychmiast , ze spadam z bardzooooo wysokich schodów
Ale nic ci się kochanie nie stało. wstałeś obtrzepałeś się i poszliśmy dalej.
Mam schody w wynajmowanym domu, dwupiętrowe, z zaczętym od lat wielkim obrazkiem, ciągnącym się przez wszystkie kondygnacje. Zastanawiałem się kiedyś, czy na samej gorze, w obok pokoju córki, nie zorganizować zastępczej pracowni.
http://www.youtube.com/watch?v=UFWRSfSeg6I&feature=related
No, no, no! ( tu groze Ci paluszkiem).
)
Wczoraj myslalam sobie o tym, ze chce namalowac obraz aby go komus podarowac, chcialam namalowac pejzarz, ale nie potrafie, myslalam, zeby moze z olejnych przejsc na akwarele, ale widzialam juz mierne efekty moich przyszlych wypocin.
Nagle zaczela mi sie wlaczac czyjas gadka, ze przeciez Zbszek ma tyle pieknych obrazow, moge odwiedzic jego pracownie i na pewno cos wybiore. Ja na to, ze nawet nie myslalam o tym, zeby kupic obraz, kupic moze kazdy, ja chcialam namalowac , a tu znow namolnie,niecierpliwie poruszajac sie pod sufitem nawija, ze on ma takie piekne obrazy, przynajmniej bedzie to dobry obraz .
Juz , juz by mnie to przekonalo ale znow pomyslalam, ze jednak jak ktos sam namaluje to co innego, zdecydowalam, ze namaluje sama to, co potrafie, rozmowca nie byl wyraznie zadowolony
Zagladam potem na tego bloga a tu prosze , widze, ze rozsnules wici
) Pozdro !
ha, to wykrylismy sekret SEKRETU.
Obmyślam, jak zrobić antysekret, na sekreciarzy, na tych najlepszych diamentowych,
Tym swoim szczęściem mogą wszystko innym odebrać:)
A oto wklejony zartobliwie manifest artystyczny na forum w watku o koncu swiata:
Zbyszek
28.01.2010 – 09:58
No tak, zajrzałem na linka podanego przez Jose, Wspaniale zdjęcie świecącego słonka. Rosjanie są zaniepokojeni!!! Ostatnio było nad kremlem ufo- piramidka. Czuwało nad tętniącym sercem tysiącletniej stolicy .
Wcisnąłem małym druczkiem podkreślone literki a tam kupuj u Anety rolety , allegro.
E, nieee martwmy się. Gdy zacznie mocniej wybuchać to dobrzy ludzie zrobią nam rolety, w ramach ochrony życia.
Sam tez wpadłem na pomysł jak was uratować.
Bede sprzedawał obrazy magiczne z tarczami, macie wiec jakaś szanse na przeżycie.
Znacie mnie, wiecie , ze wody nie leje. Mam znajomości w warstwie przyczynowej, załatwię co trzeba. A wiecie ze was koHAM ?
Ze obrazów nie dla wszystkich starczy?
A wiec zaradni mężowie i zony, ojcowie i matki ,- REZERWUJCIE OBRAZY RATUJĄCE WASZE ZYCIE JUŻ TERAZ.
NIE CZEKAJCIE
Zdobądźcie je zanim nie jest za późno i wszystko przepadnie!!. Zegar tika tik tak . TIK – Tak zgina miliony, lecz TOBIE życie dało szanse.
……………….
I TY MOŻESZ URATOWAĆ SOBIE I BLISKIM ZYCIE,- KUPUJĄC U MNIE MAGICZNE OBRAZY!!!!
ha, niezłe?
*
http://www.youtube.com/watch?v=qXdsDxYnGkI&feature=player_embedded
przetlumaczone przez
Aloha
w moim roboczym tlumaczeniu to leci tak:
“…OK, czym jest ten caly pieprzony “Sekret”? hmm? Ludzie od fizyki kwantowej, prawo przyciágania..wszyscy po kátach mówiá o “sekrecie” wiec myslé, ze to juz nie jest dluzej z niego zaden odjechany “sekret”!
I nie jest sekretem, zeby zdobyc odpowiedz na sekret bédzie cie to kosztowalo 29,95$ za DVD- bardzo drogi sekret…hmm?
Powiem tylko,ze mozesz miec wszystko co sobie wymarzysz ale niech zadam pytanie- kto chce miec? hmm? Kto jest chcácym? Kto ma pragnienie chcenia? Kto chce pragnienie posiadania i chcenia czegos czego pragnie a nie potrzebuje ale nadal chce w tym samym czasie posiadac? hmm? -Ego! Prawda tego kim jestes nie chce niczego, nie potrzebuje niczego..Wiéc zdobádz nowy naszyjnik albo nowy dom albo nowy gorácy i szalony zwiázek tantryczny ale to jest tylko zywienie ego i nie przyniesie ci szczescia. Pragnienie posiadania wiécej rzeczy tylko bardziej wzmacnia wielká iluzje i towrzy przez to wiecej chcenia i wiecej potrzeb, wiecej rzeczy i ostatecznie wiedzie ku bankructwu i cierpieniu i znowu wiecej, wiecej potrzeb aby przestac cierpiec przez to kreujác jeszcze wiecej cierpienia…To jest szalona prawda i mozesz przeczytac o tym wiece za jedyne 9,99$ jesli zamówisz mojá ksiazke jeszcze dzisiaj do pólnocy-operatorzy telefonu czekajá!”
http://www.youtube.com/watch?v=UFWRSfSeg6I&feature=related