Srebrny sznur

Srebrny sznur, Baldur. Fikcja literacka czy prawda.
Bohater książki „Baldur”  przeżył trzęsienie ziemi.
Budząc się z komy, zaczął widzieć srebrny sznur wychodzący z głowy ludzi.

Jego spostrzeżenia:

Zwierzęta nie maja żadnego sznura łączącego ich z Baldurem. Dwa sznurki w jednym człowieku znaczą dwie jaźnie w jednym ciele. Sznur pojawia się u ludzi od godzin do paru dni po porodzie. Człowiek pozbawiony sznura i zachowuje się jak niemowlak. Niemowlaki dostają sznur od godziny do paru dni, po urodzeniu.
Muszą najpierw wysłać silny sygnał o swoim istnieniu.
Ludzie w komie, mogą być już go pozbawieni, gdy podtrzymywani są sztucznie przy życiu. Nie uszkodzenie mózgu wywołuje śmierć a decyzja Baldura o odciągnięcia sznura. Nic sznura nie przerwie, sznury mogą się z łatwością przenikać. Ponowne podłączenie jest możliwe, tylko w niektórych przypadkach. Nie wszyscy Baldurzy powstawali ze swiadomosci kosmicznej równocześnie.
Baldur, może zmieniać gatunki zasiedlanych istot i wielokrotnie się łączyć z nowo powstającymi w ewolucji innymi rodzajami czy gatunkami istot, na ziemi lub innych planetach… Obecność sznura w jakimś gatunku, zmienia rozwój, doprowadzając wkrótce do jego rozkwitu. W okresie lodowcowym Sapiens miał konkurenta i dzielił sznurek na dwoje.
Zadaniem Baldura, wyłonionego z JAŹNI KOSMOSU jest zasiedlenie rozwiniętych gatunków istot  i wchłoniecie usamodzielnionych elementów po ich śmierci, ich przeżycia staja się jego doświadczeniem. Jest to celem istnienia Baldura.
Autor opisuje nasz związek  z BALDUREM, bogiem słońca, nazwanym często przez innych Wyższa Jaźnią, – dostarcza mnóstwo szczegółów technicznych.
Baldur gdy się „wnerwi”, to może wymazać z listy historii zasiedlony przez siebie gatunek, odciągając mu nitki, samemu sobie bardzo szkodząc.
Autor sam twierdzi, ze utracił sznur w czasie wypadku i stal się niezależna jaźnią, łącząc w sobie dusze bezpośrednio ze świadomością kosmiczną, stajać się nowym Mesjaszem:). Konkurując ze swoim Baldurem staje się samemu równy Baldurowi..
Jego doświadczenia pokrywają się tylko częściowo z opowieścią Roberta Monroe czy Brucea Moena. Swojego Baldura przedstawił w dosyć opłakanym stanie, bezradnego, nie interesującego się zbytnio swoimi ludzikami, karmiącego się ich energia i wytwarzanymi myślami. W czasie swoich niefizycznych podroży nauczył się przyklejać ludziom srebrne nici, co umożliwiło mu łączenie się z nimi myślą.
Trochę te szamańskie praktyki, stać się maja podstawa jego późniejszego istnienia jako niezależnego bytu, ale już jako nowy Baldur. Jego stary Baldur, jest stwórca ludzi, niepodzielnym i trochę zazdrosnym królem na ziemi. Bohater książki zamierza nauczyć ludzi odłączenia od Baldura, co ma wprawić w swiadomosci kosmicznej wielkie zmiany.

Co zmyślił w swojej historii a co sam odkrył,- zapytam gdy go spotkam.

Zastanawiam się tylko co on zrobi, gdy wytworzona przez niego jakaś jaźń w przyszłość,i zrobi to samo z nim, co on zrobił ze swoim Baldurem.. Pozbędzie się jego smyczy:)).*
Ewolucje organizuje świadomość kosmiczna. Gdy stopień rozwoju istot staje się wystarczający, to ta kosmiczna świadomość wyszczególnia z siebie jednostkę , Wyższa Jaźń, zajmującą się rożnymi gatunkami zwierząt, zmieniając ich rozwój w świadome istoty.
Człowiek powstał w momencie takiego duchowego rozdzielenia się ze źródłem i doczepienia do istot już żyjących, zwierząt. Został obdarzony jaźnią w ciele a raczej wyszczególniony z kondensującej się w przestrzeni JAŹNI Baldura.
Rozwój przyroda kieruje świadomość kosmiczna. Wszelkie istoty bez sznura, bez wyszczególnionej i odseparowanej jaźni od źródła wchłaniane są po śmierci ze swoimi doświadczeniami przez Boga, zwana przez ezoteryków świadomością kosmiczna.
Jaźnie Wyższe, powstały  niejednocześnie,  w momentach gdy zachodzi taka potrzeba.

Jego zdaniem wybitni metafizycy, mogą być pozbawieni sznura, będąc bezpośrednio manifestacja Boga, byli kondensująca się jaźnią jak kropelki deszczu w chmurach…
Byli jakby samemu W.J . Omijając dysk z pamięcią indywidualnych części, podlegali bezpośrednio najwyższemu szczeblowi .
Zbyszek:
Sznur oznaczy zawsze , ze się jest wyszczególniona cząstka z większego źródła, powstałym z W:J Jak guma do żucia rozciągnięta na dwie części
Zastanawiam się co się stanie gdy sznur zostanie odcięty. Koniec sznura wracając do W.J. zabiera prawdopodobnie jaźni ze sobą.. Tracą się jedynie doświadczenia, zatracenie indywidualności na rzecz W:J Możliwe, ze odcięta od W.J cząstka jaźni ulega wchłonięciu przez źródło. Obie opcje wydaja mi się prawdopodobne.
Jaźń się łączy jak płomień świecy. Niby dwa płomienie a po złączeniu ich powstanie jeden.
Co by nie było, to potępienie zawsze kończy się  szczęśliwie.
.
Spotykałem dziwne istoty w których jaźń zasypiała. Możliwe ze to te oderwane.
Osobiście badałem kolejne rozbicie się naszej jaźni na mniejsze cząsteczki i ich wnikanie w ciałka niefizyczne. Ten sam sznur łączy je ze sobą.
Ciągle była ta sama substancja duchowa rozdzielona na jeszcze mniejsze, czasami nawet usamodzielniające się cząsteczki, choć z jednego źródła..
Takie dzielenie może przybrać niekorzystny obrót, i wywoływać w nas wrażenie utraty ciągłości jedności. trafia nas szajba, dostajemy bzika, bo jest nas więcej niż trzeba.
Teozofia wspomina o Jaźni zwierząt, wyszczególnionej ze swiadomosci kosmicznej i pogrupowanej na gatunki zwierząt. Osobna Jaźń dla wszystkich lwów, hipopotamów, koni.
Gdyby tak było to raczej powinny zwierzęta posiadać sznur, łączący je ze zbiorowa jaźnią własnego gatunku. Mamy wiec rożne opisy i wiele technicznych rozwiązań. Które z nich są prawda?
Korna zadała mi trudne pytanie:

Jeżeli ktoś rozdziela swoja jaźń poprzez np. medytację i rozdzieli się tak, ze nie da rady się posklejać w całości, a zgubi jeden mały fragmencik siebie, to czy pozostałe dwie jaźnie będą ciągnąc od tego kogoś energię?
Wiem, ze zaplatane, ale nurtuje mnie, to od pewnego czasu. Mój kolega, tak ma właśnie,- poprzez rozbicie jaźni nie posklejał się całkowicie i teraz mu nad głową wiszą jego dwie części. Twierdzi, ze już się do tego przyzwyczaił. Jednak mnie nurtuje te pytanie dot.energii. Czy większa część siebie może po takim czymś oderwać się tak jak aspekt i żyć własnym życiem? A może na odwrót?

Opisuje tutaj sposób w jaki mój kolega rozbija sobie jaźń. Jest to w formie medytacji, ale Uwaga to jest Niebezpieczne! Stosować  bardzo ostrożnie albo Wcale. Jak ktoś nie jest pewny swoich Wszystkich części osobowości to niech nie rusza. Są inne sposoby na zmianę.
A więc do rzeczy. Opowiedział mi ,że jest to w formie medytacji. Najpierw trzeba się dobrze zamknąć w sobie, zakotwiczyć we własnym wnętrzu. Potem rozluźnić i wizualizować sobie zapisaną kartkę papieru na, której zapisani jesteśmy MY. Gdy już sobie tą kartkę wyobrazimy i dokładnie obejrzymy, rwiemy ją na kawałeczki a następnie sklejamy w dowolną formę. Zaczynamy od fundamentów tak jak z budowaniem domów. Podstawowe pojęcia jak dobro czy zło,- rozróżnianie tego itd.
Całość trwa ok. 1-2godzin, zależy d osoby. Taka osoba która dokonuje tej przemiany, przeważnie nie reaguje na bodźce zewnętrzne, opowiadał mi że jak jego kolega robił ta medytację przejechali mu zapalniczką po ręce- ten nawet nie zareagował. Dziwne podobno rzeczy  wszystkim wychodzą…
Apeluje jeszcze raz aby nie brały się za to osoby mające nikle pojęcie o swoim Wnętrzu, można nawet przez to jak się rozdzielimy za dużo w psychiatryku wylądować tak jak napisał Zbyszek. Mam nadzieję, że Ci wyjaśniłam o co chodzi. Czekam na jakieś pierwsze wnioski.Pozdrawiam
A jeszcze ważna rzecz, te cześć mojego kolegi, nie są odrębnymi bytami o innej osobowości. One są nim, tylko są rozdzielone, na dodatek kłócą się między sobą i przeprowadzają dyskusje.

Ten wpis został opublikowany w kategorii WYŻSZA JAŹŃ. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Srebrny sznur

  1. kronopio pisze:

    Widze, ze badania ida pelna para :) Pozdrawiam Zbyszku

  2. Anna pisze:

    Dzis tak pada wiec jest trochę czasu, żeby opisać niektóre z zadziwiających przygód … zacznę od najnowszej oglądałam wieczorem na YouTube bajki norsteina o jeżyku który zgubił się we mgle, przeżył trochę strachu a potem jednak się odnalazł, polecam! Następnego dnia z okazji ładnej pogody i pierwszego dnia wiosny udaliśmy się w góry, no i oczywiście zabłądziliśmy …6 wieczór my na jakimś wierzchołku siedzib ludzkich nie widać jak okiem sięgnąć , ani żywej duszy…w końcu klucząc spotkaliśmy kogoś , okazało się ze jesteśmy już w sąsiedniej miejscowości…także morał taki- uważać na to co się ogląda przed snem :)
    innym razem, to było już dawno…koleżanka uczyła się w szkole psychotronicznej i mieli taki wyjazd z Łodzi na jakieś 3 dniowe warsztaty i wykłady z samym Leszkiem Weresem nestorem polskiej astrologii, bardzo mnie wtedy astrologia interesowała, wiec pojechałam z nimi autobusem na gapę…udając ze tez jestem ze szkoły, akurat oni maja 3 filie w Łodzi w warszawie i chyba w Katowicach…wiec nie wszyscy się znali. Juz tego samego dnia obyły się wykłady, trzeba przyznać ze Leszek Weres jest niesamowitym mówcą barwnie i ciekawie opowiadającym, do tego niezły schowmann, tak wiec zaczął opowiadać co można zobaczyć w horoskopie, po prostu wynikało z tego, ze całe życie człowieka włącznie z przeżyciami dziadków i pradziadków, wszystkie choroby i wygląd itp itd, poprzednie wcielenia, problemy, tak się zasłuchałam, ze nagle spojrzałam innymi oczami na rzeczywistość, byłam trochę tez innego zdania, ze nie powinno się dzielić problemu tylko raczej szukać dobrej drogi wyjścia …ale to co zobaczyłam w krótkiej chwili naprawdę mnie zszokowało, nagle obecni ludzie na sali (pod wpływem tych opowiadań) zaczęli ukazywać swoje jakby wewnętrzne problemy, ukazali się poranieni, źle zoperowani, pokrzywieni, z obdartą chora skóra i dość przerażająco to wyglądało, co ciekawe sam Leszek wyglądał jak kozioł! Rogi i broda normalnie, byłam w szoku, szukałam kogoś, kto wyglądał normalnie i na szczęście znalazłam pewnego, dość poważnie ubranego na czarno mężczyznę, o poważnej twarzy, był taki sam jak przed tem…po wykładzie, tak często przypominano o dokonaniu wpłat za semestr i warsztaty ,zęby się pospieszyć i uregulować , ze zrobiło mi się już całkiem nieswojo, bo byłam tak zupełnie na dziko, ze w końcu ktoś odkryje te moje szalbierstwo…postanowiłam wracać stopem do łodzi, poszłyśmy z koleżanka na kawę do sklepiku a tam siedział weres i na nieszczęście wdał się w gadkę z moja koleżanką ,a moją małomówność skwitował coś w tym stylu, a pani to ma taki niezglebiony portret astrologiczny, pewnie chciał zagadać ,ale akurat mi było to zupełnie nie na rękę…może szkoda, pojechałam do domu i było mi trochę żal, ze nie mogę posłuchać dalszych wykładów, bo mimo wszystko były ogromnie interesujące:)

  3. Conchita pisze:

    Droga Anno, a może założyłabyć swojego bloga? Masz dużo ciekawych historii do opowiedzenia, a tutaj są one pochowane w różnych miejscach, pomieszane z drobnymi uwagami innych. Przydałoby Ci się Twoje miejsce – ja bym tam na pewno chętnie zaglądała:)

  4. Herbina pisze:

    No wlasnie, popieram, tez tam bede chetnie zagladala :)

  5. Anna pisze:

    A myślałam o tym wiele razy! Tylko jestem mało systematyczna, zarazem jest tak ze jak sobie czytam coś na stronie kogoś, np na Zbyszka, to wtedy przypominają mi się te historie. To mnie motywuje:) ale może dzięki Waszej zachęcie coś sie jednak wydarzy;) Dzięki dziewczyny!

  6. Anna pisze:

    Historia która opisałam wyżej jest tez wstępem do innej historii (to sie nazywa powieść szkatułkowa, o ile pamiętam z polskiego ,właśnie pamiętnik z Saragossy ,znaleziony w Saragossie jest dobrym na to przykładem:) Pewnego dnia odwiedziłam ze znajoma pewną Panią astrolog, nieszczęśliwie opowiedziałam co mi się przydarzyło na tych wykładach weresa, wtedy ona na to że na pewno mam werteks(punkt karmy w horoskopie) w skorpionie co oznacza ze wykończyłam wielu ludzi niczym Lukrecja Borgia, i to co zobaczyłam na tym wykładzie to były moje ofiary…przy czym jak ją prosiłam o sprawdzenie werteksu nie chciała już tego zrobić, po prostu nie byłam jej klientką…
    Oczywiście byłam trochę zszokowana i próbowałam to sobie jakoś wytłumaczyć, nade wszystko modliłam się żeby ten werteks był gdzie indziej ;) po jakimś czasie okazało się że był jednak w wodniku…ale czemu ona mi tak powiedziała…nie dawało mi to wówczas spokoju,
    Jakby rzuciła mi coś między oczy żeby odwrócić uwagę od czegoś???
    Czy jak?
    Otóż miałam potem dziwny sen, wylądowałam w nim w jakimś zgrupowaniu czarowników gdzie była tez ta Pani i postanowili mnie poddać próbom, było coś z zabijaniem głosem ptaków, no już dobrze nie pamiętam latanie i walki energetyczne, które szły mi dość nieporadnie ale jako tako, jakoś mi tak imponowali i chyba chciałam się do nich przyłączyć…. Następnie wszyscy oni położyli sie pod okrągłą kapa w kręgu, stykając się nogami, pamiętam rożne postacie starszego pana w towarzystwie młodych dam itp, nagle pojawiła się moja babcia Henia z warszawy prosta kobieta, zapaliła światło i zdarła z nich kapę (przysięgam ż to wyglądało jak wijące się robaki pod kamieniem…) mi było bardzo wstyd za zachowanie babci i próbowałam robić dobra minę i przeprosić,a babcie powstrzymać. Ale rano spojrzałam na ten sen całkiem inaczej! i pomyślałam że babcia chyba postąpiła całkiem słusznie! Zdarła kapę pod która było robactwo,tak to wtedy zobaczyłam ,a gdyby tak nie zrobiła dalej imponowali by mi i kapa zakrywała by pewne rzeczy.
    Z drugiej strony może ten sen to był jakiś porachunek za ta Lukrecje Borgie?? z drugiej strony miałam przekonanie ze ci ludzie których tam widziałam są na codzien kimś bardzo realnym, to było dawno temu , nie słyszałam jeszcze o czymś takim jak spotkania w oob.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>