Rozmowy z Bogiem


Dolne czy górne JA, gdy kierunki zawodzą?
Po raz pierwszy, gdy zacząłem rozmawiać wewnętrznie z kimś innym , niż JA sam, podskoczyłem wręcz pod sufit. Wsłuchując się w wewnętrzny głos, oceniałem intencje gadającej gdzieś, zza głowy istoty. Do rzeczy i konkretnie mówi, słyszy chyba co sobie pomyśle. Najmniejszy ruch w moim umyśle, jest odczytywany przez niego z łatwością. Najmniejsza wątpliwość widoczna, wręcz jakby była naszą wspólną. Zastanawiałem się wtedy, jak to jest możliwe technicznie, by takie delikatności, zakryte czupryna, były widoczne dla kogoś z zewnatrz mojej istoty, dla kogoś, którego nawet nie potrafię postrzec. Kto jest szalencem, ten co się skrada potajemnie za plecami, czy ten co go słyszy?
Dziwny to rozmówca. Słysząc nie ocenia, neutralnie jakby współodpowiedzialny, wiedzący co potem, rzadko kiedy ostrzegający, dzielący mój umysł, to jednak niezależny. Kim jesteś wrzeszczałem wręcz, oczekując odpowiedzi. NIE MOGĘ, CZY NIE CHCE, -lepiej dla ciebie. Jak to lepiej, – kolejny skok z niecierpliwości, z podartym z irytacji pytaniem. Rok, dwa, cztery , piec dziesięć, ciągle stawiane tak samo. Akceptując obecność, stającą się moim drugim ja, oceniam z roku na rok precyzyjniej relacje miedzy nami. Ach to tak, masz wgląd w moja zawartość, moje myśli i pragnienia. Są one moje, twoje jest gdzieś indziej, w które nie mam wglądu. Moje jest twoje, ale twoje nie moje. Proste i choć wygląda jak grabiez, to nie boli a nawet raduje.
Gdy On ingerował w moje życie, sprawki się miały niezwykle. Gdy dach walił się mi na głowę, wiedziałem , ze tylko tak na niby. Bez zbędnych jęków zrzucałem z czoła dachówki, podglądając okoliczności bezbolesnego nieszczęścia. To czemu nie cierpię jak powinienem, ach tak to twoja sprawka, za jednym dotknięciem i staje się lekkie. Uf to mi się podoba, co za moc sprawcza i jakie możliwości. Ale kim jesteś i jaka jest miedzy nami relacja:
..LEPIEJ DLA CIEBIE.
HA, znajdę Cie. Zakupiłem stertę mocarnych książek, w nadziej wyczytania o wewnętrznym sprawcy. Jak w roju w nich było o JA górnym i dolnym. Mocarnie wzniesione zamki, zabarykadowane mętlikiem pojęć. Pytając okładek kim jesteś, trafiałem na zawile konstrukcje, z martwym opisem. Gdy się natarłem kartkami i wydawało się już mi proste, to znowu coś puknęło, stuknęło nieznanym z za głowy. Czar wiedzy prysnął i kolejna faja wątpliwości wzburzały piany.
Nie dojdę, nie znajdę, choć tyle szukam!!!
Gdy siadałem okrakiem zgorzkniały, bo tyle roboty na marne, zza ucha ten sam“ ŹLE SZUKASZ“
Jak to źle, przecież nie ma więcej. W takich chwilach coś rozgrzewało mnie, dodając ochoty, tuz, tuz, meta już blisko. Czy znalazłem, haha, tego co szukałem?
Szamocząc się wewnętrznie i zadając sobie kolejne pytania o sens życia, wykryłem sem wreszcie, iż ono samo jest jego sensem i celem.To co właśnie sam robie w rozpędzie psim swędem.. Ha to już coś, nie domniemane cele, nieznane mi i tryby zakrytej powinności i konieczności a właśnie to co sam robię i zrobić ze sobą potrafię. A te atomy i mózgi i kosmiczne zasady, co z nim?
Przecież to nie ja je sprawiam, choć patrze i obserwuje?
A teraz do rzeczy!
Zdałem sobie wreszcie sprawę, iż myszkując natarczywie w zniecierpliwieniu, pośród idei, analizowałem wyłącznie ich treść, nie bacząc na wewnętrzne ruchy w umyśle, jakie we mnie nieustannie zachodzą. To już było coś, takie kocie odkrycie,-, gdyż natrafiłem na szereg skrzętnie przede mną skrytych zjawisk. Właśnie one okazały się podstawą w zrozumieniu KIM i CZYM JESTEM.
Co okazało się najzabawniejsze?.
Im większa potrzeba szukania, tym większy wysiłek i zawierucha. Im więcej się w nas dzieje, tym łatwiej coś postrzec. Gdy w eterze trzeszczy od wieków, to niepostrzeżenie milknie,- jednym słowem postrzec wystający nos z twarzy, którego wcale nie widać.
Można szukać bez szukania, obserwować bez patrzenia i słyszeć bez słuchania.
Jednym słowem ukierunkować rozsądnie uwagę.

Notatka z innego forum: WEWNĘTRZNY DIALOG.
W większości znanych mi przypadków ludzie się sami rozdwajają, komentując z innej perspektywy jakieś ważne zdarzenia z życia.
W oobe wytwarzamy takie duplikaty siebie, poszerzając własną świadomość wieloma punktami postrzegania-uwagi, często nawet nadając im odmienny charakter. Wytworzone w ten sposób osoby, staja się aspektem naszego Ja. Jest nas wtedy więcej z jednego.
Robić sobie świadomie można, co innego, gdy się samo robi i jeden w wielości się nosi po świecie jak kukułka.
W ezoteryce mówimy wtedy o zagubionych aspektach, członach siebie samego, rozsianego po kontach wspomnień. Stanowią one ich wzmocnienie, rodzaj znajdującej się na zewnatrz nas, znaczy mózgu hehe,-kosmicznej pamięci. Ludzie wchłaniają je w siebie ponownie, eliminując w ten sposób psychiczne napięcia, otulając niechciane na słodko
Czy są to astralne postacie, czy jedynie wytworzone w naszym umyśle twory, to wlasciwie rybka. Ważną wydaje mi się sama procedura ich unicestwiania i osiąganie wewnętrznej harmonii.
Substancją, z jakiej się składa ciało nief. kolegi jest właśnie to samą, z której tworzymy my własne aspekty, znaczy astralne mazgaje.
Ruch niefizycznego, zastępczego ciała daje się łatwo rozpoznać w naszym pobliżu: zwiewny cień, przeczucie ruchu, wiaterek, delikatne dotkniecie, czy nawet zwijka niekontrolowanych emocji, Problem , ze w ciele fizycznym ciężko postrzec światło jaźni, znaczy świadomego elementu tych cieni, stad problemy w określeniu źródła tych szeleszczących za głowy postaci.
JEJE I POZDRO DZIALACZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *