Porządkuje teksty oo oobe i spisuje w jednym ciągu. Znalazłem parę starych opisów ,zagubionych na blogu.
ZEMSTA LASU .
Jako dziecko ,uwielbiałem tłuc patykami obsychające gałęzie z drzew.Torowałem sobie miedzy nim drogę, ciesząc się powstającym przejściem.W którymś momencie coś wlazło mi do głowy i spytało karcąco .Dlaczego je tak bijesz.Czyszczę je bo poschnięte, odpowiedziałem z duma. Zatrwożyłem się trochę ,ze może z tym czyszczenie to trochę coś nie tak i odszedłem z tego miejsca zdziwiony. Zapominając to upomnienie, jeszcze wielokrotnie rozbijałem się w lesie.
Któregoś razu wybrałem się na przejażdżkę rowerowa. Jechałem dosyć szybko ,delektując się pędem mijanych drzew.Nagle las strasznie ściemniał i nabrał tajemniczej,oślepiającej mocy. Przestrzeń się załamała i sosny wydały mi się wielokrotnie większe i znajomo poobrywane. Pomimo szybkiej jazdy zamarłem w bezruchu ,obserwując to dziwo.Choć droga była szeroka ,coś jak pokrzywa uderzyło mnie w nogę mnie. Otrząsłem się rozglądając. W domu ślad po pacnięciu miał już 10 centymetrów. Był czarny i palił okrutnie. Wyraźnie widziałem jak coś w nim wirowało . Następnego dnia dostałem zastrzyk .Czarna plama ,skwiercząc, zmieniła się wkrótce w olbrzymi pęcherz wodny.
WYSTĘPY MAGA
Pol pobliskiej kamienice wynajmowali świadkowie Jehowy. Nad drzwiami wisiał potężny,czerwony szyld. Dziwnym trafem, na dole budynku,miało się odbyć przedstawienie znanego maga.Przed występem, asystenci, zasłonili czarna tkanina na fasadzie domu,wszystko co kolorowe. Po sąsiedzku ,gnany ciekawością ,postanowiłem ich odwiedzić. ubrałem córkę w cudowny, czerwony, płaszczyk i poszliśmy na tajemnicze spotkanie. Większość była ubrana w czarne garnitury i nie zwracała na nas uwagi. Czarodziej rozwiązywał sznurki i wsysał uchem papierosy, wyskakujące mu nosem..Rzucał również sylikonowymi, smażonymi omletami do góry. Nie wiedząc skąd biorę, dałem córce zimnego ognia. Podgrzewając go wysłałem ja na środek sali by pomachała nim do publiczności. Zapalił się majestatycznie i dokładnie na środku sali. Cos się nie spodobało czarodziejowi bo ,córka straciła równowagę ,przewracając się na pupę. Musze nadmienić ,ze w tym czasie z łatwością przemieszczałem się w 2 płaszczyznach. Wstając niefizycznie,podirytowany tym zajściem, przegnałem zbliżającego się asystenta, chcącego pomoc córce przy wstawaniu. On, zataczając się pobiegł natychmiast ze skarga do mistrza.Pozostawiono nas w spokoju.Były jeszcze ciekawe wydarzenia w w astralnej odbitce rzeczywistości, które przemilczę.
Pełen obaw ,zaprowadziłem dziecko do domu szykując się na rewizytę.
Po powrocie, rozdrażnienie mi przeszło, widząc jak wspaniale publiczność się bawi. Na zakończenie wystraszyłem brzuchomówstwem maga i o mało nie poprzewracałem przez nieuwagę garnków pełnych gotowanego mięsa. Słuchając na końcu wyjaśnień astralnych przyjaciół na temat magi, musiałem czarodzieja wprawić w osłupienie. Widoczne było ,ze słyszy ale nic nie rozumie, bo mówiliśmy po polsku,
.Raz jeszcze ,tym razem we Włoszech, przeszkadzałem grupie magom.Z nimi nie poszło mi tak głatko i musiałem uciekać z ciała,wychylając się na bok.
ODWIEDZINY BABCI
Wszyscy babcie strasznie kochaliśmy. Przytulała ,kołysała i była zawsze gdy coś się złego z nami działo Teraz staliśmy,stłoczeni przy jej łózku,starzy i młodzi, popłakując. Wyraźnie przypominam sobie jak wyjca z żalu zmieniłem świadomość.Pomieszczenie rozjaśniło się i wszyscy zniknęli. Została tylko babcia siedząca na łóżku obok mglisty tego martwego ciała. Schylało się nad nią parę postaci, pokazujących na mnie ręka. Pokiwała mi wesoło i w głowie usłyszałem,-. zapamiętaj sobie ,to jest ciało. To coś leżało bez znaczenia na łóżku.,- I nie płacz!. ogarnęła mnie euforia.Znajdując się ponownie w rozpaczającym tłumię, chciałem wszystkim powiedzieć .Dlaczego plączecie ,przecież ona tam siedzi. Zamilklem wystraszony, bo wyglądali jak przytłaczające,strzeliste strzępy.
Jakiś czas później ,tęskniąc za babcia, znalazłem się nagle na korytarzu w piwnicy.Śmiało wchodząc w rozrastająca się ciemność spotkałem ja przykucnięta na końcu przestrzeni.Ciesząc się przywitałem ja okrzykiem . To ty żyjesz! Co robisz babciu w tej ciemnicy?,Opowiadała coś ze już, już jest gotowa ,3 w kolejce gdy nagle z boku wyszła męska sylwetka, zatrważający mnie cień ,sporych rozmiarów, zaczynający coś ze mną robić. Trzymał mnie w potrzasku a ja zrozumiałem pytanie . Co tu robisz! Zły bylem okrutnie na niego bo popsuł wszystko a na dodatek groził. Długo unikałem w myśli ta dziwna ciemność, planując jak wykraść babcie temu facetowi.
NIEBO W PŁOMIENIACH
Raz zrobiło mi się oobe w czasie burzy. Przyglądałem się piorunom, siedząc pod ściana u rodzinki na wsi.Trzaskało jak by się chciało niebo urwać. Nie mogę sobie przypomnieć w jakim ciele wyszedłem , bo sporo czasu już upłynęło i dekoracja otoczenia była tez niezwykła..Brak towarzyszących mi emocji strachu i wyraźnie odczuwalnej orientacji przestrzennej , wskazuje raczej na mentalne. Musiało to być rozdzielone oobe-duo , w 2 ciałach jednocześnie bo odczułem się przez jakiś czas zagubiony czy lekko podniecony w ciele astralnym, biegającym po łace ze schylona głowa.. Przy potężnym strzale z nieba , trochę podekscytowany, wyskoczyłem z ciała i stanąłem na placyku.Cale niebo było wspaniale pomarańczowe i rozchodziły się po nim fale z miejsca gdzie strzelił piorun. Ziemia falowała nieznacznie, wprawiając mnie w zachwyt. Pochodziłem trochę po placyku ,chcąc złapać to pomarańczowe dygotanie .Wyraźnie odczuwałem wtedy ta falująca energie, wydobywająca się z niby centrum grzmotów. Kolejny błysk rozświetlił niebie , tym razem gdzieś w oddali. Nie słyszałem żadnego dźwięku ale rozpoznałem kolejna fale rozdygotanej pomarańczowej energii wnikającej we mnie jak podmuch wiatru.Deszcz nie robił na mnie żądnego wrażenia.
Chciałem pobiegać po tym pomarańczowym dziwie bez obaw ale wewnętrzny głos nakłonił mnie do powrotu. Czułem się świetnie, choć przed wyjściem miałem obawy czy mnie przypadkiem nie trzaśnie prądem ,bo cala ziemia była pokryta woda.
Gdy wróciłem zastał mnie ten sam strach co przed wyjściem. Zastanawiałem się w jaki sposób on się u mnie rozgościł w ciele fizycznym.Czy był reakcja na przenikające ciało fizyczne energia czy się po prostu wystraszyłem piorunów , bo strasznie trzaskało.hehe. To odczuwanie falującego pomarańcza w czasie burzy było dla mnie bardzo przyjemne i wyraźnie rozpoznawalne na całym moim niefizycznym ciele. Jeśli nie były to zwykle haluny deszczowe to burza ma wyrazy wpływ na nasza energie.
Przefazowalem się również raz w czasie robienia fotki rentgenowskiej. Dygotało mi w środku coś z duża częstotliwością. Nie moglem rozpoznać w jakiej dymensji to się odbywało.
MAMINE OPOWIEŚCI
Ciotka pracowała na kolei.W nocy wciskała guziki w skrzynce ,przestawiając pociągi. Jedna minute w nocy nie mogla w żadnym wypadku przegapić.Towarowy na jednym torze z pospiechem i…… zasnęła. Obudziło ja energiczne szarpanie ,wysokiego mężczyzny w ciemnym płaszczu.W panice zdążyła wcisnąć ten zapomniany guzik. Zwolniła się potem z pracy a rodzinie opowiedziała. Drzwi były na klucz zamknięte,pokój 3x3metry i nikt nie mógł wejść….i..i to jest niemożliwe.Uwierzyliśmy,choć było wiadome w rodzinie ,ze jeśli COŚ jest to jej się ostanie ukarze
——————————————————————————————-21.02.2007 – 19:31
SKOK W SZCZELINĘ
Jako dzieci często bawiliśmy się w starym,poniemieckim bunkrze. Jako próba odwagi służyło nam skakanie przez szczelinę. Na dnie jak w grocie piętrzyły się potężne wielometrowe,strzaskane bryły cementu.Tych którym kolana zmiękły, wyśmiewaliśmy gromkim śmiechem. Chcąc poprawić swoja odwagę wybrałem się samotnie na skakanie.Szczelina wydawała mi się od raz dziwna. Chcąc ja przeskoczyć oddzieliłem się od ciała i wpadłem na jej dól. jakież było moje zdumieni,e gdy wstałem z głazów nie postrzegając śladów skaleczeń .Bylem wystarczająco mały by uznać to za szczęście a nie za szaleństwo. Powciskałem się jeszcze w wąskie szczeliny co rusz niknąc w ciemnościach. W którymś momencie bylem w drodze do domu i przedzierałem się przez wysokie trawy.Nie zdziwiłem się nawet, gdy ponownie znalazłem się na skałkach. Zapominając częściowo wydarzenie, zniechęciłem się do dalszego skakanie i zawróciłem do domu, idąc rzeczywiście przez ta wysoka trawę. Gryzło mnie trochę i nie dopuszczałem nawet myśli ,ze spadłem .Co powiem mamie,ze się zabiłem! .jakiś czas potem myślałem, ze mnie Bóg uratował,
Przypomina mi się ze studiów,znany profesor, psychologi ,rozprawiający z cieniem kpiny o dzieciach, nie myślących analitycznie, przeskakujących w marszu przeszkody wysokie na kilkanaście metrów.
LABORATORIUM CHEMICZNYM
Przypominam sobie jak w szkole podstawowej w czasie nieobecności nauczyciela, wrzucaliśmy co się dało do rożnych kwasów . Ilość wydobywającego się chloru przegnała nas z laboratorium.Zdobywając się na odwagę ,wszedłem powrotem do zadymionego chlorem pomieszczenia.Zdarzyło się coś dziwnego, co jest do tej pory dla mnie łamigłówka. Zatykając nos i usta odczułem dławiący smród .Wtedy opuściłem ciało.Pomieszczenie rozjaśniało a ja zacząłem oddychać.Hm ,dziwiąc się odrobinę pobiegłem do stolika z przezroczysta mikstura. Do flaszki nie weszły szczypki, bo były zbyt duże. W głowie coś mi powiedziało. Przelej to. Podniosłem butelkę z dwu centymetrowym otworem i wsadziłem zniecierpliwiony rękę , wyciągając ze środka szara masę..Kładąc ja na spodeczku ucieszyłem się ,ze po tragedii i nie oberwę za to od nauczycielki. Przestałem się spieszyć.Odczuwając niezwykły spokój, cieszyłem się ze przez ten chlor tak fajnie widać .Przestrzeń się nadymała i była inna.Opuszczając laboratorium spotkałem za drzwiami przerażonego nauczyciela .Opowiadałem chaotycznie,ze posprzątane bo ja mogę oddychać chlorem. A to ,wyciągnąłem ręka bo szyjka byłą za mała. Ktoś skarżył ,ze bylem tam 4 minuty.Nie spodziewałem się ,ze tak potrafi nasz pedagog skakać. W ułamku sekundy, nauczyciel byl przy mnie, obmacując ze wszystkich stron. Jakimś zmienionym głosem powiedziałem poważnie,ze żartowałem a w głowie powiedziało mi niech sama to zrobi i otwórzcie okna…..Przypomniałem sobie ta kretyńska butelkę i nie bylem już pewien,ze wyciągnąłem ręka coś z flaszki, do której wejdą zaledwie moje dwa palce nie ,-mówiąc już o chlorze
WIZYTA U MISTRZA
Przyjaciel od dawna opowiadał mi o duchowym mistrzu. Razu pewnego zaprosił mnie do niego.Mistrz kilkadziesiąt razy bywał w najwyższych strefach i opowiadał ze Pan Bóg zaproponował mu powrót do domu lub za misje na ziemi ,-nauczac ludzi.Wchodząc do sali spotkań , zaskoczony bylem wewnętrzna uroda jego uczennic i uczniów. Atmosfera była uroczysta.Nie znając nikogo stanąłem na środku sali mocno zmieszany.Pierwsza pozdrowiła mnie uśmiechem mila, starsza pani. Ktoś z boku pocałował mnie astralnie w policzek. Zmieszałem się trochę. Robiąc poziomkowe oczka, zacząłem zapadać się w środku. Zobaczyłem cale wnętrze swiecaco na żółto i ogarnęło mnie wspaniale uczucie. Ktoś mi chyba przelal dawek bezgranicznej,czystej miłości Brucea Moena, prowokując we mnie wyjście z ciała. Postrzegałem osoby,zwracając uwagę na panie,chcąc znaleźć ta niezwykła kochankę…Zobaczyłem za plecami mistrza. Przyglądał mi się jak na intruza, wyrazajac cala swoja postawa zaskoczenie .Jakos zaświeciły m u się oczy płomykami i odwrócił się bez zainteresowania. Odczułem śmieszność swojego ciała f. stojącego na środku sali i usiadłem fiz. obok przyjaciela.Wszystko zajęło to 3 minuty.Mistrz zaczął opowiadać bardzo zaangażowanie, cały czas nerwowo pochrząkując. Zaczęło mi się nudzić. mówił rozwlekle, skakajac w podnieceniu po sali. Pomyślałem sobie . Zrobie mu psikusa. Jeśli taki mistrz to się postrzeże.Zacząłem go ciągnąc mentalnie za nogawki. Jakos nie reagował co mnie rozzłościło.Wzrastające emocje uwolniły we mnie dodatkowa energie Dokuczałem mu już astralonie, pozostając nadal w ciele..Cos takiego nawet ślepy postrzeże. A on nadal nic. Wytraciłem go tylko parę razy z koncentracji ,gdyż zgubił watek.W czasie przerwy poprosiłem go o rozmowę.Wytwarzał tak silne zaburzenia ,ze w odległości metra, nie moglem sklecić prostych zdań. Po godzinie słuchania wspólnych nauk poprosiłem przyjaciela byśmy wyszli bo nudno.Żegnając uroczego sąsiada ,wślizgnąłem mu się do głowy,przelewając mu silna dawkę sympatii. Zaskoczony zapytał.A czy my się nie znamy z poprzedniej reinkarnacji?. Bulgocząca odpowiedz przyjął z dezaprobata. Chyba nie rozpoznał,ze bylem przyczyna tego serdecznego uścisku. .Opuszczajac dom uważałem by się nie poślizgnąć bo była zmarzlina.Cos mnie nagle chwyciło, grzmocąc w środku.a w głowie zadźwięczało ,MIAŁEŚ NIE PALIC!..Runąłem jak kłoda na śnieg.Przed samym uderzeniem z astralna wręcz zręcznością zamortyzowałem rękoma upadek..Dopiero wtedy rozpoznałem swojego astralnego przyjaciela, który po raz któryś uratował mnie przed stłuczka.Skarcił mnie trochę za głupoty pokazując coś jak porozwieszane światełka choinkowe na domu, którego tak naprawdę to nie było .Wstając wygrażałem astralnymi rękoma, pozostawiając je tym razem grzecznie przy sobie a w duchu się rechotałem. Dobry mistrz,pomyślałem!!!
OBECNOŚĆ W PRZECZKOLU
Na festynie w przeczkolu dzieci wybierały losy,wygrywając zabawki stojące na polce.Moje dwie córki wróciły rozżalone nic nie wygrywając.Czując obecność w sobie ,zabrałem je na ponowne losowanie. Pokazując moim dzieciom najciekawsze zabawki, zaczęliśmy losować. Wybrały pierwsze z brzegu. Oddałem je bez otwierania ,wybierając inne.Zrzucając mnie w bezczasowa otchłań, przejeto,kontrole nad moja ręka, wybierając pewnie losy. Wygraliśmy najlepsze zabawki.Widząc zazdrosne dzieci było mi trochę wstyd i prosiłem by więcej mi tej laski w życiu nie robiono.
Innym razem tez w przeczkolu, astralni przyjaciele,pomagali mi w rozwiązywaniu pętli na grubej linie.. Wyraźnie rozpoznawałem szybkie ruchy cieni przy sznurze gdy sznurek robił się bez węzłów. Nosili ze mną tez ciężkie stoły.Tym razem dyskretnie. Nie licząc pewnej pani, której stół zrobił się nagle ciężki i nie mogla go więcej przesunąć. Jakis czas nosiła sama składane stoły, śmiejąc się z meszczyzn,ze robią to w 2 osoby.W
RATUJĄCA REKA
Wracałem 800km do domu po 3 dniach pracy bez spania.Z zepsutym grzaniem w samochodzie,okręcony kocem parłem byle do domu.Walcząc z sennością ostatnie.40km ,pamiętam jak mi się głowa zapadła i było mi wszystko obojętne. Nagle z lewej strony wyskoczyła świetlista ręka, przekręcając gwałtownie kierownice .Wyprowadzające się auto na prosta, rozbudziło mnie wystarczająco bym zdążył zobaczyć zgrzytające na mnie barierki autostrady .Pamiętam ,ze ręka wlazła przez szybę stajać się powyżej łokcia nie widoczna. Do tej pory nie rozumie co zaszło.Po latach przypominam sobie doskonale wchodzaca wtedy we mnie obecnosc, ktorej wtenczas nie rozpoznawalem. Nie jestem tylko pewny czy wykorzystala ona moja fizyczna reke ,zrzucajac moja swiadomosc w inne cialka czy wykonala ruch kierownicy swoja konczyna.O dziwo,przed samym zasnieciem pomyslalem jak bardzo jestem nierozsadny.Przypuszczam ,ze cale zajscie zostalo sprowokowane bym sie czegos nauczyl.Rozpoznawal kiedy sie glowa zapadnie.Teraz gdy postrzegam w czasie jazdy dziwne cienie na autostradzie, pozdrawiam je zabobonnie skinieniem reki.A niech sie nie nudza.
————————————————————-18.01.2007 – 12:08
Tydzien sluchalem audioplikow Brucea Moena.Wczoraj zaczalem to samo z Robertem Monroe.Postrzegajac roznice w charakterze dwoch pisarzy ogarnelo mnie wielkie zdumienie i podziw ich odwagi.Wpadlem w zadume ,przypominajac sobie setki uwag.
I wlasnie w tej ciemnosci-zadumie ,odezwal sie do mnie wesoly glos. POKAZAC CI TO:
Usmiechnalem sie i pomyslalem .ze czas troche polezec i wykorzystac towarzyszace mi emocje do zabawy w ciemnosci umyslu.
W ciagu kilkadziesiat sekund prawie zasnalem , ,jednoczesnie sie budzac.
Przezywalem pare sekund hustawke,otworzyly mi sie wewnetrzne oczy i dostalem wzorcowych wibracji.Przypominaly one przelewanie sie miekiego echo-czucia tam i zpowrotem z duzym tepem. Towarzyszylo temu wytwarzanie sie ciepla w ciele.
Jest to juz 3 rodzaj wewnetrznych drgan ,ktore mi pokazano.: 1 rosnace gwaltownie wewnetrzne cieplo.2Trzesienia przypominajace trzesienia z zimna lecz czestrze i przyjemne ,3 te dzisiejsze. Na koncu rozblysla mi gwiazdka przed oczami i zniknela, dajac mi odczuc swoj osobowy charakter.
————————————————————————-13.01.2007 – 23:29
Siedzialem na fotelu a detysta zniecierpliwiony borowal mi zeba. Bylem ostatnim klijetem.Cos mu nie szlo to borowanie.Zadlawilo mnie i chcialem zwiac.Zaczalem sie dusic i czas sie dla mnie zatrzymal.Skoncentrowany bylem jednostajnym oddychaniu przez nos a do tego ta niemoc z rozwarta geba . No i bum , zaczelo mnie wybijac.
Jakos udalo mi sie to powstrzymac .
Odczulem spanikowany wiertarke w buzi. Odetchnalem spokojniej i zaklalem z przekasem. !!!!!
————————————————————————————
30.12.2006 – 12:57
Cwiczenie 4+1 zakonczylem wspomnieniami z dziecinstwa.Przypomnialem sobie dziecinstwo i wysilek rodzicow jaki wlozyli by mnie wychowac. Z nie spotykana sila ogarnelo mnie wzruszenie. Potem jak na wykresie zobaczylem ilosc zaniedbanych spraw .czekajacych na rozwiazanie,.Calosc zakonczyla sie fala niezadowolenia i obrazem papierosow ktore rzucam od lat.Wygladalo to jak kronika filmowa konczaca sie wylaczeniem swiatla. Na zakonczenie narrator filmu w glowie powiedzial-WIESZ ILE JEST JESZCZE RZECZY DO ZROBIENIA:
Mrugnelo mi lewe oko i film sie zakonczyl.
———————————————————————————
27.12.2006 – 14:17
Obudzilem sie przed czwarta i czekalem az budzik zadzwoni. Br ,br, br,dzwoniac troche mnie przestraszyl bo co powie zona. Znowu sie po nocy tlucze.Ulozylem sie wygodnie i zaczalem odliczac 45 minut.Czulem sie o dziwo wyspany ale czekalem dalej. Juz na poczatku zaczelo mnie paralizowac.Opieralem sie jak malo kto ,wiadomo 45 minut.Stopy mi zmarzly wraz z rekoma i prawie ledwie je czulem. Cos jak kajdany pokrylo mi nogi ,ze az bylem troche zly. 2 Razy mnie wciagnelo gwaltownie i pokrecilo.Nie zorietowalemsie ,ze juz minely 2 godziny a ja walczac z paralizem przegapilem swoje 45 minut. Rozczarowany zlazlem z lozka kladac sie w kuchni na wersalce.Oczy zaczely ciazyc jak z olowiu i na nic moja walka sie zdala.Ledwo swiadomy przezipialem pare godzin.Jedno co mnie obudzilo to wesoly glos w glowie,mowiacy PRZECIEZ MIALES NIE SPAC. Rozejzalem sie po bokach ale nie bylo nikogo.Pomyslalem sobie wtedy TYYYYYY MOOONDRALA.
WSPANIAŁE HISTORIE ,DAWAJ ZBYCHU WIECEJ
GORĄCO POZDRAWIAM
Hej witam wszystkich!
Chciałabym napisac jedną ze swoich historii, która wydarzyła sie nie tak dawno temu i dłuzszy czas nie znajdowałam na nią żadnego logicznego wytłumaczenia, ale po zapoznaniu sie z opowiadaniami Zbyszka juz chyba wiem to musiało byc takie oob:) oceńcie sami…
Mój mąż wstawał rano do pracy,zawsze dośc punktualnie a nawet przed czasm…a ja sobie spałam, ale o to słyszę chrobotanie w zamku, drzwi na klatke mamy oszklone, wiec wstaję, patrzę na dworze było jeszcze ciemno, zza oszklonych drzwi na oświetlonej klatce schodowej, widze sylwetke męża jak przekęca klucz po czym wpadł jak bąba do środka i czegos szuka…pytam Hej zapomniałes czegoś? Ale on był w takim pospiechu ze nic nie odpowiedział i jak szybko wszedł tak i opóścił mieszkanie…wskoczyłam do łózka na zegarku 7:13
Ha myślę -taki przykładny a plecaka z karta(taka na której odbija sie godziny przyjscia do pracy ) zapomniał!
Potem zadzwoniłam do przyjaciółki opowiadając jej o wpadce jaka sie przydażyła mojemu slubnemu i troche nasmiewając sie z jego paniki, nieładnie.
ok 15 po przyjsci z pracy mąż mówi -wiesz co dziwnego mi się dziś przydarzyło? no mysle -pewnie zapomniałes czegoś…
oto zadziwiajaca relacja mojego męża
Stałem sobie na parkingu bo miałem jeszcze 15 min czasu i słuchałem radia, jak miałem wysiadac sięgnąłem po plecak na siedzenie obok,,, a plecaka nie ma…. zamarłem ze strachu bo karta, kanapki, co teraz robic??? Jak wróce do domu to się na bank spóźnie… i wiesz co, jak ochłonołem postanowiłem iść do biura zgłosić brak karty, wysiadłem z auta , drzwi sie otworzyły światło w środku zapaliło, a plecak był na przednim siedzeniu ,wyobraź sobie!
-Jak to nie byłeś w domu?????
– Nie.