Intuicja zwierząt.
1.- Iza. “Mój pies”
2,- Sosna. “Kotek”
1.-Iza
Moja psina na pierwszy rzut oka, niczym szczególnym się nie różni od pozostałych psów, ale dla mnie jest ona wyjątkowa. Opisze wam kilka bardzo wzruszających sytuacji, które zastanawiają i dają mi dużo do myślenia. Gdy któregoś bardzo mroźnego dnia, wróciłam z pracy, położyłam się na chwilę na kanapie i pomyślałam o ciepłych skarpetkach, jak bardzo zmarzłam i mam tak strasznie zimne stopy, to mój pies natychmiast wskoczył na kanapę i się na nich położył . Po chwili zrobiło mi się ciepło i przyjemnie, tak jakby moja kochana sunia wiedziała, że jest mi zimno. Innym razem, pomyślałam, by wyjść na spacer, a ona od razu podbiegła do drzwi wyjściowych, merdając radośnie ogonem. Myślę, zaraz, zaraz, ja tylko pomyślałam o spacerze, nie wypowiedziałam tego głośno,- skąd ona wiedziała.
Kolejna niezwykła chwila, która dała mi dużo do myślenia. Moja sunia uwielbia jeździć ze mną samochodem. W wakacje był taki okres, że za nic nie chciała wejść do samochodu. Gdy ją na siłę wsadziłam to siedziała skulona, jakby się czegoś bała. Było to dla mnie zastanawiające, gdyż nigdy tak się nie zachowywała, zawsze wyglądała przez okno i była szczęśliwa jak tylko brałam kluczyki od auta. I tu mogłam jej zaufać, bo po pewnym czasie miałam wypadek właśnie tym autem. Teraz bacznie ją obserwuję. Jej każde dziwne zachowanie, odbieram jako ostrzeżenie. Rok temu, pewnej nocy, mój pies był bardzo niespokojny, cały czas się kręciła, nie mogła sobie znaleźć miejsca, coś nie dawało jej spać. Rano dowiedziałam się, że mój dziadek zmarł. To było 5 dni przed wigilią. W wigilię przy kolacji w miejscu gdzie zawsze siadał dziadek, cały czas leżała tam moja sunia, nikogo w to miejsce nie chciała wpuścić. Gdy ktoś się tam zbliżał, to zaczynała warczeć. Przez cały ten wieczór miałam wrażenie, że dziadek jest z nami. Czyżby mój pies to wiedział?
Czasami bardzo dziwnie się zachowuje np. patrzy się w jakiś punkt na ścianie i merda ogonem, innym razem patrzy się na pustą ścianę i warczy. Przyglądam się jej i wiem, że ona coś tam widzi, coś czego ja nie mogę dostrzec moimi ograniczonymi zmysłami. Tak jest bardzo często. Raz w nocy, skoczyła na moje łóżko i strasznie warczała wpatrując się w okno, wtedy się wystraszyłam, bo po raz pierwszy i ja wyczułam czyjąś obecność. Pomimo tego zachowałam spokój, pogłaskałam ją, mówiłam do niej, Trwało to jeszcze chwilę zanim się uspokoiła.
Gdy byłam w ciąży, to cały czas obwąchiwała mój brzuch. Kładła łapę i tak śmiesznie przekręcała łepek, patrząc się na mnie to na mój brzuch. Któregoś dnia zaczęła piszczeć
i nosem trącać mój brzuch. Bardzo mnie to zaniepokoiło, gdyż wcześniej tak się nie zachowywała. Zadzwoniłam natychmiast zaniepokojona do męża i powiedziałam, że muszę szybko do lekarza, bo sunia dziwnie się zachowuje. Maz żartując, rozładował moje obawy. 5 Godzin późnię,j urodził się mój synuś, ledwo, co zdążyliśmy do szpitala.
Z moim psem porozumiewam się bez słów. Wystarczy, że spojrzę jej w oczy i już wiem czy jest głodna czy chce wyjść na dwór, czy chce się bawić. Nigdy się jeszcze nie pomyliłam.
Ona również reaguje natychmiast na moje rozterki. Gdy się czymś bardzo martwię, ona od razu o tym wie. Kładzie się przy mnie i patrzy się głęboko w moje oczy. Tak jakby chciała mi powiedzieć, nie martw się, jutro będzie lepiej. Kiedyś chciałam zrobić mojej mamie niespodziankę, wracając wcześniej do domu, po długie nieobecności. Byłam jakieś 40 km od domu, gdy mama zadzwoniła i zapytała, o której będę. Skąd wiedziała, że jadę?
Mój pies mnie zdradził;) Cały dzień siedziała w oknie
i merdała ogonem. Podobno zawsze tak się zachowuje przed moim przyjazdem. Jest ze mną od 10 lat i do dziś pamiętam, jak pojechałam do schroniska, tylko zobaczyć jak tam jest. Nie miałam zamiaru wziąć psa. W śród całej gromadki małych czarnych kulek, ona podbiegła
do mnie. Od razu się w niej zakochałam. Moi znajomi mówią, że miała wielkie szczęście, że na tyle psów wzięłam właśnie ją. Odpowiadam im na to, że to ja miałam szczęście, bo to właśnie ona mnie wybrała. Gdy ktoś pyta, jaka to rasa odpowiadam, że to Wielorasowiec
*
Zbyszek
Dziękuje Izo za przepiękny list. Moje przygody ze zwierzakami również wkrótce opisze i wkleję w tym temacie. Postaram się wyjaśnić te niezwykle zbiegi okoliczności:)
Jeżeli znacie podobne historie, jakieś niezwykle zdarzenia w których brały odział nasze kochane zwierzaki, to proszę wpiszcie je tutaj. Przeczytamy je wszyscy chętnie:)
Komentarze wymagają od paru dni zatwierdzenia.
Dla Was, przyjaciół psów i kotów, znajdzie się tutaj zawsze dużo miejsca, w tej w oazie zwierzęcej dziwności.
*
2.- Sosna, kotek
Piękny sierpniowy wieczór…razem z mężem, już prawie gotowi do drogi powrotnej, jeszcze tylko pożegnać najbliższych i do domu …cieszyłam się ![]()
…ale muszę zacząć ta historie od początku…to znaczy od momentu kiedy mój mąż przyniósł do domu babci, (gdzie właśnie spędzaliśmy ostatnie dni wakacji) małego kotka…miał może miesiąc, kocica okociła się na poddaszu dwupiętrowego domu…chodziliśmy tam wszyscy podkarmiać ja, by miała mleko dla swego potomstwa (pięcioro kociąt)…
Trwało to kilka dni, aż kociaki zaczęły rozłazić się po strychu i sprawdzać teren…dorastały:)…no w każdym razie jeden z nich któregoś dnia spadł …połamał tylne łapki ale przeżył…maż go znalazł pod domem słysząc jak miauczy…zawiózł do lecznicy…okazało się, ze ma złamany kręgosłup,ale kocie małe…mężowi się zal zrobiło i nie dal go uśpić jak mówił doktorek….przywiózł do domu…włożyliśmy go w wysoki karton, tak aby nie mógł się wydostać z niego…aby miał jak najmniej ruchu…maż mówił ,ze może się zdarzy cud i będzie zdrowy…miał sprawne tylko przednie łapki wiec mógł się “czołgać”…ciągnąc za sobą tył…kocie z każdym dniem, pod nasza opieka, zdrowiało…było coraz żywsze…choć jeszcze nie stawał na tylne łapki,to jednak była nadzieja…aaaaa był przecudny, z taki pięknymi lazurowymi oczętami
Jednak nadszedł dzień naszego odjazdu…..wieczorem, gdy już byliśmy spakowani, maż zaproponował byśmy pojechali pożegnać się z naszymi serdecznymi przyjaciółmi…mieliśmy jeszcze sporo czasu, wiec nie zaprzeczałam….Kotek cały dzień był bardzo niespokojny…miałczał i szamotał się w tym kartonie…wyjść jednak nie mógł…bo i jakim cudem…..
W drodze do znajomych, maż mówi…”słyszysz???? coś stuka pod spodem samochodu..(‘?)…ja na to, ze tak słyszę…ale przecież byleś na stacji ,sprawdziłeś wszystko..no taaaak…pożegnaliśmy znajomych…jedziemy….a tu znowu takie stukotanie pod autem…nooo nieeee….chłopina cały wściekły….bbrrrr w serwisie był, tam wszystko ok …a tu jakieś stukanie, jakby się kolo miało urwać…;( cholera co jest…a przed nami noc i droga przez góry ….na prom….ale nic ,może to tylko chwilowe i zaraz będzie wszystko ok…
Weszliśmy do domu babci, by wziąć nasze walizki i z nią się pożegnać…a potem już tylko w drogę…stojąc na korytarzu…babcia życząc “szerokiej drogi” w wielkim zakłopotaniu mówi nam ,ze kocina cały czas jak nas nie bylo płakała, jak małe dziecko…jak niemowlę…zal nam się go zrobiło…poszliśmy, wyjęliśmy go z kartonu…wypieścili i strasznie żałowali, ze nie możemy go zabrać do nas ….maż włożył kotka spowrotem…stanęliśmy jeszcze chwile z babcia staruszeczka na “dwa słowa” przy wyjściu słysząc w oddali ,z pokoju dobiegające miałczenie…a wręcz przeraźliwe wycie kota….naaaagle !!!! niedowiaryyyyyy!!!! wyobraźcie sobie KOTEK WYSZEDŁ Z KARTONU SAM!!!!! jakim cudem nie wiemy do tej pory….doczołgał się do nas…i z płaczącym miałkiem ułożył się pod nogami mojego męża…rozpłakałam się ze wzruszenia…przecież toooo niemożliwe!!!!! jaaaak on wyszedł z kartonu???? przecież chodzić nie umie…maleńki jest a karton wysoki…nawet go nie przewrócił..jak to zrobił …(???) doczołgał się do nas i miałczał…płakał ..a my z nim…tak nas chwycił za serce….babcia mówiła wtedy, ze kocina wyczuwa kto mu pomógł, życie uratował i dlatego nie chce byśmy odjeżdżali….przeżyłam po raz pierwszy tak bardzo emocjonalnie “rozstanie” ze zwierzakiem….
Ale kotek nie bez powodu “płakał” i nie pozwalał nam odejść……..
Wyjechaliśmy ….wydawało się wszystko w najlepszym porządku…piękna sierpniowa noc….po 50 km jazdy….już w górach, na drodze pełnej serpentyn…..maż nie zauważył zakrętu…to znaczy widział ,ale zakręt w lewo…a był zakręt w prawo!!!!! W lewo było urwisko….później mało pamiętam…..:(
Na drugi dzień dowiedziałam się ,ze auto poszło do kasacji…nam na szczęście nic poważnego się nie stało…najważniejsze ,ze żyjemy….
Urlop przedłożył się z konieczności o następne trzy tygodnie…..
Kotek wyzdrowiał a my mogliśmy doświadczyć cudu…widząc jak staje na łapki ![]()
Od tamtej pamiętnej nocy wiem, ze nie wolno lekceważyć zwierząt i ich zachowań…sa prorocze…
3 komentarzy do “Mój pies”
Skomentuj
Musisz być zalogowany aby komentować.
Co tam nowego działasz miszczuniu??
pochwal się
Iza nadesłała mi opisy przygód ze swoim psem. Nieprawdopodobne jak potrafiła się wspaniale z nim zestroić.
Sam pamiętam jak mój psiak reagował na tatę, wracającego o rożnej porze do domu z pracy. Stal parę minut pod drzwiami i skakał jak opętany. Po chwil wchodzi tata do mieszkania i witał się z nim wesoło.
Takie przykłady mnie bardzo cieszą. Nie dadzą się wyłgać nauką.
Mam pomysł na kolejny eksperyment. Będziemy potrzebować jakieś zwierzaki lub wspomnienia o nich.
Ćwiczenie będzie trochę trudniejsze, ale co tam. Damy przecież rade!!!
Kiedy s w zoo przyglądałem się wielkiemu akwarium. Nagle wyskoczyło mi z niego wielkie monstrum, przez szybę, zbliżając się do mnie jak wielka ryba. Wstrząsnęło mną solidnie i zatrzepało z wrażenia, gdyż widziana forma była nieostra i wyskoczyła na wprost mnie z duża prędkością, z zamulonej, zielonkawej wody.
Odsunąłem się ździebko przerażony. Po chwil, podpłynął w fizyku wielki zwierzak pod sama szybę. Nie widziałem go dokładnie, gdyż wkrótce znudzony sobie dalej popłynął. Była to jakaś wielka foka, czy najeżony jeleń morski z lornetką?
Osoby nie postrzegające ciałek- myślokształtów, reagują na takie niefizyczne spotkania strachem i nieuzasadniona dla nich obawa, trudnym do określenia niepokojem
W obu przypadkach przeżyłyście wypadek w aucie:(
Powinniśmy zachować ostrożność w interpretacji tych nieszczęść.
Napiszcie więcej o tych kraksach.
Przypomnijcie sobie dokładnie moment samego wypadku, co odczuwałyście, co poprzedzało ta chwile, doznania emocje i podzielcie się z nami.
Może znajdziemy jakieś konstruktywne wyjaśnienie nieszczęścia, coś co się wam kiedyś jeszcze przyda.
Dlaczego pies obawiał się wejść do auta Izy i dlaczego mąż Sosny zobaczył ten zakręt nad przepaścią.
To wygląda jak sugestia z zewnatrz albo nieświadoma chęć ukarania się za pozostawionego kotka w biedzie.
Brałem wielokrotnie udział w wielu wypadkach, nie rozumiejąc w nich mojego udziału.
Fatum wiszące nad autem, które wyczul pies i ten zgrzyt w sprawnym aucie?
Przeznaczenie chwyta za gardło naszymi rękoma.