1. -Czytanie z zamkniętego zdjęcia w kopercie.
2,- Papierówki
3.- Zbiorowa podświadomość.
4,- Wspólne ćwiczenia.
1. Czytanie z zamkniętego zdjęcia w kopercie.
W czasie wspólnych ćwiczeń dostałem kopertę z zaklejonym w niej zdjęciem zmarłej osoby.. Zadanie polegało na dotarciu do tej osoby i nawiązaniu z nią kontaktu. Należało od niej zdobyć informacje, okoliczności śmierci lub jakieś wyjątkowe monety z jej życia., by zweryfikować wiarygodność spotkania.
Pojawiłem się na kręcącej karuzeli z konikami. W pierwszej chwili widziana wyraźnie, zamieniła się w rodzaj niezwykle intensywnego odczucia, wrażenia bliskości karuzeli. Szukając związku jej z osoba na zdjęciu, postrzegłem ze małe koniki na rozkręconej platformie, zmieniają formę w ogromne cementowe rzeźby.
Nie rozumiejąc tych skojarzeń, oczekiwałem uparcie kolejnych wizji, gdy nagle kolorowa wiertarka z wiosełkiem do mieszania cementu pojawiła mi sie przed sama twarzą. Br, br, kręcąc się, wylądowała w ledwo zarysowanym wiaderku do mieszania gipsu. Ach tak, jestem przecież również sztukatorem, -pomyślałem, zobaczyłem moje stare narzędzia. Zdziwiłem się bardzo, gdy tym razem samo wiosełko, już bez wiertarki kręcąc się, wyskoczyło mi przed samym nosem. Br, br, wirując przeistaczając się w wiertło, by stać się wirującym bezkształtnym ruchem, wbijającym się z góry w lewe ramie jakiejś osoby. Jedno ze skrzydełek pękło, cześć spirali wiertla się rozchyliła na bok, rozsuwając w ciele jakiejś osoby.
Wdzierając się w nią z góry, z wielka silą, wywołała we mnie przerażenie.
Na domiar tego, pojawiłem się w warsztacie samochodowym, obserwując dwie przyglądające mi się postacie. Wywnioskowałem z tego, ze zmarłą osobą był z pewnością mechanikiem i coś stało się wiertlem w czasie pracy. Odczytując to samo zdjęcie sąsiadka również zobaczyła mechanika . Wielka pomyłka, stwierdził właściciel zdjęcia. Osoba na zdjęciu została raniona w ramie pod Berlinem, i nie była żadnym mechanikiem, triumfując uśmiechnęła się.
Tknięty przeczuciem, spytałem jego przyjaciółkę o zawód. On jest mechanikiem,-
odpowiedziała.
Po paru dniach dotarłem wreszcie do znaczenia widzianych obrazów.
Przypomniałem sobie zobaczona przypadkowo parę dni wcześniej grę komputerowa, w której kręcąca się w zwalnianym tępię kula, raniła w bardzo brutalny sposób wrogów.
Zamarłem na chwilkę przerażony, analizując konsekwencje oglądania takich gier. Trafiłem wtedy po raz pierwszy, na moment bezpośredniego zapisu wrażeń w swiadomosci śpiącego cala. Ta idea kręcącej się kuli stała się potem głównym środkiem wyrazu w moim śnie. Zapamiętani o wiele wcześniej z filmów,- nacierający na czołgi żołnierze na koniach , uzupełnili misę skojarzeń. Elementem łączącym te dwa wyobrażenia, stalą się moja wiertarka do gipsu.
Pędzące na karuzeli koniki, przemieniłem w śmiercionośne wiertło, będące symbolem odłamku pocisku rozrywającego ramie.
Pisząc ten artykuł, doszukałem się wreszcie znaczenia tych cementowych figur. Wspominając film Czterech Pancernych- zdobycie Berlina, przypomniałem sobie końcową scenkę.
Jeden z żołnierzy zatknął przecież czapkę na szczycie Reichstagu, na znajdujących się na nich rzeźbach.
Dwa lata upłynęły zanim połączyłem wszystkie wyśnione szczegóły w czasie tego niezwykłego spotkania z bohaterem drugiej wojny światowej. Migawka stojących dwóch postaci, w warsztacie, była pożegnaniem. Wtedy, nie wiedziałem jeszcze, kto jest właścicielem zdjęcia i o czyje losy się rozchodzi w tym ćwiczeniu. Na początku ćwiczenia położone anonimowo zdjęcia na stole w kopercie, były szczelnie zamknięte i jedynie odciski palców mogły wskazać na ich właściciela.
Zastanawiające jest dla mnie jego przebieg tego ćwiczenia. Elementy snu, bez wątpienia, zawarte były w mojej pamięci, a ich zestawienie wiernie oddające czyjeś losy, były niezwykle misternie splecione. Czy ktoś mi umożliwił w takiej postaci sprostać ćwiczeniu, ucząc mnie niefizycznej komunikacji?
2,- Papierówki
Pewnego wieczoru obierałem papierówki na przeciery. Gdy po wielu godzinach, sterta się nie zmniejszała na stole a palce już szczypały, żałowałem, ze ich nie rozdałem.Moglem zadzwonić do znajomych, by je zabrali,- ucieszyliby się. Wpadając w zadumę dusiłem w sobie pretensje do siebie.
Tego samego dnia, znajomy w pracy poprosił o pomoc. Potrzebował natychmiast ciężarówki.
Następnego dnia, Aneta opowiedziała mi swój zabawny sen.
Pod jej dom podjechał ktoś z ciężarówką i zrzucił z niej cala gore jabłek, zagracając nimi cały ogród.
Więcej przytrafiło mi się w życiu podobnych sytuacji i to o wiele bardziej niewiarygodnych, w których przypadek był w pełni wykluczony.
Co zatem się dzieje?
Jak możemy w śnionej przestrzeni informować znajomych o nurtujących nas problemach?
W jaki sposób pojawiają się w ich snach ważne dla nas zdarzenia, nawet gdy dzielą nas tysiące kilometrów?
Jeżeli uzależnione od fizjologi naszego ciała procesy psychiczne, rozgrywają się jedynie w naszym umyśle, to nie powinny się nam podobne sytuacje przytrafiać.
Zamrażane kropelki wody nie powinny również zmieniać swojej bulwiastej formy w piękne kryształy a cząsteczki elementarne swojego toru. A jednak to się dzieje!
Czy odczuwanie własnych myśli jako nie swoje, jest jedynie zarezerwowane schizofrenii, strasznemu psychicznemu schorzeniu, na którego myśl przechodzą nas dreszcze?
Wiemy, ze wszelkim doznaniom w umyśle towarzysza zmiany w układzie nerwowym. Wiemy również, ze by postrzegać musi on być sprawny. Uszkodzenia w mózgu wywołują zaburzenia naszej percepcji jako harmonijnej całości. Odcinani jesteśmy od sfery doznań przypisanej uszkodzonej części mózgu.
Przy zaburzeniach, stajemy się nadmiernie pobudliwi, lub wpadamy w otępienie
Mamy przywidzenia, zaburzenia toku myślenia, czujemy się jednym słowem nieludzko.
Pękają nam bariery, zapominamy słowa, tracąc zdolność wyrażania i kreacji.
To wszystko nam grozi, gdy jesteśmy jeszcze młodzi i gdy starzejemy się z obsychającym mózgiem.
Asortyment dostępnych nam udziwnień pęka w szwach.
Gdzie skrywa się w tym wszystkim nasza duchowa natura, stan wiecznego szczęścia?
Gdzie jest wiec nasza nieśmiertelna i niezniszczalna istota?
3. Zbiorowa podświadomość.
Wchodząc do pracowni malarskich, na uczelni artystycznej, dziwiło mnie podobieństwo prac rożnych studentów. Zawierały one w sobie zawsze jakieś wspólne elementy. Wodząc po nich wzrokiem, odnosiłem wrażenie, ze ich autorem może być ta sama osoba. Zlewały się w kolorystyce, i sposobie malowania. Używane te same środki wyrazu były szlifowane przez grupę w czasie wspólnych zajęć. Malując, jeden drugiemu zaglądał ukradkiem na płótno, szukając inspiracji.
W liceum Plastycznym dostrzegalne to było ekstremalnie. Młodzi ludzie zawiązywali chętniej przyjaźń, gromadząc się w podobnie pracujące grupy. Rozwijając dopiero swoje umiejętności, wspierali się entuzjazmem, szykując na czekający ich jeszcze wysiłek.
W wieku 25 lat, wyjeżdżając za granice, odczułem brak znajomych, wspólnie spędzonych chwil an pogaduszkach. W nowym środowisko praca artystyczna okazała się dla mnie nieatrakcyjna. Wspólny cel szybkiego dorobienia się mnie wkrótce całkowicie pochłonął
i oddałem się gonitwie o coraz bardziej opłacalne zlecenia.
Po wielu latach gonitw,y dopatrzyłem się w tym co robię niecnego podstępu. W czasie realizacji wielkich prac, tętniłem życiem, czując się pełen energii. Po przyjeździe do domu, te wszystkie emocje cichły i nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Chorowałem najczęściej parę dni, siedząc zakatarzony w mieszkaniu.
Stawałem się natychmiast innym człowiekiem, gdy dzwonił ktoś proponując ciekawe zlecenie.
Na trop podstępu trafiłem po latach, gdy zacząłem malować obrazy w domu.
Doskwierał mi chroniczny brak wyobraźni. Nie potrafiłem znaleźć interesującego mnie tematu i wywołać w sobie koniecznego entuzjazmu. Mazanie pędzlem po małym płótnie wydawało mi się zajęciem bez sensu, wręcz strata czasu. Wielokrotnie próbując coś zrobić, odstawiałem zniechęcony narzędzia do konta, wyobrażając sobie tętniące życiem wielkie budowy.
Starając się zrozumieć tego przyczynę, natrafiłem na wiele niezrozumiałych dla mnie zjawisk
Od paru lat staram się dowiedzieć co skrywa się pod pojęciem zbiorowa podświadomość.
Jakie spostrzeżenia doprowadziły ich twórców do takiego określenia?
Przeprowadzając wspólne ćwiczenia mentalne, natrafiłem na paru zaskakujących mnie faktów.
Żyjemy oddzielnie, ale wspólnie śnimy.
Stalo się to dla mnie oczywiste, gdy elementy z mojego życia zaczęły się pojawiać w snach bliskich znajomych. Szczegółowe obserwacje wykazały, ze moje troski i życzenia odciskają się na treści czyich snów. Nie było to dla mnie całkiem czymś nowym, gdyż wiedziałem już o tym. Nowym okazało się intensywność tych spotkań i ich konsekwencje na nasze zachowanie w ciągu dnia. Wspólna podświadomość okazała się dla mnie niewidoczna siecią powiązań, które tworzymy z udziałem naszego śpiącego ciała.
4,- Wspólne ćwiczenia.
Przeprowadzając kilkadziesiąt niefizycznych eksploracji ze znajomymi, nawiązałem serdeczne znajomości, bez których nie byłaby możliwa udana weryfikacja wspólnie wyśnionych przygód. Ten warunek jest najważniejszy. Mieć do kogoś zaufanie i cieszyć się na jego obecność. Gdy stronimy od kogoś, bądźmy pewni, ze nie uda się nam spędzić wspólnej wyprawy. W fizycznym planie ukrywamy z łatwością niechęć i pomimo tego możemy serdecznie z kimś rozmawiać. Z takim nastawieniem w śnionym planie, gdzie pamięć i emocje odgrywaj wielkie znaczenie,- nie znajdziemy do niego drogi, gdyż na czas on nam ucieknie. Nie uda się nam maskować niechęci w planie, w którym nie ma miejsca na udawanie, w którym emocja jest przezywana na wprost, bez maskującej jej fizycznej zasłonki.
Kiedyś gdy się wyciszałem i próbowałem z oddechem to również mnie dusiło. Przestawałem na chwilkę oddychać. Oddech stawał się wolniejszy. Gdy go obserwowałem, to się zatrzymywał. Po chwili wpadałem w panikę , gdyż brakowało mi tlenu . Wiele razy mi się to przytrafiało. Przestałem się zajmować tymi ćwiczeniami, bo tylko się strachu najadłem , ze niechybnie umrę.
Ten strach powstawał gdy tlenu mi brakowało a ja zwalniałem za szybko parce płuc.
Dopiero gdy zapominałem o oddychaniu a praca pluć nabierała autonomii, dostosowywała się do moich potrzeb, to udawało mi się to jakoś zsynchronizować . Teraz nawet gdy siedzę przed kompem, zwalnia mi się natychmiast oddech. Koncentracja mi wzrasta. Tak jak bym blokował w ciele fizycznym chęć do ruchu na korzyść wewnętrznych doznań.
W czasie pracy, gdy zmuszony jestem do koncentracji również zmienia mi się oddech. Staje się długi i bardzo wolny. Zwiększam prędkość myśli. Decyzje podejmuje z łatwością i wyciągam szybciej wnioski..
Umiejętność ta zdobyłem w czasie pracy, gdy gdy koncentrowałem sie na problemach.
Przy programowaniu umysłu, dzieje się podobnie. Siadając do mentalek odczuwam natychmiast jak praca płuc się zwalnia, nie wymuszam tego i nie staram się za bardzo obserwować.
Ćwicząc oddechy nabiera się wprawy, bez zagrożenia dla ciała. Mnie się jednak nie chciało tego uczyć i daje fizycznemu ciału samodzielność w pracy z rytmem oddechu.
Wielu ma podobne obawy. Dla mnie palacza i alergika z tendencja do astmy, było bardzo ważne zrozumienie tego załamania się oddechu. Serca paniką, czy obawą raczej nie zatrzymasz a oddech tak. By pozbyć się strachu przestań oddychać na chwile, wielokrotnie to ćwicz i obserwuj.. Zobaczysz co się stanie. Rozerwie cie wręcz na na strzępy i przymusi samo do oddychania. Tak się tez dzieje w transie. Nawet gdy sobie tego nie życzysz i masz najstraszniejsze wizje, będziesz dychał aż do śmierci ( tej naturalnej oczywiście), no chyba, ze pękniesz jak balon wcześniej ze strachu:)
Ludzie boja się rożnych rzeczy. Wczoraj spotkałem, starszego Greka co widzi ludziki. Na 20 centymetrów latają wokół niego. Mówił , ze w Atenach jest taka góra w której mieszkają. Widział nawet zdjęcie w gazecie, udało się jednego sfotografować. Ha ha , myślałem sobie, ten to ma jazdy. Przypomniałem sobie wtedy jak to sam parę godzin wcześniej widziałem jak jakieś pokret astralny na 20 cm. latał po ścianach. Grek był tak na nie sfiksowany , ze sam je wytwarzał. Zadaniem antycznych lodzików było jedynie podglądanie co on robi. Taki jest strach, robimy mysloksztalty co mogą nas nawet wykończyć. Jeżeli będziesz się obawiał często uduszenia , czy powstrzymania akcji pracy serca w medytacji zrobisz sobie dusiolka, a potem ci lekarze powiedzą, ze to psychosomatyczne zmiany. Jeżeli ktoś z was się czego obawia, powinien najpierw pokonać strach, jakoś okrężnie a dopiero potem kontynuować ćwiczenia.