MAM RAKA I PROSZĘ O POZYTYWNĄ ENERGIE
Pozdrawiam was Panie i Panowie.
Nazywam się Józef …., mam 59 lat i mieszkam w Polsce
Jestem ciężko chory. Mam raka jelita grubego z przerzutami na małą
miednicę i pęcherz. Przeszedłem dwie operacje i osiem chemioterapii.
Lekarze nie dają mi dużych szans. Błagam Was szanowne państwo
najpokorniej jak tylko może człowiek prosić. Pomóżcie mi ja chcę żyć.
A teraz o mnie.
Miałem kiedyś szczęśliwą rodzinę i 11 lat temu zawalił mi się świat.
Żona zachorowała na białaczkę, a po 3 bardzo ciężkich latach walki
odeszła od nas do wieczności. Do dziś jestem sam z dwójką dzieci . Przeszliśmy z dziećmi drogę krzyżową na Ziemi. Chciałem dzieciom
zastąpić matkę, i być dobrym ojcem. Zająłem się ich depresją, a nie
słuchałem mojego organizmu, który też przez tą sprawę cierpiał. Podobno
to był początek mojej choroby.
Widzę jak teraz ciężko jest moim dzieciom. W trójkę jesteśmy
bardzo związani. Cierpienia zbliżają ludzi…Słyszałem od kolegi o Pozytywnej Energii i o Waszym Tak drogocennym poświeceniu.
Pomóżcie mi szanowni państwo . Ja chcę żyć, a w mojej sytuacji tylko cud
może mnie uratować.
Z poważaniem:
Józef.
*
Zbyszek:
Moj dobry znajomy ma raka. Lekarz mu powiedział: ma pan jeszcze parę dni albo parę lat. Nie będą już go więcej operować, niczego to nie zmieni.
O 21:00 zaczynam z nim medytacje. Jeśli ktoś czuje się na silach i może choć trochę poprawić paskudna sytuacje Józka to jest mile widziany.
Prosimy również o rady.
Jak się zabrać za tego paskudnego raka i co zrobić, gdy lekarze opuszczają ręce?
*
Gdy miałem 3 miesiące i bylem całkiem malusieńki, to tez wykryto u mnie złośliwego raka. Usunięto mi wkrótce male co nieco i wypuszczono w beznadziejnym stanie do domu.
Zabierz go pani, powiedział dyskretnie lekarz.. Umrze w domu, będzie go pani miała pod ręka. Przyjechała do mnie babcia, z pod Częstochowy i zaczęły się obie żarliwie modlić.
Cale upłakane , pielęgnowały mnie i czekały. Kupiły nawet piękne buciki do trumienki.
Tydzień, miesiąc rok, dwa, czekały. Po roku nie moglem jeszcze siedzieć a co tu mówić o chodzeniu, Choć padł wyrok, to wdrapałem się wreszcie na własna pupę i usiadłem.
Zacząłem chodzić jako dwulatek i żyłem wbrew prognozom, z bucików wyrosłem.
Za którymś razem, w czasie kontroli, powiedzieli mamie w szpitalu, – jeśli dożyje do 18-stki to będzie dalej żył.
Powiedziała mi to nieopacznie,- do osiemnastki ….
Nie przejąłem się tym zbytnio i biegałem nadal beztrosko za osami po podwórko wyrastając na urwisa.
Moja śmierć wydawała mi się tak samo niedorzeczna jak umierający wielokrotnie ci sami aktorzy, w rożnych serialach na monitorze telewizora..
Gdy moja mama wpadła w śpiączkę, bo koleżanka doradziła jej odrzucenie nikczemnych tabletek na cukrzyce, to usiadłem przy niej w szpitalu na krześle i starałem się zrozumieć co się stało.
Leżała nieprzytomna , trochę podsiniaczona i nie reagowała.
Gdy jeszcze szedłem do niej, to zakręciło mi się dziwnie w głowie i kołysało trochę na boki.
W czasie drogi odczuwałem dziwne strzały swiadomosci, oczyma strzelając po oknach szarego szpitala. Przejaskrawione szczegóły ściągały moja uwagę na poszczególne osoby.
To strach pomysłem.
Lezące panie na sali udawały , ze mnie nie widza, wiadomo matka na odstrzał.
Przypominając sobie wtedy rożne cuda, chwyciłem mamę za rękę i zacząłem szukać jakiejś możliwości ratunku. Po raz pierwszy skonfrontowany bylem z nieszczęściem.
Zkrecilo mi łezkę w oku. Co robić?
Nie rozpoznawałem wtedy wewnętrznych duchowych zjawisk, nie wiedziałem o niefizycznych ciałach a pomimo tego uniosłem się odrobinę w sobie ponad troski, zamierając w bezruchu. Przypomniałem sobie moje pierwsze spontaniczne oobe z dzieciństwa. Szarpało mnie wtedy coś w środku, wywołując wewnętrzne napięcie.
Starając się odtworzyć ten wirujący stan, napinałem mięśnie na całym ciele. Cos się działo i pulsowało we mnie.
Wpadłem na pomysł by te dygotania przenieść na mamę.
W bezruchu własnego wnętrza niczego więcej nie potrafiłem dostrzec. Jak oni to robią, przecież jakoś robią te cuda!!!
Wyobrażałem sobie jak ta dygocząca energia przechodzi ze mnie i przelewa się przez rękę do mamy. Nie wiedziałem wtedy, ze za tym wyobrażaniem kryją się realne zjawiska niefizyczne.
I jeszcze raz i jeszcze raz te dziwne wstrząsy, powtarzałem z cierpliwością.
Ocknąłem się zapytany serdecznym glosę chorej z pobliskiego łózka. Uśmiechała się o coś pytając.
JUŻ TU WIĘCEJ NIE PRZYJDĘ, wypowiedziałem nieswoim, stalowym głosem i opuściłem pomieszczenie.
W drodze powrotnej zastanawiałem się nad moja wypowiedzią.
Czy to ja tak powiedziałem? Co mi strzeliło do głowy, by tak idiotycznie odpowiedzieć?
Wspominając wizytę w szpitalu utraciłem chronologie zdarzenia, trafiając na niekonsekwencje logiczne. Przejęty obawa o mamę nie zwróciłem wtedy uwagi na zmiany mojej swiadomosci A może tej kobiety tam wcale nie było i wszystko sam zmyśliłem, bo dlaczego tak wesoło o coś pytała, gdy na całej sali panowała grobowa atmosfera?
Nie sięgam teraz tak daleko pamięcią, by doszukać się w tym zajściu niefizycznego wsparcia.
Pamiętam jedynie, ze gdy dotarła do nas wiadomość o przebudzeniu mamy, nie zdziwiłem się, bylem cały czas pewny, ze to się stanie.
Przez ostatnich parę lat spotykałem osoby promieniujące na twarzy czernią. Bylo to dosyć nieprzyjemne wrażenie.
Unikałem ich wzrokiem przypisując im jakieś paskudne cechy charakteru. Gdy zdarzyło mi się to zjawisko postrzec na osobach które znalem wcześniej, to dziwiłem się tej przemianie, nie rozumiejąc jej przyczyny. Trochę to trwało, aż zrozumiałem przyczynę tego doznania. Osoby te umarły później na raka.
Taka samo czerń postrzegłem na Józefa, nie uświadamiając sobie jej na czas.
Dopiero gdy padł wyrok, ostateczna diagnoza lekarska, przypomniałem sobie to delikatne doznanie.
Jeśli rozbudzony duch człowieka potrafi usunąć nieszczęście ze swojej drogi to postaramy się to zrobić.
Nie wiemy jeszcze co nas może od tego powstrzymać, będziemy szukać.
Wszelkie sugestie mile widziane.


Raka można pokonać, dowiódł tego chociażby Darek S. i jeśli wolno mi tak powiedzieć, to jeśli ktoś może sobie z nim poradzić to właśnie Ty, Zbyszku.
Niewiele wiem o takich chorobach, ale moim zdaniem powodują je zanieczyszczenia i blokady energetyczne, które nawarstwiały się latami.
Może coś w rodzaju Reiki? Nie wiem, ale przynajmniej próbuję coś wymyślić…
Na miejscu tego czlowieka probowalabym sie wszelkimi silami dostac do gabinetu Biale Swiatlo, tam zdarzaja sie rzeczy, ktore ludzie nazywaja cudami , link do tego gabinetu:
http://boros.pl/Index/article/id/312/submenuNum/4
spróbuj tak jak kriss mówi,Darkowi sie udało plus dużo milości i zrozumienia.jest teraz 21;30 ale się dołączam.Wysle tyle swiatła ile będę w stanie powiedz swojemu przyjacielowi zeby sie trzymał cieplo.Jestesmy z nim i Go wspieramy.
Zbyszku to dziwne co piszesz bo ja wlasnie podczas tej medytacji zauważyłam czarną powloczkę otaczającą Twojego przyjaciela.Zdziwilam się co to takiego może być więc zdjęłam to.Miałam wrażenie jednak,ze to nie wystarczy,ze te czarne coś to tylko mała cześć tej choroby…potem mi się slowotok włączył mowilam do twojego przyjaciela slowa otuchy i pocieszenia,które dotarłyby chociaz w nieznacznym stopniu do jego podświadomości.Wysłałam swiatlo a pod koniec medytacji zwrocilam uwage na jelita ,zauwazylam czarne chropowate kulki negatywnej energii wyjęlam kilka spalajac je.Warto byloby chyba emocje oczyścic u twojego przyjaciela i przede wszystkim podstawa pozytywne myslenie,że mu sie uda wygrac z chorobą.Mysle też ,ze oprocz jakiegoś leczenia medytacje trzeba by bylo powtarzć co jakiś czas aby wzmocnic efekt regeneracji organizmu.
W sobotę polecialem do Józka.
Dwa razy odzyskałem przy nim króciutko świadomość. Po pracy z mysloksztaltami, wniknąłem w niego, rozprężając się na całym jego ciele- przekopiowanie mojego wzorca. Bylo to dosyć drastyczne posuniecie, gdyż nie bylem pewien następstw, i konsekwencji dla niego jak i dla mnie. Przy drobnych schorzeniach znajomych, analizowałem moje zdrowe części ciała i wnikałem astralnym w te same części ich fiz. ciala . Trik dostałem od Stacha, niefizycznego przyjaciela. Ma podobnież działać.
Wcześniej bylem u niego dwa razy i przywlekłem z tej podroży zaziębienie na parę minut. Nawiązany kontakt był dosyć uciążliwy dla mnie, przez wiele godzin bylem z nim połączony.
Uspokoiłem się dopiero gdy odwiedziłem go i pozbierałem moje ślady i mnóstwo rożnych przedziwnych mysloksztaltow.
Nie spodziewałem się ze , pozostawione intencji – mysloksztalty o określonym zapobiegawczym działaniu, mogą być tak dotkliwe dla mnie. Na dziedzińcu gospodarstwa spotkałem jakaś świecąca na biało kobietę.
Jedna rzecz mnie troch zaniepokoiła. Józek dostał w dniu rozpoczęcia naszego niefizycznego oddziaływania zaziębienie i czuje się bardzo osłabiony a jego roczna wnuczka wylądowała z grypa w szpitalu, . Uspokajając mnie powiedział, ze cala okolica choruje na grypę.
Dzisiaj ruszam do Józka ponownie. o 21:30 do 22:30. Pomaga Korna, Herbina i Conchi. Jeśli jeszcze ktoś czuje się na silach to go serdecznie zapraszam.
Herbina nadesłała, praca z energia:
http://www.metodadomancica.pl/faq.html
Zmyśliłem samemu terapie dla Józka
Dzisiaj mieszałem ustawienia rodzinne z masażami, zrobiłem myslowego wysłańca mającego za zadanie oczyszczanie. Praca z kulami światła.
Przywołałem chorego Józefa do mojego pokoju i zrobiłem mała konstelacje jednego aktora. Gdy stal przy mnie to wsunąłem się w niego i rozpuściłem w nim. Na wezwanie przyleciał natychmiast, sprawniej to przebiegło niż eksploracje niefizyczne..
Stałem obok niego wykonywałem podobne ruchy jak bioterapeuci, zmyślając samemu kolejność czynności.. hm dałem się kierować intuicji.
Taka praca fantomowa we własnym pomieszczeniu planie eteryczno-astralno-mentalnym, wydaje mi się efektywniejsza niż eksploracja astralno-mentalna do chorego.
To stanie ułatwiało mi znacznie niefizyczne ruchy, dobry sposób na bioterapie.
Dzieli nas 600 kilometrów i mamy nadzieje ze zmienimy w ten sposób przebieg jego choroby..
Temat umieściłem również na forum Brucea Moena:
http://www.afterlife-knowledge.com.pl/forum/viewtopic.php?t=791
hej przeczytałam o Józku dopiero dzis,a tak sie zdarzyło ze przed kilkoma dniami cos mnie podkusiło obejrzec film w internecie o leczeniu raka rewelacyjna i niekonwencjonalna metodą MaXa Gersona cały film ponad 1,5 godziny jest w necie poszukam linku, metoda ta opiera sie na wypłukiwaniu trucizn przez picie swierzych soków z zdrowych owoców i warzyw ,najpierw sa one rozdrobnion potem wycisniete co ważne, dodatkowo stosuje sie lewatywy z kawy po kilka razy dziennie ,soki pije sie n świerzo ok 13 razy dzienie po 0,3 litra, szpital znajduje sie w Mexyku wszyscy którzy dostali diagnozy powolnej smierci tam sie ratują i to z duzym powodzeniem. Max Gerson był synnym w Niemczech lekarzem, dokonał masowych uzdrowień swoja metoda ale z racji wojny, bo był żydem uciekł do USA, jego prace kontynułuje córka 82 lata w świetnej kondycji . Zaraz poszukam link i prześlę.
http://www.igya.pl/rak/film_o_leczeniu_raka_metoda_gersona.html
oczywiscie tez polecam film „sekret ” który mozna juz obejrzeć w odcinkach na jou tube na poprawę humoru i dodanie wiary!!!!
Która tak jest teraz Józefowi potrzebna, wyrzucenia pewnych rzeczy z siebie ,rak jelit wskazuje na system wydalniczy, a to z koleji na nagromadzone w nim nieczystości ,które gromadził a nie wydalał, trzymał w sobie to co o jego duchowym problemie. Całe życie coś dźwigał nigdy nie póścił ,kontrolował może ,brak mu było wiary a własciwie zaufania do życia. Bardzo ciekawie mówił na ten temat Bruno Gering jeden z tych cudownych masowych uzdrawiaczy ,który tylko przemawiał do ludzi o bogu i zaufaniu ,o otaczającej na sile uzdrawiania, o wewnętrznym uwolnieniu z którym musi sie zmierzyc chory. ( dużo filmów jest o nim na jou tube)Tak naprawde Józef decyduje sam, może nie jest zintegrowany ze swoja podswiadomościa która ma juz dosyć takiego życia. Pomodlę sie o oświecenie dla niego,bo choroba jest wszak tylko drogowskazem.
Probuje temu czlowiekowi pomoc, mam wrazenie, ze jesli ktos potrzebuje pomocy to tak jakby byl czescia mnie, ktora nie jest uzdrowiona.Na poczatku tylko przesylalam milosc , teraz robie mu energetyczny masaz stop, oczyszczenie energetyczne z komorek rakowych ( pasozytow), oczyszczenie watroby ze zlogow, zasilenie watroby do dzialania najlepiej jak moze – system immunologiczny musi byc wzmocniony i gotowy do regeneracji komorek, zasielnie nerek( w nerkach skupia sie energia zyciowa podobno) i przesylam na poczatek i koniec milosc i swiatlo.
Dobrze byloby wiedziec czy gdzies sa stany zapalne poza tym wszystkim bo na miejsca stanow zapalnych nie dostarcza sie energii tylko usuwa energie choroby (czy to bakterie czy pasozyty czy w postaci np. wyobrazenia np.szarej substancji energetycznej)
Czuje, ze ten czlowiek ma nadzieje i ze chce zmian, ze nie chodzi mu tylko o zdrowie. W chwili jednak gdy zdrowie jest w stanie, w ktorym nie mozna o niczym innym myslec potrzebna jest zmiana na poziomie zdrowia; czlowiek musi miec wiecej oddechu zeby mogl odpoczac i spojrzec z innej perspektywy.
To tak jak przy wspinaniu sie na gore bo nie ma drogi w dol ,droga w dol odcieta przez stromizne gory i to, ze kamienie, po ktorych sie wchodzilo spadly i jest tam tylko gladka stroma sciana. Zmeczenie, zasapanie , czlowiek musi usiasc na kamieniu w bezpiecznym miejscu , odetchnac, musi znalezc to bezpieczne miejsce. Z tego miejsca moze sie rozejrzec i moze wtedy zobaczyc inne miejsca na scianach gory, moze sa i takie po ktorych latwo zejsc do nowych , pieknych miejsc , moze sa takie, po ktorych mozna zejsc do znanych miejsc i zobaczyc je nowymi oczami, moze sa i takie , ktore sa tylko strome, ale zeby je zobaczyc trzeba miec bezpieczne miejsce, gdzie mozna sie zatrzymac, odetchnac, rozejrzec.
Jezeli nastapi w takim czlowieku zmiana to cialo najprawdopodobniej sie dostosuje do wlasciwego wzorca, jezeli nic sie nie zmienia to proces chorobowy postepuje . Moze byc i tak, ze dusza juz cos zadecydowala .
Najwazniejsza czescia tego co wszyscy robimy jest milosc, milosc do drugiego czlowieka jak siebie samego, nie mylic z litoscia (litosc nic nie wnosi a tylko powoduje podzial na tego kto sie lituje i tego nad kim).
Jezeli ktos nie czuje milosci pomagajac energetycznie bez wiadomosci na temat bioterapii to mysle, ze lepiej aby nic nie robil.
Moge sie mylic, ale mysle, ze milosc to podstawa jesli sie nie ma wiedzy, sama chec pomocy bo ktos jej potrzebuje i kreatywnosc przy tym nie moze pomoc a moze zaszkodzic, czlowiek chory potrzebuje milosci ale tez i spokoju wewnetrznego a dzialania bez milosci kiedy nie ma tez wiedzy moga taki spokoj zaklocic.
Kurcze, wiem, ze brzmi to wszystko tak powaznie ale musialam to napisac.
Podejmujac decyzje o tym aby czlowiekowi pomoc musimy sie liczyc ze wszystkim- ze pomoze albo nie.
Wiem, ze to wszystko wiecie, ale gdybym tego nie napisala to nie czulabym sie w porzadku .
Hej Anna parę dni temu trafiłem przypadkowo na metodę Gersona i przesłałem wczoraj info Józkowi.a ty dzisiaj dokonujesz wpisu.:)
Wczoraj trochę się dziwiłem waszemu milczeniu- śpiochy, zahaczając o Herbine i Anne ,a tu bum, przez noc pojawiły się komentarze.
Od początku naszych zabiegów Józek czuje się osłabiony, parę razy mi o tym wspominał, dziwiąc się temu stanowi.
A wiec mamy go na łączach.
Pojawia mu się czucie na środku stop, wbrew uszkodzeniom po chemioterapii i ciągnie ciepłem w stronę brzucha. Dobry znak.
Śniła mu się nawet własna śmierć, wyglądająca trochę jak paraliż przysenny. Pod wrażeniem , poleciał zapalić dwa papierochy, no cóż umierał pierwszy raz.
Myślę, ze zachodzą w nim zmiany, gdyż cześć z nas wnika w niego mentalnie motywując do zmian przekonań.i.
Podsunąłem mu pomysł z rozgrzewaniem stop i brzucha. Przyglądał się po raz pierwszy własnemu ciało bez codziennego zgiełku, co powinno nam ułatwić z nim współprace. Leży -medytuje codziennie miedzy 21-23 godzina, zwarty i gotowy.
Przygotowałem dla Józka przedziwna terapie. Mieszam ustawienia rodzinne i przywołuje go do mojego pokoju. Mając go w astralnym ciele przed sobą, samemu będąc w całym pakiecie ciał, staram się dokonać w nim zmian. Potem zmieniam role. Lece do niego astralnie-mentalnie i staram się coś wskórać, gdy on przebywa w tym czasie w całości we własnym ciele fiz.
Pomagaja: Herbina, Korna, Conchita, Ewa, Za mglą, Leon, Paul
słyszałam o plastrach wyciagających toksyny przez stopy jako dobry srodek wspomagajacy,ale tez myślę ze mozna to zrobic samemu za pomoca ziół , Herbina ładnie pisze o tym siadaniu na kamieniu żeby zobaczyć lepsze przejścia, ja tez myslę ze Józef powinien w najblizszym czasie sam podjąc dla siebie ważną decyzję, narazie sie wspomaga,trochę zmienia .
To niesamowite, takie wspolne dzialanie w celu pomocy osobie, ktora pomocy potrzebuje do tego zupelnie bezinteresownie – w swiecie, gdzie dla wiekszosci ludzi najwieksza wartoscia jest kasa i przez jej pryzmat na swiat patrza. To mi jakos podbudowuje wiare w ludzi, ludzi dobrej woli. Dzis za kazde piec minut ludzie kaza sobie placic a tu serce na talerzu za darmo, az milo w takim towarzystwie sie znalezc
Pomyslalam sobie, ze to, co robimy mogloby byc poczatkiem wielu wspolnych dzialan, jeszcze nie wiem jakich, ale jezeli udaloby nam sie temu czlowiekowi pomoc to moglibysmy pomyslec nad nastepnymi dzialaniami wspolnymi, teraz jest czas aby skupic sie na tej sprawie i nie rozpraszac sie na inne, ale kto wie, co jeszcze mozna zrobic razem.
Doszlam do wniosku, ze dobrze byloby , gdyby kazdy , kto chce pomoc robil to metoda, ktora zna i w ktorej czuje sie mocny; tak na przyklad osoby, ktore znaja sie na bioterapii zeby robily zabiegi bioterapeutyczne, osoby, ktore skonczyly kurs metody Silvy robily to ta metoda (znalezienie sie we wnetrzu ciala i praca tam – kreatywnosc wskazana w kierunku usuwania komorek rakowych, wzmacniania organizmu itd. ludzie po Silvie wiedza jak to sie robi, potrafia sobie wyobrazic narzedzia – podobno wazne, aby narzedzia, ktorych sie uzywa byly ze zlota bo cialo na zloto nie wykazuje reakcji niekorzystnych).
Osoby, ktore potrafia czuc milosc do drugiego czlowieka moga patrzac na zdjecie wysylac milosc otaczajac jednoczesnie te osobe swiatlem.
Osoby, ktore maja do czynienia z Huna moga zlozyc modlitwe wedlug Huny. osoby, ktore potrafia dzialac mentalnie czy astralnie moga to zrobic swoimi metodami a jezeli ktos nic z tych rzeczy nigdy nie robil moze sie pomodlic w zwykly sposob, bardzo wazne jest aby podczas modlitwy wyobrazac sobie tego czlowieka zdrowego, to bardzo wazne, bo tylko takie modlitwy maja moc pomocy. Chodzi o to, aby kazdy wykorzystal to, co potrafi, zamiast robic rzeczy, w ktorych nie ma sie doswiadczenia czy wiedzy, ale kazdy potrafi cos zrobic, chociazby sie pomodlic.
W tym przypadku na pierwszym miejscu stawiam pomoc temu czlowiekowi , wiec eksperymentowanie nowymi metodami (jak np. dzialanie w aurze czy czakramach jak sie nie ma w tym wiedzy i doswiadczenia ) zostawiam na inne okazje a tu robie to , co potrafie. Jezeli kazdy pomyslalby nad metoda, w ktorej potrafi cos zrobic to moglibysmy sie wymieniac doswiadczeniami, tym co robimy itd. w ten spoosb sprawa nie rozmyje sie po tygodniu czy dwoch, tylko bedziemy dzialac az beda skutki.
To takie moje przemyslenia, ktore wydaje mi sie, ze maja sens.
Acha, wczoraj rozmawialam z czlowiekiem, w ktorego rodzinie ktos zostal wyleczony metoda Gersona z raka, podobno ta metoda faktycznie skutkuje, druga osoba z rodziny mojego znajomego tez miala podjac leczenie ta metoda ale sie okazalo, ze etap raka jest juz tak zaawansowany, ze w tej sytuacji metoda Gersona juz nie dziala i stosuja metode krzemowa ( na razie nie mam wiecej info na ten temat, ale bede miala), wtedy odstawia sie juz wszyskie soki i stosuje sie bardzos cisla diete przystosowana do tej sytuacji.
Ktos wspomnial zdaje sie o energii , ktorej posrednikiem jest B. Gröning ( nie wiem, czy to tu czy gdzies indziej ktos wspomnial, chyba Anna o tym napisala, nie mam teraz czasu sprawdzac), znam trzy osoby wyleczone ta metoda, w tym jedna mloda Rosjanke, ktora miala raka. Codziennie o 21 ludzie na calym swiecie lacza sie z ta energia, B. Gröning powiedzial, ze o 21 codziennie bedzie dzialam, na youtube sa filmiki jak to robic- prosi sie go o wyleczenie, on mowil aby mu oddac zmartwieniaa, choroby i wejsc do wlasnego wnetrza w sensie medytowac bez zmartwien itd. i w tym czasie plynie juz ta energia, dobrze jest miec jego zdjecie .
Mozna tez prosic o pomoc dla innych , choc oczywiscie najlepiej jezeli osoba chora sama to robi.
To, co pisze Anna o plastrach wyciagajacych toksyny to tez dobra sprawa, bo w tejsytuacjisystem immunologiczny odgrywa najwazniejsza role , wiec trzeba usunac toksyny i wzmocnic organizm aby sobie mogl radzic z choroba.
Nie wiem jak wy, ale dzis jest bardzo tajemnicza i mistyczna aura tej nocy, trudno o tym mówić bo to sie raczej odczuwa, myslę że dzis mozna sie np skuteczniej modlic, bo jakby niebo było blizej:) Jakby ta noc miała jakies szczególne właciwości. Odczuwam wielki spokój i harmonie
mam nadzieje ze wy tez:) Może nawe przy odrobinie skupienia mona by było cos usłyszec jeszcze, jakis głos tajemniczego przewodnika. Myślę że wiele osób wstanie jutro rano spokojniejszymi łagodniejszymi i pewniejszymi.
Aloha, jestem z Wami:)
Anno, masz w 100 procentach racje!
Nie mialam wczoraj dostepu do internetu wiec nie moglam o tym napisac. Moja przyjaciolka powiedziala mi przez telefon, ze 22 i noc z 22 na 23 i 23 luty to swieto MACHASCHIWARATRI , ktore jest obchodzone w Indiach jako jedno z najwazniejszych. Jest zwiazane z fazami ksiezyca i w tym czasie silne energie dzialaja na Ziemie. Dziala niszczaca energia Schiwy – niszczy stare struktury, stare ustepuje nowemu- powstaja struktury nowe. W tym czasie skladane modlitwy i medytacje maja ogromna sile i moc.
Kiedys ze znajomymi w te noc przez cala noc medytowalismy, od czasu do czasu spiewajac badzany i symbolicznie palilismy to, z czym chcielismy sie rozstac: na kartakch pisalismy czego juz w zyciu nie chcemy , co powinno ulec rozpadowi i te kartki spalilismy.
Wyczulas bezblednie, ze to niezwykly czas
W te noc zazwyczaj mialam niesamowite sny, nie dziwi mnie, ze przez cala noc mialam dzis ld-ki.
Dzis ta energia jeszcze dziala, mozemy dzis w ciagu dnia prosic o zdrowie dla p. Jozefa i inne rzeczy, zobaczyc, z czego chcemy sie w zyciu uwolnic , co ma sie rozpasc.
Pozdrowka!
http://www.mahashivratri.org/when-is-shivaratri.html
To bardzo ciekawe! Zajrzałam na strone ,w niemczech świętuja koniec karnawału ten dzień nazywa sie różanym poniedziałkiem ale ,nie jest to swięto ruchome tylko zawsze jak nazwa wskazuje przypada na poniedziałek:) postaram sie dziś więc tez zrobić jakis rytuał pomyslności, oraz wysłac energie Józefowi.
Rodzina:
dziękujemy wszyscy
Tobie i reszcie tych wspaniałych ludzi, widzimy ,że Józkowi to bardzo
pomaga, staliście się tak jakby jego nową nadzieją i światem i zaczęła
się walka.
Jeteśmy sercem i myślami z Wami. Jutro jadę z Józkiem do Poznania i tam
będziemy potrzebować jeszcze więcej waszej pomocy. Z wdzięcznością wszyscy, którzy Józka kochają.
Postaram się codziennie poświęcić czas na pomoc Panu Józefowi.
Jeżeli mowa o różnych metodach to może niech Pan zainteresuje się tapping’iem (EFT). Jest to prosta technika polegająca na opukiwaniu różnych miejsc w ciele by oczyścić się z blokad energetycznych.
Jeżeli to możliwe to proszę pozwolić sobie na ruch fizyczny i ćwiczenia ciała. Większa aktywność wzmocni odporność organizmu. Spacery i głębokie dotlenianie się świeżym powietrze również będzie pomocne.
Proszę wzmocnić w sobie siłę woli i koncentrować się na myślach pozytywnych, odsuwać ciemne myśli za wszelką cenę i nie poddawać się.
Pozdrawiam
Witam wszystkich.
). Chodzi mi o nastawienie i wiarę we własne możliwości.
Jak już pisałem na innym forum również przyłączam się do pomocy Józefowi. Chciałem poruszyć pewną kwestie. Mimo że dla większości z nas wydaje się to sprawą oczywistą, to często się o niej zapomina(pewnie dlatego że to oczywista oczywistość
Wymyśliłem sobie pewną historyjkę żeby mi było łatwiej zobrazować o co mi chodzi.
Pewnego mężczyznę idącego beztrosko po ścieżce górskiej, niespodziewanie przygniótł głaz. Leżąc bezradnie przyduszony głazem zaczął krzyczeć aby mu ktoś pomógł. Usłyszał go górnik który czym prędzej pospieszył na ratunek. Górnik używając swoich narzędzi z wielkim trudem usunął głaz. Mężczyzna wstał i podziękował za pomoc. Dodał że gdyby nie on to z całą pewnością by tu zginą. W tym momencie wtrąciła się sowa obserwująca całe zajście i rzekła. Z całą pewnością to nawet nie spróbowałeś sam pozbyć się głazu. Ty zaś górniku zamiast mu pomóc pozbyć się głazu, wykonałeś przy pomocy swoich narzędzi całą robotę,raniąc go nimi przy okazji.
Aby była jasność to dodam że głaz to choroba a górnik i jego narzędzia to lekarz i jego lekarstwa. Więc aby pozbyć się choroby musimy pamiętać że w dużej mierze od nas to zależy. To że nam ktoś pomaga nie oznacza że możemy spocząć na laurach i czekać aż odwali CAŁĄ robotę za nas. Musimy SAMI starać się wyleczyć z choroby i przede wszystkim wierzyć w to że to jest możliwe.
Dzisiejsza medycyna zakłada nam pewne blokady. Masz brać pigułki i czekać na efekty. To wyrabia w wielu z nas blokadę że tylko lekarz może nas wyleczyć, a my sami nie musimy już nic z tym robić.
Wiem że przedstawiłem to jak 5 latkom ale już tak mam
A sprawy jakie poruszyłem uważam za naprawdę istotne w leczeniu.
Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia wieczorem o 21:00.
Może jeszcze ja… istnieje pewna zasada, wydaje mi się dość ważna również w przypadku chorób. Działa ona co najmniej na moje samopoczucie. Chodzi o zasadę przyciągania. Przyciągamy to, o czym myślimy, to co jest w naszych umysłach, w naszej wyobraźni.
Nie znam przypadków, by ta zasada kogoś uzdrowiła, ale może choć trochę to pomoże.
Chodzi o to by pan Józef nie myślał o stanie choroby, ale O STANIE ZDROWIA.
Proponuję by pan Józef intensywnie i tak często jak to możliwe, przywoływał w pamięci stan dobrego samopoczucia, stan witalności, pełni życia i PRZEŻYWAŁ GO tak intensywnie jak to tylko możliwe. Nie wolno tego procesu oceniać, ani zbyt wcześnie rezygnować z niego. Myślę, że kilka tygodni to czas, który powinien przynieść trwalsze pozytywne efekty w samopoczuciu.
Może podam przykład: co robić gdy mam np. zatkany nos, chore zatoki, itp.
Zamykam oczy i przywołuję w pamięci uczucie swobodnego oddychania świeżym , wiosennym, pachnącym powietrzem.
Niestety nie znam szczegółów Pana dolegliwości i nie wiem z jak dużym cierpieniem się Pan boryka.
Do tego proponuję, jak inni, ruch, możliwie jak najwięcej ruchu lub chociaż przebywania na świeżym powietrzu. Mam nadzieję, że pan Józef może spacerować. Jeśli połączy spacery ze swobodnym, (w miarę możliwości) głębokim oddychaniem i cieszeniem się chociażby samym oddychaniem i przywoływaniem uczucia witalności i zdrowia to myślę, że coś to da.
Niech Pan przyciąga to, czego Pan pragnie – ZDROWIE!
Sukcesów!
Dzisiaj nad ranem przebudzilem sié i wyrazilem intencje znalezienia sié przy Józku i tak w pól snie pojawilem sie kolo niego z postanowieniem uzycia „techniki swiet(l)nego spotkania”. Przeoczajác wszelkie warstwy mentalno emocjonalne skupiam sié na jego Swietle, inspirujác wewnétrznego niedzwiedzia Jam Jest do obudzenia sié z zimowego snu. Nie obchodzá nas uwarunkowania choroby, karmy sramty i caly ten matrix widzé Cié Józefie jako wieczná radosc nieba! Poláczmy sié w wolnosci i mocy milosci a aktywna strona nieskonczonosci zrobi swoje…
Info poszlo w swiat.
Dolácza sie równiez Michal i przesyla rozdzial z Kursu Cudów na temat choroby:
http://jednymkursem.pl/tekst-kc-strofy/rozdzial-10-bozki-choroby/wszystkie-strony
Aloha!
Jesli Pan Józef lubi pisac, dobrze by było, gdyby prowadził dziennik ,dla samego siebie , chodzi o lepszą kontrolę i swiadomośc tego co sie dzieję , pozatym pisząc np o tym jak sie czuje może od razu pisac afirmacje pozytywne , koncetrowac sie na zdrowiu i jak chce je osiągnąć. Napewno w procesi leczenia pojawi sie wiele myśli i uczuć które czasem najbezpieczniej i najlepiej wyrzucać własnie na papier.
Jest wiele metod ,samo pisanie np pamiętnika codziennie jak dowiedziono sprzyja zdrowiu psychicznemu, oraz zachowaniu równowagi co przydaje sie chyba nie tylko w chorobie. Pozatym jak zwycięży już chorobę, dziennik taki moze stac sie prawdziwym skarbem i otuchą dla innych chorych.
fajna strona ten kurs cudów ja tam znalazłam ciekawy artykół na temat uzdrowienia własnie
http://jednymkursem.pl/rozdzialy-kurs-cudow-tl.-nieprofesjonalne/rozdzial-27n-uzdrawianie-snu
„Kurs Cudów” to pewna nietuzinkowa ksiázka-przeslanie. Strona jednymkursem.pl jest dedykowana KC i prowadzona wlasnie przez Michala…
Sorki za dwókrotne umieszczenie tego samego komenta…za pierwszym razem sié nie pojawil:))
Hej dzis od 22 jesli pogoda sprzyjac bedzie ,możemy zaobserwować pojawiającą sie na naszym niebie kometę ” Lulin ” ,ciekawe że jest zielona a to kolor nadzieji i uzdrowienia!!!
Z szamańskich sposobów leczenia niedawno zasłyszanych: na chorym punkcie w ciele należy malowac czerwona farbą,kredka czy flamastrem ,grunt na czerwono, znaki uzdrawiania, może to być np runa Uruz.
KURS CUDÓW- 2 fragmenty:
„będziesz wierzył, że inni robią tobie dokładnie to, co ty myślisz, że zrobiłeś im”
„Kiedy przebaczysz światu swoją winę, będziesz wolny od niej”
*
Hm. piękna stronka. Przemknąłem się przez teksty z kursu cudów, gubiąc setki razy. Łapiąc astralnymi rękoma za głowę, krzyczałem, RATUNKU, gubię się już na początku.
Tekst przeczytałem jednym tchem, – pławi się w nieokreślonym i niekonkretnym.
Często spotykałem tak uduchowione teksty- porady, wsparte powiadam ci lub zaprawdę.
Cala uwaga skoncentrowana jest w nich na umysłowych zjawisk ,psychologizowaniu. Gdyby dołożyć w to jeszcze ciałka, stałoby się bardziej konkretne .
Wracając do Józefa.
W niedziele trafiłem na zaporę przy Józefie. Cos mnie trzymało , nie chcąc wpuścić w jego przestrzeń. Zaczęło się niepostrzeżenie, siedziałem na krześle. Naszły mnie paskudne myśli, konflikty wewnętrzne. Rozzłościłem się nawet, wciągając w realność doznań. Sam bylem Józefem, ledwo utrzymując swoja niezależność. Choć czułem się odgrodzonym podmiotem, to tak się wciągnąłem w jego rozterki.
ZRÓB TERAZ USTAWIENIE, podszepnął wewnętrzny głos, rozładuje się atmosfera. Przeoczyłem ta uwagę, przezywając żywcem problemy Józefa.
Ocknąłem się z transu, przepełniony wizja paskudnego końca.
Następnego dnia, szlo już trochę łatwiej. Tym razem również wciągnąłem się w biadolenie, współodczuwając tragedie jako swoja , odcinając Józefa od negatywnych i szkodzących mu wpływów .
Uf przy takiej chorobie wszyscy bliscy chorują.
Józef był w poniedziałek w szpitalu i solidnie się tam rozzłościł. Na ta wizytę szykował się już od niedzieli. Parę pomagających osób dostrzegła ten konflikt, starając się go rozładować.
Korna ścięła się z wewnętrznym głosem , by zostawić Józefa w spokoju.
Pojawia się jakiś twór myślowy, destrukcyjny głos Józefa, przepełniony rezygnacja i wymusza na pomocnikach uległość. Zostaw, daj umrzeć!
Kimkolwiek nie byłby ten zniechęcający dziwoląg nie nabiorę się już na niego.
Myślę, ze Józef ze strachu wytwarza dryfujące po astralu mysloksztalty.
Jedyna rada to by przestać się bać tego umierania, powstrzyma wtedy powstawanie tych tworów niefizycznych.
Brak doświadczenia, wiary, mnóstwo innych przyczyn jest źródłem takiego strachu.
Możliwe jest również , ze niektórzy z nas robią coś niewłaściwie i są powstrzymani przez opiekunów. Jedyna rada, by nie stać się nieświadomym szkodnikiem to szczere intencje i CBM w rękawie.
A może by tak wyciagnac raz Józefa, by otworzył oczy poza ciałem i przestał się obawiać drugiej strony..
Sporo to by ułatwiło przy jego samoleczeniu.
Wczoraj ktoś froterował Józefa strusim piórem:)
tak Zbyszku wyciągnij go!!! to naprawdę dobry pomysł…zobaczyć siebie z tej perspektywy nabrać dystansu!
Leząc dzisiaj z łatwością rozgrzałem cale ciało. Na końcu medytacji, wstałem ustawiając się na środku pokoju. Odczuwam obecność N.P.-, niefizycznego. JESTEM JÓZEFEM- wypowiadamy wspólnie.
Zaczynam się gwałtownie chwiać, po okręgu .Najpierw głowa , potem cały tors . Co to znaczy, domagam się odpowiedzi, co teraz zrobić? Otworzyłem oczy spoglądając na mała czerwona diodę przy telewizorze. Zaczęło mnie zaciąga na środek pomieszczenia. Wymuszony ruch urwał się nagle, zahaczyłem głowa o lampę. DO ŚWIATŁA, reszta utraciła dźwięczność.
Jak to zrobić? ……
Do Światła… jak to rozumieć? ? ?
Halo ludziska kochane. Rozmawiałem z Józefem. Byl wczoraj na badaniach. Wyniki badan okazały się dobre, takie jak u zdrowego człowieka.
Nie wiem jeszcze co to oznacza.
Kto ma jeszcze siły i trochę zaparcia to zapraszam na trzy dniowe niefizyczne działanie. Miedzy 21 a 23 godzina, lub indywidualnie, jak komu pasuje.
Za 3 dni Józef bierze kolejna chemie,kolejne badania, wiec mamy jeszcze trochę czasu.
Powiedział teraz jest szansa:)
Ach to super!!!
A ja sobie obiecywałam ze opisze tu jedna z moich historii tak ku pokrzepieniu, miałam juz naprawde jeszcze przed przypadkiem Józefa napisać…ale zwlekałam i juz dzis obiecałam sobie ze napewno napisze, a tu taka dobra wiadomośc ! Otwieramy szmpana:)
Moja historia z pociągu
Pokrótce o tym jak pierwszy raz zetknełam się z Bruno Geringiem i jego metoda…
Byłam fanem kart tarota, ale sie troche na tym raz przejechałam ,w kazdym razie znajomi o tym wiedzieli i czesto dawali mi karty, tego dnia przed wyjazdem do Gdańska dostałam też jedną talie Tarota marsylskiego, niespecjalnie go lubie troche sie wachałam ale wziełam, tarot marsylski to klasyk kart, stare ryciny, bardzo symboliczny i dość prosto wykonany. Te karty miały okładke czyli tył w kolorze czerwonym, jechałam do znajomej i miałm tez z soba moja ulubioną talię white reiter, (biały jeździeć) ,która miała okładkę niebieska, tak sobię jade, ciekawe że wyjatkowo tez jak ta talia byłam ubrana na niebiesko dzinsy i koszulka, a tu do przedziału wsiada elegancka starsza pani cała ubrana na czerwono…w pieknym czerwonym kostiumie i złotej birzuteri z rubinem,
Jakoś taka miła mi sie wydała i zaczeła sie rozmowa, o jej dzieciach w Kanadzie ,które czesto odwiedza itp itd…W koncu rzuciła pytanie na ile lat wygląda… ok 60? pomyślałam ale okazało sie ze była juz sporo po 70… wesoła i pełna życia…
Jak to bywa w pociągu usłyszałam historię jej zycia a raczej zycia i choroby a potem cudownego uzdrowienia…
było to tak, przez długie lata pracowała jako pielegniarka az do choroby, w końcu była juz tak chora że rzadne lekarstwa jej nie pomagały, te co pomagały na jedno szkodziły na drugie i lekarze nie wiedzieli już co robić, jeździła z mężem w poszukiwaniu cudownych terapii po polsce ,po prostu próbowała wszystkiego, było tak źle ze nawet niemogła chodzić tylko lezała na wysokiej poduszce w obawie że zaraz chwyci ją atak astmy…
Aż pewnego dnia trafiła na koło miłosników Bruno Geringa, gdzie dzielono sie pozostawiona przez niego wiedza i pokazano jak medytowa i pobierac uzdrawiajacą energię, bardzo ja to poruszyło poczuła że coś się dzieje, w domu medytowała az poczuła ogromne gorąco i straciła przytomność, nastepnie obudził się lekka jak piórko bez żadnych objawów bólu itp, myślała że jest w niebie jakie było jej zdziwienie jak sie okazało że poprostu żyje i jest zdrowa, od tej pory medytuje kazdego dnia i nie bierze już zadnych lekarstw, no i zdrowa jest jak ryba:) A nawet zainteresowała sie tarotem i zwłaszcza tarot marsylski ją interesował, ale niestety nie posiadała kart…
Jak sie domyślacie nie namyślając się wiele sprezentowałam jej te karty
Spotkałem raz dynamiczna osóbkę z rakiem. Weszla raz zdruzgotana do kościoła by się pomodlić. , muzułmanka. Z okna wystrzeliło światło i ja rozkrzyżowało na ścianie. Byli świadkowie. Następnego dnia rak jej zniknął. Przeglądałem sam jej wyniki badan, cud na papierze,-Osóbka ta się tak tym cudem podkręciła, ze zaczęła bezustannie opowiadać o Bogu. Z czasem stała się wręcz agresywna,- wizyta w wariatkowie. Okazało się , ze przyczyna zaburzeń był kleszcz. Rak je nie zabił a o mało nie zrobił tego inny wstręciuch.
Udało mi się podpatrzyć miejsce chore u Józefa. Dolne jelito grube, ostatnie 15 cm. Pytałem dzisiaj , trafienie.-nie 15 a 10 cm. Zastanawiam się nad tymi obrazami diagnoza. Jak one powstają, Jego natura ta dziwna pólprzestrzenność.. Obraz jelit pojawił mi się w czasie medytacji i przypominał trochę książkowe ilustracje. Miejsce schorzenia było rozciągnięte i trochę wgniecione. Sam obraz utrzymywał mi się dosyć długo przed oczyma.Moglem przesuwać uwagę bez tracenia widzenia fragmentów jelita. Pierwszy spojrzenie było dosyć całościowe , cala idea układu trawiennego. Potem skierowałem widząca uwag na interesujące mnie miejsce. Trochę dziwi mnie ta pewność, która się kierowałem. Nie miałem wątpliwości gdzie się bebe ukrywa. To samo doznanie , wewnętrznej pewności jakie mi towarzyszy gdy czuje wyższą jaźń nad głową lub kogoś niefizycznego.. Hm jak ja to zrobiłem?
P.s.
Trochę wypytałem o te wyniki badan. Opad jest w normie i leukocyty albo limfocyty tez w normie. Nie ma śladu przerzutów. Cos było podwyższone ale nie spamiętałem co.
Szczegółowe badania samego jelita będą chyba za tydzień, przed kolejna chemia.:)
Ten co pomaga innym pomaga samemu sobie- powiedział niefizyczny, gdzieś za plecami. Na początku łączenia się z Józefem , rozpocząłem rozgrzewanie mojego ciała. Z dnia na dzień , coraz łatwiej i szybciej udawało mi się odczuwać strzały ciepła, rozlewające się po całym ciele. Teraz gdy tylko usiądę i skoncentruje się na ciele fizycznym, pulsuje mi w nim natychmiast przyjemnym ciepłem w stopach,i ramionach. Gdy utrzymuje się w bezruchu to cieple , drgające fale przesuwają mi się wzdłuż całego ciała.
W sobotę starając się wniknąć w Józefa i trafić chore miejsca, odczuwałem cały czas to przyjemne ciepło. Obudziłem się nad ranem, otwierając oczy. Jestem w realu czy kolejne oobe,- pytam sam siebie. Spoglądam jednym okiem i wczuwam się w ciężar ciała. Chyba to fizyczne, nie jestem jeszcze pewien. Podnoszę astralna rękę, unosi się ale zbyt lekko, bez energii. Cale ciało miałem przepełnione tym wewnętrznym ciepłem, ze szczątkowym paraliżem.
Jednak to fizyczne, pomyślałem. Skończyło się wreszcie.
Cala noc robiły mi się oobe, jedno po drugim, z przerwami w szarości.
Szukając sposobów terapi dla Józefa trafiliśmy na parę rodzajów działania.
* Wnikanie w ciało chorego i przepisywanie jego struktur energetycznych, dostarczając mu swoim ciałem nowych zdrowych.
* Typowo mentalne z usuwaniem mentalnych i astralnych form, przypominających wszystko co paskudne.
* Masaże energetyczne.( rożne techniki.
* Dołączyłem do tego również przywoływanie ciała niefizycznego Józefa w pobliże mojego ciała fizycznego, wciągając go w ustawienia hellingerowskie.
* Totalover podsunął pomysł z kryształami z wykorzystaniem osób fizycznych znajdujących się w pobliżu chorego, co nasunęło mi nowe pomysły na przetaczanie energii z osób postronnych.
* zabieg Homo Opono Pono i spontaniczne dziwolągi- własna kreacja
Włączone do zabiegów zostały również nasze wyższe jaźnie.
W czasie tych naszych wspólnych działań, cześć osób pomagających Józkowi miała małe problemy i zaburzenia z własnymi energiami.
Odłączały się wtedy. Jest nas kilkanaście, co się zgłosiło. Wiem, ze jest więcej, to ci co nie mówią o tym, cześć ze skromności, a może nie zadziała, śmiech, kompromitacja.
Pod koniec tygodnia Józef robi solidne badania. Dowiemy się wtedy o jego stanie zdrowia, co z przerzutami na miednice i pęcherz..
Mamy jeszcze ten tydzień na niefizyczne działania, zanim podejmie się kolejnej chemioterapii.
Kto potrafi to zapraszam. Pomagając komuś pomagamy sobie najbardziej.
Tym razem to nie ćwiczenie, jakieś tam majaki w astralu. Konkretna robota do zrobienia.
Jeśli nam się uda , to uda się tez innym. Chorych są miliony.
Watek prowadzony jest również na forum oobe.pl. Podaje tutaj linka:
http://www.oobe.pl/park/index.php?showtopic=3875&st=0
ZABURZENIA W PRACY GRUPOWEJ.
W czasie przygotowywania się do oobe, sporo osób czeka bez ruchu, całkowicie wyciszając myśli w umyśle. Przygotowują się do snu, symulują sen zachowując czujna uwagę. Ciało przestawia się z dziennej działalności na drzemkę, zmieniając pryzmat energetyczny.
W czasie snu ciało astralne zostaje doładowane, co wywołuje cykliczne sny w astralu. Rozładowanie energii oznacza powrót do ciała i przerwę w śnieniu. To zjawisko wychwycili podróżnicy i czekając na odpowiedni moment, wskakują w tak przygotowane ciałko w świadomą podroż.
Jeśli zachowują się niesfornie i wykonają nieopacznie ruch w którymś z wewnętrznych planów, czar pryska i nasze ciało jest gotowe ponownie do pracy w warstwie fizycznej. …….
Mechanizm tych przemian energetycznych jest podstawa zmian naszych stanów swiadomosci.
Kazdy z nas, mając określony charakter, dysponuje swoim indywidualnym rozwiązaniem energetycznym. Cześć z nas lubi rozmyślać a niektórzy wycieńczające roboty w ogrodzie.
Postawy te wymuszają na naszym pryzmacie energetycznym taki jego rozkład, by te aktywne w nas plany , uzupełniane były bezustannie energia. Ten co ciągle rozmyśla, ładuje ciało mentalne a ten co lubi ruch upycha w astralne.
Jest to solidne uproszczenie, ale wystarczy, by zrozumieć związek energii z naszym charakterem, czy sposobem życia.
Gdy zapal do wyjścia z ciała fizycznego jest w kimś wielki ale nie potrafi jeszcze doładować wszystkich ciał jednocześnie energia, bez zaburzeń, jej swobodnego przepływu, to może go wykręcać niefizycznie, powodując nawet silny ból. Ilość zaburzeń może być zniechęcająca. Zaburzenia ciągłości swiadomosci, silne emocje włącznie z dotkliwa utrata trzeźwości.
Ćwiczenia zmiany stanów swiadomosci rozpocząłbym od pracy z energia a wtedy wyjścia z ciała mogą stać się przyjemnością. Ominiemy stertę nieprzyjemnych zaburzeń. Potrwa to trochę zanim zacznie się nam rozgrzewać przyjemnie ciało ale za to będziemy sie poruszać bezpiecznie poza ciałem, chroniąc przed bolesnymi przeżyciami.
Energetycznemu rozwojowi sprzyja wyhamowanie popędów i nie przerobionych kompleksów. Skrywają się one w głębinach naszego umysłu i dają o sobie znać w czasie niedojrzałych jeszcze w nas niefizycznych działań.
*
Osoby pomagające Józefowi natrafiły na sprzężenia swiadomosci z innymi osobami. Pojawiały się w ich snach takie same treści, podobne problemy. Wnikanie w chorego Józefa wywoływało w nich opory. Stare przeświadczenia się aktywowały, podrażnione doświadczeniami Jozefa.
W tym natłoku wymieszanych doznań, nie radzimy sobie, gubimy się.
Do tego dochodzi mentalne łączenie się z innymi uczestnikami leczącej grupy, ich skrywane uprzedzenia. W bezpośredniej konfrontacji wszystkich ze wszystkimi, zaburzamy nasze struktury energetyczne, co czyni nasza psychikę chwiejna. Dzieje się to samoczynnie, bez naszej woli- brak doświadczenia we wspólnym działaniu.
W takich wypadkach zaleca się proszenie o przewodnictwo wyższej jaźni lub niefizycznych opiekunów. Pozbywamy się wtedy naszej woli, stajać narzędziem swiadomosci wyższego rzędu.
*
Moj przyjaciel z Norymbergi, rozpoczął mentalna prace z energia, starając się oddziaływać nią na znajomych. Z nimi się coś dzieje, są potem dziwnie chorzy. Nie wiem dlaczego. Niby grypa, bóle brzucha, podziebienia- padła diagnoza. Do jednej pani przyjechała karetka, podejrzenie o zawal. Ona śpi tuz za ściana, koncentrowałem się jedynie, wyszeptał wystraszony.
Przystępując do wspólnych działań, powinniśmy uwolnić się od naszych przywar, zainteresowań, delikatnie rozluźnieni, bez niesienia na sile komuś światła, bez jakiegokolwiek wewnętrznego przymusu przyuczania kogoś, uszczęśliwiania go na sile czy pokazywania mu naszej mądrości.
Praca z energia może być również bolesnym doświadczeniem, zwłaszcza gdy obudzi się waz kundalini. O tym zjawisku znajdziecie na:
http://www.vismaya-maitreya.pl/nasze_doswiadczenia.html
Opisane są tam przypadki osób w których to zmijsko się zadomowilo, zmieniając ich cale życie.
Dlatego do leczenia Józefa zapraszam wyłącznie doświadczone osoby.
Osoby mu przychylne,bez doświadczeń, nie powinny zbyt daleko się zapędzać w samodzielnych próbach a jedynie wysyłać mu życzliwe uśmiechy .-)
Wyśle jeszcze energię Jozefowi ale dopiero za jakieś dwa dni. Sama jestem podziębiona to chyba przez tą zmienna pogodę i muszę nabrac sił aby intencja dotarła sprawnie i szybko
no własnie po co sie zamartwić lepiej zrobic cos pożytecznego
Znalazłem w internecie informacje o bardzo interesującej metodzie leczenia wodą utlenioną propagowaną przez dr Nieumywakina.
Można o tym poczytać choćby tu: http://www.igya.pl/oczyszczanie/leczenie_woda_utleniona.html
Metoda jest prosta:
Zaczynając od 1 kropli (3% woda utleniona, taka jaka mozna dostac w kazdej aptece) rozpuscic w 3 łyzkach wody(30-50 ml) 3 razy dziennie, 30 min przed posiłkiem lub 1,5-2 godz po posiłku. Codziennie zwięksać ilość o 1 kroplę, aż do 10 kropel dziesiątego dnia. po tym czasie przerwać kurację na 3 dni i przyjmować już potem 10 kropel robiąc przerwę co 1-3 dni.
Zalecane jest branie witaminy c (dziennie zapotrzebowanie) podczas kuracji.
Jest to sposób tani ale swymi efektami zadziwiający. Proszę spróbować tej metody.
Pozdrawiam
Acha co ja chciałam napisac tak cos odnosnie ostatniej dłuzszej wypowiedzi Zbyszka, ale potem weszłam na ta strone co polecał i tak sie zaczytałam…
Pomóc może wszystko nie trzeba siegac po zaawansowane techniki, tylko zrobić cos po prostu, z przekonaniem, szukałam jakiejś pozytywnej metody dla siebie, pomyślałam że moge napisac ładnie imię Józefa, że moge narysowac jego postac ,albo lepiej namalować sylwetkę w ogromnej teczy jasnych kolorów, najpierw myslałam o ciemnej sylwetce cieniu józefa, ale wydał mi sie niestosownie ciemny i w myślach wybielałam go , aż stał sie w srodku równie barwny, jeszcze nie zrealizowałam tego projektu i kto wie czy to zrobie ale sama mysl wydała mi sie o tym bardzo dobra. Szczerośc podejścia jest dla mnie ważna.
Z nowych badan wynika, ze jest dobrze:-( i nie ma przerzutów na kolejne organy. Wskaźniki troszkę podwyższone, na granicy normy.
Rak siedzi w jelicie po staremu, za tydzień tomografia, od poniedziałku zabieg chemii.
Walczymy dalej. Kto ma siły to się z nami łączy od 22 do23 godz.
Jak sie czuje pan Józef obecnie?
Zadziwiające ile Józef ma dobrego humoru. Wiosna się zbliża, trzeba będzie przejść od maja na zielonki. Może to pomoże, powiedział przez telefon,-dowcipem rozładowując nieme napięcia.
W czwartym stadium raka, dowcip jest to wspaniałym lekarstwem, zaproszeniem wesołej uwagi na ucztę wewnętrznego dialogu.
Jak wielka role odgrywa takie nastawienie, odczułem wczoraj, w parku przy grze z dziećmi w pingponga. W cztery osoby, stukaliśmy paletkami niesforna piłeczkę, bawiąc się jej podskokami. O sukcesie decydowała synchronizacja z partnerem. Należało ja samemu odbić lub ustąpić miejsca partnerowi. W niemym porozumieniu ustąpić mu miejsca przy stole, by miał swobodę ruchu.
W czasie gry, moja partnerka, zaczęła sztywnieć, coraz wolniej uskakując od stołu. Ruchy jej stawały się wolniejsze. Nieme porozumienie prysnęło przy stole. Zaczęliśmy się mylić, nie rozpoznając intencji partnera, kto ma tym razem trafić piłeczkę.
Zniechęcona coraz bardziej, stanęła na rogu stołu, tracąc cały entuzjazm przy grze.
Zaraz przyjdę, muszę się napić, gdyż nogi mi się trochę trzęsą.
Po chwili przyszła kipiąc ponownie energia.
Wieczorem starałem się zrozumieć co wydążyło się wtedy przy stole. Zajęty zabawą, nie zwróciłem uwagi na delikatne odczucia towarzyszące mi w czasie gry. Dały się one jednak odtworzyć i wychwyciłem chwile, w których córka przestała reagować na moje oczekiwania.
W grupowej pracy, wyczuwamy gdy jest nasza kolej, gdy mamy uczynić jakiś krok, wpuszczeni przez partnera. Ustępuje on nam miejsca a my się domyślamy, gdzieś w głębi umysłu, ze przyszedł na nas czas. W momencie decyzji nie analizujemy w pełni świadomie, czy już teraz mamy go wykonać, my go wykonujemy w miejscu, w którym myśl staje się czynem.
Zrywając nieme porozumienie, córka przerwała zabawę przy stole. Nie uświadomiłem sobie jednak tego natychmiast. Zajęty spontaniczną grą, kilkakrotnie zdziwiony jej stwardnieniem, wytknąłem jej w myślach taka postawę. Nie dostrzegłem wtedy , ze w tym samym momencie kilkakrotnie wniknąłem w nią mentalnie upominając , tak się nie robi , bawimy się przecież wspólnie.
Niezadowolony wykonałem kilka ruchów niefizycznych, poszerzając swoje pole na stole, za które poczułem się również odpowiedzialny, pragnąc odbić piłeczkę znajdująca się nie na mojej części stołu.
To był mój błąd, nie powinienem tego robić. W wirze zabawy, rozchylałem astralne ramiona poza ciało fizyczne, dekoncentrując ich dotykiem dodatkowo córkę, co było prawdopodobnie przyczyna pogłębienia się w niej rozterki, doprowadzająca wkrótce do osłabienia i rozdygotania ciała fizycznego.
W czasie gry nawiązał z nią ktoś łączność astralno-mentalna, zajmując chwilowo uwagę. Nie była już w stanie spełnić wymagań wspólnej zabawy przy stole, komentując w zamyśleniu niedostrzegalny dla nas wewnętrzny dialog.
Gdy jesteśmy śmiertelnie chorzy, to kochające nas osoby z troski, bombardują nas swoimi zarzutami. Skrywają się za nimi nieuświadomione pretensje, zal i straszny smutek.
Nie kontrolujemy wtedy naszych reakcji, dając im upust w niefizycznych planach.
Budujemy zapory, odbierając mechanicznie energie choremu. Jest to przerażające do jakich czynów się dopuszczamy kochając kogoś. Za naszymi rozterkami kryją sie brzydkie czyny. ktorych sobie nie uświadamiamy, zajęci snem w świecie fizycznym. Nasza duchowa wrażliwość jest wtedy przytępiona treścią tego snu.
W takich sytuacjach jedynym wyjściem jest szeroki szczery uśmiech, podszyty serdecznością i poczucie dobrego humoru. Jest on strzałem najsłodszej energii, wielka pomocą jaka możemy dać kochanej przez nas osobie.
*
W czasie wspólnych spotkań z Józefem, dostrzegłem wiele zjawisk o których miałem mgliste wyobrażenie. Niefizyczne spotkanie z osoba chora, wymaga szczególnego przygotowania. Szczere chęci nie wystarczają. Należy rozwinąć szczególna ostrożność, gdyż w czasie takiego kontaktu następuje przepisanie wzorców choroby na osoby niosące pomoc. Daje się to odczuć pojawianiem się symptomów choroby u osoby leczącej, -podobnymi dolegliwościami. Za ta niby -sugestie odpowiedzialne jest wnikanie niefizycznym ciałem w osobę chora i przekopiowanie zawartych w nim informacji.
Jeżeli ktoś z was ma w tym doświadczenia, to proszę o cenne wskazówki.
http://www.psychoonkologia.info.pl/pacjenci/index.php?dzial=&mid=47&parent=1
Fragment z
http://michalpasterski.pl/2009/04/przeramowanie/
Weźmy na przykład deszcz. Jeśli wracasz do domu bez parasola, deszcz będzie dla Ciebie nieprzyjemnym doświadczeniem. Jeśli jesteś rolnikiem i od pół roku nie padało, deszcz będzie dla Ciebie ratunkiem i błogosławieństwem. Jeśli mieszkasz na obszarze gdzie często występują powodzie, deszcz może oznaczać poważne zagrożenie. Jeśli natomiast akurat miałeś podlewać trawnik, deszcz zaoszczędzi Ci trochę cennego czasu. Jak widzisz, deszcz nie jest z definicji dobry lub zły- to kontekst w którym on się znajduje i sposób jego postrzegania nadaje mu określone cechy.
Teraz chcę abyś wiedział, że możesz w łatwy sposób zmieniać swoje postrzeganie otaczającej Cię rzeczywistości. Zmieniając punkt widzenia możesz natychmiastowo i całkowicie zmienić swoje emocje związane z konkretną sytuacją lub zachowaniem innej osoby. Dzięki temu masz kontrolę nad swoimi emocjami i wybierasz czy chcesz czuć się źle czy dobrze.
Gdy jakaś bliska Ci osoba miała zadzwonić już trzy godziny temu lecz do tej pory tego nie zrobiła, możesz sobie pomyśleć, że zapomniała o Tobie i że mało dla niej znaczysz. Takie postrzeganie tej sytuacji może sprawić, że zaczniesz się złościć i będziesz rozczarowany. Jednak co się stanie, gdy zmienisz ramę, czyli postrzeganie tej sytuacji, i dopuścisz możliwość, że ta osoba ma zepsuty telefon? Prawdopodobnie frustracja minie.
U Józefa choroba posunęła się bardzo daleko, coraz gorzej się czuje. Wspominał coś o amerykańskim B17, ktoś coś doradzał i nowych lekach jakie mu zaproponowano w innej klinice. Kolejny profesor mierzy się z rakiem.
W czasie naszych odwiedzin, wiem ze zmotywowaliśmy go do działania. Niefizyczne wsparcie, wywołała w nim fale nadziei, chęci do walki z choroba. W tym przypadku mentalne wsparcie z przelewem energii okazało się pomocne. Od dawna Józefowi towarzysza tylko bliscy z rodziny. Nikt go nie odwiedza niefizycznie a choroba gna, siejąc coraz większe spustoszenie.
Nie jestem w stanie określić naszej roli w przebiegu jego choroby. Wiem, ze pomimo dolegliwości, namówiłem go mentalnie na jazdę ciągnikiem, gdyż następnego dnia zabrał się za jego przegląd techniczny.
Czy możemy mu pomoc, nie wiem. Za 2 tygodnie rozpoczynam kolejne wizyty u Józefa z przelewem energii.
Wiem doskonale , ze nie jest nigdy za późno jeżeli człowiek chodzi jeszcze na nogach i trzyma się ciała.
Potrzebny jest aniołek, który ustrzeli raczysko z dubeltówki celnym strzałem. Gdy prosiłem NPka o rady to milczał, sugerując, ze popełniłem błąd, chcąc sam coś osiągnąć, coś co jest możliwe jedynie z współdziałaniem naszej Wyższej Części.
Za dwa tygodnie będę miał więcej luzu w pracy i rozpocznę działania z Józefem. Trochę się w międzyczasie dowiedziałem o bioterapii.
Ostatnio nie moglem się do Józefa dodzwonić.
Kto jest chętny za dwa tygodnie: piątek, sobota, niedziela, to zapraszam do działania.
Początkujący powinni zostać na korytarzu, bo zabłocą przez nieuwagę buciorami dywany.
*
Przypomniało mi się jak strzeliło mi coś w głowie w czasie snu. Cienki, klujący ból, wręcz nie do wytrzymania. Przefazowało mnie natychmiast w śpiące ciało. Znalazłem się w planie bez bólu.
Zdając sobie sprawkę, ze szykuje się bieda, cofnąłem natychmiast w ciało fizyczne I wielka, zmyślona szlifierka, zacząłem szlifować pól mózgu. Ach, szlifierka była ogromna na prąd i robiła mnóstwo ruchu. Tarłem nią aż iskry leciały. To była robota.Po 10 sekundach ból przeszedł.
Zdziwiony ździebko, balem się koncentrować na tej części głowy, gdyż przy najmniejszej koncentracji dawał się odczuwać wzrastający ból w tej części ciała..
Parę miesięcy potem, przy wzrastającej koncentracji, trochę mnie tam jeszcze kluło.
Szuranie astralna ręka uśmierzało je wkrótce.
Czytałem raz historyjkę, jak mistrzu tybetański, wychylał nogę astralna I uśmierzał tak cierpień ze strasznej rany. Potem umarł, bo nie chciał medyka.
Gdyby go wezwał, to ukarano by sprawce nieszczęścia. Noga nie dala się wyleczyć szlifierka, potrzebny był natychmiast antybiotyk,-wolał własną śmierć, niż kare dla sprawcy.
Ktoś jeszcze walczy z rakiem i prosi o pomoc. Poniżej wkleiłem wypowiedz, młodej, niezwykle dojrzalej osoby, które pokonała raka.
http://www.oobe.pl/park/index.php?showtopic=4259&pid=56800&st=0&#entry56800
*
Panic
Witaj.
W październiku 2008r rozpoczęłam chemioterapię, skończyłam migiem – bo po niecałym pół roku leczenia. Uważam, że wszystko, całe ozdrowienie i to, że nadal jestem zdrowa, że wszystko w porządku i że zawsze miałam wspaniały humor zawdzięczam tylko i wyłącznie swojemu nastawieniu. Od samego początku byłam nastawiona na sukces, nie patrząc na to, że w trakcie leczenia zmarły na nowotwór moje dwie koleżanki z onkologii. Rodzina cudownie mnie wspierała, wszyscy bardzo mocno wierzyli w moje ozdrowienie.
Ja też poniosłam na początku porażkę, bo po pierwszej operacji guz odrósł dopiero po wycięciu nerki i chemioterapii wszystko się poprawiło…
Nie możesz pozwolić sobie na chwile smutku i załamania, nie możesz pod żadnym pozorem wątpić w wygraną babci.. Musicie ją wspierać, NIGDY, ale to nigdy nie płaczcie przy niej, nie mówcie o przykrych rzeczach. Dajcie jej powody do radości, zabierzcie ją nad morze, sprawcie by się cieszyła.
99% sukcesu to wiara! Ja całe leczenie mówiłam sobie „jestem zdrowa”, „dziękuję za moje ozdrowienie”.
I wygrałam
Trzymam kciuki za babcię!
PS. W wygranej pomogła mi książka „Sekret” Rhondy Byrne. Do dziś uważam, że dzięki wskazówkom tam opisanym jestem zdrowa.
Aktualizacja wątku z forum oobe.pl
11.08.2009 – 12:54
Pozdrawiam i wspieram mentalnie pana Józka! Jak samopoczucie? Świat boleśnie nas testuje i zawodzi czasami niezmiernie ale ta lepsza jego część trzyma kciuki i modli sie za sukces i oświecenie każdej „testowanej” duszy!
Ta dawka energii ode mnie – myslę, że da, te lepsze chwile doświadczeń , przyniesie ulgę.Jestem pomarańczowa, może to widać? Serdecznie i gorąco pozdrawiam!
P.S. Dziekuję autorom, odwiedzającym ten temat, którzy prezentują bardzo ciekawe linki. Nie chcę personalizować. Każdy, teraz właśnie poczuł dreszczyk potwierzenia,że chodzi o niego.Naprawde ziekuję!
Pieniaczom też dziękuję , bo dzieki nim temat tetni życiem.
Wiem,ze jest otwarty dla P. Józka ale to także forum i pomoc dla wielu z nas.
Całuje Was kochani! ZDROWIA dla wszystkich!
*
ciciak
16.08.2009 – 17:28
IP: 195.114.164.240 | Post #110 |
Cyt.: „Wielu ludzi chce zostać wyleczonych przez innych lub żeby zostało to zrobione za pomocą jakiegoś instrumentu, nie przyznając się do winy i nie próbując znaleźć swego błędu, który jest przyczyną ich nieszczęścia.
G. Oshawa”
G. P. Małachow
Oczyszczanie organizmu i prawidłowe odżywianie
WYDAWNICTWO ABA 1996
Dopiero co drążę ten temat głębiej.
Gdybym był na miejscu Józefa to na pewno (jeśli bym miał siłę) wielogodzinnie spacerowałbym po lesie (nieprzeoczając – w trakcie podziwiania przyrody – tego co się dzieje z układem pokarmowym i odpowiednio bezzwłócznie reagując).
*
starr
16.08.2009 – 18:30
Właśnie, czy pan Józef robi cokolwiek na własną rękę ?
Ciciak i Auma maja rację proponując naturalne leczenie. Sam interesuje sie tematem od dłuższego czasu i przyznam, że coraz bardziej zniechęcam się do „tradycyjnego” leczenia, które powoduje ogromne spustoszenie w organiźmie.
Czytałem Małachowa, jego ebooki można znaleźć w internecie i warto nimi się zainteresować.
Na początek trzeba byłoby oczyścić ciało : jelita, wątrobe, nerki, również krew i stawy. Dzięki temu mozna byłoby odciążyć chory organizm i podnieść system odpornościowy.
Wiele dobrego słyszałem o metodzie leczenia wodą utlenioną
http://www.dobreksiazki.pl/b10885-woda-utl…azy-zdrowia.htm
Mam gdzieś ebooka to potem wrzucę go na forum.
Później przytoczę pewne materiały. Pan Józef musi robić cokolwiek dla swojego zdrowia : są to sposoby, które można wykonywać na własną rękę. Nie można się poddawać !
Proponuję wspólną medytację jutro o 21:00
*
Zbyszek
Zgłaszam się na medytacje o tej godzinie. Jeśli się ktoś dołączy będzie milo. Staramy się przez pierwsze 30 minut wspólnie dostroić a potem o 21:30 lecimy do Józefa:)
*
starr
http://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie.html
http://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_l…l#leczenie_raka
http://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_l…schindeles.html
http://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_l…utlenionej.html
Proszę przejrzeć linki, które podałem.
Wrzucę również potem parę książek, które powinien pan przeczytać. Są tam książki o leczeniu poprzez głodówkę. Podczas niej ciało pozbywa się wielu toksyn i zaczyna walczyć z chorobami. Były przypadki wychodzenia z najcięższych kryzysów więc i dla Pana jest szansa. Proszę temu się przyjrzeć i zacząć stosować proponowane metody.
Proszę w miarę możliwości zrobić rozliczenie swego sumienia, swych emocji. To ważne. Nasze wspólne wysiłki mogą panu pomóc jednak najwięcej jest do zrobiena po pana stronie. Nie można się poddawać, proszę oczekiwać wyjścia z tej choroby.
O 21:00 zaczynamy. Ktokolwiek kto ma dobre intencje może przesłać przynajmniej pozytywne myśli w strone Józefa. Jeżeli macie problemy z wizualizacją to mantrowanie rónież będzie przydatne.
*
SORROW
Okej , zaczynamy.
*
starr
Mam pomysł. Stwórzmy jedną wspólną modlitwę- mantrę, którą każdy chętny bedzie odmawiał przez ok 10-15 min dziennie w miarę możliwości. Dla niedoświadczonych podróżowanie może być problemem a taki sposób wymaga tylko trochę koncentracji i dobrego serca. Modlitwą mogłaby być krótka formułka jak:
„Józefie wspieramy Ciebie. Józefie jesteś zdrowy. Józefie stajesz się silniejszy” powtarzana w kółko z zaangażowaniem.
Gdzie niegdzie czytałem, że tak Was losy świata obchodzą więc może pomoc dla jednego człowieka byłaby dobrym początkiem ??
Macie czas na głupoty więc te 10 minut by was nie zbawiło a Wasza pomoc jest potrzebna !
Moglibyśmy również poprosić o pomoc ludzi z obeforum i forum Bruce’a. Rozejrzę się jeszcze po paru miejscach, może ktoś się zgłosi. Gdyby zebrała się spora liczba ludzi to razem moglibyśmy pomóc temu człowiekowi. Proszę odstawić malkontectwo czy przekonania, że to „nic nie da”. Nie proszę was o co wielkiego: tylko o 10 minut prostej modlitwy.
W następnym poście napisałbym co nieco bardziej o samej modlitwie, stworzył opcjonalną wersję dłuższą.Przed snem wejdę jeszcze w głęboki trans i powtórzę medytację. Od dzisiaj to będzie moja codzienna rutyna.
Teraz chcę tylko dowiedzieć się czy ktos włączyłby się do akcji?
Mam nadzieję, że zobaczę teraz grono chętnych dusz skorych do pomocy.
ps Potem zedytuję post i wrzucę książki bo narazie mam problem z uploadem
*
Zbyszek
21:27 wyskoczył ktoś podnosząc obie ręce. Dziwnie pokręcone palce na lewej dłoni. Zaraz potem ruszyła mi energia na ramionach i piersi.
Pojawiłem się potem przed dwiema postaciami siedzącymi na drewnianych ławkach przy małym stole , jak na zlocie, jakieś znajome twarze, nie rozpoznałem ideatu. Połączenie trwało krotko i było precyzyjne w obrazie.
U Józefa bez większych rewelacji, Trochę pokręciłem się w rożne strony i porobiłem co nieco. Wielokrotnie prowadziłem z kimś dialog.
21:58 coś mnie przegnało,- po wszystkim, ktoś powiedział.
*
Star
Pamiętasz jak palce były ustawione? Medytowałem stosując mudre: palce splecione, kciuki się dotykają. Zacząłem z opóźnieniem: 10, 15 minut po 21:00 . Po krókiej medytacji zacząłem gromadzić energię. Potem kierowałem się ku górze wysyłając energię Wyższe Jaźni. Zwykle robię to energicznie jakby część mnie wystrzeliwała ku górze.
*
Zbyszek
Zacząłem o 20: 50
Postać pojawiła się parę metrów na wprost mnie, idąc raczej w moja stronę. Koncentrując się na jej lewej ręce utraciłem precyzje całości. Jak przez w obiektyw fot., ukierunkowało mi moja uwagę w jej stronę. Palce były jakoś śmiesznie skręcone, wibrując , spiralne ruchy, jeden wystawał wyraźnie do góry. Dłonie nie były połączone, Skojarzyłem to raczej z jakimś wizualnym znakiem rozpoznawczym.. ręce na boki odgięte , zgięte w gore w łokciach. Sam zrobiłem parę figur geometrycznych z rak.
Wykliknelo mnie na chwilkę. Przypominam sobie teraz słowa z zewnatrz, gdy sie po chwilce ocknąłem,-co nie przywitasz się, coś jak bezgłośna sugestia, zrobiłem z nim niedzwiedzki, pytając czy to ty Star.
Z dwoma facetami było podobnie. Pojawiłem się naprzeciwko 2 siedzących postaci przy drewnianym stoliku. Jeden mi się odstroil znikając wręcz na moich oczach, został ten drugi. Pamiętam sugestie kogoś z boku, jakąś rękę kogoś z zewnatrz, podsuwająca piwko. Rodzaj mentalnej sugestii, z niewyraźnym zarysem ruszanej reki.Cos jak znak wyraźny symbol.
Mając niby ciebie u Józefa stanąłem przy jego głowie, ty w nogach. Josef trochę podlewitowal, bez mojej jakiejkolwiek ingerencji.
Potem ja bylem z prawej strony ty z lewej. Trochę wymuszałem spotkanie, tak jak byś nie za bardzo reagował, Nie liczyłem na powodzenie, bo się obżarłem czekolada i mnie rwało w brzuchu.
Dosyć dobrze mi się rozmawiało z kimś o kabale:( może parę osób) Gdy się z niej ocknąłem utraciłem identa w pamięci.
Pod koniec pisania pierwszego tekstu zadzwoni podniecony kolega , chwaląc się jakie to fajne teksty właśnie przed chwila znalazł w necie.
To by było tyle , bo zacznę zmyślać:)
Co do leczenia to zebrałem już sporo technik. Chwilowo je testuje.
*
Star
Trochę wcześniej przed medytacją rozmyślałem o pewnym kabalistycznym kantyku. Jednak ile to ma związku ze mną to nie wiem.
Dzisiaj powtórka. Czasem może mnie nie być długo na forum jednak mimo tego będę starał się coś zrobić codziennie.
*
Zbyszek
Wczoraj wpisałem w goggle hasło kabała.Znalazłem
http://www.kabbalah.info/polakab/kursy/menu_kursy.php
Przeglądając parę filmików, ucieszyłem się ze znalazłem o niej sporo materiałów. Nie ma przypadków, gdy w grę wchodzą nieświadome spotkania.
To jest w nich fascynujące. Toczone rozmowy w głębinach umysłu rozgrywają się w planie śpiącego ciała. Szczątki tych rozmów docierają do świadomego planu, inspirując nas do spontanicznych, niczym nieuzasadnionych czynow.
Metalki sa przez nas zaniedbane , gdyż nie rozumiemy ich działania.Ignorujemy pojawiające się i szybko znikające obrazy, nawet gdy zawierają w sobie precyzje i drgająca glebie nief. świata.
Dla mnie jest oczywiste , ze odbywają się one jak oobe w astralu lub mentalu- sferycznej przestrzeni kosmicznej. Śpiące ciało odnajduje z łatwością osobę o której myśli Jaźń, dociera do niej wykonując ruchy kojarzące się nam z treścią myśli pozostającej jaźni w tym czasie w ciele fizycznym. Momenty chwilowego dostrojenia, sa możliwe gdy Jaźń strzela swoja duchowa- samoświadomą substancje w śpiące ciało. Wszelkie jasnowidztwo na odległość.
Co do tego, ze śpiące ciało potrafi bez jaźni szaleć nie potrzebuje już dowodów. Setki spotkań ze znajomymi to mi udowodniło. Seeeeeeetki albo i jeszcze więcej, przedziwnych w swym przebiegu.
Interesujące jest zachowanie się samodzielnego śpiącego ciała. Jest niezwykle wrażliwe na zmiany w otoczeniu. Którejś nocy podleciał do mnie Brus na kursie. Leżałem pól nocy na materacu, starając się dostroić do jego wnętrza. Skoncentrowałem się zbyt impulsywnie na jego twarzy. Odpłynął mi wręcz natychmiast w gore. Wystrzelił jak rakieta, gnając za czymś. Nie jestem pewien, ale w moim skupieniu uwagi zawierało się coś co go skierowało w daleka przestrzeń. Tak jakby był bardziej zainteresowany miejscem w którym się myśl miała toczyć niż moim podmiotem.
Ta zdolność śpiącego ciała , zdaje się mieć największe znaczenie w leczeniu na odległość..
Conchi udało się połączyć z Mgiełką, miały ciekawe śnienie we Włoszech.
Herbina się rozćwiczyła w duchowym leczeniu, ma interesujące potwierdzenia.
Dzisiaj o 21, kolejna lot.