Królestwo zwierząt
15 lut 2010 napisał Zbyszek
Trzy relacje:
1.-Zbyszek.
2.-Rugwa,
3,-Sorrow
1.- Zbyszek
Siadając z 5minutowym opóźnieniem na krzesło , wyprostowałem ciało, wczuwając się delikatne odczucia. Mimowolne napięcia mięśni puściły i odczułem rozsuwającą się wewnętrzna glebie umysłu. Siedzącą postawa umożliwia mi prawie natychmiast rozprostowanie wyobraźni i poszybowanie punktem uwagi w zapamiętane zdarzenia z mojego życia. U dawno tutaj nie bylem, pomyślałem.
Pojawiłem się natychmiast przy krysztale Brusa Moena. Znajomy mi balon świetlistej energii otoczony był białymi kafelkami. Trzymałem w ręce młot pneumatyczny. To dopiero niespodzianka. Jeśli mnie ktoś z nim zobaczy, to znowu wylecę za drzwi. Podchwyciłem to wyobrażenie , zaczynając borować dziurę w podłodze. Czego tam szukam? Usamodzielniająca się akcja snu wydawała mi się zabawna, poddałem się wiec jej biegu bez żadnych obaw. Dziura poszerzyła się do jednego metra. Zacząłem wyciągać z niej, niczym archeolog, fragmenty zwierzęcych szkieletów, nieznanych mi stworzeń. A teraz mojego psa wyciągnę z nicości, Włożyłem rękę w otwór, wyciągając jedynie bezforemna szara masę. Połączyłem się z Sosna mentalnie, nie mając jednak więcej wglądu w zdarzenia astralne. Rozglądając się po ocknięciu dokoła kryształu, dostrzegłem szybko biegnący cień w moim kierunku. Złączył się ze mną, co spowodowało natychmiastowy powrót mojej uwagi do ciała fizycznego. Wygiąłem się w nim lukiem do tylu, odczuwając przeszywający ból w kręgosłupie. Ogarnął mnie niepokój ze wzrastająca złością. To mam za swoje, nie usiedzę już więcej na tym krześle a wyprawa się przecież dopiero zaczęła. Cos wlazło we mnie, drażniąc mnie i borując we wnętrznościach dziurę.
W tak nieprzyjemnym nastroju, podniosłem astralne ramiona do góry, obserwując stopniowa poprawę samopoczucia. Nie zwracając już uwagi na kryształ, rozładowywałem paskudne doznania. Często tak robię, gdy wnika coś we mnie, czego nie potrafię rozpoznać. W tym geście, z rozchylonymi ramionami ku gorze, odnajdowałem zawsze ukojenie. Dziwne palące napięcie zniknęło również i tym razem. Nic chyba już nic nie będzie się działo. Wzrost ożywczej energii uniemożliwił mi dalsza kontemplacje.
Położyłem się do łózka licząc, ze wkrótce zasnę. Nie doceniłem wtedy tej ogarniającej mnie wibrującej energii, zmuszającej do działania. Budząc się nad ranem, odtworzyłem niezwykły sen.
Pojawiłem się w jakimś rozległym mieście. Ciągnące się w nieskończoność parterowe zabudowania, przypominały mi stare antyczne przedmieścia.
Szybując miedzy budynkami, przyglądałem się ich mieszkańcom, zajętym codziennymi pracami. Z mała świadomością snu, towarzyszyłem im w ich zajęciach, współodczuwając ich potrzebom. Nieostrość widzianych form, zepchnęła mnie rozmyślania i samoobserwacje pojawiających się we mnie doznań. Sen w takiej formie ciągnął się dosyć długo, W którymś momencie, wzrosła ostrość widzianych kształtów. Obudziło to moja czujność. W rożnych miejscach miasta, rozgrywały się scenki na których skierowany został niewidzialną silą moj wzrok. Gdzieś na peryferii pojawiły się niezwykle szybie istoty. Myszkowały w śmieciach z zawrotną prędkością, przemieszczając się miedzy budynkami. Kim jesteście spytałem. Zwierzeta?
W odpowiedzi udało mi się odczuć ich witalność. Ich niezwykła ruchliwość dala mi się z łatwością rozpoznać. Porównując ją z moim statycznym bezruchem, uległem jej czarowi. Skakaliśmy miedzy przedmiotami uwagą, nie zwracając zbytnio na ich przeznaczenie. Ważne było dla nas myszkowanie w stercie śmieci, Jak myśliwy ,bez obawy o utratę zdobyczy, sunęliśmy po szpargałach ulicznych, czując ukryte w nich skarby.
Wiliśmy się miedzy rożnymi geometrycznymi formami. Zarysowane konturem ograniczały nasza przestrzeń. Nie pragnęliśmy analizować ich funkcji, czy zapamiętać ich konstrukcji. Myszkująca uwaga starczała, by rozpoznać zamknięte zaułki od otwartej dla nas drogi. Niezwykle szybkie ruchy naszego ciała, umożliwiły na czas wycofanie się ze ślepych, niebezpiecznych dla nas fragmentów budynków. Przepyszne było to penetrowanie przestrzeni, Oceniając przed nami przestrzeń, wysuwaliśmy uwagę przed siebie, będąc pewni trafności naszych spostrzeżeń. Tak jak byśmy wychylali z nas niewidzialne czułki z niezwykłą prędkością w obserwowane miejsca, uzyskując doskonały wgląd w rozgrywające sie tam zdarzenia. Powolnie przemieszczające się sylwetki jakich istot, nie wywoływały w nas żadnych obaw. Wtedy coś się wydarzyło. Rozpoczęło się na nas polowanie. Zmieniłem perspektywę postrzegania, unosząc się w gore na kilkanaście metrów nad miastem
Obok mnie pojawiła się narrator snu. Niewidoczna dla mnie, ale znajoma mi osoba, kreująca mój sen..
Co jakiś czas tak robimy!!!
Przestrzeń zaczęła szarzeć, zamieniając się w bezkresne pola wypełnione namiotami.
Głowną ulica szedł wyprostowany, wysoki człowiek, ściągając na siebie uwagę przechodniów. Wyglądał dosyć niezwykle. Zbity z twardej ziemi, pokryty kłębiącą się strukturą, niósł insygnia władzy. Zaczynała się wielka wojna, Myszkujące istoty po kontach, stały się dla myśliwych nieistotnie, bez żadnego znaczenia. Oni mieli ważniejsze zadanie, wyruszali właśnie do walki.
W którymś momencie zobaczyłem na tle lasu, spacerująca Sosnę, w stroju harcerskim. Szla leśna droga.. Po raz któryś zdziwienie odstroiło mnie od obserwowanych obrazów. Nie jestem jednak w stanie już teraz ustalić kolejności śnionych przygód i zrozumieć znaczenia tej wizji.
Tej samej nocy Wolfgang, miał nocna przygodę. Jakies ogromne szczypce chwyciły go za prawy bok, zaciskając się bardzo boleśnie jak kleszcze. Odczul niezwykle mocny ból w całym kręgosłupie. Po krótkiej walce, odzyskał świadomość i uwolnił się z tych niewdzięcznych szczypiec. Nie był w stanie określić dokładnie godziny tej przygody, jakoś w nocy, gdy juz spałem na fotelu, opowiadał przy porannej kawie.. Pierwszy raz mu się to przytrafiło. Zastanawialiśmy się nad zbiegiem okoliczności, doszukując się jakichś wspólnych elementów w naszych snach. Wolfgang odwiedził tego amego dnia Joanne, oczekującą z synem operacji, Tydzień wcześniej przeżyłem niezwykle klarowny sen. Wiozłem Joasie na taczce wzdłuż jeziora. Zamieniła się w złota żmije, wskakując w otchłań wody.
Nieopodal pławił się wielgaśny smok, jej syn, którego wyciągnął wielkimi szczypcami nadlatujący helikopter. Cos się wkrótce zdarzyło w życiu znajomej. W ostatniej chwili otrzymała pomoc w bardzo poważnym problemie.
Szczypce helikoptera a teraz te rwące szczypce w plecach Wolfganga, w miejscu usuniętej mojej lewej nerki, wyglądało to dla nas jak kontynuowanie wspólnego śnienia, rozgrywającego się częściowo w świecie fizycznym.. Nasz wspólny sen ciągnął się cały tydzień, rozbijając na odbiegające od siebie znacznie watki. Opisywany przez niego ból był niezwykle autentyczny. Wręcz nie do odróżnienia od bólu fizycznego. Poradziłem sobie z nim, wyrywając te kleszcze z mojego ciała. Co to było, -pytał sam siebie zdziwiony.
Tuz po przebudzeniu, zastanawiając się nad znaczeniami tych snów, wysłałem gorące pytanie w przestrzeń. Co one maja oznaczać, jak je zinterpretować?
Wiem, ze tam jesteś, Kim jesteś, posypała się masa pytań. Czułem, tą istotę w swoim pobliżu. Nie byłem w stanie określić miejsca w jakim się ona znajdowała. Gdzieś wewnątrz mnie, odczuwam jej ślad. Jakiś błysk zewnętrznej uwagi, towarzyszący mi codziennie, jak wewnętrzny szept a teraz wyraźnie rozpoznawalnej w moim pobliżu obecność.
Jest to jakaś cześć mnie, towarzysząca mi i dająca mi wewnętrzne znaki i rady.
Kim jesteś, ponawiam pytane. Myśli suną z zawrotnym tempem. Pytam w pospiechu o ewolucje, wymieniając zapamiętane niezwykle przypadki w moim życiu.
Brak odpowiedz. Wyczuwam ja niemym bezruchem w sobie. Moja myśl zamiera, nie ciągnąc się za narzuconym mi jak w śnie wątku.
Jesteś mną? Jesteśmy rozdzieleni?
Pytam podstępnie, z szeroki uśmiechem.
A nie możemy się pooooołączyć?
Nie możemy, pada wyraźna odpowiedz. Dlaczego pytam dalej. Przyyyyjacielu dlaczego nie możemy, pytam ponownie z udawana usłużnością.
Gdyż jeden by z nas stracił…..
Ty jesteś za dnia a ja w nocy,
Ooooo, co?
Utraciłbyś swoja niezależność.
Przypominając sobie piękne momenty w moim życiu, gdy wnikało we mnie coś trudnego do określenia, coś bardzo ulotnego, wyszczególniłem parę rodzajów stanów swiadomosci. Moglem oceniać niezwykle precyzyjnie zdarzenia, nie rozumiejąc źródła trafności mojej decyzji. Odcięty od informacji, wyciągałem gotowe wnioski, nie mając wglądu w poprzedzające decyzje dociekania. Jednym słowem wiedziałem bez myślenia. Znałem wynik, tak jakby ktoś za mnie oszacował zagadnienie, podsuwając mi jedynie gotową odpowiedz..
Unikałem niebezpieczeństw nie wiedząc niczego o zagrożeniu. W wielu przypadkach, nie było w ogolę możliwe wiedzenie czegokolwiek. Przedmurze przewidzianego zdarzenia się jeszcze nie rozegrało, by możliwe było w najbardziej jasnowidzącym śnie przewidzieć jakieś następstwa.
W innym przypadku, pojawiała się we mnie niezwykla wola i prężność. Prostowałem się w ciałach fizycznych, stajać wielgaśny. Przedziwna pewność ogarniała mnie i moglem z łatwością nadarzać za najbardziej skomplikowanymi wnioskami. Pamiętałem szczegóły, które nie potrafiłem na codzień uwzględnić. Nie mieściły się mi w wąskim punkcie postrzegania. Uwielbiam ten stan. Pracuje wtedy niezwykle szybko, osiągając zawsze sukces w pracy. Decyzje moje są trafne, ruchy reki przy malowaniu bardzo precyzyjne. Utrzymuje w wyobraźni o wiele dłużej obrazy fizyczne, potrafiąc je potem z łatwością odtwarzać na obrazie i transformować.
Myślę, ze takiemu stanu swiadomosci przypisuje się talent. Osoby potrafiące często go osiągać, cechują niezwykła wrażliwość umysłu.
Mówi się w ich przypadku, ze osiągnęły swiadomosci ciała przyczynowego. Są to osoby odczuwające w sobie obecność niezwykłego opiekuna
Udaje mi się czasami osiągnąć jeszcze inny stan swiadomosci. Wtedy ten wspomagający moja świadomość element, staje się mną samym. Jesteśmy współbrzmieniem, harmonia, złączeni wspólna uwaga w jakimś zdarzeniu. Gdy on się we mnie pojawia, to często zamieram w bezruchu, stajać jedynie obserwatorem jak widz na widowni, mogący się przypatrywać całości, nie mając możliwości podejmowania samodzielnie decyzji. Nie ubolewam jednak nad tym, gdyż korzyści wydaja mi się ogromnie w porównaniu do tej znikomej straty. Niezwykła trzeźwość umysłu i obezwładniając uczcicie spójności wynagradza mi to stokrotnie. W wielu wypadkach obserwowałem nasze wspólne posunięcia w moim ciele fizycznym, które miało kluczowe znaczenie dla mnie w przyszłości.
Kolejnym stanem, który mi się bardzo rzadko zdarza, jest całkowite stopienie z ta moim niezwykłym partnerem. Trwa to najczęściej zaledwie chwilkę, ale pozostawia we mnie niezatarte wrażenia.Wzrost swiadomosci staje się trudny do opisania a drgające wewnętrznym ruchem energia niezwykłym przeżyciem.
Na pytanie, czy celem życia człowieka jest dostrojenie się do swojego wyższego elementu, nie potrafię odpowiedzieć. Wiem, ze jest to niezwykle dla mnie dobre.
Z Jego odpowiedzi wnioskuje, ze moja niezależność odgrywa dla mnie jak i dla Niego duże znaczenie. Jest prawdopodobnie powodem dla którego jestem z nim rozłączony i samodzielnie przezywam przygody w świecie fizycznym. Dzięki indywidualnemu trwaniu, postrzegam świat z punktu Zbyszka.
Ucząc się rozumu na konsekwencji własnych czynów, ograniczam zakres swoja wolności, by samemu stać się w przyszłości kompetentnym kreatorem jeszcze większych zdarzeń, zdarzeń na skale kosmiczna. Wiele istot, po osiągnięciu tego celu, wspólnie ze swoim wyższym elementem pomaga spóźnialskim w osiągnięciu tego samego.
Pisząc te rozwlekłe teksty, pragnę przybliżyć czytelnikom wewnętrzne procesy, rozgrywające się wewnątrz nas i dodać im odwagi, by otworzyli szerzej wystraszone wątpliwościami oczy i śmiało szli przez swoje życie.
Zwracajmy więcej uwagi na nasze stany swiadomosci.
Ucząc się rozróżniać ich różnorodność znajdziemy dowody na nasza nieśmiertelność i zrozumiemy sens życia. To w naszym wnętrzu i naszych odczuciach skrywają się dowody, pozbawiające nas obaw przed śmiercią.
2,-Relacja Rugwy:
t15.02.2010 – 15:03
rugwiana zwierzo-relacja, enjoy
Najpierw udałam się do kryształu. Spotkałam tam Zbyszka w ciemnym stroju czarnoksiężnika. Ręce miał wyciągnięte w górę, a z tych rąk błyskały wyładowania elektryczne , haha
Bardzo prawdopodobne, że to wpływ zbyt dużej dawki gier komputerowych w tym tygodniu ![]()
Zobaczyłam też kobietę, a raczej „panienkę”
Była ubrana podobnie jak harcerka, miała jasne rudobrązowe włosy i duże zielone lub niebieskie oczy.
Spod kryształu wybrałam się na rozmowę z kotem, który w dzieciństwie był moim najlepszym przyjacielem. W celu spotkania z kotem przywołałam wspomnienia z nim związane – podziałało bardzo dobrze
Spotkaliśmy się na łące i trochę się pobawiliśmy. Czułam, że Kozia Broda – tak nazwałam kota jako dziecko – nie odpowie na moje pytania, tym bardziej, że nie rozmawiał ludzkim głosem – porozumiewaliśmy się uczuciowo.
Poprosiłam, żeby Kozia Broda zaprowadził mnie do przedstawiciela kotów na Ziemi. Zaprowadził mnie do jaskini, u wejścia której widniały arkady w kształcie wielkiego jaguara. Ten Wielki Jaguar to właśnie przedstawiciel kotów.
Wielki jaguar jawił mi się po prostu jako wielki jaguar albo jako dość wyraźny i mocny męski głos.
W jaskini na ścianach było pełno rysunków, przedstawiających historię współistnienia ludzi i kotów w Systemie Życia Ziemskiego. Oglądałam malunki przedstawiające zarówno życie jaskiniowe i polowania na szablozęby, jak i egipskie przedstawienia kociej boskości.
Wielki jaguar, zapytany przeze mnie o rolę kotów w ludzkim ziemskim życiu powiedział: KOTY SĄ „STRAŻNIKAMI DUSZ”. Dokładnie takiego sformułowania użył. Przez jakiś czas zastanawiałam się o co chodzi z tymi „strażnikami dusz”. Zamiast słownej odpowiedzi zobaczyłam mnóstwo obrazów z kocio-ludzkiego życia, na podstawie, których sama miałam wyciągnąć wnioski. Oto one:
Koty, żyjące wśród ludzi postrzegają bardzo wyraźnie również świat niefizyczny. Ich zadaniem jest ostrzegać ludzi przed negatywnymi niefizycznymi wpływami z zewnątrz. Dlatego koty były utożsamiane z czarownicami, zawsze były w pobliżu ludzi bardziej narażonych na wpływ świata niefizycznego. Koty chroniły i chronią tez przed negatywnym oddziaływaniem sił psychicznych innych ludzi, np. przed manipulacjami i przed presjami psychicznymi. Niektórym nie podobało się to, ze koty wzmacniają w ludziach samodzielne myślenie. Postanowiono tępić zarówno samodzielnie myślących jak i koty im towarzyszące. Zobaczyłam w tym momencie masowe palenie kotów w lasach – no tak, przecież czarownice były palone razem ze swoimi kotami. I zrozumiałam czemu koty uznane były niegdyś za „sługów szatana”. Dowiedziałam się też, że analogiczną rolę do kotów spełniają psy, tyle, że na planie fizycznym.
Jeśli chodzi o koty takie jak puma, tygrys czy jaguar właśnie, to odgrywają one trochę inną rolę niż „dachowce” (co nie znaczy, że owe „dachowce” nie mogą tej roli wypełniać). Te zwierzęta dostają czasem „misję” opieki nad konkretna jednostką ludzką. Są dla tej jednostki tym, co powszechnie znamy jako zwierzęcy totem, jedno zwierze opiekuje się jednym człowiekiem przez całe życie. Można powiedzieć, że dusze tych dwóch istot są ze sobą połączone nierozerwalną więzią miłości i przyjaźni. Od razu wiadomo, kiedy taka relacja zachodzi – to się czuje.
Rysie i pantery np. są w stosunku do ludzi trochę ostrożniejsze, ponieważ ludziom obecnie bardziej zależy na skórach aniżeli na duszach tych cudownych zwierząt.
Zobaczyłam nagle pięknego czarnego mustanga, biegnącego przez amerykańską prerię. Trochę się skonsternowałam: JAKI ZWIĄZEK MA KOŃ Z KOTAMI ??
Za chwile zobaczyłam odpowiedź. Konie, gepardy, pantery i inne szybkie i zwinne zwierzęta egzystowały z ludźmi w dość specyficzny sposób. Te zwierzęta w dawniejszych czasach ścigały się z ludźmi, biegały razem z nimi, trenowały w fizycznej sprawności. Ludzie i zwierzęta doświadczali razem szybkości i wolności, potrafili się ze sobą porozumiewać, a ich fizyczne możliwości były bardzo zbliżone. Dopiero, gdy człowiek zapomniał o swojej sprawności konie postanowiły zostać przy ludziach, żeby tamci nadal mogli doświadczać szybkości, wolności i uczuć z tym związanych.
Potem jeszcze na chwilę zawitałam w krysztale i wróciłam do świata fizycznego.
Zbyszek pisał coś o spontanach w ciągu tygodnia i mi już dziś się coś dziwacznego przyśniło ![]()
To było coś w stylu filmu przyrodniczego. Kobieta nad górskim potokiem opiekuje się czarnym łososiem lub pstrągiem. Boi się, że biedak sam sobie nie poradzi. Nagle słyszę Gos narratora, który mówi, że czarne łososie zawsze i wszędzie sobie poradzą, niezależnie od wcześniejszych warunków egzystowania. Jest to tez specyficzny gatunek, który można krzyżować z wydrami – dokładnie tak ![]()
Gdy wydry lub czarne łososie maja się na wyginięcie, to zaczynają się ze sobą parzyć. Te dwa gatunki zwierząt mają na tyle zbliżony ,materiał genetyczny, że spokojnie można uzyskać jedno z drugiego. Oczywiście wszystkiemu towarzyszyły odpowiednie obrazy demonstracyjne ![]()
Pozostawiam to bez oceny i komentarza, ponieważ na podstawie wiedzy jaką posiadam może to wydawać mi się śmieszne, ale w żaden sposób nie potrafię udowodnić, że nie można parzyć czarnych łososi z wydrami ![]()
Go to the top of the pageReport Post
3,- SORROW
15.02.2010 – 17:28
Po krótkiej relaksacji i doładowaniu energetycznym rozwinąłem ekran wizualizacji .
Zaczęły napływać obrazy. Pojawiła się (w centralnej części ) kostka dla psa.Kostka-zabawka . Po dłuższej chwili przybiegł mój psiak ,który odszedł kilka lat temu, a towarzyszył mi przez całą młodość ![]()
Był w świetnej formie , najlepszej w swoim życiu .Swawolił,biegał, psocił – wesoły ,jak zazwyczaj miał to w naturze, a jego oczy jak zawsze delikatnie smutne (nawet w ferworze świetnej zabawy miały w sobie pierwiastek smutku ,chyba upodobnił się do mnie).
Po tym rozpoznałem,że to nie atrapa, tylko właśnie oryginał.Nie chciał rozmawiać , przeszło pomiędzy nami sporo wibracji , jakieś tam informacje w ten sposób zassałem,ale nie mogę ich odtworzyć .
Później zaglądnąłem jeszcze do kliniki dla zwierząt o której rozmawialiśmy wcześniej z Sosną .
Ale tak,jak i w powyższym wpisie Rugwy wspomnienie wirtualnego świata spowodowało,że owa klinika okazała się szpitalem z drugiej Wojny Światowej (Call of Duty WAW się kłania) ,błąkały się tam jakieś kundle ,ale były chyba negatywnym wytworem mojej podświadomości, bo bałem się do nich podejść bliżej,niż na kilka metrów . Po raz kolejny stwierdzam ,że ciągłe przebywanie w wirtualnym świecie powoduje nawet u osoby dojrzałej emocjonalnie pewne nieodwracalne zmiany .Ileż to razy widząc w rzeczywistości piękny widok,krajobraz, zamek od razu przyrównywałem go nieświadomie do jakiejś wirtualnej krainy . Wracając do tematu – klinika zwierzaczków była miejscem pełnym cierpienia, opustoszałym , smutnym…
Was też tam nie było ,nawet śladu po Waszej obecności, ale podejrzewam,że trafiłem do zupełnie innego miejsca …
Jeden komentarz do “Królestwo zwierząt”
Skomentuj
Musisz być zalogowany aby komentować.
Bardzo podoba mi się Twoja wypowiedź. Słowa pełne miłości, zrozumienia, naładowane pozytywną energią. Przy czytaniu nieomal czułam wszystko, o czym pisałeś i dzięki temu mogłam po części tego doświadczyć we wnętrzu własnego serca.
Dzękuję Ci, że napisałeś o stanach świadomości, których doświadczasz. Czuję, że rozumiesz sens swojego indywidualnego istnienia i bardzo ładnie to przekazałeś – cieszy mnie to
Fajnie opisałes wcielanie się w zwierzaka i bycie nim – doskaonale oddałeś dynamikę dziejącej się akcji:)
Twoje rozłożone ręce i dziewczyna w hacerskim ubraniu pojawiły się również u mnie, przy okazji eksperymentu zwierzęcego.