RSS
Wpisy
Komentarze

Intuicja

1.-Herbina ( spadające drzewo)
2,- Zbyszek ( elektryczna piła)
3,- Raziel (schody)

*
Herbina nadesłała:
1,- Rozmawialiśmy jakiś czas temu o ostrzeganiu przez intuicje. Zadzwoniłeś do mnie akurat wtedy, gdy jechałam do Gösweinstein, gdzie coś właśnie takiego mi się przydarzyło. Niedawno odwiedziłam tamte miejsce. Choć pora roku jest teraz inna, to zrobiłam przy okazji kilka bardzo malowniczych zdjęć,
Parę lat temu, wybrałam się do tej malej, uroczej miejscowości, która wymienili Bludorf i Fosar w swojej książce na temat Leylinien – czyli linii, które są liniami siły naszej planety , chyba nawet można je porównać z meridianami w ludzkim ciele, w miejscach gdzie się krzyżują, energia jest najsilniejsza.
Takie skrzyżowanie tych linii znajduje się właśnie w Gösweinstein, jak pisali B. i Fosar, tam łatwiej jest uzyskać świadome sny ( co mogę potwierdzić).
Pojechałam tam wtedy, aby wrócić do „swojego centrum”, to był dobry pomysł, bo tam łatwo wejść w medytacje.
Któregoś dnia, wybrałam się tam w miejsce, gdzie są piękne widoki, wiedziałam co chce zobaczyć. Idąc tam, zatrzymałam się w pewnym miejscu , skąd można było popatrzeć w dol, na drogę, na której jest ruch samochodowy.
Byl piękny, letni dzień. Poza tym, ze było pięknie, to było jeszcze jakoś dziwnie. Ta „dziwność” polegała na tym, ze miałam wrażenie, ze wszystko jest jakieś wyraźniejsze, wszystkie moje zmysły działały tak mocno świadomie jak w świadomym śnie. Usiadłam na ławce w miejscu, gdzie się zatrzymałam i postanowiłam trochę poczytać (zdj.nr 004) zanim pójdę tam, dokąd chce iść.
Książka, którą właśnie przy sobie miałam, dotyczyła świadomego śnienia, autorem której są Bludorf i Fosar (” Spektrum der Nacht. Gut schlafen – klar träumen”). W książce znajdowała się karteczka do testu śnienia, na której był napis ” Czy ja śnię?”. Zamykałam mocno oczy i otwierałam je, ale nic się nie zmieniało, dalej wszystko było nadzwyczaj wyraźne.
Wydało mi się to zabawne, bo to dziwne działanie moich zmyslow powodowało, ze czułam się jak w Ld. Po chwili, przyszedł jakiś człowiek, usiadł obok mnie i zapytał co czytam i czy to ciekawe, powiedziałam w kilku zdaniach o co chodzi, powiedział, ze nie wierzy w sny i nie wierzy, ze mogą być świadome, odpowiedziałam, ze nie leży w moim interesie przekonywanie go o tym, z mojego doświadczenia wiem, ze coś takiego istnieje, a jeżeli on nie chce tego doświadczyć ani w to wieżyc to jego sprawa.
Człowiek ten był zaskoczony taka moja reakcja, chyba myślał, ze będę z nim dyskutować , ale ja chciałam , żeby sobie już wreszcie poszedł, nie po to tam przyjechałam żeby poznawać ludzi. Wreszcie facet wstał, stanął z prawej strony ławki, popatrzył w dol, po czym się pożegnał. Ucieszyłam się, ze poszedł i już zamierzałam iść tam, dokąd chciałam; chciałam przejść przez pewne miejsce- to skala , która wygląda jak brama.( zdj. nr 0014)
Wstałam ,ale nagle ogarnęły mnie myśli, żeby stanąć tam, gdzie stal ten człowiek i popatrzeć z jego perspektywy.
Nie zamierzałam tego robić, chciałam jak najszybciej już iść.
Myśli dotyczące tego, abym jednak stanęła tam, gdzie stal ten mężczyzna, były coraz bardziej natrętne. Ciągle się im opierałam, zrobiłam nawet dwa kroki w kierunku, w którym zmierzałam, myśląc ze to jest jak jakieś natręctwo, które zalicza się do skrzywień psychicznych, pomyślałam, ze nie będę się takim głupotom poddawać. Ale to, co działo się w mojej głowie, a konkretniej zlokalizowałabym to nad moja głową, to było jak by się tam coś trzepotało niecierpliwie i uparcie, niemal silą zmuszając mnie do reakcji.
Było to tak natrętne, ze pomyślałam: ” – no dobrze, stanę tam i będę miała święty spokój”.
Tak tez zrobiłam, stanęłam w miejscu, gdzie poprzednio stal ten człowiek , popatrzyłam w dol. (zdj.nr 005)

Postałam chwilkę, wtedy to natręctwo nad moja głową zelżało, co przyrównałabym do czyjegoś uspokojonego westchnienia ( choć nie słyszałam tego, to nie były glosy , to były informacje jakby telepatyczne).
Ja tez odetchnęłam z ulga i poszłam wreszcie tam, dokąd chciałam.
Szlam tak sobie i gdy zaczęłam już powoli schodzić po pierwszych kamiennych schodach to rozległ się wielki huk. Mój zmysł słuchu najwyraźniej nadal był tego dnia nadwrażliwy ( tak jak wzrok) . Parę kroków przede mną, spadło uschnięte drzewo, roztrzaskując się z wielkim hukiem o kamienne schody, wszędzie spadały odpryski suchego drewna. (zdj.nr 006 i 007)

Zrobiłam kilka kroków w tył, obserwując cale zjawisko, aż wszystko ucichło.
Wtedy dopiero dotarło do mnie co się stało; gdyby nie te natrętne myśli zmuszające mnie wcześniej do zatrzymania się to na bank znalazłabym się pod tym spadającym drzewem.
Podziękowałam w myślach temu czemuś, co zadało sobie tak wiele trudu, aby mnie zatrzymać i wzięłam sobie na pamiątkę odłamki tego drzewa, mam je do dziś na parapecie , maja mi przypominać, ze czasem warto posłuchać tego,czego nie widać i nie słychać a co chce coś przekazać.

*
2.- Zbyszek

Również miałem przygodę z drzewem. Niezwykle ruchliwy znajomy, obcinał elektryczna pila , rozrośnięte drzewa przy plocie. Ciach, ciach, ciął pilą, wspaniale radząc sobie z narzędziem. Jego ruchy byle pewne. Trafiał doskonale stalowym blatem po gałęziach, które chciał odciąć. Przy grubszym pniaku, przycisnął pila zbyt mocno. Pien drzewa zachwiał się niebezpiecznie, schylając w jego stronę. Nie dostrzegł tego jednak, zajęty wrzaskiem piły. I jeszcze, i jeszcze, docinał natrętnie.
Drzewo przekręciło się gwałtownie w powietrze, tuz przy jego brodzie, omijając o centymetr głowę.
Ha, ha opowiadał chwilkę potem dumny z siebie. Ale jestem zwinny, w ostatniej sekundzie sie usunąłem.
Ty baranie, pomyślałem sobie.
Gdy zobaczyłem schylające się drzewo , to dostrzegłem ze gruba gałąź tego drzewa tkwi wrośnięta w plocie. Gdy będzie spadać, wywinie się gwałtownie, trafiając grubym pniem dokładnie w głowę niefrasobliwego drwala.
Nie było zbyt dużo czasu, starczało jednak, by wniknąć w znajomego astralnym ciałem i wyszarpnąć go do tylu. W sam raz, by uniknąć oberwania głowy.
Co się wtedy stało, zapewne pytacie.
Gdy się przyglądałem jak pracował znajomy, rzuciła mi się w oczy jego niezwykła sprawność fizyczna. Z niezwykłą łatwością się poruszał, zręcznie jak kot, balansując ciałem. Tracąc jednak cierpliwość, przestał obserwować, zagapił się.
Stojąc kilka metrów od niego oddalony, miałem większe pole obserwacji i na czas dostrzegłem zagrożenie.
W momencie, gdy się już drzewo niebezpiecznie wychylało, udało mi się w niego wniknąć ciałem astralnym. Podekscytowany niebezpieczeństwem, pragnąłem go ostrzec. Nie było jednak już na to czasu. Nie usłyszałby przecież, zajęty piłowaniem. To dodało mi skrzydeł. Pod wrażeniem chwili, wyłuskałem z siebie tyle energii, by opuścić ciało fizyczne i wniknąć w niefrasobliwego drwala. Moim pragnieniem, było go odciągnąć, za wszelka sile. Wnikając w niego, wykonałem ruch do tylu. Jego ciało zareagowało natychmiast, na czas uciekając z pod drapieżnego drzewa.
Cale zajście nie trwało dłużej niż sekundę. Skąd wiec ta moja niezwykle szybka reakcja?
Starczyło mi przecież czasu, by ocenić niebezpieczeństwo, wniknąć w niego i go jeszcze odciągnąć.
Jest to możliwe dzięki rożnemu odczuwaniu upływu czasu. Poza ciałem fizycznym, zjawiska materialne przebiegają o wiele wolniej. Obserwowani prze zemnie ludzie poruszają się jak w smole.
Dostrojenie się do niefizycznej gęstości, umożliwia nam wykonanie wielu ruchów, gdy w tym samym czasie osoba fizyczna podniesie jedynie rękę.
Czas zamiera w bezruchu, powolnieje na tyle, ze starcza nam go, by przemyśleć zagrożenie i nawet we właściwy sposób zareagować.
Uzdolnione osoby, wnikają często w te plany, rozwiązując niezwykle szybko przeróżne zadania, gdy tym czasem w świecie fizycznym upłynie zaledwie bezwartościowa dla innych chwilka.
Myślę, ze tak się dzieje w twórczych chwilach, gdy osoby rozwiązują w ułamku sekundy zadania matematyczne, podając gotowy wynik. Osobom związanym z materialnym planem, pozostaje wtedy jedynie podziw i pytania.
Jak on to zrobił?

*
Stojąc przy szkolnej tablicy, udało mi się rozwiązać skomplikowane zadanie matematyczne w pamięć. Wpisując gotowy wynik, na końcu równania , oberwałem od nauczyciela. Przeprowadzając wywody w umyśle, uznałem to za bezsensowne, to cale dowodzenie z kreskami. Przecież to takie łatwe, kto by pisał takie bzdury, szkoda czasu na to.
Gdy obliczałem z nauczycielem na tablicy, to równanie ponownie, to stwierdziłem, ze jest jakoś niezwykle trudne i nie mogę sobie z nim teraz poradzić.
Wynik był ten sam, ale rozwiązanie zajęło nam wspólnie kilkanaście minut.
Nie potrafiłem tego zrozumieć. Z taka lekkością, wcześniej w umyśle kluczyłem po zakamarkach, wyciągając logiczne konsekwencje a teraz nie potrafię utrzymać w pamięci paru liczb i przeprowadzić na nich działań.
Gdy się im w domu przyjrzałem, to okazało się, ze zadanie było zbyt skomplikowane, bym potrafił je w ogóle rozwiązać.

*
Znajomi wsiadali do samochodu. Burzliwe pożegnanie, zapomnieli zwrócić uwagę na ulice , wyjeżdżając z parkingu tyłem. Samochód już ruszył, wprost pod nadjeżdżające szybko auto. Stojąc na zewnatrz, z łatwością to dostrzegłem . Stój krzyczę w umyśle!
Kierowca nie reagował.
Emocje chwili: strach , panika i bum,- wypadło coś ze mnie, wnikając w auto, wprost w kierowce z łomotem. Stój wrzeszczy mu do ucha.
On wcisnął hamulec bezwiednie, jak szaleniec i spojrzał na mnie zdziwiony przez szybę. Zgrzyt hamulców i auto się zatrzymało. Wyszli z tego bez szwanku. Czy by sam dostrzegł niebezpieczeństwo, zajęty pożegnaniem?

*
3,- Raziel

01.03.2010 – 22:37
Dobra, to ja wam opowiem jedną z moich własnych niezwykłych (w moim odczuciu) historii. Prosto z mojego życia. W końcu o tym jest ten temat.

Miałem jakieś 7-8 lat. Mieszkałem wtedy w domu, który w owym czasie był w trakcie wykańczania. Schody prowadzące na pierwsze piętro wyglądały tak, że pomiędzy stopniami była spora przestrzeń, a stopnie były zrobione po prostu z desek i w momencie postawienia stopy, ta deska potrafiła mocno się odchylić. Mało tego. Balustradę również stanowiła deska, a pod nią – nie trudno się domyślić – również goła przestrzeń. Jeszcze wspomnę że obok schodów prowadzących w górę znajdowały się poniżej schody prowadzące do garażu (betonowe). Także dość ekstremalne warunki panowały w czasie wchodzenia (i schodzenia) :)
Podczas jednej z moich wędrówek po schodach, gdy znajdowałem się w połowie drogi na półpiętro, moja mama coś do mnie krzyknęła będąc jeszcze w garażu i nie mogłem dosłyszeć co takiego chciała mi przekazać. Więc aby móc lepiej ją słyszeć, wychyliłem głowę pod balustradą. W momencie gdy to zrobiłem zdradliwy stopień pod moją stopą zachwiał się, a ja straciłem równowagę i zacząłem lecieć głową w stronę schodów prowadzących do garażu. Od tego momentu tak jakby czas stanął w miejscu. Pamiętam jedną moją milisekundową myśl, w której leżałem połamany na betonowych schodach, lecz ku mojemu ogromnemu zdumieniu ten scenariusz nie zaistniał. Moja ręka w tym ułamku sekundy powędrowała – jakby kierowana przez COŚ – na balustradę i zacisnęła na niej mocno dłoń. Dzięki temu udało mi się złapać równowagę i odchylić się z powrotem, a serce waliło mi jak młot przez co najmniej godzinę od tego zdarzenia.

Za każdym razem kiedy sobie to przypominam, to wspomnienie jest tak samo żywe jakbym to przed chwilą przeżył. Do tej pory nie mogę sobie jednoznacznie wytłumaczyć tego co się wtedy stało, tzn. chodzi mi przede wszystkim o rękę nad którą COŚ przez chwilę przejęło władzę.
Kiedy opowiedziałem to mojej ciotce, która przeżyła coś podobnego, ale w innej scenerii ;) , to stwierdziła że to ingerujący w moje życie anioł :)

Tylko dlaczego miałby interweniować? Czy to miał być jakiś punkt zwrotny w moim życiu?
Wiele pytań i zero konkretnych odpowiedzi :///

Jakkolwiek by tego nie nazwać, to w moim odczuciu to było niezwykłe :)

*
Robert A. Monroe – Nauka na Ziemi

http://www.youtube.com/watch?v=ETWdwsDUS2M&feature=player_embedded

Jeden komentarz do “Intuicja”

  1. 10 mar 2010 @ 08:21Zbyszek

    Hej Raziel.
    Twoja historyjka bardzo mi się spodobała. Dziękuje, ze się zgodziłeś bym ja wkleił na mojego bloga w podobnym wątku. Przytrafiało mi się częściej coś takiego.Spadłem raz w przepaść , parę razy z dachu a nawet ktoś mnie potracił ze schodów, wyobrażając sobie, ze biegnie obok mnie na dol pietra, by zapalić fajkę.
    Zrobiło Ci się oobe. Króciutkie, pełne dynamiki, wywołane emocjami chwili.
    Myślę , ze mamunia miała duży wpływ na jego przebieg.
    W którymś momencie dostroiłeś się do astrala , strzeliła zmyślona deska i spadłeś niefizycznie. Strach i obawa to zrobiły.
    To czego się bałeś, schodząc po schodach, stało się naprawdę, ale w ciele mentalnym lub astralnym i w innej gęstości.
    Ta ręka , chwytająca za poręcz mnie trochę zastanawia. Może Np-k, może twoja Wyższa Cześć a może tym sam to zrobiłeś.
    Każda z tych wersji jest możliwa, i każdą z nich przeżyłem na własnej skórze.
    Jedynie ty sam mozesz sobie odpowiedzieć na swoje pytania, analizując wnikliwiej przebieg tej przygody.
    Gdy się wam coś podobnego przydarzy, macie wspaniała możliwość prześledzenia zjawisk o których się rozpisuje od lat. Jest to nieznany nam jeszcze plan, nas samych, w którym nasza wola łączy się z czyjaś i stajemy się biernym obserwatorem ruchów naszych ciał , na które nie mamy wielkiego wpływu.
    Prędkość i celowość tych zachowań nie mieści się często w ramach fizjologicznych odruchów, szczególnie ta prędkość, gdy się coś dzieje czego nie nadążył nawet zanotować jonami nasz układ centralny:).

    http://www.neurotyk.net/2009/05/ruch-nieswiadomy-swiadomy-nieruch/

Skomentuj

Musisz być zalogowany aby komentować.