INTENCJA

INTENCJA, PROGRAMOWANE UMYSLU
WSPÓLNA JAŹŃ.
Przed pójściem do łózka spacerowałem po mieszkaniu, obserwując kolorowe kształty. Chce teraz widzieć wszystkie czerwone przedmioty! Przemykając miedzy pokojami podziwiałem skaczące oczy po wszystkim co czerwone. Moja uwaga wymuszona życzeniem, wirowała miedzy setka przedmiotów, zawsze trafiając na czerwone. Przed każdym skokiem w inne miejsce miałem możliwość zatrzymać się na dłużej i ocenić jej natężenie i odcień. Rezygnując z tego skakałem w kolejne miejsca wnętrza, dostrzegając nawet malutkie plamki czerwieni.
A teraz chce zobaczyć niebieskie przedmioty, pomyślałem. Czerwone przedmioty znikają mi z przed oczu i pojawiają się niewidoczne wcześniej błękity. Niebieskie pudełko, ściąga moja uwagę jak magnes. Nie przyglądam mu się dokładnie, gdyż z każdej strony pojawia mi się mnóstwo niebieskich przedmiotów. Błękitu mam mniej w domu i przechodząc przez korytarz ślepnę, mogąc jednak omijać stojące przeszkody. Idę wąskim korytarzem na pól ślepy z oczekującą uwagą. Wyczuwam wsparcie czyjejś obecnosci w umyśle. Przejmuje ona inicjatywę, podsuwając nowe intencje. Obserwuje czas potrzebny na wymianę intencji, trwa tylko chwilkę, z wyraźnie odczuwalnym strzyknięciem, gdzieś na dnie mojego umysłu.
A TERAZ DWA KOLORY JEDNOCZEŚNIE.
Udaje mi się już z trudem postrzegać dwie barwy jednocześnie. Nie ma ich wiele w pomieszczeniu, by znajdowały się blisko siebie. Zaczynam przeciążać uwagę, skacząc szybko miedzy rożnymi przedmiotami o tych dwóch kolorach. Rozdziela je coraz większa przestrzeń.
Z coraz większym trudem nadążam za rozpędzonymi oczyma. Ktoś mnie nagle wspomaga, przyspieszając moje reakcje. Wyczuwam to wyraźnie gdy z zawrotna szybkością przepycha moja uwagę w kolejne miejsce, wybierając co rusz inne przedmioty o tym samym kolorze. To jest przecież nie możliwe, skowyczę ze zdziwienia. Ktoś mi pomaga!
STOP, pada nieme komando.
Zamieram w wymuszonym na mnie bezruchu, przypominając sobie ta szalona gonitwę za barwnymi przedmiotami. Wyraźnie widzę różnice. Właśnie poprzez ten bezruch, to co się działo wcześniej, staje się teraz dla mnie wyraźnie dostrzegalne.
W TEN SPOSÓB MOŻNA SIĘ UCZYĆ ORTOGRAFII, POSTRZEGANIA ZNAKÓW NA DRODZE, POSIĄŚĆ SZTUKĘ KONCENTROWANIA NA JEDNYM CELU…… i tutaj pada mnóstwo przykładów.
Zaczynamy się przyglądać całemu wnętrzu, wielorakości występujących w nim form. Robię to samodzielnie ale czuję wsparcie, czyjaś zachętę.
Przyglądając się przestrzeni, testuje glebie ostrości rożnych planów. Postrzegając jakiś szczegół z bliska tracę widzenie rozmazanego tlą, które po chwili mi niknie.
A TERAZ JEDNOCZEŚNIE, kolejna intencja wydobywa się w milczącym umyśle, dyktowana głosem z zewnatrz..
Postrzegam ostro przedmiot i otaczające je tło. Widzę wszystko w polu widzenia, tracąc jednocześnie na chwilkę bliski i widziany ostro szczegół. Znika mi on po chwili.
Obserwując cale pole widzenia, nie potrafię utkwić długo wzroku na jakimś przedmiocie naprzeciw siebie i nie utracić jego szczegółów. Zdaje sobie sprawę jak bardzo zlekceważyłem patrzenie, wielokrotnie ślepnąc w czasie wykonywania codziennych czynności. Spaceruje po mieście jak ślepy, dążąc do jakiego celu. Jadę autem na wprost siebie, nie rejestrując szczegółów ulicy a nawet nie dostrzegając wielkich znaków drogowych. Czytam książkę nie widząc na kartkach jakichkolwiek literek.
TAK SAMO ROBISZ W ASTRALU.
Przypominam sobie moje testy w rzeczywistości astralnej i stwierdzam, ze za znikaniem w niej kształtów widzianych przedmiotów, skrywają się moje fizyczne przyzwyczajenia. Fizyczna budowa i funkcja oczu, określa moja percepcje: zanikania tego co nie jest mi przydatne i powstawanie tego czego szukam.
Sam mechanizm przesuwania uwagi i zanikanie widzenia w czasie przyglądania się rzeczom w świecie fizycznym, manifestuje się w astralu pojawianiem się przeróżnych kształtów. Tak kształtowana jest fabula snów, stwarzając wrażenie absurdu, który już rozpocząłem w świecie fizycznym swoja nieuwaga.
Chcąc rozjaśnić ciemne tło, wytworzyłem kiedyś jak Darek na głowie latarkę, mogąc ja przesuwać delikatnym ruchem punktu uwagi.
Sunęła ona za nim jednocześnie, wprawiając mnie w zakłopotanie, gdy utraciłem kontrole nad jej kierunkiem przesuwania się. Rozpoznaje ten sam mechanizm utraty nad nią kontroli co w przypadku wspólnego obserwowania przedmiotów w realu. Jej zbyt szybkie przesuwanie się, zanim jeszcze obmyśliłem jej kierunek, sugeruje mi na czyjaś ingerencje. To ta sama obecność wyczuwalna w czasie ostawień hellingerowskich. Wtedy przepychala we mnie ciało astralne, proponując kierunek w jakim mam się udać ciałem fizycznym,- to wiaterek Darka. Nasza Wszechobecna Wyższa Jaźń.
Kładę się natychmiast na podłogę testując nowe możliwości połączenia z W.J.i Pytam o proste sprawy. Pojawiają się mi natychmiast precyzyjne obrazo-odpowiedzi.
Przy kolejnym pytaniu kolejny obraz. Pojawiają się one z niezwykła prędkością, pomimo tego zapamiętuje je wystarczająco, nadarzam za nimi pomimo ich szalonego tępa.
Obrazy te są tak samo wyraźne jak te postrzegane w astralu, gdy jestem poza ciałem fizycznym., zawierają nawet jego glebie.
Gdzie jestem? Rozglądając się odzyskuje dzienna świadomość.

Przed pójściem do łózka przyglądałem się wnętrzu domu, chcąc zapamiętać odświeżone prawa optyczne. Przy wyłączonym świetle obserwuje zarysy przedmiotów i utratę ich kolorów.
Chce śnic dzisiaj ze szczegółami, wykrzykuje intencje.
Nad ranem, przypominam sobie półświadome sny. Pływałem na statku, przeciskając się wąskimi kanałami. Wszystko było doskonale widać tylko, ze bez koloru.
Wciągając się w akcje snu, nie miałem możliwości decyzji. Cos mną kierowało, podsuwając kolejne sekwencje obrazów.
Wyskakiwały one w moim polu postrzegania, kierowane czyjaś wola z zewnatrz mnie. Była to ta sama osoba, która towarzyszyła mi w czasie wieczornych ćwiczeń- WYŻSZA JAŹŃ.
Płynąc na pełne może, postrzegłem wyrastający na przeciw mnie pomost, ze stojącym na nim groźnie psem. ON PILNUJE.. domyślam się reszty, cofając łajbę w stronę lądu.
Po przebudzeniu, uwolniony już z kleszczy narzuconej fabuły, przypominałem sobie symboliczne znaczenie treści snu. Po raz któryś nawiązałem w śnie łączność z ta sama osoba, tracąc przy tym moja wolna wole.
Zdarzało mi się to już wielokrotnie w świecie fizycznym. Ta cześć mojej swiadomosci, o której tyle już pisano, wnikała wielokrotnie w moje osobowe istnienie, biorąc czynny udział w moim życiu. Zadziwiające jest to nasze współistnienie, nas istniejących gdzieś w wyższych planach, w miejscach gdzie tylko nieliczni docierają świadomie, rozpisując się o wspaniałościach wyżyn duchowych.
Od dłuższego czasu moim celem jest śledzenie w naszej codzienności wpływu naszej W.J. Będąc jej częścią musimy przecież ja jakoś odczuwać i postrzegać jej udział w naszej rzeczywistości. Z pośród wielu doznań, udało mi się jeszcze parę wyszczególnić , które są moim zdaniem najwyraźniej rozpoznawalna forma manifestowania się jej obecnosci w naszym życiu. Stajemy się medium, udostępniając jej nasze ciało. stajace sie laczacą nas wspolnie platformą.
*
W czasie ostatniego spontanicznego oobe w knajpie, podczas picia kawy, postrzegłem kolejna formę naszego związku.
Ta przedziwna symbioza daje mi się wyczuwać podobnie, pomimo przeróżnych jej form.
Wyszedłem spontanicznie z ciała i rozmawiałem niefizycznie z przyjacielem. Przez 5 minut mnie podglądał, wysłuchując parę moich zdań wypowiedzianych bez zbytniego sensu. Postrzegł, ze odleciałem i nie zwracał na mnie zbytnio uwagi, skupiając się częściowo na jedzeniu i wielkim monitorze umieszczonym na jedynej ze ścian kawiarenki.
Gdy staraliśmy się ustalić chronologie zajścia, to okazało się, ze parę razy lądowałem w ciele fiz, i kontynuowałem dalej rozmowę, niczego nie postrzegając. ba nawet fizyczne mi gadało z sensem gdy ja świadomością bylem obok kumpla i mówiłem swoje.
Przypominając sobie zajście dostrzegłem różnice 2 stanów. Dało mi się wyraźnie rozpoznać przy zmianach delikatna dźwięczność, gdy bylem w ciele fiz. i lekkość. łatwość gdy mówiłem poza ciałem………
Kolega ma sztucznego zęba, co się świecił trochę demonicznie na biało, inaczej niż pozostałe. Dodawało to piekielnego i szalonego uroku całej rozmowie.
Będąc poza ciałem Zjadłem mu 3 kręgi cebuli i trochę kotleta ,rozlewając przy tym sos. Niczego nie postrzegł w fizyku.
ZAJADAŁ W TYM CZASIE KOTLETY I ZANIM OTWORZYŁ BUZIE TO ROZCAPIERZAŁ CALA ASTRALNA GĘBULE O 15 CM. SZERZEJ NIŻ TEGO WYMAGA LUDZKA ETYKIETA, JAK JAKIŚ MONSTRUM POCHŁANIACZ.
Kolega nic nie słyszał tym razem co mówiłem, ale opowiedział mi dzień potem o swoich rozmyślaniach. Dotyczyły one moich wypowiedzi w poza. Wziął je za swoje .
Potem stwierdził, ze jakoś czul treść mojej wypowiedzi w czasie mojego przyśnięcia prze stole..
Jedna rzecz mnie niezwykle zadziwiła. Gdy łączyłem się na krótkie chwile z ciałem fizycznym to wypowiadałem zdania ciałem fizycznym. W momencie przebywania na zewnatrz ,w czasie dalszej rozmowy, bylem dla kolegi niesłyszalny. Towarzyszył mi jednak myślami co zaowocował u niego wieloma ciekawymi wnioskami…….

*
Przypomniał mi się program Marii Montessori,- nauczania poprzez czynna obecność dorosłych w początkowym okresie rozwoju dziecka. Obserwując go, wychowawca nie udziela słownych instrukcji dziecku a jedynie wyobraża sobie treść, jaka chciałby przekazać malcowi.
W momencie, gdy zmieniałem plan niefizyczny na fiz. odczułem czyjaś obecność w sobie. Przejęła on na chwilkę inicjatywę, wypowiadając moimi ustami, całkiem do rzeczy, parę uwag przyjacielowi……..

*
A wiec możliwe jest udział naszych niefizycznych przyjaciół w naszej fizycznej rzeczywistości, a nawet naszej Wspólnej Jaźni czy nawet samej Świadomości Kosmicznej, gdy zamilkniemy na chwilkę, dając im ku temu sposobność…….

*
Siedząc wczoraj na operze, połączyłem się z pojawiającym się nad widownia mysloksztaltem, powstałym wspólnym wysiłkiem całej publiczności. Zrozumiałem bez slow przesłanie artystów, biorących udział w spektaklu. W momencie dynamicznej akcji na scenie, pojawiło się jakieś ruszenie w otoczeniu, co wciągnęło mnie o szybko zmieniające się obrazy w niefizycznej przestrzeni. Życząc sobie postrzegania tylko twarzy ludzi na widowni, postrzegłem je natychmiast jak unoszące się jasno baloniki. Bylby to dla mnie dosyć upiorny widok, gdybym wczesnej się do tego nie przyzwyczaił, ćwicząc tej sztuczki na kolorach:))

.

2 myśli nt. „INTENCJA

  1. mrkriss

    a ja „odkryłem” ostatnio coś nadzwyczaj banalnego: istnieje ścisły związek pomiędzy ćwiczeniami koncentracji na patrzeniu a OOBE jakiego doświadczałem w rezultacie tych ćwiczeń. A to dlatego, że koncentracja na patrzeniu aktywuje ciałko eteryczne, koncentracja na wrażeniach ruchu aktywuje astralne, itd. Zastanawiający jest fakt, że w OOBE funkcje jakie daje nam ciało fizyczne ulegają rozbiciu na jakby pomniejsze aspekty nas samych realizujące te funkcje. Tak jakby to nie były jakieś „ciała wyższe”, większe, czy nadnaturalne, ale raczej „podciała”, archetypy funkcjonujące wspólnie w ciele fiz.

    A więc, czy rozbijając się na te „podciałka” nie wywołujemy jakiejś swoistej degradacji? 🙂
    No, ma ta degradacja jeden duży plus (jak dla mnie): umożliwia poruszanie się niezależnie od ciała fiz., dokonywanie obserwacji, itp.

    I jeszcze coś: Moen omawia na swoich warsztatach dwa aspekty biorące udział w odzyskaniu: Obserwatora i Interpretatora. Wniosek sam się narzucił przed chwilą – czyżby mowa tutaj była o ciałku eterycznym i mentalnym?

    PS. ciekawe masz życie, Zbyszku 😉

  2. Zbyszek Autor wpisu

    Ciężko wykryć gdzie się te dwa nasze elementy ukrywają. Ciałko przyczynowe( wyższe mentalne ) aktywuje w w nas wole ukierunkowaną uwagą. Wprawiając ducha w ruch, zamienia świadomość bierna na czynna, nadając jej indywidualny tryb życia.
    Dzięki pamięci i tworom mentalnym, uświadamiamy sobie treść naszej myśli. Przy pomocy planu astralnego uzupełniamy nasze myśli wrażeniem ruchu, wytwarzając w nas wrażenia czującej przestrzeni 3D.
    Eteryczne nas wiąże z ciałem fizycznym, narzucając ciężki parasol.
    Dla mnie obserwator ukrywa się już w naszym duchu. W swoim zmyśle już biernie widzi, czuje, słyszy, ale dopiero energia kolejnych ciałek i zawarta w nich pamięć rozbudza w nim pracowitego obserwatora, dokonującego wyboru interpretatora.
    Świadomie dokonujemy zmian aktywności tych naszych wewnętrznych planów. Robimy z siebie to czego chcemy, przybierając rożne charaktery, na potrzebę chwilki . Głowie się teraz nad ograniczeniami każdego z naszych wewnętrznych planów. Ciężko mi idzie synteza, Z jednej strony ograniczają nas geny a z drugie duchowe parametry, po środku niefizyczne światy.
    Wszystko wymieszane w jednym kotle z żarzącym się w nim na srebrnej smyczy, szóstym ciałkiem duchowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *