Napisze po prostu coś od siebie.
Może trochę niepewnie, po tylu dziesiątkach konfrontacji, zawiedzeń, a nawet chwilowych rezygnacji. Kiedy ludzie na zadawanie im pytań odpowiadali poczuciem zagrożenia ich światopoglądów…
Czuję się po prostu chwilowo jeszcze nie pewnie…
Właściwie pierwszą rzeczą którą zauważyłem, to taka że ludzie Nie rozróżniają kompletnie
"Wyjścia od wejścia".
Patrzą na coś, projektują formę, tworzą coś nadają kształt a moment później są przekonani że to takie jest bo już takie było.
Ciężko jest napisać w dwóch zdaniach, jak wygląda moment kiedy nagle zaczynasz widzieć czas całą szerokością. Kiedy wszystkie wspomnienia właściwie przelatują tobie przed nosem, do tego stopnia że sam się sobie dziwisz jak mogłeś nie pamiętać tak istotnych chwil i nie obejmować ich zasięgiem :).
W tym samym momencie emocje związane z ostatnimi latami życia nagle znikają, kompletnie tracą znaczenie i pojawia się poczucie euforii i WOLNOŚCI.
To nie jest opis śmierci klinicznej :)
Po za kompletną zmianą miejsca położenia, płynącym "po kablach" prądem, ciśnieniem pod czapką i łaskotaniem w głowie, zaczynasz sobie wtedy zdawać z czegoś sprawę. Z tego że właśnie rozwaliłeś w najmniejsze drobiazgi Fundament "matrixa", tym fundamentem jest "Strach przed śmiercią" a zwłaszcza już o tej śmierci wyobrażenia :)
Następne tygodnie, to po prostu wyjście z Hipnozy i właściwie Umiejętność POZWOLENIA sobie żeby wszystko przebiegało swoim torem. A właśnie z początku nie jest to łatwe.
Nie wiem kiedy dokładnie się zorientowałem, że nie tylko skaczemy do miejsc w przeszłości, nie tylko obserwujemy tą przeszłość będąc tam tak samo realnie tu i teraz, podziwiając dotykając obiektów… Będąc sobą!
Ale że tą przeszłość także zmieniamy…
Nie my tego nie robimy :) od święta, my to robimy non stop.
Ludzie w AMOKU i kompletnym miejscowym znieczuleniu, w transie NIE ROZRÓŻNIAJĄ tego co robią że widzą, od tego co widzą.
Podobnie jak wielu znajomych, nie z jakiegoś konkretnego kręgu. Po prostu znajomych, ludzi poznanych – zainteresowanych tematem, lub po podobnych praktykach.
Widzę "stan dualny" jak nic innego tylko zwykłą traumę, a cały proces jak dochodzenie do siebie.
Często kiedy ktoś mówi o jakiś procesach np. zachodzących w organizmie, lub o jakiś zjawiskach, zazwyczaj kieruje swoją uwagę w kierunku "Gdzieś indziej", po drodze gubiąc nawet miejsce w którym się znajduje i samego siebie.
Stara się uciec do wyobrażeń znajdujących się "gdzieś tam" na "zewnątrz" w dodatku posługując się zapamiętanymi sugestiami!!!
Myślisz że ludzie myślą racjonalnie??? Mylisz się, większość ludzi W OGÓLE NIE POTRAFI MYŚLEĆ ani dostrzegać korelacji w inny sposób niż zostali na to uwarunkowani!!! Oni po prostu przetwarzają czyste sugestie, gdzieś indziej w odległej przestrzeni…
Sam proces (awakeningowy) jest znany, chyba od 60 lat. Aby go rozpocząć stosowano różne techniki medytacyjne, oraz prowadzono różne badania. Jedyna różnica jest taka że tutaj ukazała się przyczyna problemu a jest tą przyczyną sam strach przed czymś czego nawet nie ma. A co notorycznie w kółko w transie jest tworzone. W obawie że to wyobrażenie którym jest śmierć, mogło by nastąpić gdyby ktoś przestał Odgrywać rolę.
Sytuacja zmienia się drastycznie z bardzo prostego powodu, w pewnym momencie zaczynasz CZUĆ, co myślisz, czuć w ogóle, czuć zdania, wypowiedzi, czuć znaczenia, wszystko dosłownie samo się sortuje, a wypływają zbieżności i irracjonalność tego czego się do tej pory uczyłeś.
Już po kilku doświadczeniach na samym początku zrozumiałem coś dziwnego, ktoś kto w ogóle wymyślił Wizerunek większości informacji które niby trzeba wiedzieć bo pozwalają lepiej odegrać role – tą STERTĘ wzajemnie zaprzeczających sobie na wzajem SUGESTII a nie informacji!, to pewnie z tej samej grupy wymyślił właśnie *pamięć*, wychodząc z założenia że czas jest płaski, jest linią, i można go zmieścić w zakresie już znanych rozwiązań matematycznych :).
Znaczenie pamięci jednak z biegiem czasu mocno ewoluowało, do tego stopnia że to wyobrażenie pamięci które dzisiaj przypisuje się ludziom, w wersji komputerowej powodowało by zapewne ze komputer nie mógł by działać :).
Większość "znaczeń" jest już abstrakcją na takim poziomie, że niedługo być może w ogóle słowa nie będą potrzebne, wystarczą zwykłe sugestie i proste sygnały akustyczne :).
Problemem nie jest tym co "wiesz", problemem jest to w jaki sposób nauczono cię to postrzegać.
A to z kolei stoi kompletnie w zaprzeczeniu z tym Co wtedy widzisz!… Bo to nie Racjonalna informacja uwzględniana jako po prostu informacja, służąca jako narzędzie tylko PROGRAMOWANIE w formie wiary, że to takie jest i tak to należy postrzegać.
Na moich oczach, ktoś potrafił mnie tak zaatakować i naubliżać tylko, wyłącznie reagując na OBECNOŚĆ, a godzinę później zupełnie Zapomnieć że w ogóle to miało miejsce, jednocześnie twierdząc że nic takiego nie miało miejsca. Ten ktoś potrafił idealnie zanegować to co opowiedziałem że się działo, ale twierdził że nic takiego nie miało miejsca!
Podczas większości doświadczeń, kiedy już zdałem sobie sprawę z tego że czas toczy się "tu i teraz", tj, właściwie kiedy zdałem sobie sprawę z tego że po prostu – Cała przeszłość i fragmenty przyszłości mają miejsce "TERAZ" tj. dokładnie "W TEJ CHWILI" a nie w jakiejś wybujałej wizji ułożonej z sugestii gdzieś indziej.
To bardzo szybko zdałem sobie sprawę jeszcze z czegoś innego, że my tą przeszłość NOTORYCZNIE ZMIENIAMY..
A jeżeli "mechanizm" jest taki sam jak w wypadku Percepcji i do tego rozróżniania trzeba było "dojść", po prostu na to pozwalając. To tak samo może być z czasem.
Podczas wszystkich "ekspozycji" nie mogłem się na początku kompletnie połapać, czasami patrzyłem na szafkę która stoi obok łóżka i odlatywałem w sen, wtedy ta szafka zamieniała się np , w Wieżowiec wypełniony ludźmi, druga półka na której leżał transformator jakieś biuro z ogródkiem :). Oczywiście układ gratów na szafce został kompletnie zdemolowany.
Ostatecznie pewnego dnia zobaczyłem na własne "oczy", że jestem Miejscem w którym jestem w środku czując je dosłownie dookoła :) – samego siebie, zdając sobie sprawę z tego że to ciągle jest ten sam dzień i gdyby nic się nie zmieniło, to dział by się w nieskończoność. W tym samym czasie zdałem sobie pytanie na ILE my właściwie mamy dostęp do tego miejsca które jest na *zewnątrz*.
Zapewne w takim układzie, w którym większość ludzi nauczona jest nie rozróżniać tego co robi, od tego co widzi. "Wyjścia od wejścia" – Dosłownie NIE WIDZĄC CO ROBIĄ.
W którym czas ma miejsce w stanie *stacjonarnym* i nie jest linią ani żadnymi popularnie uznanymi wyobrażeniami, tylko może być po prostu Geometrią. Uwarunkowanie kogoś żeby postrzegał swoje własne procesy na popularnie fałszywie zdefiniowanym "zewnątrz" było by istną tragedią, bo robiąc coś takiego ktoś uczył by strachu przed samym sobą!!!!
Mam prośbę :)
Nie WIERZ, absolutnie w nic co tutaj zostało napisane! To nie jest podany na tacy kawałek psalmu czy wiary.
Są to szczątki informacji które służą do sprawdzenia ich, lub wskazania wątku i uwzględnienia ich jako ewentualność.
A już popełnisz absolutny błąd, jeżeli weźmiesz moje zdanie za własne.