Egzorcyzmy
26 lut 2010 napisał Zbyszek
1.- Egzorcyzmy Eugene Maurey.
2,-Relacje:Zbyszek, Ajzis26, Sosna, Sorrow, Leon, Rugwa.

*
1,- Autor spisał w tej niepozornej książeczce swoje trzydziestoletnie doświadczenia z odzyskiwań zmarłych. Z jego badan wynika , ze co 6 ezoteryk jest opętany. Nie myślcie o diabłach ziejących siarka, nasrożonych demonach, czy jakichś innych strasznych bytach. Przez nas przeprowadzane odzyskiwanie zagubionych aspektów zahaczają również o jego definicji opętania. Ten niezwykły egzorcysta, skoncentrował się na osobach ze zwielokrotniona osobowością. W czasie hipnozy możliwe jest wyszczególnienie wielu osobom, nawet kilkadziesiąt rożnych ja, z odmiennym charakterem.
Gdy manifestowały one swoja obecność, to następowały wielgaśne zmiany w ciele gospodarza.
Nagle pojawiała się w kimś cukrzyca lub alergia. Potrafił się nawet zmieniać wzrok człowieka. A wiec nie żarty z tymi zwielokrotnionymi ludźmi.
Do czego zmierzam.?
Sam często wchłaniałem już w siebie rożne osoby. Niektóre z nich, pozostawały we mnie trochę dłużej. Nie zawsze, od razu spostrzegałem ich obecność. Obserwowałem swoje zachowanie i zachodzące we mnie zmiany.
Nie było mowy o jakichś częściach, miałem w swoim planie gości. Ba, co rusz mi się to zdarza☺
Myślę , ze wielu z nas ma podobne doświadczenia, nie zwracając za bardzo uwagi na swoje zmiany nastroju, czy postępowania.
Rozpocznijmy ćwiczenia z oczyszczeniem nas samych. Doszukajmy się w nas dołączonych rożnych czyichś elementów( programy czy energie) jak i świadomych jaźni, które zadokowały w naszym umyśle.
Wspaniale ćwiczenia na samoobronne astralna☺
Wróciłem właśnie z urlopu z nart. Gdy bylem zmęczony to złączyłem się z kimś w Alpach i pomknęliśmy pełni energii, beztrosko wspólnie na nartach.
Po ostatnich śnieniach , Sosna wspominała o mówiących do niej glosach w realu.
Czym one są i czy są dla nas niebezpieczne?
W tym ćwiczeniu szukamy naszych zagubionych aspektów, naszych słabości, przypominając sobie miażdżące nas chwile, w których się nieporadnie kompromitowaliśmy. Szukamy przyczyny tego zachowania i starajmy się doszukać źródła tego niemądrego postępowania. Może znajdziemy w cieniu naszego umysłu, jakieś obce Ja,- sprawce, lub czyjeś aktywującej się sugestie.
Wielokrotnie za naszym niezrozumiałym postępowaniem, skrywają się inni, często wolne od ciała niefizyczne jaźnie, krnąbrne , bez obaw o konsekwencji własnych czynów.
Wyśledźmy ich obecność w naszym umyśle. Chwile w których robimy coś bez troski o konsekwencje, są często tym momentem, w którym musimy być szczególnie ostrożni.
W tym ćwiczeniu uzdrawiamy własny umysł jak i naszych znajomych. Staramy się dociec do źródła agresji, jak i wszelkich przejawów nieporozumień.
Gdy uda się nam je zwizualizować, to prosimy o opuszczenie ich naszego umysłu, czy umysłu znajomych. Przywołujemy przewodnika i prosimy go o pomoc, wyobrażając go sobie w białym świetle.
Może trafimy jedynie na nasze przyzwyczajenia, z którymi się wreszcie rozprawimy.
Gdy dotarłem wczoraj w zapchane we mnie miejsce, to zrobił mi się niezwykle luźno i przeżyłem najdłuższy świadomy sen jaki kiedykolwiek mi się przytrafił.
Chciałbym sprawdzić naturę wchłanianych prze ze mnie jaźni. Miejsce w którym się doczepiają, jednym słowem jak to one robią i po co to robią.
Pisze w pospiechu i mam nadzieje, ze czytelnie sformułowałem cel naszej wyprawy, skierowanej do wnętrza samego siebie. Na dniach spisze relacje, z moich spotkań, z zaprzyjaźnionymi jaźniami, które się o mnie otarły, proponując parę interesujących tematów pod nasze przyszłe wypady mentalne.
Co jest Ważne!!
Jeżeli znajdziemy coś, co nas zaniepokoi , konieczne jest poproszenie przewodnika o pomoc. Przy malej swiadomosci w eksploracjach, nie mamy wglądu w zakulisowe zjawiska. Konieczne jest odprowadzanie problemu do światła, tz, zakończenie uzdrawiania:) Wyobrażamy sobie pomocnika, stojącego obok nas, albo obok wizualizowanego aspektu, który pragniemy uleczyć
Gdy to robimy, to tworzymy naładowany energia myśloksztalt, którym mogą się posłużyć wyższe byty.
Lot do własnego wnętrza w poszukiwaniu obcych bytów i zapodzianych w nas czyichś sugestii.
Niedziela 22 godz, Eksperyment prowadzimy cały tydzień.
Zapraszam chętnych.
Relacje:
Zbyszek:
Szukanie znaczących dla mnie wspomnieni zajmuje mi już tydzień. Doszukałem się wiele przygód, które juz dawno zapomniałem i nie doceniałem ich znaczenia w moim życiu.
Utknęły w moja pamięć, kształtując moja osobowość.
*
Obudziłem się w starym mieszkaniu z dzieciństwa.
Ha, teraz posprawdzam co się kiedyś działo. Podchodzę do drzwi, pragnąc przez nie przeniknąć. Twarde, nie puszczają. Dotknąłem zamek, by go otworzyć, wszystko znika.
Na ulicy rosną te same, jak kiedyś, przepyszne akacje. Odstraja mnie od astrala, Krotka przerwa.
Czuje jak idę, w mentalnym ciele, w stronę okna zobaczyć jak się sprawki maja na podwórko.
Przy samym oknie, dostrajam się ponownie do widzianego. Słyszę opiekuna. Wyciągam oczy na sznurku i przyglądam się 3 drzewom. Rozrosły się jak na filmie Awatar. Grube i przerysowane liście sięgają prawie ziemi, świecąc fluorescencyjne jak na moich obrazach.
Ooo, ale drzewiska, jeszcze takich nie widziałem,- ściąga mi wzrok w stronę 3 reflektorów, zakopanych w ziemie, oświetlających konary drzew na zielono.
Ktoś za plecami, zwraca mi uwagę na te lampy.
TAK.
Idziemy ulica, pojawia się znajomy, stoi spoglądając w przestrzeń.
Lustruje parę ulic po starym osiedlu. Dwóch chłopaków się tłucze naprzeciw posterunku milicji, jaki kiedyś prze Pilczanką.
Kucając, obserwuje rozstępujący się asfalt. Wypływa z niego strumyk. Ulica pulsuje życiem, pokrywając się zielenią.
Deko ciemnieje i znajduje się w jaskini platońskiej.
Cienie pląsają po ścianach, rejestrując rozgrywające się gdzieś zdarzenia.
Dołączają do nich żmije. Te same, których się balem w dzieciństwie. Wtedy się chowały miedzy łóżkiem a ścianą. Tato mi o tym powiedział. Żartując, chciał mnie odstraszyć od wpychania tam reki.
TAM NIE WCHODŹ:
Ale przecież chciałem do piekła, by zobaczyć……
STARCZY CI, TO CO JUŻ WIESZ.
Gdy się obudziłem, przypomniałem sobie, ze te 3 drzewa usiekałem za zgoda sąsiadów, bo liście okna zasłaniały. Wzdłuż całego osiedla ludzie obdzierali drzewa z kory, bo nikt ich nie chciał.
Te 3 reflektory w ziemi to moje oczy, pamiętające jak je obdzierałem, pojawia się myśl w moim umyśle.
*
Wybrałem się do Sosny. Jej dobra znajoma spadła z balkonu. W mieszkaniu, w czasie budowy, nie zabezpieczono krawędzi.
Dobrze pamięta to zdarzenie, obciążając się śmiercią przyjaciółki.
Siedzimy na balkonie. No chodź, nie bój się, mowie do pojawiającego się cienia.
Spadniemy razem. Unoszę się przy balkonie, zachęcając słodko do lotu z balkonu. Opiera się, nie chce, pełna obaw.
Spadamy, bum… rozkraczając się na chodniku.
No przecież nie było tak strasznie.
Cień wpada w panikę i błyskawicznie wraca do mieszkania.
*
U znajomej tarocistki, wpadają z łomotem we mnie 3 jaźnie. Jeden się wydziera, jak wariat. Udziela porady, bo coś tam źle robi.
Gdy wykrzykiwał, milkłem, wczuwając się w jego zacietrzewienie.
No dobrze , mowie do niego. Zostań sobie, ale siedź cicho, bo obciachu mi narobisz.
Później wyprosiłem go, gdyż nie robił zbytnio postępów i co rusz wyskakiwał ze swoim,- jak niewyparzony..
*
Leże na podłodze i proszę o uwolnienie ze wszystkich bytów jakie mogą we mnie siedzieć.
MÓWIŁEM BYŚ ZACZEKAŁ.
Ale to konieczne, wyczytałem w książce, bo prana się mi wykończy, zabiorą mi !!
NO DOBRZE.
Czuje delikatne oderwanie się czegoś z pleców.
Ha .myślę sobie , będę sam, teraz pożyje.
Leząc, stwierdziłem , ze nie chce mi się malować, czy robić czegokolwiek.
Gdzieś w umyśle drze się coś,
TO JA MAM TERAZ MALOWAĆ?
Ilu was tu jest?
Widzę rozlazłe palety, zapchane cieknącą farba i grzęznę w niechęci do kolorów.
Co ja narobiłem!!
Ogarnia mnie brak zainteresowania czymkolwiek i dziwny bolesny ucisk, wiążący mnie w bezruchu.
Mogę jedynie leżeć, bo nic się nie chce, brak mi energii,
Eeeej, ty tam wracaj, już nie chce być sam.
Ja tylko tak!!!
A który objadał się wczoraj lodem przed zaśnięciem?
Nie to nie ja, to on!!!
A ja, którym z was jestem, pytam już trochę niepewnie. A wlasciwie, to kiedy ja jestem, poprawiam pytanie, skłonny do ugody:)
Po chwili, gdy wstałem z podłogi, pulsowałem przyjemnym gorącem na całym ciele, pełen ochoty do dalszych przygód.
Herbina:
Nie wiedząc o jej sugestii, następnego dnia, stwierdziłem, ze tracę czas na malarstwie sztalugowym. Powinienem zrobić coś porządnego. Zacząć znowu porzucone malarstwo ścienne,- rozpierający mnie entuzjazm do wielkich powierzchni i zniechęcenie od przygotowanego wczoraj płótna.
Ale co mam malować? Nie mam przecież teraz żadnego zlecenia, pomyślałem, odrobinę zaskoczony. Odparłem, to spontaniczne pragnienie, ożywiając ponownie zainteresowanie do tego co wcześniej zaplanowałem.
W momencie , gdy Herbina płatała mi figla, to doskonale ja odczulam, wpadając w trans. Wysłałem jej potwierdzającego połączenie maila. Nie słysząc jej intencji, wyczułem jej obecność w moim pobliżu.
Możliwe, ze bylem zbyt zajęty by zrozumieć wsysana przez nia treść. Uaktywniła się ona pomimo tego dzień później.
Gdy dostałem od niej wyjaśnienie, roześmialiśmy się serdecznie, ze się tak nabrałem.
Herbina wysłała w eter intencje, bym namawiała jej wspaniałomyślnie obraz na ścianie:)
ajzis26
01.03.2010 – 11:18
Zafascynowana podróżą do własnego wnętrza, położyłam się już po 21 i nic
Zasnęłam bardzo szybko może dlatego że ten weekend miałam ciężki. jednak miałam niesamowity sen, który udało mi się zapamiętać. Śniły mi się kręte schody, po których zbiegałam w dół, na dole było pełno różnych korytarzy, a ściany były w rzeźbach, piękne wyrzeźbione różne postacie ale niestety nie pamiętam jakie. Nie mogłam z tego labiryntu wyjść zaczęłam błądzić. Nie wiedziałam gdzie jestem i jak mam się wydostać na zewnątrz, zaczęłam wołać o pomoc i po chwili usłyszałam głosy. Podążałam kierunku tych głosów, ktoś mnie wołał, coś mówił był to głos bardzo łagodny i spokojny. Szkoda, że nie pamiętam treści tych słów. Udało mi się wydostać na zewnątrz, znalazłam się w bardzo pięknym miejscu, dziwne uczucie mnie ogarnęło, miałam wrażenie że to miejsce znam, i że już tam kiedyś byłam. Niestety nie pamiętam co było dalej. Dziś spróbuje jeszcze raz:)
Sosna
01.03.2010 – 20:57
Zasnelam dosc pozno przejeta ta podroza
…..
Snilam piekny sen….juz od bardzo dawna nie widzialam tak sielskiego krajobrazu…piekne laki…w porze letniego kwitnienia ,gdzie wzrokiem siegnac kolorowe trawy,kwiaty polne…wysokie po kolana…szlam,a wlasciwie brnelam w ich gestwinie…..zmierzalam gdzies(?) …nie wiem gdzie ….tylko wokol nie bylo nic innego widac jak zielen kolyszacych sie traw….az po horyzontu kres…i szlam raz w jedna …to znow w druga strone…zawracalam …rozgladalam sie …i choc bylam usmiechnieta i wlasciwie radosna…to jednak bardzo niespokojna…..niepokoj ten przerodzil sie pozniej w lek….a nastepnie w paniczny strach….nie wiedzialam dokad pojsc…w ktora strone(???)….wszedzie trawa…trawa …trawa…..zaczelam biegac ….a krajobraz zaczal sie przyciemniac….czy nadchodzila burza tego nie wiem,nie pamietam…ale robilo sie coraz ciemniej…zaczelam biec….poczulam wiatr …byl coraz silniejszy i wtedy pomyslalam ….” ooo Boooze zgine tu wsrod traw …i nikt mnie nie znajdzie…” ……balam sie panicznie….
…..i z takim wlasnie lekiem obudzilam sie rano….i choc sen byl piekny w krajobrazie,to jednak pozostal niepokoj……
Zobacze co bedzie dalej……
SORROW
02.03.2010 – 07:52
Hehehe, wczoraj krótkie sugestie przed zaśnięciem i w nocy masa, masa chodzenia i szukania po różnych dziwnych miejscach … Przyznać się , kto mi towarzyszył i oprowadzał
Sosna
02.03.2010 – 23:46
Wczoraj wieczorem sielska zielen lak zmienila sie w jakies pomieszczenie…moze mieszkanie kamienicy…nie pamietam dokladnie….pojawily sie dwie postacie z mojej przeszlosci….bylam swiadkiem ich dosc zazylej rozmowy….choc tak naprawde wiedzialam ,ze jest to raczej maloprawdopodobne ze wzgledu na rywalizacje owych person….przypatrywalam sie im z pewnej odleglosci pelna podziwu….ale tak jak poprzedniej nocy…tak i tym razem pojawila sie jakas wewnetrzna obawa,lek przed tym ,co moze wyniknac z dialogu znajomych….bojac sie coraz bardziej ,zatapialam sie w rosnacy na moim ciele pulower…byl coraz szerszy i dluzszy…jakby ktos na mnie konczyl robotke reczna ,dorabiajac coraz to wiecej ….olbrzymi golf przyslonil mi twarz pod same oczy ,tak ze moglam jedynie zerkac znad jego fald co sie bedzie dalej dzialo…..
….obudzilam sie ….nic wiecej nie pamietam ,a jak sama „klasyka gatunku ” podpowiada,jestem babsko -ciekawa:) ….wiec ….nie pozostaje mi nic innego ,jak poplynac w glab siebie ponownie..:)
Zbyszek
03.03.2010 – 08:25
E, znowu się podpięłaś do moich symboli. Przecież wczoraj rozmawialiśmy długo o wypadku z balkonu. Dlatego pewnie ten sweter.
Dostałem niedawno wielgaśny sweter, ręcznie robiony, od teściowej, biały z grubej wełny. Gdzieś w środku siebie wierze, ze on mnie osłania, bo strasznie ciepły. Właśnie przedwczoraj zona go wyprała i powiesiła w ogrodzie na noc.
Gdy zobaczyłem go rano zamarzniętego, ze stwardniałymi rękawami , to aż coś we mnie zakipiało z rozpaczy.
Tak spontaniczne reakcje unaoczniają mi, pielęgnowane prze ze mnie symbole. Na imprezkach ze znajomymi częstujemy się nimi, jak kieliszkiem szampana:)
Gdy rozmawialiśmy o mojej córce, to ona w tym czasie , jak gapa, jakoś zapodziała kartę kredytowa przy kasie.
Myślę sobie, ze ta telepatia jest do bani. Pewnie jest lepiej, gdy cala populacja jest w niej wprawiona, wtedy są przygotowani i bardziej ostrożni.
Ha ,ha , dzisiaj jechałem samochodem na odczyt Darka do Dolnego Brzegu . Kronopio mnie zrobił na szaro i pokręcił adres. Gdy dzwoniłem do niego, to komórka wariowała. Raz zaplatałem się samochodem w jakieś ogródki. Chwyciłem auto i poniosłem trochę na plecach. Na odczyt nie dojechałem, gubiąc się po drodze, w ciemnych miastach bez nawigacji.:(
Samochodziarze maja dobrze. Maja osłonkę, w której mogą siedzieć i się chronić przed ciemnością. Spotkałem jakieś staruszki w ciemnicy, proszące o pomoc.
A ja wykrętnie jak nawiedzony, nie mogeeeeeę muszę na zlot!!!
…….
*
leon
03.03.2010 – 12:41
Jeżeli idzie o jazdę samochodem ,to ja dzisiaj też jechałem/ale nie bardzo wiem dokąd/,w pewnym momencie zorientowałem się że nie zapaliłem świateł i nic nie widzę,więc je zapaliłem ,ale okazało się że i tak nic nie widzę-dopiero jak wystawiłem głowę na zewnątrz nad przednią szybę/musiał to być samochód bez dachu,a może miał szyberdach/to zaczałem dobrze widzieć i jakoś udało mi się jechać do celu,kiedy nagle ktoś w tak niebezpiecznych warunkach mnie wyprzedził,wtedy próbowałem zachamować ,ale hamulce jakoś nie łapały,więc postanowiłem hamować silnikiem i już miałem redukować bieg,ale się obudziłem.
*
rugwa
03.03.2010 – 14:56
Od soboty prześladują mnie sny z domem dziecka i uwięzionymi zwierzętami. Czuję, ze mają one związek z naszym eksperymentem, ale jeszcze dokładnie nie przeanalizowałam ich znaczenia.
MOTYW Z DOMEM DZIECKA
Jestem uwięziona w domu dziecka. Znalazłam się tam przez przypadek, a już wszyscy uznali, że tam przynależę. Nie mogę uciec, bo wokół tego miejsca są siatki, które wyglądają jak klatki, a tych siatek pilnują psy. Jestem w desperacji, bo koniecznie chce się stamtąd wydostać. Stwierdzam, że walę psy i próbuję ucieczki.. Okazało się, że jeden z „groźnych” psów zamiast mnie gryźć, uniemożliwiając ucieczkę, liże mnie po łydce ![]()
W dzisiejszym śnie byłam pracownicą domu dziecka. Późno w nocy przyszły do nas 3 dziewczynki w wieku od 20 lat do 5. Dziewczynki te uciekły z domu, mówiły, że rodzice je maltretowali na różne sposoby i nie mogą tam wrócić. Od razu rzuciłam wszystko czym byłam zajęta i zaczęłam je przytula i pocieszać. Kierowniczka domu dziecka stwierdziła, że nie możemy ich zatrzymać w naszej placówce, bo potrzebne są odpowiednie papiery i na razie zwrócimy dziewczynki rodzicom, a potem zobaczymy, co da się zrobić, żeby u nas zostały. Nie mogłam wręcz uwierzyć w postawę kierowniczki – przecież to dzieci, ludzie, żywe czujące istot, które jeśli wrócą do domu, mogą już nie doczekać prawnego dochodzenia kierowniczki. Na szczęście pod moją namową kierowniczka uległa i dzieci zostały u nas.
Co prawda później okazało się, że są terrorystkami czy kimś w tym rodzaju, ale to już bardziej bym podciągnęła pod wpływ gier na moja podświadomość niż związek z eksperymentem. I tak dla ścisłości: nie wychowałam się w domu dziecka i nie jestem adoptowana, pochodzę z normalnie patologicznej emocjonalnie rodziny.
MOTYW ZWIERZĄT ZA KRATKAMI
Pierwsza scena to ta z domu dziecka, która wcześniej opisałam, gdzie dwa psy pilnowały klatek z dziećmi. Na drugi dzień, a raczej noc śniło mi się, że chodzę po przewoźnym małym zoo. Białe małe baraki ze zwierzętami, a w środku: konie, psy, zwierzęta dla polskiego klimatu egzotyczne, świnki morskie w klatkach, w których nie mogły się praktycznie ruszyć. Były tam tez gigantyczne świnki morskie – jedna z nich podeszła do mnie i polizała mnie po łydce(znów ten sam motyw co wcześniej z psem), a nawet trochę chwyciła mnie swoimi wielkimi zębami, ale żadna krzywda mi się nie stała.
Zwierzęta w tym dziwnym zoo były bardzo smutne i osowiałe. Pytałam się kobiety, która prowadziła zoo wraz z mężem, czy nie może uwolnić tych wszystkich zwierząt. Odpowiedziała mi, ze nie, bo musi interes podtrzymywać. Ważniejsze są dla niej pieniądze niż życie i szczęście tych wspaniałych istot.
W dzisiejszym śnie zabrałam malutkiego kotka mojej znajomej ze szkoły średniej i jej koleżankom, które tego koteczka maltretowały. Koteczek był naprawdę malutki – wielkości palca u dłoni, większy już nie urośnie. Koteczek bez problemu akceptował mnie i Draqa (który zresztą towarzyszy mi w każdej z opisywanych przeze mnie przygód). Gdy koteczek przytulał się mocniej do mnie, to sprawiał mi ból, ponieważ wbijał mi metalowe pręty w ciało, np. w palca u dłoni. Koteczek miał jakby „wbudowaną” w swoje małe ciałko metalowe pręty, które po odpowiednim ułożeniu tworzyły wokół niego okrągłą prętową klatkę. Koteczek, widząc koleżankę, od której wcześniej go zabrałam wpadał w panikę i wariował – do tego stopnia zmieniał się jego stan emocjonalny, że nawet wyrastały mu maleńkie różki na głowie.
Te wszystkie klatki to właśnie wpływy zewnętrzne na moją rugwianą istotkę, to ograniczenia wolności w pewnym sensie. Myślę, że sny mówią o emocjonalnym spustoszeniu, które wywołały we mnie normy i zasady społeczne oraz przekonania „mądrych dorosłych” na temat dzieci i zwierząt. Niestety dzieci i zwierzęta pomimo swojej wrażliwości są traktowane jak towar drugiej kategorii, bezwartościowe przedmioty, z których można zrobić swoje zabaweczki albo wykreować na swoje własne podobieństwo. Ciągłe ograniczenia wolności w środowisku, w którym nie ma miejsca na proste niewinne uczucia (właśnie takie jakie prezentują dla mnie dzieci i zwierzęta) powodują, że żeby dopasować się do reszty sama stałam się po części zombiakiem, kierującym się tylko tym, co jest na zewnątrz, a nie tym, co wypływa z wnętrza. Proces odzombiania rozpoczęłam już jakiś czas temu, sny pokazały mi, że oprócz oczyszczania swojego serca potrzebna jest mi także odporność na zewnętrzne wpływy, bym już nie czuła nacisku, żeby wrócić do krainy wiecznego nieszczęścia i depresji pogoni za nietrwałą materią.
Skomentuj
Musisz być zalogowany aby komentować.