Niespecjalnie wierzę w duchy, cuda, ciała astralne, aury.
Być może słabo mnie kojarzysz, . Spotkaliśmy się raptem parę razy na korytarzu, raz zamieniliśmy kilka zdań –
Marny powód, żeby po tylu latach odzywać się do kogoś za pośrednictwem naszej-klasy, ale kilka tygodni temu zobaczyłem twój wpis na forum PLSP a stamtąd był już tylko krok na blog – cialka.net
Dalej poszło z górki, zacząłem trochę czytać w necie, a w efekcie piszę do ciebie.
Ale po kolei – niespecjalnie wierzę w duchy, cuda, ciała astralne, aury itp. – większość tego typu relacji jest dla mnie równie prawdopodobna jak cudowny wizerunek matki Bożej objawiony w zacieku na brudnej szybie, uważam siebie za racjonalistę i agnostyka.
Z problemem podróży poza własne ciało spotkałem się do tej pory tylko czytając ostatnie strony gazet i oglądając telewizję, najczęściej w relacjach ludzi, którzy doświadczyli śmierci klinicznej. Ciekawe te historie, ale mało przekonujące z naukowego punktu widzenia. W sumie każdy z nas chciałby, żeby było jakieś „potem”.
Nie przepraszam – jeszcze w liceum pasjonował się tym zagadnieniem mój kolega. Postawił sobie na szafie szklankę z wodą, a sam naw pierniczał się słonych śledzi. Twierdził, że w nocy jego spragniony astral poszybował w kierunku szklanki i widział ją z góry.
Nawet pomysłowe.
Nasuwa się pytanie po jaką cholerę piszę do ciebie – otóż piszę wiedziony ciekawością. Mam za mało cierpliwości, żeby przedrzeć się przez odpowiednie lektury, a Internet to kupa sieczki. A chyba mam w domu dość ciekawy przypadek.
Otóż niedawno okazało się, że mój 10 letni syn uprawia od kilku lat dość dziwne eksperymenty.
Cała sprawa wyszła na jaw po śmierci jego babci (mojej teściowej) – wtedy zaczął się nam zwierzać, że widzi coś więcej, i doświadcza czegoś, co na początku trudno było nam jednoznacznie sklasyfikować. Braliśmy to za traumę po stracie bliskiej osoby – dzieci wychowywały się z babcią.
Twierdził, że widuje w domu czarną postać, której intencji nie jest pewien. Raz widział z okna na świeżo skoszonej trawie czarne ślady, które podążały za moją żoną, i czarną postać chodzącą za nią krok w krok, innym razem małe czarne zwierzątko (cień) bardzo szybko poruszający się po naszym domu. Nasz kot zaczął się (tak to widział mój synek) pojawiać w dwóch miejscach na raz. – Na przykład widział wyraźnie jak wchodzi przez drzwi do pokoju, a w sekundę później orientował się, że śpi w najlepsze w całkiem innym pomieszczeniu na obudowie kaloryfera.
Brzmi to wszystko jakbyśmy mieli nawiedzony dom, i nawet śmialiśmy się, że tak jest.
Z drugiej strony cała sytuacja z „podwójnym” kotem przypomina tę z filmu Matrix, i na początku całkiem serio tłumaczyłem sobie, że mamy w chałupie jakąś anomalię czasoprzestrzenną. Czarny cień to powidok – a to żony, a to kota, a dzieciak po prostu ma jakiś chwilowy dar widzenia tego co już się wydarzyło, lub ma wydarzyć.
Od tych wydarzeń minęły dwa lata, sytuacja mniej więcej się unormowała. Co jakiś czas pytałem syna, czy widzi czarną postać, a on twierdził, że rzadko, albo już wcale.
Przypadkiem jak już pisałem wszedłem na twój profil i dalej do blogu, a w konsekwencji na kilka stron poświęconych „ciałkom” – i zmurowało mnie. – poniżej adres strony, która mnie tak walnęła.
http://www.oobe.pl/park/index.php?s=c08c7f6fad3d16b2d927ee3fac91ff5a&showtopic=3229
Opis spotkania z czarną postacią jest tak łudząco podobny do tego co opisywał dwa lata wcześniej mój syn, że wziąłem go na poważną rozmowę. No i okazało się.
Syn – nie pamięta od kiedy – potrafi obserwować sam siebie. Po prostu jak się skupi, to może stanąć za swoimi plecami, albo patrzeć na siebie z boku. To dla niego bułka z masłem. Robi to w dzień – nie podróżuje w nocy, choć ma świadomy sen. Potrafi powiedzieć sobie, że ma się obudzić, i budzi się.
Potrafi też wysłać samego siebie na dalszą wycieczkę. Na przykład do sklepu po drugiej stronie ulicy. Zdarzyło mu się na przykład w sylwestra usłyszeć wybuchy petard, i wysłać „swoje oczy” do sklepu, stał za ludźmi, i widział jak dzieci puszczają petardy na chodniku.
Dla ciebie to być może normalna sprawa, ale ja byłem w chwilowym szoku. Żona dała synowi zakaz opuszczania ciała.
Dziś rozmawialiśmy w samochodzie – zwierzył mi się, że po domu znowu lata czarna mała postać (kot?) a także mniejsze wielkości myszy, czy nawet małych dzieci.
Za bardzo nie wiem co o tym wszystkim sądzić, i jak się zachować. Nie pękam, nie przypuszczam, żeby mu coś groziło, ale postanowiłem, że skoro siedzisz w temacie po uszy, napiszę maila, może dowiem się co mam z tym fantem zrobić.
*
Najwyraźniej sporo dzieci tak ma, właśnie jestem w pracy, po drodze
zawiozłem starszą córkę (16 lat) do szkoły i rozmowa zeszła na syna.
Okazuje się, że ona miała tak samo, tyle, że bez czarnych ludów.
od dziecka potrafiła spojrzeć na samą siebie z boku, z tyłu itd
Twierdzi, że nawet teraz przychodzi to jej bez trudu, tyle, że „powrót”
jest nieprzyjemny, tak jakby nakładała na siebie rękawiczkę – dokładnie
tego sformułowania użyła. Później przez jakiś czas może mieć kłopot z
czuciem palców, poczucie obcości, ogólny dyskomfort.
Ponadto zdarza się jej podróżować we śnie (syn tego nie robi) na
przykład corka widzi we śnie kobietę z wózkiem, dzwoni budzik, wygląda
przez okno a na chodniku stoi kobieta z wózkiem.
Jej „podróże” są nieodległe – najwyżej do stu metrów w miejsca, które
dobrze zna. Czasem jest to ewidentnie sen, bo samochód, który „widziała”
owszem stoi w tym smym miejscu, ale ma na przykład inny kolor.
Sytuacja jest o tyle ciekawa, że zdarza się jej też przewidywać
przyszłość w ograniczonym zakresie.
Na przykład jeśli pomyśli, że nauczycielowi za chwilę wypadnie z ręki
długopis, to tak się rzeczywiście dzeje, ale jeśli wymyśli coś bardziej
skomplikowanego, to taka sytuacja owszem wydarza się powiedzmy za
miesiąc, ale w zmienionych okolicznościach.
Na przykład ktoś robi dokładnie to co wymyśliła, ale w innym miejscu.
Wiesz Zbyszek – powiem szczerze, cała ta metafizyczna otoczka, język
jakim posługujecie się na waszym forum wprawia mnie w lekką
konsternację. Używacie fachowej terminologii (modelina astralna, różnica
potencjałów ciał astralnych – sic!), która sugeruje że to o czym mówicie
ma jakieś empiryczne potwierdzenie, że mówicie o twardych faktach – a
tak przecież nie jest. W każdym razie nic nie wiem o tym, żeby ktoś dał
do zbadania w laboratorium modelinę astralną – co najwyżej kawał gazy ![]()
Róznica potencjałów? Mierzona w jakich jednostkach? jakim urządzeniem?
Z drugiej strony mam w domu przykład na to, że co najmniej coś jest na
rzeczy. Jedno czego jestem pewien, to to, że moje dzieciaki nie kłamią.
Ja sam nigdy nawet nie zerknąłem na siebie z boku ![]()
Chciałbym żebys mnie dobrze zrozumiał – nie odrzucam a priori tego,
czego nie doświadczyłem, albo nie rozumiem – ale jak słyszę, że ktoś
komus robi na odległość masaż stóp, albo leczy raka to zaczynam się
zastanawiać, czy ma wszystko pod kontrolą
Nie gniewaj się.
To zrozumiałe,że nie każdy kto po raz pierwszy zetknął się z tematem od razu uwierzy w „cuda”
. Tak naprawdę to trzeba duzo samozaparcia aby to sobie udowodnić, niekoniecznie poprzez bezpośrednie wyjście z ciała. Co do terminologii to tak już niestety jest,że dopiero dokladne poznanie podstaw umożliwia wgłębienie się w temat. Nie będę kłamać może jestem wyjątkiem ale pamiętam jak dziś,że jak tylko dowiedziałam sie o podróżach astralnych to uznałam,że to całkiem prawdopodobne 
U dzieci takie postrzeganie poza materią jest dosyć często spotykane, tylko szkoda że większość mówi ,że sobie to same wymyślają, chociaż na dłuższą metę różnie z tym bywa.
da się te umiejętności wyćwiczyć jak i są ludzie którzy mają taki dar.
Co do badań to jest duzo eksperymentów dotyczących zdalnego widzenia na odległość , problem tkwi jednak w tym,ze takie dzialania są ściśle ukrywane przez władze np. USA.
No narazie tyle
pozdrawiam
Bardzo ciekawy ten opis,tego co widzą pana dzieci ,zetknełam sie róznież z ciemna istotą w mojej łazience na starym mieszkaniu,ale we świadomym snie, bardzo mi sie ona nie podobała, ale potem przyjeła ludzki kształt, uprzejmego studenta w szarym golfie i chciała mnie koniecznie z soba zabrac, co wprawiło mnie w straszna histerie i krzyki ze ja niechce i przez to sie obudziłam, na szczęście. wtedy myślałam sobie ze to np mogła być śmierć… jednen ze znajomych zaczoł mi opowiadac o jakichś strażnikach….nie poprawiło mi to wcale humoru.
Niedawno nocowałam w pokoju dziecka mojej kuzynki, byłam tam pierwszy raz od 3 lat chyba, dziecko nazywa sie Piotruś i jest niesłychanie żywotne i inteligentne ,ponoć ma ADHD. Wcale nie mogłam zasnąć wydawało mi sie ze pokój jest pełen istot jakichś nieduzych ,które przyglądaja mi sie i są zdziwione ze ja nie jestem Piotruś, tak jakby w koło mojej osoby powstało niewidoczne zamieszanie. Rozproszyło mnie to bardzo,ale w koncu zastosowałam sprawdzony sposób zamkniecia sie w kapsule swiatła i zasnełam troche niespokojnie. Ten sposób sprawdziłam pierwszy raz nocujac kiedyś u kolezanki w Łodzi , gdzie czułam sie dosłowni jak na jakims dworcu pełnym jakichs postaći, potem wpadł mi w rece termin szlaki astralne któr moze najbardziej oddaje to zjawisko.
Moja własna interpretacja tego jest taka, ze niektórymi osobami opiekuja sie tłumy innych istot, które towarzysza im od małego. Przychodza do pokoju albo tam mieszkaja i mozna je naprawdę czasem odczuć. Trudno powiedziec zeby to były aniołki , raczej nie, na wszelki wypadek lepiej sie odizolowac od takiego tłumku:)
SPORO JEST TYCH AGNOSTYKÓW. KTÓRYM Z NICH JESTEŚ, SŁABYM CZY MOCNYM ?
Agnostycyzm (gr. ἄγνωστος ágnōstos – „nieznany, niepoznawalny”) – pogląd, według którego nigdy nikomu nie uda się dowieść istnienia lub nieistnienia boga, bądź negujący całkowicie lub częściowo możliwość poznania bytu. Thomas Henry Huxley wprowadził termin agnostycyzm, wykluczając możliwość poznawczą człowieka na polu „istoty” rzeczy jak i „istoty” związków przyczynowo-skutkowych
Silny agnostycyzm – istnienia boga lub bogów nie można udowodnić w żaden sposób i nigdy nie uda się tego udowodnić.
Słaby agnostycyzm – istnienie boga lub bogów jest obecnie niewiadome, lecz może stać się wiadome w przyszłości, dlatego na razie należy wstrzymać się z oceną.
Siebie zaliczam do gnostyków słabeszczaków. Ta nowo powstała grupa, charakteryzuje się obrywaniem z uciechy, sobie nawzajem głowy astralnej i z obrzydzenia do wyczekiwania, by ktoś wreszcie coś odkrył, doszukiwaniem się związków przyczynowo-skutkowych, tam gdzie ich jeszcze nikt nie widzi.
Jeżeli komuś z nas wskoczy przezroczystawy kot przez okno, to nie szukamy wyłącznie „istoty rzeczy” w osobie co go widzi a w kocie, co sobie smacznie śpi w tym czasie, na grzejniku.
Odkrycia nasze skrywamy tajemnie na blogach, gdyż nasze żony / mężowie wraz z dziećmi, chichrając się, robią nam z życia piekło.
Twoje opisy są bardzo interesujące, mogące wnieść sporo Świerzego. Napisz więcej, jestem bardzo ciekaw co spostrzegliście i co zbroiły jeszcze twoje dzieciaki.
Moje dzieci w wieku wykluczającym kłamstwo (ok. 2 lat) też widziały spacerujących po domu ludzi niefizycznych, których próbowały nieporadnie opisać, „słoneczko” latające pod sufitem, czy starsza córeczka widziała młodszą w powietrzu, podczas gdy młodsza spała w tym czasie… U nas niestety zdolności zanikły w wieku ok. 2.5 roku gdy dzieci zafascynowały się światem fizycznym. Nie wiem czy na stałe – są dopiero w wieku przedszkolnym.
Dzieci – mając mniej przekonań i większą elastyczność wewnętrzną – mają większą łatwość w manewrowaniu pomiędzy różnymi stanami wewnętrznymi. Nie ma się czym martwić – Pana dzieci wyraźnie sobie z tym radzą. Na pewno przyda im się to nie raz w życiu:)