DUCHY

ROZMOWA CIENI- MENTALNY EKSPERYMENT
1. ĆWICZENIE
2. ODCZUCIE JAŹNI
3. ZŁODZIEJE UWAGI- w trakcie pisania.
4. ZEWNĘTRZNA PAMIĘĆ

1. Wielokrotnie zetknąłem się z opinia, ze przeważająca cześć myśli szybująca przez nasz umysł jest „nie nasza”
Sprawdźmy te nasze myśli. Kto się kołacze nam po głowie. Czy te myśli są rzeczywiście takie obce?
Wystarczy być przecież tylko czujnym i obserwować co nam chodzi po głowie i nie zapomnieć o tym by się ciągle obserwować. Taki test rzeczywistości, ukierunkowany wyłącznie w planie mentalnym.
Byc ciągle czujnym i rozpoznać co nasze od dialogów prowadzonych z odwiedzającymi nas śpiącymi czy niefizycznymi bytami.
Moi znajomi maja sporawe sukcesy, ba nawet nauczyli się hamować myśl, odcinając tym samym od obciążających ich niechcianych kontaktów. Zapraszam wszystkich śmiałków na wspólne eksperymenty.
Jeśli ktoś ma jakiś plan, jak obserwować myśli to proszę wpisać.
Potrzebne są opisy, jak to sami robicie. Przydadzą się innym, będzie krok do przodu.
Po paru dniach stwierdzam z radością, ze jest to jedno z wartościowszych ćwiczeń jakiego się podjąłem.
Juz pierwszego dnia zacząłem wyciszać małpie myśli i postrzegać masę dialogów jakie ciągle prowadziłem.
Poprzedzały one telefony osób o których rozmyślałem. Ktoś chciał o coś spytać.
Warto obserwować postrzegane obrazy w fizyku i to co się pojawia w głowie, -myśli chodzą pakietami. Zamrażaniu myśli towarzyszy wzrost woli, koncentracji, silne odczucie samojaźni.
Ważne przy tym, by się nie prężyć, bo głowa potem boli i łaskocze pod czupryna.:)
Co tydzień, będę uzupełniał tekst nowymi wnioskami.
*
2) ODCZUCIE JAŹNI
To proste ćwiczenie przyglądania się sobie nie stanowi jakiejś szczególnej postawy aktywnego podglądacza wszystkiego co się we mnie dzieje.
Jest przyzwoleniem, by myśli przewijały się swoim naturalnym tokiem. Jest postawa cichutkiego i pasywnego obserwatora tego co dzieje się w nas na codzien. Przyglądać się myślom, pojawiającym w ciągu dnia, bez jakiejś chęci ich przekształcania., tamowania czy wzmacniania.
Jedyne co potrzebuje to pamiętanie o tym, by pamiętać. Zajęty czynnościami co rusz zapominam o tym.
Rutynowe czynności, umożliwiają mi chwile wypoczynku, i blogi spokój, a nawet chwilowe zaśniecie, uwolnienie się od żmudnej monotonii. Cokolwiek nie robiłbym to coś ciągle buszuje mi po głowie. Wyciągane wcześniej wnioski, zasłyszane rozmowy przypominają o sobie, odtwarzając się jak z taśmy. Gdy się wciągnę w nie to zamieram na chwilkę w bezruch, dając się unosić myślom. Przypominam czyjeś wypowiedzi, starając się na nie odpowiedzieć. Moglem to zrobić przecież lepiej. Angażuje się w nie, na półświadomy ich treści. One są jak niewyraźne majaki, gdzieś w oddali rozgrywa się ich akcja z nieokreślonymi osobami. Jakieś nieme dialogi prowadzone w nieokreślonym dla mnie planie. To wszystko dzieje się, gdy jestem czymś pochłonięty, wykonując czynności całkowicie angażujące moja uwagę lub gdy odpoczywam rozleniwiony na krześle. Starając się odpowiedzieć czy to ja sam robię z jakiejś konieczności, czy ktoś buszuje w moim umyśle to trafiamy na wielka niepewność..
W czasie tego ćwiczenia, z godziny na godzinę postrzegamy coraz lepiej wirujące w umyśle myśli, coraz wyraźniej postrzeżemy ich treść czy charakter. Napływają jedna po drugiej lub z odstępami, wyciszając się nasza czujnością. Gdy się staramy im przyglądać, milkną, zamierając w bezruchu. Zawieszają się, zostawiając nas ze skoncentrowana uwaga. W tej ich właściwości możemy się doszukać ich słodkiej tajemnicy.
Samoobserwacja umożliwia nam powstrzymanie wielu bolesnych zjawisk. Odcinamy się od nich, stajać neutralnym podmiotem, odseparowanym od doznań. Tak wytworzona postawa uratowała od bólu niejednego neurotyka, stajać się ostatnia szansa, kołem ratunkowym na rozszalałym morzu. Nie wyciągane wnioski koiły pożar w zrozpaczonym sercu a obserwujący podmiot.

Jest on świadectwem postrzeżonej przez nas naszej jaźni, tułacza, podróżnika, naszej boskiej części, odseparowanej iluzją rzeczy od źródła.

Wymuszając na sobie postawę obserwatora, odcinamy się od zjawisk umysłowych, pozostawiając je poza sobą, gdzieś na marginesie naszego odczuwania teraz. Ta zdolność umożliwia nam odcięcie się od wszelkich myśli jak i emocji, wyostrzając tym samym doznanie samojaźni.
Cenna umiejętność, doświadczenie, uwalniające nas od naszych fizycznych jak i myślowych ograniczeń. Tak przecież nie można, nie można uciec od problemów, bałaganu jaki narobiliśmy.
To prawda, ale można odczekać w tym stanie, aż się sztucznie wytworzone problemy same rozpłyną. Powracając do normalnego stanu, podjąć się możemy naszego zadania powtornie ale juz bez emocjonalnych obciążeń.
Co się wydarzyło w tym czasie, gdy my uciekliśmy przed erupcja wulkanu w stan samobserwującej się jaźni?
Jaki jest jej związek z szybującymi nam po głowie myślami i dlaczego jest w ogolę możliwa ucieczka od zgiełku umysłowych zjawisk?

CDN.

Ten wpis został opublikowany w kategorii EKSPERYMENTY. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „DUCHY

  1. Korna pisze:

    Wewnętrzne dialogi prowadzę praktycznie od zawsze i nie jestem w stanie powiedziec kiedy mi sie to tak na dobre zaczęło. Kiedys pisałam u siebie na blogu o ciłku mentalnym i zamyslaniu się jak to przynajmniej u mnie sie odbywa. lekkie przesunięcie i mi się ładuje potem widze obrazy przed oczami do takiego momentu,ze mysle że cała akcja,ktora dzieje się w moich myślach to prawda! Dopiero jakis cvzynnik zewnetrzny mnie wyrywa z tego stanu. gdy jest to lekkie to moge normalnie wykonywać codzienne czynności, gdy juz mocniejsze a zdarza mi się to najczęściej przy jakichś porzadkach domowych i zmeczeniu to staję jak wryta i się gapię w przestrzeń.Wiem juz teraz czemu tak latwo ida mi wyprawy mentalne, jak ktoś jest typowym marzycielem to trudno się dziwic ;)
    poobserwuje trochę te akcje wewnętrzne, szczególnie w autobusie gdy nie mam za bardzo co robić. Napisze na blogu jak tylko mi cos sie uda wywnioskować ale pewnie dopiero za jakiś czas.Zabiegana teraz jestem i nie sposob mi sie oprzec kroczącej wielkimi krokami maturze…
    Pozdrawiam :)

  2. Anna pisze:

    ostatnio staram sie uwolnic od mysli i skupiam na odczuciach, to tez jest podobne i tez ciekawe, bardzo zmieniają się odczucia zaleznie od aury dnia i chwili, sa specjalne dni które tworza unikatowe stany i odczucia,sa tez takie które w najlepszym wypadku nie tworza zadnych…Dziś np był dzień przynajmniej tu u mnie pozytywnego słońca, było dośc chłodno ale wiatr nie był przeraźliwy, wiatr sam zreszta często niesie zmiany, ciepłe plamy słonca wiosennego juz rozlewały sie przyjemnie po ciele ,czułam jak spragnione ciało chłonie te promienie, trudno opisac te uczucie.
    Czasem kiedy zdarza sie szczególny dzień, dla mnie to najczęsciej wieczór lub ranek, powiedzmy tuz po zachodzie słońca jak jeszcze jasno w miare jest, ale tez niekoniecznie ,sa naprawdę tak wspaniałe dni kiedy mozna to poetycko ując, nic sie niby nie dzieje a anioły sa w powietrzu, czuję wtedy taką niesamowitą niezmaconą klarownośc i jasnośc i wibracje w powietrzu, czuję ogromną wdzięcznośc…i nie ma to nic wspólnego ani z myslami ani z wydarzeniami dnia.
    Niezaleznie od mysli , na szczęscie nie często, zdarzaja się tez jakies zawieszenia w próżni i ,odretwienia, niemoc, oraz tez szargające ciało mysli i uczucia, pełne niepokoju, zawsze wtedy mysle , że …to minie:)

  3. Anna pisze:

    w ludowych wierzeniach, tez wystepuja podobne motywy, różne strachy i trole które potrafią omamić i gubimy droge w lesie itp itd tj inne południce diabły i utopce. .. ok 19 roku zycia przydarzyło mi się coś co może wskazywac na spotkanie z utopcem, albo na zgubienie jednego z elementów duszy (tak więc nadaje sie jak najbardziej na odzyskanie) ,byłam dobrym pływakiem, przepłynąć jezioro na drugi brzeg i z powrotem to był zaden problem dla mnie, przeciez utopic sie to niemożliwe, jak zabraknie sił wystarczy na wodzie sie położyć myslałam… az do czasu , nic w sumie nie zapowiadało tego, był ładny dzien i takie małe jeziorko w Północnych Niemczech, Bagasee może wiekszy staw… w trójke przpływalismy na drugi brzeg, i nagle na środku mniej więcej sparaliżował mnie ,nie skurcz, tylko strach, tak ogromny że powoli zaczełam tracic kontrolę nad ciałem, docierało do mojej świadomości że jeszcze chwila a pójdę na dno , postanowiłam wtedy sie nie dac i po prostu zmierzać do brzegu mysląc tylko „raz dwa.raz dwa” i przebierać w ten rytm rękami… serce waliło mi jak oszalałe…ale dotarłam
    od tej pory nie moge popłynąc tam gdzie nie mam gruntu,od razu serce zaczyna szybciej bić i powietrza brakuje, nawet czasem na basenie musze walczyc z objawami paniki. Czy spotkałam tam utopca? Czy może czyjąś dusze jakiegoś topielca? Napewno utraciłam cos, swoją dawna pewnośc i swobode w wodzie.

  4. Zbyszek pisze:

    Zawsze zastanawiało mnie to jak potrafi czyjaś cześć wedrzeć się w nas i wywołać zmiany, o których tak chętnie się ludziska rozpisują. Musi w tym się ukrywać coś więcej, niż ich zła wola psocenia, coś co dotyczy również nas samych, naszych wewnetrznych problemw, nie mając przy tym zbyt wiele wspólnego z samymi nieznośnymi duchami.
    W momencie kontaktu z kimś, ze świata niefizycznego, mamy przecież nasza podświadomość doskonale radząca sobie w tych niewidzialnych przypadkach. To ona prowadzi zakulisowe rozmowy broniąc nas przed zaczepkami. Jest naszym partnerem, przedstawicielem w świecie astralnym, o ograniczonej zdolności rozumowania ale wystarczającej, by radzić sobie w takich sytuacjach.
    W chwilach zagrożenia, daje ona nam znać wzrastającymi emocjami. Przyciągają one nasza uwagę, koncentrując nas na zagadnieniu, w planie rozgrywanego zdarzenia.
    Nie wiem dlaczego jakiś utopiec miałby siedzieć pod woda i cie straszyć niechybnym końcem.
    W końcu to była jego śmierć, która nie da się powtarzać w nieskończoność. Raz się utopił i winno mu starczyć.. Nie jestem przekonany do straszenia tragicznie zmarłych samobójów . Raczej oni sami mogą znajdować się w ciężkiej sytuacji i potrzebując samemu pomocy.
    W takich wypadkach jak twój. masz prawdopodobnie do czynienia z zagubionym własnym aspektem, który wytworzyłaś w czasie pływania po jeziorze. Z jakich powodów, odczułaś solidny strach, możliwe, ze liznął cie po skórze jakiś niefizyczny byt. Mogło to być również ożywione twoje lub czyjeś wspomnienie, jakas fascynacja eksplodująca w niekorzystnych dla ciebie warunkach.
    Twoja lęki wskazują raczej na to, ze to ty utknąwszy jakąś swoja częścią na powierzchni jeziora i teraz sama straszysz tam kolejnych pływaków.
    Z jaka łatwością trwonimy swoje części, tracąc nasza energie, wyjaśnię na moim przykladzei.
    Zbierałem zgniłe liście z pod drzewa, kręcąc z obawy przed alergia, nosem na oślizgłe badyle.
    Po chwili pojawiła mi się alergia, zacząłem kichać . Oho, pleśń, pomyślałem sobie. Stalem się ostrożny przy zbieraniu zbutwiałych liści. Po paru godzinach utraciłem swoja aktywność, wylegując się raczej niż coś robiąc. Dzień, dwa trzy, stawałem się coraz bardziej leniwy i kichając wielokrotnie , powrót alergii. Nic mi się nie chce, siedziałbym najlepiej bezmyślnie, bez celu.
    Ruch stawał się ciężarem. Parę dni w pracy bez głośnej muzyki na uszach, stałyby się męczarnia nie do zniesienia. Jakos przetrzymałem.
    Chcąc zacząć pisać trafiłem na kolejna fale obezwładniającego lenistwa. Mija dzień, dwa, czas mi leci a ja nie potrafię się wziąć w garść..
    Stop pomyślałem, trzeba coś z tym zrobić.
    Wskoczyłem na łózko, zaczynając rozgrzewanie ciała. Proszę W.J o wsparcie i pomoc..Pojawiają mi się wspomnienia. Nieszczęsne liście i przezywam ponownie obrzydzenie przed butwiejącymi liśćmi.
    W tym wspomnieniu zawarte były konkretne informacje, w kolejności odtwarzanych wspomnień sugestie co do wyjaśnienia zjawiska..
    TAM SIĘ COŚ STALO, zaszumiało mi znajomym głosem. Oho, ynowu słyszę Staszka, niefiz, przyjaciela.
    Zgubiłem gdzieś części?
    Brak odpowiedzi, choć czuje figlarne mrugniecie.
    Poszybowałem w wyobraźni w rożne miejsca, przypominając sobie ostatnie dni. Na wysypisku śmieci niczego nie znalazłem. Roztarłem zasłony, nie będąc pewnym czy tam czasami nie wędruje w wolnych chwilach. Proszę pomóż, nie mogę go znaleźć, proszę pełnym zaufania głosem. Po chwili ląduje w szarości pod jabłonią. W miejscu wysprzątanych liści siedzi sobie przystojny filozof i uśmiechając się do mnie mówi. Po co wstawać jak się i tak zaraz położę, tutaj tak wygodnie.
    Jego szczery uśmiech na gębie, przypomina m stary dowcip . Choć pomogę ci. Wysuwam z siebie swój ksztalt astralny w ogrodniczych portkach i podnoszę go. Postrzegam scenkę z odległości kilku metrów, dwie postacie trzymające się za ręce.Czuje , ze jeden jest pisarzem a drugi ogrodnikiem, są uzupełnieniem siebie, stanowiąc jedna osobę o dwu obliczach. W momencie gdy ogrodnik wyszedł ze mnie utraciłem astralna ostrość, zamieniając na mentalne czucie.
    JAK BYŚ TO ZROBIŁ, pytanie zza pleców.
    To jasne pomyślałem wspominając moje wielokrotne odzyskiwania, w których żartując popełniałem mnóstwo błędów.
    W odpowiedzi wniknąłem w ogrodnika, wchłaniając wkrótce w siebie filozofa. Skleiłem go w sobie serdecznością, tak po prostu, bez pretensji, ciesząc się jego obecnością.
    Ocknąłem się pełen wewnetrzengo ciepła i chęci do działania. Paskudna bezradność prysnęła i wziąłem się wkrótce za pisanie. Poprawa z alergia-
    W twoim wypadku jest możliwe, ze z jakiegoś powodu odżyła w tobie obawa ( może być przyczyna czyjeś zagubione ciałko astralne, czyjś aspekt).
    Odrywający się od ciebie w tym czasie aspekt , twoje wyobrażenie ciebie topiącej się, pozostało w jeziorze i topi się cały czas zrozpaczone.
    Nie ma innej rady na takie strachy. Wyruszaj jak najszybciej na wyprawę, chwytaj tego swojego topielca za uszy i wyciągaj z wody. Trzeba go wchłonąć w siebie.
    Przy odpowiedniej zachęcie wniknie ciebie i nie będzie po strachu śladu.
    Choć zabawne wydawać się może dla wielu czytających takie wyjaśnienie psychicznych zaburzeń, wewnętrznych zjawisk, ważne , ze wspaniale działa.
    Zmarli często śnią, hamując tym samym swój szybki rozwój. Ich sen może trwać nawet dziesiątki lat, stajać się wypartym aspektem. Moga trwać jaźnią w jakimś miejscu a w całkiem innym śnic swoje sny. Odłączone od nich ich bezrozumne, astralne ciało, staje się wtedy pojazdem marzącego ducha.
    Wspaniałą pomocą jest dla nas wszystkich jego odzyskanie ( Bruce Moen).
    Żaden z nas nie spotka wtedy na jeziorze wystraszonych czyichś części, i zachowa wspaniale wspomnienia z urlopu.

  5. Anna pisze:

    Postaram sie wyprubowac ta metodę napewno, bo wcale ten strach mnie nie cieszy:) Wiesz dla mnie było dziwne to ,ze to sie zdarzyło zupełnie nagle i niespodziewanie, nigdy nawet sobie nie wyobrażałam że mogę bać się wody….nie topiłam się nawet, tylko doznałam strasznego paraliżujacego strachu… zupełnie nagle na środku jeziora.
    Postanowiłam sie uratowac i szybko dopłynąc do brzegu, więc uległam panice…bo moze powinnam tam na srodku wyobraźić sobie ze wszystko jest ok, ale tak nie było.
    Jesli dobrze cie rozumiem musze udac sie duchem w to miejsce! Przestudiuje jeszcze Twój tekst, acha snił mi sie dzis ciekawy sen chyba dotyczy ciebie! Byłam u ciebie w domu ,jak spytałam jak sie nazywasz ,bo niewiedziałam gdzie byłam, to ty na to jak to zbyszek!

  6. Zbyszek pisze:

    Ray się tez topilem, nawet dwa razy. W przedszkolu wrzucili mnie starsi chłopcy na głęboka wodę, bez ostrzeżenia, z wystrzałem kilka metrów od brzegu.
    Nie wiem co się wtedy stało, coś we mnie zaszumiało i zacząłem płynąc strzałką w stronę brzegu. Uchyliłem głowę do góry walać zawzięcie wodę nogami. Uf, płynąłem w stronę brzegu nie mając pojęcia jak to robić. Doskonale pamiętam moje zdziwienie i wewnętrzny głos.
    PLYNIESZ, NIE WIEDZAC JAK.
    Na brzegu udawałem obrażonego ale się cieszyłem , przecież już sam umie pływać.
    Gdy bylem dorosły wpłynąłem na gliniankach w chwasty wodne. Nurkując miedzy nimi wpłynąłem w ślepe oczko, zakleszczone ze wszystkich stron gęstwina zielska.
    Starając się zawrócić utknąłem w wąskim korytarzu. No teraz się utopie, stwierdziłem wpadając w panikę. Coś się wtedy stało. Opuściłem chyba ciało, całkowicie się rozluźniając. Tkwiłem w błogim bezruchu jakiś czas , falując w rytm ruchu wody. Czułem jak zawracam ciało i zmieniam ostrożnie kierunek , wycofując się z gęstwiny. Towarzyszyłem temu tylko jakaś malutka częścią mojej uwagi, reszta była skoncentrowana na delikatnym falowaniu pod powierzchnia wody. Ktoś wtedy mnie prowadził, wyciszając mi możliwość decydowania. Tkwiąc w błogim bezruchu, towarzyszyłem moim fizycznym ruchom tylko malutka częściowo uwaga, na granicy mojego postrzegania, nie kojarząc wręcz , ze za tymi delikatnymi doznaniami kryją się ruchy ciała fizycznego walczącego o życie.
    Ocknąłem się na powierzchni wiosłując szybko w stronę brzegu. W momencie odzyskania świadomości w ciele fizycznym odczułem ostrzeżenie, przemknęła mi myśl o wszystkich potopionych nieostrożnych pływakach.
    TERAZ WIESZ.
    Tracąc pamięć zdarzenia popłynąłem do brzegu, spieszać się na lekcje do szkoły. Wieczorem, odzyskałem cala pamięć zajścia dziwiąc się, ze z tego jakoś wyszedłem.
    Widać nie było mi jeszcze pisane. Uśmiechnąłem się ignorując zdarzenie, ale w głębi duszy wiedziałem , ze coś się stało. Będę ostrożny, wyszeptałem.
    Ach jaka szkoda, ze wtedy nic nie wiedziałem o bożej opatrzności, nie uczyli nas o tym w szkole.

    Choć obiecałem, to jeszcze wiele razy coś mi się przytrafiało.
    Uf, ciężko było mnie utrzymać przy życiu. Kiedy ja to odrobię :)

  7. Anna pisze:

    Wiesz jesli chodzi o bożą opatrznośc….tato przyjechał po mnie do kolezanki na wieś miałam 9lat maluchem razem z moim bratem, chciał mnie zabrac do domu , nie było daleko jakies 5 km , zaczeło padać w lesie na zakrecie samochód wpadł w poślizg i pamietam tylko jakby czas sie zatrzymał,w którym to oka mgnieniu jakby rozciągnietym zdązyłam zmówić paciorek do matki boskiej, potem wyladowalismy w rowie na dachu, pokoleji wychodzilismy przez okno, nikomu nic sie nie stało, samochód strasznie był pokancerowany, akurat w lesie był miejscowy własciciel sklepu z zabawkami na jagodach…odwiózł nas do domu, płakalismy za samochodem bo mama tak długo musiała na niego czekac ,jakies kolejki były za maluchami wtedy…
    :)

  8. Korna pisze:

    Dziwna sprawa z tym topieniem bo ja tez gdy byłam w czwartej klasie podstawówki o maly włos bym się nie podtopiła. Było to w Rajgrodzie chyba i pamiętam, ze byłam wtedy na swoich pierwszych koloniach. Przyjechali rodzice w odwiedziny, wiec wybraliśmy sie na niestrzeżoną plażę-pod opieka doroslych zawsze jest bezpieczniej. Weszłam do wody i myslalam,ze teren jest równy. okazało się ze nagle sie obnizał i chlup glowa pod wodę. Ze strachu zdążyłam zmówić pacierz ale po kilku sekundach udalo mi się wynurzyć. Do tej pory jeszcze jak pływam musze mieć pewność ,ze mam grunt pod nogami, nie wypuszczam się na srodek jeziora. Spróbuję Twojej metody Zbyszku, moze sie powiedzie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>