CZARY POD LUPA
Z daleka postrzegłem szyld, ograniczający prędkość na autostradzie. W głowie pojawiła mi się klarowna myśl ,- będzie płatne a oczy same pomknęły mi na pobliskie metalowe skrzynki umieszczone na slupach.
Radar !! Rozpoznając blaszane pudla , roześmiałem się, ignorując ostrzeżenie. Wpadając w zadumę, zdjąłem bezwiednie nogę z gazu i tocząc się pozostałe setki metrów, obserwowałem ze zdziwieniem malejąca prędkość. Dziwiąc się niezamierzonej zmianie prędkości nie dostrzegłem jej związku z uwolnionym pedałem. Tak oczywista rzecz sprawiała mi kłopoty.
Kierowany wewnętrznym przymusem ,skierowałem wzrok w kierunku 2 aut stojących na uboczu.
Usłyszałem w umyśle kolejne zdanie. Widzisz już kogoś maja- haha. Jak w śnie, nie zdziwił mnie przyczajony w umyśle narrator. Zbliżając się powoli do nich , rozpoznałem stojący w ukryciu statyw i 2 pojazdy policyjne.
Mijając ich, zdałem sobie nagle w pełni sprawę z całego zajścia, rozgrywającego się przy mojej uśpionej uwadze.
Ktoś mnie ostrzegł przed kontrola drogowa. Zmusił mnie bym zsunął nogę z gazu i przetoczył się powolutku obok straganu z radarem.
Skierował moi wzrok na skrzynkę, zmieniając moje skojarzenia. Wyłączyła mi sie cześć oceniająca i analizująca aktualna sytuacje.
Jak ty to technicznie zrobiłeś ? – roześmiałem się. Dzięki, choć zrobiłeś ze mnie na krotko wariata.
Kilkaset kilometrów dalej, odczułem wyraźnie ostre uderzenie po astralnej twarzy a górna cześć dachu zaczęła mi się wginać do środka samochodu . Trwało to sekundę ale wystarczyło bym zwrócił na to niezwykle doznania uwagę. Za kolejnym zakrętem postrzegłem wielki szyld, informujący o nieszczęśliwym wypadku drogowym dwojga młodych ludzi. Pstryk , wyklikniecie- pojechałem dalej, zapominając cale zajście. Wieczorkiem przy kubku kawy, zaczęły napływać mi wspomnienia. Co mi się wydarzyło na autostradzie? Dokładnie przypominałem sobie te 2 zajścia. Zamknąłem oczy, przypominając sobie krok po kroku zajścia. Daly się odtworzyć z fotograficzna dokładnością. Nie postrzegłem, ze ponownie mam w sobie gościa i prowadzę z nim dialog. Powolutku, dając się tym razem wyraźnie odczuć , narrator przejmuje na demona kontrole i przypomina mi zadane pytania, parę dni temu , dotyczące pamięci. W jaki sposób świadomość człowieka z niej korzysta?
Wspólnie przypomnieliśmy sobie rożne sytuacje z mojego życia . Przeżywamy je ponownie , przyglądając się masie szczegółów wtedy dla mnie nie istotnych.
żywe wspomnienia napływają wartkim strumieniem w moim umyśle . Siedzę naprzeciwko jakiegoś ekranu i zaczynam się utożsamiać z toczącymi na nim się scenkami . Starsza zacna pani, dobra znajoma , prosi mnie o potasowanie kart tarota. 3 razy potasować ,- to ważne!!
Zmuszony jakaś wewnętrzna koniecznością, zrobiłem to 4 razy, rozsypując je niezgrabnie przy tam na stole. Uf ,- przepraszam . Zrobiłem 4 razy ,- czy to szkodzi?
Wróżka trochę zdumiona, rozłożyła karty na stole. Wyszedł człowieczek z prawidłowo umieszczonymi częściami ciała. Jakimś trafem rożne karty , przypisane częściom ciała , ułożyły się na stole ukazując symetrycznie złożonego z nich człowieka. Co za licho pomyślałem. Tak tasowałem , i przekładałem każda kartę a wyszło jak zmowa. Nie zdarzyłem się nawet nadziwić, bo coś wlazło wem nie . Zebrałem karty i rozsypałem zamaszyście odwrotna strona.
Jakos dziwnie kapryśny, chwyciłem pierwsza z brzegu wrzeszcząc, Ja chce śmierci!!! To ma być śmierć !!! Odwracając kartę zobaczyłem obrazek pokręconej kostuchy z kosa. Nie dziwiąc się zbytnio chwyciłem kolejna kartę i dalej wrzeszcząc,- powiedziałem . Ja chce najlepsza kartę. Czy to ona?
Na karcie widniała jakaś świetlista postać jeźdźca gwiezdnego , króla przestworzy.
Ocknąłem się gdy wróżka dostała wytrzeszczu oczu z przerażenia . Wstyd mi się zrobiło okropnie bo darłem się odrobinkę i chyba bylem w tym ździebko nieludzki.
Największe czary wyszły mi kilkanaście lat temu w czasie uroczystości w przedszkolu . Wybierałem z córkami wtedy pełne losy, mając całkowita pewność co do tego ,które co zawierają. Wylosowaliśmy wtedy najlepsze zabawki, pokazując je palcem przed wyciągnięciem losów.
Innym razem wygrałem na sylwestra szampana. I tym razem wiedziałem który los go zawiera. Kiedyś indziej wskazałem miejsce monety upieczonej w chlebie.
W tych przeróżnych dziwnościach , zawsze bylem absolutnie pewien co robie i jaki los wybieram.
Dlaczego wybierając pełne losy nie dziwiłem się. Odczuwałem wyraźnie wtedy siebie, tracąc jak by pamięć zgromadzona w moim życiu, Moglem dokonywać wyboru nie wiedząc czym się kieruje.
Co stanowi o naszym poczuciu tożsamości ,nas o określonym charakterze i zapisanych związkach przyczynowych w niby pamięci.
Gdy bym wtedy pamiętał kim jestem i był świadomy zebranych moich doświadczeń to na pewno nie ciągnął bym losów z taka pewnością.