Bruce Moen
10 lip 2008 napisał Zbyszek
EKSPLORACJE NIEFIZYCZNYCH ŚWIATÓW
Poszukiwanie pojemnika w Berlinie.
Gdzie jesteś,- spytałem. Starając sobie przypomnieć zdarzenia, kierowałem uwagę w rożna strony wnętrza lokalu, penetrując wzrokiem jego zakamarki. Wytwarzając w wyobraźni jego obraz , coraz szybciej szybowałem uwaga po rozrzucanych na budowie przedmiotach. Odczucia bezradności zastąpił powoli wewnętrzny spokój i cisza . Znowu jestem astralna świadomością. Szukając pojemnika, spytałem ponownie. Gdzie jesteś? Stoję bez ruchu, nieświadomy ciała fizycznego, oczekując jakiegoś wyraźnego znaku ze strony astralnego ciała. Impuls niczym echo przeszłych wydarzeń, kieruje mnie do klęczących rzemieślników. Klik,- pełna świadomość ,- szukałem przecież pojemnika a nie miłego towarzystwa. Gdzie jesteś ,- ponawiam pytanie. Kierowany kolejnym impulsem, przeszedłem przez cale pomieszczenie, zatrzymując się naprzeciwko całego urządzenia. Uf,- to naprawdę działa, tylko znalazłem nie to czego szukałem. Szukając pojemniczka na farbę trafiłem na całe urządzenie do natrysku. Je znalazł bym sam bez trudu, wychylając głowę za narożnik ściany.
Przy kolejnej probie, wyobraziłem sobie jak odkręcam pojemnik od pistoletu. Będąc świadomym w ciele astralnym doskonale odczuwałem niefizyczne ruchy. Wizualizując pojemnik w ręce ,ponowiłem pytanie. Gdzie jest ten pojemnik trzymany teraz w ręce.? Zapadając w stan biernego oczekiwania, odczułem wyraźnie wskazany kierunek w którym miałem się udać, gdyż pojawił się we mnie charakterystyczny nacisk z nierozpoznawalnego na moja uśpiona wole , podlegającą tym razem bezpośrednio ciału astralnemu. Dochodząc do barku, stwierdziłem z rozczarowaniem ,ze pojemnika nigdzie nie ma. Nie działa, skwitowałem moje usilne próby.
Halo tam w dyskuuuuuu. Moj astralniak zwariował !!!. Ciągnie mnie po budowie zamiast wskazać mi miejsce poszukiwanego pojemnika. Przy kolejnej probie wylądowałem z 2 strony barka, naprzeciw wiadra z woda.
W tym momencie do akcji wkroczył mój niefizyczny przyjaciel. Włożyłem pewna rękę do wiaderka, wyciągając zapomniany pojemniczek. Gdzieś na peryferiach umysłu , rozległ się wesoły śmiech i życzliwe pozdrowienie. Pamiętasz jak 10 lat temu w Berlinie zabrałeś bez pytania wiaderko murarzom. Gdy się o nie upomnieli to się bardzo zawstydziłeś…….
W czasie kursu u Brusa Moena ,jedynym z zadań było nawiązanie kontaktu ze zmarłym i określenie okoliczności jego śmierci. Zaklejone w kopercie zdjęcie zmarłego dotykaliśmy rękoma ,co miało nam ułatwić z nim niefizyczny kontakt. Przytrafiła mi się wtedy przygoda, w której ugrzązłem w watkach ubocznych tak jak przy szukaniu pojemniczka.
Obserwując dzień wcześniej, symulowany lot wirującej kuli na monitorze, nie przypuszczałem, ze jej obraz utkwi mi w pamięci i eksplodując w sprzyjających okolicznościach zmieni przebieg akcji w wizualizacjach na warsztatach. Osoba ze zdjęcia, raniona została eksplodująca kula w ramie w czasie zamieszek wojennych. Te zdarzenia zlewając się w jedno , zaowocowały nieczytelna dla mnie wizja. Pojawiło mi się przed oczami kręcące się drzewo z odpadającą korą, zmieniające się w cementowa, wirującą karuzele. Pytając o szczegóły zobaczyłem mechanika w warsztacie a potem wdzierające się wiertło w jego ciało . Zamieniło się ono na wysokości ramion w mieszadło do gipsu ,gdy nagle jedno ze smigiełek odprysło, raniąc dotkliwie ramie. Pracując często jako sztukator zapamiętałem ruch mieszadła umocowanego w wiertarce. Kolejnym fałszywym tropem okazało się odczytanie wizji właściciela zdjęcia, śniącego w tym samym czasie o mechaniku. Siedział on nieszczęśliwym trafem za moimi plecami, powodując swym śnieniem niewłaściwy odczyt u jeszcze jednej osoby z mojej grupy.
Interesujące niefizyczne przygody doświadczyłem we wspólnych eksploracjach na 3 stopniu kursu u Brusa. Udało mi się towarzyszyć 5 osobom w ich śnieniu. Przyglądałem się koleżance odzyskującej dziecko w królewskich ogrodach a innym razem trafiłem na 2 wielkie futurystyczne formy, szybujące w odległej przestrzeni . Zbliżająca się z zawrotna prędkością złota energia połączyła 2 elementy w jednolita całość, wprawiając nas w osłupienie.. Chodziłem po statku na którym rozegrała się arabska tragedia w śnie prowadzącej kurs Joasi jak i wylądowałem w srebrzystej lagunie obok sąsiada w poszukiwaniu centrów planowania. Udało mi się nawet dolecieć na jakaś kolorowa planetę, doświadczając niefizycznie przygodę Brusa o powstaniu swiadomosci. Stanąłem naprzeciw kilkudziesięciu metrowej postaci, grającej w golfa szybującymi w przestrzeni kulami swiadomosci. Przepiękne pulsujące kolory druzgotały moje poczucie harmonii a rozpościerająca się, ożywiona przestrzeń wywoływała we mnie nieznane odczucia.
Udało mi się odzyskać dziecko z udziałem jej rodziców w bardzo skomplikowanej akcji pełnej wzruszeń jak i towarzyszyłem w lotniczej tragedii osobie odczytującej później zdjęcie mojego ojca, zaklejone w kopercie.
Ciekawe wydało mi się spotkanie z dziadkiem uroczej sąsiadki. Napisane jej ręka nazwisko dziadka miało wystarczyć w uzyskaniu z nim kontaktu. Wylądowałem na placu otoczonym domami z czerwonych cegieł. Pojawiające się dziecko pobiegło w kierunku wysokich zabudowań. Szybko zmieniająca się dekoracja snu utrudniała mi właściwe reakcje. Gubiąc umykającego chłopca w korytarzach, przypominających klasztorne zakamarki, zadałem mu pytanie, dotyczące okoliczności jego śmierci. Unosiłem się pod zaokrąglonym sklepieniem jakiejś komnaty , nie potrafiąc zbyt dobrze określić pozycji swojego ciała.
W odpowiedzi rozpostarł się prze de mną szpitala z czerwonych cegieł i pojawił się tuz przy mnie starszy ,wesoły człowiek w kombinezonie robotniczym. Wypiął do przodu brzuch, strzelając przy tym bezgłośnie szelkami.
Wzruszona wnuczka potwierdziła trafienie. Dziadek mieszkał na wsi w domu z czerwonych cegieł i zmarł w szpitalu zbudowanych również z czerwonych cegieł. Cegły te stały się ważnym elementem w tym niefizycznym spotkaniu, gdyż szpital był jedyna ceglana budowla w okolicy. Jako dziecko często spędzał czas w kościele a jako dziadek wypinał rubasznie brzuch, strzelając przy tym szelkami w swoim ulubionym kombinezonie.
Mając natychmiastowa weryfikacje w relacjach partnerów, nabrałem pewności co do realności tych zdarzeń, tym bardziej ,ze miedzy ćwiczeniami wielokrotnie wychodziłem z cial. Przyglądając się kursantom, rozmawiałem z nimi w ich niefizycznych planach, poruszając interesujące ich zagadnienia.
W czasie warsztatów, leżąc w nocy na podłodze, prowadziłem wewnętrzny dialog z Brusem. Zadawałem mu pytania a napływające odpowiedzi w umyśle brałem za odpowiedzi. Miło zrobiło mi się na duszy i zapadłem się w rodzaj czujnego snu. Nagle pojawiająca się sylwetka ciała astralnego Brusa, tuz przed moja twarzą, wprawiła mnie w osłupienie. Wyraźnie było rozpoznawalne jego powolne zbliżanie się do mnie. Szybując bezszelestnie, spoglądał bez świadomego błysku w oczach w przestrzeń nad moja głowa. Precyzyjne szczegóły ciała astralnego dawały się wspaniale postrzegać, pomimo ze nie opuściłem ciała fizycznego. Miałem możliwość mu się na tyle dobrze przyjrzeć, by nabrać wystarczającej pewności, iż w monologach przywołujemy niefizyczne części partnerów rozmowy.
To przywoływanie i odwiedzanie nas przez osoby śpiącym ciałem, bez świadomego ich w tym udziału, stało się przedmiotem moich dalszych dociekań.
Wielokrotnie postrzegałem już wcześniej w rzeczywistości fizycznej pojawiające się sylwetki ciał niefizycznych i to w momencie gdy była o kimś mowa. Brały one udział w rozmowie cieni, wpływając na jej przebieg, interesując się przy tym wszystkim co ich dotyczyło. Były źródłem pojawiających się w nas myśli o nich i odpowiedzi na zadawane im pytania. Gromadzone przez nie informacje były wykorzystywane przez ducha w ciągu dnia w stanie jego normalnej swiadomosci. Nie ignorujmy atrap znajomych w podróżach niefizycznych a dajmy im odczuć nasza miłość i przyjaźń gdyż mogą one być osobowymi a nieświadomymi czesciami naszych przyjaciół. Wspierajmy je wiedza i udzielajmy odpowiedzi gdy o coś zapytają. Szwendające się atrapy bliskich po naszym mieszkaniu są ich uwolnionymi ciałami astralnymi. Bez swiadomosci ducha, pozostającego w ciele fizycznym , wykonują one swoje codzienne czynności. Potrafią reagować na rozgrywająca się akcje w astralu i przyjmować rożne kształty.Śpiące ciała potrafią bić, gryźć , kopać i kochać.
Skrzywdzone ciało astralne tego nie zapomina i gdy nadarzy się okazja to szuka natychmiast w świadomej warstwie rekompensaty. Gdy okażemy im zainteresowaniom lub stworzymy im wspaniałe warunki w astralu, to może się nam następnego dnia przytrafić coś miłego, gdyż piękne sny są często przypominana.
Role mysloksztaltow wytworzonych na czyjeś podobieństwo, interesująco opisał Powell. Zmarłe osoby, otaczają się często podobiznami swoich bliskich. Tak wytworzone sobowtóry astralne pozostają w ścisłym związku z realnie istniejącymi osobami.
Ciekawa przygodę miała Conticha spotykając swoja mamę. Stala się ona częścią jej snu, wytwarzając holograficzne obrazy. Dostrzegła w oczach atrapy-mamy wzrastająca świadomość, tak jak by na chwilkę, w czasie snu , sam jej duch przybył do swojego podróżującego pojazdu astralnego, zainteresowany przygodami swojej córki.
http://nienazwane.pl/?p=82
Jeden komentarz do “Bruce Moen”
Skomentuj
Musisz być zalogowany aby komentować.

chciałabym dodac jedną ze swoich przygód do tego,
historia z pojemnikiem przypomniała mi odpakowywanie prezentów pod choinką, w tamtym roku ,bylismy w nowym mieszkaniu siostry męża na gwiazdkę, każdy odpakowywał swój pezent, mój był tak ciasno splatany ze za chiny niechciał sie odwiązać, nikt mi rzecz jasna nie chciał pomóc, bo każdy zajety był z przejęciem odpakowywaniem własnego prezetu, pod wpływem silnego zniecierpliwienie krzyknełam gdzie sa nożyczki,nożyczki!!! Pewnie pamiętacie jak chodzi sie po mieszkaniu i czegoś szuka, nozyczek np wykonując palcami ruch ciecia,
no więc wstałam energicznie i podeszłam do szafki, włozyłam zdecydowanym ruchem rękę pod stos rzeczy w szfce, i wyjęłam nozyczki! Ku własnemu zdziwieniu, bo po pierwsze nie były widoczne po drugie zupełnie nie wiedziałam gdzie oni tez mogą je mieć…