Bruce Moen, Wingmakers,

1,- Bruce Moen

2,- Wingmakers

3,- Karnawał

4,- Haiti – bieżący, uzupełniany watek

5,- Przygoda z SOSNA
Przedstawiam państwu przebieg pięciu powiązanych ze sobą eksperymentów, przeprowadzonych na rożnych forach przez podróżników . Oryginalne teksty znajdują się na forum oobe.pl w wątku http://www.oobe.pl/park/index.php?showtopic=4460&pid=60300&st=42&#entry60300

manna z nieba

Manna z nieba. Rozdzielczość 450 x 10000, bardzo wielkie zdjęcie, z dużo ilością szczegółów, wykonała Sosna w czasie trwania naszego eksperymentu.

2.01.2010 – 20:01

Zbyszek:

1,- Bruce Moen, ćwiczenia

To może jutro lecimy znowu. Warto wypytać co z ta energia o której tyle się mówi. Brus opowiadał, ze leci . Gdy zawita na ziemie będzie się coś działo, pozmienia ludziom świadomość.

Doładuje i przefazuje żyjące pokolenie. Gdzieś w fokusie 27 już ufole czekają na nasze przejaśnienie.

A wiec jutro o 22 godzinie pytamy o ta pędzącą ze źródła energie, mającą nas zmienić.

Kiedy doleci i jak będziemy wtedy wyglądać?

Jednym słowem pytamy o przyszłe losy naszej cywilizacji.

Czasu mało do jutra, a wiec kto wyczyta na czas i ma ochotę to pędzi z nami.

Wpiszcie kto chętny , będzie wiadomo kogo oczekiwać. Zbiórka w Muchowie a kto doleci to pod kryształem Brusa:)

Za tydzień mam fajny pomysł tylko muszę zebrać info. Polecimy do komnat Wingmakers popytać czy to bujda, czy prawda, to co o niej piszą. Moze dostane rozsądne materiały z fotkami od admina forum, to wkleję. Poprosiłem go już wcześniej o sformułowanie dla nas paru pytań:)

Forum Wingmakers znajdziecie na

http://www.wingmakers.fora.pl/

A wiec jutro o 22, tz w niedziele lecimy.

*

GdaJan

05.01.2010 – 00:35

Powiem szczerze, dawno tego nie miałem, o ile w ogóle, majaczyłem przez sen, rzeczywistości mi się zlewały, odczuwałem męki schizofrenika 😀 Symbole, symbole, symbole, ludzie…tak jak widziałem w czasie mentalki(kompletne spalenie…doszczętne ale umysłu, zalanie) , nie dziwię się że są przesłanie, że nie każdy zrozumie i da radę, jeżeli taki skok świadomości ma nas przeskoczyć w przeciągu doby..to będzie jak bomba atomowa dla niego(w domyśle świadomości) .. Miałem już dosyć prosiłem oto aby się skończyło.. A rano byłem orzeźwiony i całe wspomnienie było niezwykle przyjemne, pomimo pamięci nocnych katuszy. Nie będę się rozpisywał…ale to było z pewnością „coś”. Aha i wiem, że to nie było nawet 5% , to jak oglądanie Słońca z okularami do oglądania zaćmienia, przez ścianę 😀

*

Zbyszek:

05.01.2010 – 08:38

Szkoda, ze nie chcesz spisać tych majaków.Ajzis, GdaJan,- szczegółowe opisy wyśnionych przez was symboli, ba nawet ich kolejność daje nam wgląd w to co wspólnie przeżyliśmy. Robiliśmy wspólną wyprawę, wiec możemy liczyć , ze wymienialiśmy doświadczenia i spostrzeżenia.Bez szczegółowych opisów nie posuniemy się do przodu i nie znajdziemy żadnego potwierdzenia.

Dzisiaj nad ranem, obudził mnie goscio i przytoczył słonko jako przykład. W innym kontekście, ale posłużył się nim, podsuwając ciekawe spostrzeżenia, krytykę interpretacji symboli jungowskich. Albo to ty Janie jesteś po drugiej stronie taki mądry, albo podlatują jacyś filozofowie i pompują nas podobnymi przykładami.

Wpis zrobiłem 8 godzin i 3 minuty po tobie. Koles Wolfgang szukał wczoraj w swoim zmyślonym systemie trygonometrycznym cyfry 83, bo mu się kostka magiczna nie zgadzała.

Niby nic, ale jakoś pasi śmiesznie. Paliłem wcześniej papierocha, zrobiłem kawę i dolazłem do kompa w sam raz.

Potrzebne są wasze opisy. Porównując je nabieramy wprawy w mentalkach i zasuwamy szybko do przodu.

W wiec chłopaki,i bierzcie za pisaka i spiszcie jeszcze raz te majaki, bo nie obalimy zastoju,- prosze:)

Korna:

Fragment z pr. bloga Korny http://www.krainasnow.com/?cat=3

Wyruszyłam równo o 22.00. Najpierw relaks, potem wyrwało mnie mentalnie. Po chwili byłam na miejscu. Czarno-biała posadzka i duży, żółty kryształ. Przeszłam przez niego w celu ewentualnego oczyszczenia. W realu poczułam skumulowaną energię w okolicy krzyża. Po chwili wyczułam kogoś, chyba Zbyszka. Stał zamyślony jakby na kogoś czekał więc go nie ruszałam.

Zapytałam o to jaki los czeka ludzkość w 2012 roku? Jakaś postać kazała mi podejść do pierwszej bramy z której biło lekko różowe światło. Odebrałam przekaz niewerbalny, ze tam ludzie żyją spokojnie i w harmonii zgodnie z prawami natury. Druga zielona brama przedstawiała nasze codzienne, chaotyczne życie na tej planecie. Granatowa natomiast nskrajne nieszczęścia i choroby. Nie ma określonego planu-usłyszałam.

To od nas ludzi zależy jak wykorzystamy daną nam szansę, a ponieważ każdy z nas jest częścią Jedności, więc każdy będzie czuł w swoim sercu chęć przemiany wedlug własnego sumienia i na swój własny, indywidualny sposób.

Reszte tekstu znajdziecie na prywatnym blogu Korny. http://www.krainasnow.com/?cat=3

*

Gray

post 05.01.2010 – 11:33

Ja nie uczestniczyłem, ale tej samej nocy fazowałem się okropnie. Do godziny 3:30 gdy obudziłem się byłem lekko zlany potem aż. W momencie fazowania byłem tam ( we śnie??), przeżywałem to i czułem w trakcie trwania nie miałem świadomości, ale byłem świadomy otoczenia, szczegółów. Pamiętam, że pojawił się motyw przywołania mnie do siebie przez Wyższą Jaźń, rozmawiałem z tym czymś, widziałem świetlistą kulę. Brzmi to dziwnie, ale wszystko owiane było słowem impreza. Przebudziłem się mało co pamiętałem, miałem robić 4+1, ale zbyt długo się rozbudzałem, więc poszedłem spać. Miałem sen, że odwiedziłem inną planetę z cywilizacją również ludzi(?). Krajobraz był inny, ich przyzwyczajenia, zwyczaje, przedmioty.

Piszę o tym, bo dawno nie fazowałem się tak w nocy ( tzn. ostatnie parę dni też, ale nie w takim stopniu), a i termin się zgadza 🙂

Crow’u

post 05.01.2010 – 12:43

A ja z chęcią bym z wami na takie wypady wyruszył, ale niestety jeszcze nie jest mi dane oobe’owanie na życznie 🙁

Właśnie jak wy to robicie, że chcecie wyjść i już jesteście tam razem w „grupie”. Czy rzeczywiście podchodzicie do tego jak do oobe czy może jak do mentalki, która was wciąga w „wspólne wydarzenia”?

Bo jak mentalka czy coś to może po prostu spróbuję z wami. Usiądę sobie następnym razem wygodnie i zacznę wizualizować, tworzyć w umyśle obraz, scenę która mnie wciągnie. Przy dużym szczęściu może będę śnił o wspólnej wyprawie lub może nawet doznam LD lub OBE?

*

GdaJan

post 05.01.2010 – 12:57

Dobra, dobra, to co widziałem po mentalce i pamiętałem spisałem od razu i mam to:) Aczkolwiek jest tam trochę osobistych przemyśleń, ponadto ostatnio dochodzę do wniosku iż trzymanie pewnych rzeczy w tajemnicy dodaje im „mocy” (wiem dziwnie to brzmi), ale jeżeli nie spisuje pewnych rzeczy i nie mówię o nich innych dojrzewają one inaczej, z pewnością dlatego że nie mają wpływu z zewnątrz(w każdym razie tak mi się wydaje). Co do moich majaków, wyparłem większość z nich bo były za trudne, analogia człowieka zamieniającego się w krzyż energii jest prosta, ale nasuwało się na to inne symbole nie pamiętam już ich, ale było to coś w rodzaju ciągu liczb gdzie dodajesz co chwile nowe wartości . Typu Ludzie+krzyż. Powtórka Ludzie+krzyż+energia. Powtórka Ludzie Krzyż+energia+przyjaciele. Powtórka i tępe dochodziło do tego ze wszystko przyspieszało z każdym ciągiem (mam na myśli te obrazy i uczucia i dźwięki i coś jeszcze jakbym miał więcej zmysłów), i symboli było już ponad 20 przyspieszające..(„pokazywały mi pewne zależności wśród niektórych ludzi, takie kasty i odpowiednie do nich symbole, te postacie sa w moim życiu, a moglem na nie spojrzeć z zupełnie innej strony”) trudno mi to wszystko spamiętać, trudno w ogóle opisać mi to w słowach, bo nie mam na to jeszcze słów, szczególnie jak nie starałem się pamiętać, wolę aby ta wiedza wykiełkowało we mnie w czasie, póki go jeszcze mam.

Rozumiem, że to trochę samolubne bo to nasze wspólne doświadczenie, ale pewne rzeczy chciałem na spokojnie przemyśleć. Oto część zapisu z mentalki:

Medytacja na krześle o 22, trwająca około pól godziny. Wprowadzam się w stan kompletnego spokoju, przepływu energii, braku wizualizacji, staram się myśleć o odczuciach, od samego początku, nawiązuje do zeszłej nocy, gdzie kontemplowałem delikatnie bujany przez przyjaciela/przyjaciółkę, nad sensem ciągłych podroży i latania z obrazami. Nie lepiej dopracować wewnętrzny spokój i zacząć ćwiczyć tummo? Na początku czarno-biało szachownica, coś w rodzaju podłogi. Kolorowe obrazy przychodziły same, widziałem sferyczne kule pełne plazmatycznej energii wokół nich, myślałem, ze to kryształ Brucea, co jakiś czas miałem wizje przeszłości[…], migotały mi powieki, miałem jeden wstrząs przed pobudkowy, temperatura w normie, ciepło od kaloryfera, wygoda na bardzo wysokim poziomie. W pewnym momencie, zobaczyłem chyba wszechświat i jego ogrom i ze jestem taki malutki i ze nasze wielkie budowle chcą pokazać ten ogrom i przepych a potem zdałem sobie sprawę, ze każdy ma ten ogrom wszechświata w sobie 😉 Wspaniale uczucie, czuje jak mi serce kołacze w tym momencie. Myślałem o 2012 pamiętam to zdanie” I gdy wszyscy zobaczą ogrom gwiazd..to zrozumią” Kocham gwiazdy i ich wielość oraz żywotność 😉 Energia nas przeszyje i dokumentnie zniszczy spali, nie kazdy jest na to gotów, ale czuje ze ja będę.

Później przypomniało mi się zagadkowe drzewo pod którym stałem , a które wyrastało ponad atmosferę, ukazała mi się planeta a z niej wyrastające ów dziwne drzewo. Przed samą mentalką wyobrażałem siebie oblewanego energią ze złotego kielicha, możliwe iż stąd pochodzi owe „spalenie”. Od samego początku w trakcie tej mentalki, skupiałem się na odczuwaniu emocji i odczuć, a także kompletnej ciszy i braku obrazu. Jako iz symbole sa zbyt iluzoryczne i zwodnicze.

*

Zbyszek:

07.01.2010 – 23:35

21:30 wskoczyłem do łózka. Często, gdy się kładę, mam problemy z wizualizacja. Całkowite rozluźnienie , petę moją uwagę, zmuszając do bierności. Musze odczekać kilkanaście minut, aż rozkręci się we mnie wyobraźnia i uwolnię się od odczuć lezącego ciała.Gdy zachowuje siedząca pozycje, to wręcz natychmiast udaje mi się szybować w wyobraźni. Gotowość do ruchu fizycznego, stan czuwania przed wybiegiem, utrzymuje w ciałach niefizycznych wystarczająco energie, by były one zdatne do wyskoków w wyobraźnie

Leząc odczułem po chwili, ciepełko na sercu. Wreszcie puściło ciało fizyczne, Nie odczuwając więcej jego sprzeciwu, przyjąłem pionowa pozycje, siedząc gdzieś pośrodku ciała fizycznego. Nie obchodziło mnie, czy to oobe, ani nie zwracałem uwagi na brak odczucia jakiegokolwiek ciała.

Siedząc sobie w tym błogim bezruchu czekałem jak wędkarz na branie. Jest,- wyskakuje mi przed nochalem żywy obraz. Jestem na wieży , w oknie kobieta jak jak na obrazach Salwadora .

Ha,ha, jestem w wysokiej wieży, obserwuje energie na niebie.

Czekam dalej.

Pojawia się po chwili kobieta z nożem. Błysk siepaczów laserowych w jej oczach, jak u terminatora,-uff blondyna z wczorajszego filmu o wampirach.

Po chwili pojawiam się w wagonie, chyba jakiś pociąg. Stoję przy oknie i spoglądam na na siedzącego gościa.

Gdzieś za plecami słyszę,-

-O, TEN PEWNIE ZNA ODPOWIEDZ NA TWOJE PYTANIE.

Dobrze myślę, przyszedł mój znajomek,stary druh narrator w planie bez slow, gdy spętany jestem brakiem woli, mogąc jedynie obserwować,

Ale kim ty jesteś, spytałem w myślach pasażera siedzącego w wagonie, Spoglądając mu w twarz, dostrzegłem w nim powolne zmiany. Schylił głowę i zaczął przekształcać własną twarz. Nabierając śniadej cery, przyjął buzie kolegi ze szkoły. Ach wiem, kim jesteś, uśmiechnąłem sie serdecznie. Zmarłym, dalekim kuzynem, wiem , rozumie analogie.

Schylił chłopina głowę i mnie wcięło.

Czekajac na kolejne majaki, przysnąłem. Kilkakrotnie wnikała we mnie energia, ożywiając moja świadomość. Powstawałem wtedy jak z martwych, czując czyjaś obecność przy sobie, jego skoncentrowana na mnie uwagę, -podporządkowując się bezwolnie jego woli. Czy miałem wybór, raczej nie. Na wnikającą we mnie energie reagowałem wzrostem swiadomosci. Pulsując we mnie pojawiała się i zanikała. W momentach maksymalnej jasności słyszałem komentarze, uwagi dotyczące naszego eksperymentu.Gdy spojrzałem w przestrzeń , ciągnąc wzrokiem po niewykształconych gwiazdach , usłyszałem…

– NIE TAM.

Przecież miała lecieć, spytałem zdziwiony.

-OD ŚRODKA.

OD środka? Ach rozumie, z najdalszej fazy a nie przez przestrzeń kosmiczna z lewej na prawo.

-ONA JUŻ JEST, ALE JEJ NIE WIDZICIE!!!

To co lipa z tymi przemianami, brak odpowiedzi.

-Proszę wyjaśnij, gdyż niczego nie rozumie.

Domyślam się już wcześniej, ze jest jakies powiązanie miedzy opowiadaniami Brusa o pędzącej energii a moimi przodami przed kilkunastu laty.

Wtedy grzała mnie niemiłosiernie nieznana mi energia, dostrajając przy byle okazji do niefizycznych planów. Przypomniała mi się również historyjka o nierównym rozmieszczeniu energii we wszechświecie.

Wtedy usłyszałem.

– ŚWIAT NIE JEST WSZĘDZIE TAKI SAM.

.Zobaczyłem wtedy ruchy wielkich galaktyk wnikających w zadeszczone mgły, obdarzone swoista energia, na która świadomość człowieka reaguje wzmożona trzeźwością, umożliwiająca z łatwością fazowanie. A wiec jest energia psychiczna za friko?

Brak odpowiedzi:)

*

Zbyszek

2,-Wingmakers

Odswierzam nowy eksperyment w ta niedziele:

Wklejam filmik Wingmakersow pod następną podroż, w przyszła niedziele.

Obrazki są fajowe, może być sporo zabawy.

Orginalna stronka z filmami,fotkami i historia zmowy galaktycznej

http://www.wingmakers.com/forum.html

Dajcie znać kto jest chętny:)

*

Gray:

post 08.01.2010 – 00:00

Ja to bym sobie normalnie tak polatał w tamtym czymś 😛

Możesz mnie śmiało dopisać, do niedzieli jednak parę dni więc jak coś na miliard % to nie gwarantuje, żeby nie było ;P

*

SORROW

08.01.2010 – 07:11

Ja już Ci Zbychu pm- ke puściłem , ze będę. Zaproś może osoby z forum centrum odzyskań ( wiem , ze tak zrobisz ;).

*

pływak

post 10.01.2010 – 17:04

jak mi się uda to podłączę się dziś w nocy; koncentruję się na Zbychu, bo wiem, że on nas zaprowadzi tam gdzie trzeba (ostatnio to się sprawdziło).

*

Zbyszek:

11.01.2010 – 09:38

Powtarzamy to ćwiczenie za tydzień. Wczoraj zasnąłem na eksperymencie i śniły mi się dziwne rzeczy. Miałem telewizory, cieszącego się gościa, bo coś znalazł, babkę w czapeczce , groty i łaziłem po Wrocławiu z telefonem, gadając z ludźmi.

Gdy spytałem NP-ka o groty, ten odparł z fasonem.

A KTÓRE? ICH JEST DUŻO.

Za dwa dni wpisze swoja relacje. Jeśli ktoś coś napisze, to proszę tutaj wklejać, w tym wątku.

pozdro i jeje

*

Gray

post 11.01.2010 – 13:47

Ja mogę zrelacjonować coś 😉

Koło 21 30 zacząłem medytację, do 22.

10 po siadłem wygodnie tzn. w pozycji pół leżącej, wyraziłem intencję i czekałem.

Na dobry wieczór pojawił się ktoś na dywanie, czy czymś latającym, później wrzuciło mnie w obraz jakiejś podłużnej energii, która stanowiła centrum czegoś, może ten cały kryształ?

Później zaczęła się cała seria abstrakcyjnych obrazów, i ciągły klimat przebywania w kosmosie.

Ktoś podjechał wehikułem, do którego wsiadłem. Później znowu seria abstrakcji. Mignął mi czarny naszyjnik zawieszony na szyi, ktoś w białych butach, czarnych spodniach.

Widziałem jakby konwersację 2 istot, jednej o wiele wiele większej od drugiej. Osoby były ubrane w stylu z bardzo dawna i innej kultury w ogóle, może coś w stylu azteckim, indiańskim, nie wiem polegałem też na odczuciach i wrażeniach.

Wyraziłem też intencję dostrojenia się do obrazu ludzi. Po chwili zaczęły pojawiać mi się nie do końca widoczne twarze (w mentalkach jeszcze słabo postrzegam).

Siadłem przez chwilę z myślą medytacji, ale przefazowywało mnie w jeszcze większe abstrakcje. Wpadło mi do głowy czy ktoś też medytuje, po chwili zobaczyłem klęczącą osobę, która zakreśliła mi przed oczami koło, na koniec wymierzając we mnie palcem, który zamienił się w tunel.

Tak jak pisałem sporo abstrakcji, tutaj i tak opisałem w miarę normalne sytuacje jak wpadnie mi coś do głowy to dopiszę.

Zapomniałem dodać, że oglądałem przez chwilkę dokument, i miałem dokończyć po medytacji i mentalce. Podczas trwania mentalki pojawiły się 2 elementy, które później wystąpiły w dokumencie, ale może zbieg okoliczności ;] To wszystko zaś skończyło się, tak jak ten dokument. U mnie setkami/tysiącami kropek przed oczami, a w dokumencie setkami/tysiącami gwiazd na tle kosmosu 🙂

Ps. Często istoty postrzegam w podobny sposób.

http://images42.fotosik.pl/53/ac64567715933091.jpg

tak jak tą, która klęczała i zakreśliła mi koło przed twarzą 🙂

*

SORROW

Zobacz profil

Po uspokojeniu myśli i względnym uwolnieniu od odczuwania CF wybiłem się w górę i śmignąłem do mojego przyjaciela Borysa .On jest artystą malarzem , hm … kto będzie wiedział coś więcej na temat grot ,niż artystyczna -wrażliwa dusza .

Kiedy pojawiłem się w jego pokoju znajdował się w pozycji półleżącej i grał na playstation 3 .

– Hej brachu ,jesteś świadomy mojej obecności ?

– nie ,nie jestem .

– posłuchaj , może orientujesz się jak to jest z tymi grotami wingmakersów ? Odwiedzałeś te rejony .

-Nieee ,nic mi nie wiadomo na ten temat .

-Ok, więc uciekam -odparłem- jak już pójdziesz spać , to przyśni ci się coś znaczącego , przypomnisz sobie moją wizytę .

-Dobra, ok -odparł.

Wbiłem się jeszcze do innego kumpla, ale znajdował się w niedwuznacznej sytuacji ze swoją kobitą, więc nie pasowało konwersować .

Poszwędałem się jeszcze przez chwilę po jakimś osiedlu . Namierzyłem podejrzanego typa, który pośpiesznie oddalał się z jakiegoś bloku , ale podkładam to pod bad-tripa ,ponieważ zacząłem właśnie przysypiać , a pierwsza faza po całym dniu jest z reguły ciężka do … przełknięcia (dlatego przy normalnym zasypianiu jej nie pamiętamy ) .

*

Zbyszek:

Zadalem pytanie administratorowi na na stronce Wingmakers:

Zbyszek

Ok, lecimy do komnat przyjrzeć się ich twórcom.

Mam taki mętlik w głowie, ze już nie kojarzę gdzie one są, w jakim kraju i po co je zrobiono.

Gdybyś odpowiedział na te pytania,prosto jak małym dzieciakom, to by starczyło. Potrzebne są namiary i podstawowe info. Gdy podróżnicy śpią, to nie zastanawiają się co robić, pędza do obranego wcześniej celu.

Śpiąca świadomość w innym wypadku się rozbiegnie i nikt nie doleci do miejsca które wspólnie obraliśmy.

W ta niedziele startujemy o 22 godz, masz mało czasu. Im więcej podamy info tym bardziej sie ludzie zainteresują wspólna eskapada.

Napisz proszę śmiało parę zdań, podając jakaś karta na mapie świata:)

Do niedzieli mało czasu. Ludzi po sylwestrze ciężko namówić , warto się wiec przyłożyć, bo może drugi raz na mój apel nikt już nie zareaguje)

Gdy poprosiłem administratora stronki Wingmakers o parę wskazówek odpisał mi żartobliwie tak,

Tekst ( dokument) ten chciałem wkleić wcześniej, ale jeszcze do tej pory o zgodę autora.

Watek WYWIAD Z NERUDA.

http://rytualytybetanskie.prv.pl/

Sun’s Son

Pozycja rozpoznawcza- prawa dłoń,pomiędzy palcem wskazującym a serdecznym umieszczona zmięta kulka papieru. Musi uwierać delikatnie.

Kiedy z mgły wyłoni się zarys łańcucha górskiego ośnieżonego i nie mającego drzewostanu, przywołaj oczy i spójrz w „prawo pod siebie”. Zobaczysz krater nie większy niż kilometrowej średnicy. Będzie dymił. Zbliż się i pociągnij krótki skok w opary biało niebieskawego dymu.

To przesiadka na Twój „F27”. Ogarnij odczuwaniem otoczenie w bezpośredniej bliskości.Na wyciągnięcie ramienia ,też po prawej, powinieneś dostrzec obracający się „mechanizm” koloru czerwonego piasku , o kształcie skrzydeł motyla osadzonych na osi metalicznego wyglądu, zainstalowany na wysokości twoich bioder.Może przypominać „kluczyk nakręcający” dziecięcej zabawki Obserwuj jak znika z pola widzenia a Ty się przemieściłeś. Miniesz kilka warstw skompresowanych i nieruchomo osadzonych. Uczucie ciasnosci pojawi sie na chwile i przeminie. Zostaw to i patrz pod nogi. Powinieneś już je widzieć wyraźnie.

Przyjrzyj się podłodze. Mogą być na niej rozdeptane pszczoły wyglądające na martwe.

To złudzenie, są całkiem ruchliwe jeśli się skoncentrować na ich skrzydełkach.

Stopy będziesz mieć bose, więc uwaga.

Teraz się rozglądnij, „zapal” żółtawy blok grawitujący przed Tobą ok. 15 m etrów ponad posadzką… co widzisz? – opowiedz potem tu.

„GDZIE” – na to jeszcze za wcześnie.

„JAK” -to już Twoja sprawa.

„Kiedy” – dobre pytanie warte zbadania

„Co to” – właśnie….co?

pozdrowienia i do zobaczenia.

Zbyszek:

Ciekawe jaki dokument pojawił się ci Gray. Niby nieważne ale jakieś pszczółki ci latały przed oczami, haha

Zobaczcie jakie ja miałem dziwne zbiegi okoliczności. Pojawiam się w grocie, idzie jakaś dziewczyna elegancka po schodach w niebieskoseledynowej czapeczce.

Nie zdarzyłem się jej przypatrzyć, bo mi zniknęła. Chyba w nocy zadzwoniła jakaś dziewczyna do mnie w astralu. Odzyskałem świadomość i sobie z nią rozmawiałem. Słucham ja trochę zdziwiony , gdyż telefon mi wyparował z reki a ona dalej do mnie mówi. Dobrze pamiętam treść rozmowy i jej barwę glosy. Brakowało mi jedynie jakoś pamięci, bym mógł określić identa tej osoby. Nie odczuwałem braku tego znikającego mi z reki telefonu ani jakiejkolwiek potrzeby wizualizowania i postrzegania przestrzennego. Widzialne dla mnie nie istniało. Pogadaliśmy sobie o prywatnych sprawkach i niby tyle. W ciągu dnia dzwoni do mnie potem zapomniana znajoma i powtarza to samo co tamta dziewczyna w nocy. Ach to ty!!!

Mowie do niej ,- widziałem cie w niedziele na schodach w komnatach, a ona zdziwiona i oczy w slup.

A tak ,mowie dalej, w seledynowej czapeczce.

A mam taka , ona odpowiada i byłam wtedy na zamku , zwiedzałam komnaty i schodziłam po schodach, z w zamku w Norymberdze.

I zaczęło się wyjaśnianie dziwnych zbiegów okoliczności. Sporo tego i niezwykle szalone.

Na dniach jej maż zgubił do mnie telefon a potrzebował wystrój zmienić w pewnym lokalu.

Parę dni temu wywoziłem obrazki z pracowni. Zatrzymałem się przy szklanych metrowych ramkach do zdjęć, bojąc ze się zbija. Ach innym razem, bo się zbija,

Jakos w tym czasie, ta dziewczyna postanowiła wyprostować taka sama ramkę ze zdjęciem,wisząca na ścianie, który otrzymała ode mnie parę lat temu. Pech zbiła wtedy szybkę w ramce, jakoś pod pałacami szkło jej pękło.. A potem po paru dniach w godzinie naszego eksperymentu poszła spontanicznie na zamek się szwendać po komnatach by zrobić zdjęcia.

Oobe robiła sobie już w szkole. słuchając transowej muzyki. Wisiała pod sufitem i się bujała w rytm słyszanych jakoś rytmów.

Zastanawialiśmy się jak to działa, sprawdzając następny dzień połączenia mentalne. Okazało się, ze wchłania czyjeś myśli jak gąbka, nie wiedząc o tym.

Dokładnie spisze to dziwo na prywatnym, ( cialka. net ) gdyż wybiega poza ramy eksperymentu.

Eh, dziwne nam rzeczy wychodziły przez następny dzień, 🙂

3 KARNAWAŁ.

14.01.2010 – 01:21

Zbyszek

Fakt, coś nie gra z tymi grotami, takie one chyba prawdziwe. Masz racje Sorrow. Może lepiej się spotkajmy bez powodu w 23. Wołamy się w szarości i namierzamy identa, opowiadając dowcipy. Zalejemy astral świeżym żartem, niech się nami nie martwią, tym całym ludzkim rozwojem. Lecimy do biura nowych dowcipów. Brus wspominał , ze jest takie i wszyscy chętnie tam zaglądają w śnie, gdy się nacierpią pod dostatkiem w życiu.

Jeśli ktoś coś usłyszy to wkleja potem na forum

Gdy chciałem odzyskać jedna panienkę, mówiąc jej zniecierpliwiony ze jest głupia, to Npk-przygadał mi, ze to ja jestem wariatem, opowiadając historyjkę:

Powiesił się facet i wisi ze 100 lat. Cale te lata cierpiał i żałował za swój czyn. Na końcu zerwał sznurek i powiedział :

Eeee, dobrze ze się powiesiłem, ale dlaczego dopiero teraz go zerwałem.

NOWY EKSPERYMENT: UWAGA UWAGA

Kto chętny to się wpisuje.

Ta niedziela 22 godzina rozpoczynamy kabaret. Przeprowadzamy eksperyment przez cala noc. Robimy sobie wesołe dowcipy z astralna dekoracja i podsłuchujemy wesołych niefizycznych:)

Cel; spotkanie w grupie i pośmianie się.

Chętni na pogaduchy.

Sorrow

Gray

Chyba Conchita

Ajzis26

Crow’u

Korna

Paul 023-

Roxane,

Zbyszek

*

Zbyszek

14.01.2010 – 09:50

Wczoraj przed zaśnięciem postanowiłem odwiedzić komnaty śmiechu , gdzieś tam przy centrum planowania.

Cos się rozgościło we mnie i czuje jak zaczyna mi ciągnąc myśli. Początkowo było wymuszane, tak jak bym sprawiał wewnętrzny opór i chciał zbyt gorliwie przyglądać się swawoli myśli w mojej głowie.

Dopiero gdy im zaufałem, tz.dałem myślom swobodę , bez chęci ingerowania w treść wypowiadanych w umyśle zdań, zaczęły się opowieści.

Pierwszy , drugi dowcip, przy trzecim o czarownicy na dyszlu ciągnącej mocą wóz, podskoczyłem do góry. A niech cie, pomyślałem. BŁĄD, trace narratora.

NIE TO NARZĘDZIE, mówi podlatująca czarownica na miotle.

A TERAZ UWAŻAJ.

JEDZIE FACET W WOZIE I PĘKŁA MU KICHA. PODLATUJE ANIOŁ I MÓWI. CHOĆ Z NAMI NIE MA CO ZBIERAĆ.

Wtedy zdałem sobie sprawę, ze po każdym nowym dowcipie zapominam stare. Nie mogę sobie przypomnieć ich treści i wpadam w lekka panike.

Gdy wpuszczałem narratora, coś klikało we mnie i się nie zapisywało. Dopiero, gdy dawałem sobie trochę czasu, więcej odstępów miedzy historyjkami, powtarzając je wielokrotnie moimi słowami, dawały się zatrzymać w pamięci.

TRZEBA ZAPISYWAĆ, skomentował gość w moim umyśle. Przydałaby sie mała karteczka i pisak, by zapisać szkic.

No dobra myślę sobie, a ty wrócisz, dasz rade dalej mówić , gdy ja na chwilkę odzyskam dzienna świadomość?

Zrobiliśmy probe. Narrator, potem ja,- chwilka przerwy na parokrotna powtórkę, i znowu narrator z dowcipem.

Jest , mam pamiętam, mogę je odtworzyć. To chyba te znane pisanie automatyczne , co?

Cisza , goscio uszedł sobie.

Pol nocy spać mi się potem nie chciało.

*

ajzis26

post 14.01.2010 – 10:40

a jestem chętna na niedziele, oczywiście jeśli mi się uda położyć wcześniej 🙂 Pozdrawiam i Owocnych lotów:)

*

Crow’u

post 14.01.2010 – 12:47

Tak tu was czytam i czytam i dochodzę do wniosku że też spróbuję 🙂 Znając życzę położę się później bo coś około 24 ale spróbuję się z afirmować, że chcę do was trafić. Postaram się z obe’ować ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Myślę, że skoncentruję się na Zbyszku, gdyż widziałem jego prace w necie i myślę że to też wspomoże mi odnaleźć jego ident.

BTW poradźcie czy mam się raczej skupiać na obe czy na podróży mentalnej?

Będę wdzięczny za każde wskazówki 🙂 Regadrs

*

Gray

post 15.01.2010 – 10:07

|Wczoraj coś mnie gnało, żeby przetestować to miejsce, ale nic specjalnego nie robiłem w tym celu. Poszedłem spać, ale wiem że wygnało mnie tam 🙂

Pamiętam, że ciągle komuś dogadywałem żartami, inni podobnie się zachowywali, ogólnie śmiech i żarty.

Ledwo pamiętam w ogóle co się działo, a to też świadczy, że to nie był zwykły sen 😉

*

Zbyszek

17.01.2010 – 02:16

Odnawiam, kto jeszcze szykuje się z nami na kabaret?

W TA NIEDZIELE O 22 GODZ.

lista uczestników. Dołączyła Sosna, babka w zielonej czapeczce, straszna zdolniacha.

*

SORROW

post 18.01.2010 – 13:19

22 godzina ,to dla mnie trochę za wczesna pora ,dom jeszcze tętni życiem , jego ściany dopiero pomału wchodzą w nocne wibracje …

Zacząłem więc po północy ,jak zawsze .Trochę muzyki relaksacyjnej,lekkie przyśnięcie , przebudzenie ,intencja i jazda .Hipnagogie …

Siedzę w pozycji medytacyjnej .Mrok rozjaśnia niezidentyfikowana chmura , robi się jaśniej . Siedzę w jasnym okręgu na ziemi , dookoła obrębu panuje straszny mrok .Gdzie jestem ? Źle trafiłem,bo miało być wesoło , a tu jakiś smutek panuje . [Piekło] ,to tu trafiłem ,tu mnie przekierowało …

Tłoczą się negatywne emocje ,więc luzuję na chwilę. Czuję przez chwilę CF i znowu jestem w okręgu .

Po lewej wyłania się jakiś gość .Mamrocze coś o wózku, albo taczce .Nie słyszę dokładnie , słowa przynosi do mnie jakiś powiew ,dlatego są niekompletne .Smutas myślę .No zrób coś … Gość nagle nieprzerywając marszu otrzymuje skądś jakąś orbitę .Oto wokół jego ciała krąży mini-obiekt ,niczym Księżyc , albo inny satelita . Robi się wesoło ,gość ma zdolności …

Budzę się rano i odtwarzam ostatnie wieczorne doznania przemieszane z masą kolorowych snów .Jestem zły,że nie spisałem na bieżąco, bo sporo mi9 umknęło .

*

Sosna

post 18.01.2010 – 18:38

Wiec tak…około północy związana z Morfeuszem wielkim uczuciem odleciałam do jego krainy….

Ale muszę powiedzieć ,ze nie jestem zachwycona tym co tam zobaczyłam….jeden wielki harmagedon…

Ludzie ..dawno nie widziałam takiego przybicia mentalnego…reeety co za psychoza …a miało być śmiesznie…..

Po pierwsze ludziska łaziły i nie wiedziały gdzie i dlaczego…jakiś ogromny rynek czy plac to był..i znów te „kocie łby” tym razem mokre(jakby po deszczu)…ludzie (mężczyźni i kobiety) ubrani wszyscy w piżamy .jeden w błękitną koszulkę i boxerki w paski…drugi w koszulce „spranej zieleni”..inny w różowej krótkiej przed kolano koszulce nocnej…nie pokazywali swych twarzy, głowy były spłaszczone w dol…jakby liczyli kamienie pod nogami….łazili jedno za drugim, bądź wkoło tego ryneczku….przypominało mi to spacer więźniów albo coś takiego…a ja jakby zawieszona nad nimi…w przestrzeni….krzyczałam,ale oni mnie nie słyszeli…krzyczałam by się zatrzymali ,bo w taki sposób jak chodzą to nigdy nie znajda miejsca, w którym powinni teraz być…machałam do nich z góry …ale nic…nagle jeden z nich spojrzał na mnie …ubrany w szatę biała..jakby prześcieradłem owinięty i zaczął tak strasznie się śmiać…ale to tak histerycznie ,ze aż się dławił…idiota pomyślałam…to miało być śmieszne..(?)…a on na to : i tak sie nie dowiesz gdzie się spotykamy…nie powie ci nikt ..hahahah i śmieje się jak durny…wściekła jak osa pomyślałam…poczekam, nakryje was, znajdę…a on jeszcze raz odwrócił twarz, była zdeformowana..jak z plasteliny ugnieciona i mówi …”dałaś się nabrać….dałaś się nabrać”…

,…..obudził mnie dzwonek zegarka….

podle to..pomyślałam,miało być kabaretowo… 🙁

…ale odetchnęłam z ulga ,ze to był tylko sen.

*

Zbyszek

post 19.01.2010 – 10:43

Wasze relacjodeprechy aż mnie rozbawiły:)

Do 23 spisywałem następstwa ostatniego eksperymentu Wingmakers.

Zajęty bylem bardzo i nie łączyłem się z kimkolwiek, zestresowany polskimi Trzcionkami. Przetaczałem w pamięci mnóstwo wspomnień ze spotkań, z osobami biorącymi udział w eksperymencie, gdyż rozciągnął się on na kilkanaście osób i ciągnął prawie przez cały tydzień.

O 23 godzinie wskoczyłem do wyrka trochę umęczony pisaniem. Pogrzałem cielsko do błogości nie chcąc nawet o was myśleć.

Zakręciło mnie jakoś jak przed wyjściem z ciała. Pojawiły się mi rożne obrazy. Cześć z nich była odczuwaniem- odczytywaniem własnych myśli z pamięci a niektóre wytworzonymi w astralu sceneriami.

Pojawia się babka w czerwonym ubranku, z grubawa buzia. Sosna się poprawiła?.

Schyla się nad jakimś facetem, pstryk, znikają.

Korytarz jasnego pomieszczenia , długi rozświetlony z otwartym oknem na wprost.

Ooo dobre. Jaka sielanka. Piękne barwy słoneczne, chce widzieć więcej, Obrazy astralne są leprze niż to mdłe widzenioczucie mentalne. Wyklikniecie.

Pojawia się przy mnie wirująca z czerwonymi paskami abstrakcyjna forma, podobna do tej z ostatniego eksperymentu przy Sośnie i kręcącego bąbla z papieru na mojej jabłoni w ogródko. Tym razem brak w nim chaosu, pięknie ułożone w finezyjne linie.

Super, chce więcej wrzeszczę w ciemnicy.

Pojawiam się w pracowni. Odczuwam delikatne przemieszczenie. Ho. Ho . jestem poza ciałem.

Otwierają się drzwi i wchodzi zmarły przed laty znajomy. Śmiejemy się, on świeci. Tracę dostrojenie ale dalej gadamy. Jak tam , co zona na twoja zmianę dymensji?

Trochę późno się robi, godzinę prawie się już wyleguje. Czas wstać , pomyślałem. Pojawia się goscio.

Zaczekaj jeszcze godzinę to zobaczysz coś się będzie działo. Co godzinę, wyjęknąłem przerażony. Tyle mam siedzieć. A gdzie te dowcipy, zapomniałem. Powiedz coś !!

OK, mówi goscio.

Idzie sobie facet i wpada do studni. Przerwa.

To ma być dowcip, wrzasnąłem zjeżony!!

Zaczekaj, i mówi dalej po chwili.

Wychodzi z niej, zahacza o krawężnik i zostaje na stałe.

Sekundy lecą a ja dalej nie wiem czy się śmiać czy rozpaczać.

Domyślam się , ze wali głowa o chodnik, no tak to, tak się bawicie, tam na gorze.

Cisza.

Zdałem sobie nagle sprawę, ze słyszałem dokładnie słowa opowiadającego a następnie wyobrażałem sobie treść dowcipu poza ciałem w tym, no , umyśle. W sumie była mała różnica miedzy jednym a drugim.

Tak jak bym śnił ekstra w śnie, zwieszając się w mentalu:)

Ach, dzięki to jest odpowiedz na moje prowokujące pytanie, postawione wczoraj na forum, te hipnagogi powstające w umyśle:)

Dzisiaj za to wciągnąłem Sosnę na dyskotekę. Sporo było ludzi. Zaciągnęliśmy ja na sile do miejsca, bo stała jak Sosna pod ścianą i ani me ani be. Świeciła trochę w odróżnieniu od ciemnawych i mglistych atrap snu:)

*

Konsekwencje ostatniego eksperymentu. Strasznie się potem narobiło, nosiło informacje z jednego do drugiego. Wyszedł wspólny mega sen. Wpis trochę długawy, pod tekstem Osho,:)

http://cialka.net/ciala-subtelne

pozdro i jeje

*

Sosna

post 19.01.2010 – 13:38

Pol nocy „przesiedziałam” na portalu NK ..jeeeny ile tam było ludzisków …ojjj cały tłum…ale tylko Zbyszek napisał na moim profilu…tylko od niego dostałam komentarz….i to strasznie długaśny…jakby z jakimiś żalami o cos…hhmmm. Myślę sobie „nic ci chłopie nie zrobiłam …coo chcesz…” …a on mi tam dalej i pisze i pisze i nagaduje …tak mnie tym umęczył, ze wstałam i poszłam sobie…co za sen znowu …w takim tłumie ……

*

Zbyszek

post 19.01.2010 – 15:53

O matko a ja niczego nie pisałem, przecież była dysko:)

*

Gray

post 19.01.2010 – 18:43

U mnie nic specjalnego, odpływałem i przysypiałem. W nocy zaś ciągłe fazy, raczej psychiczne, połączenie mnie ze wzorem matematycznym blabla więcej nie pamiętam, wiem, że była ze mną jakaś dziewczyna. Sny to raczej nie były, a coś w stylu nocnego fazowania, niespokojny sen, lekko spociłem się. To samo miałem, w dzień eksperymentu 2 tyg. temu. Mimo, że nie uczestniczyłem osobiście, to w nocy miałem też psychiczne fazy, niespokojny sen i pot, czyli powtórzyło się, nie wiem gdzie mnie wygnało, ale na pewno gdzieś w miejsce dla mnie ciężko zrozumiałe + moje niewyćwiczone postrzeganie mogło zniekształcić.

*

ajzis26

post 19.01.2010 – 19:07

U mnie nic specjalnego, dziwne obrazy się pojawiały ciężkie do zidentyfikowania,ale za to sny miałam niezłe. śniło mi się, że prowadziłam szkolenia dotyczące OOBE, uczyłam innych jak wyjść z ciała fizycznego, miałam OOBE ale w śnie do końca nie byłam tego świadoma, wszystko szło ok do póki jakiś chłopak, który pojawił się z nie wiadomo skąd, ubrany był tylko w bokserkach i strasznie na mnie krzyczał, że źle to robię, że to nie tak itd Strasznie się zdenerwowałam i go pogoniłam, więcej nie pamiętam. Mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej. Pozdrawiam:)

*

Sosna

Znajdź tematy użytkownika

Znajdź posty użytkownika

post 19.01.2010 – 19:58

Witaj ajzis 🙂

Widziałaś również faceta w boxerkach , niewyrazistość i dziwność miejsca..hhmmm

Czy istnieje prawdopodobieństwo ,ze pognało nas w ta sama stronę tego wieczora (?)

Pozdro !!

*

Zbyszek

post 19.01.2010 – 20:51

Chyba dobrze wyszło dziewczyny. Czerwone ubranie i trochę napuchnięta buzie, po wizycie u dentysty Sosna potwierdziła. Tylko co za koleś ten z bokserkami:)

Co rusz się ktoś nawiedzony zgłasza do mnie na pryv. z jakimiś roszczeniami, a to tak, albo siak, ciągle czegoś nie wolno, albo zabronione. Szwendają się potem ich rozsierdzone mysloksztalty za nami i tyle.

Torebkami takim po głowie i im się odechce:)

Ciągniemy dalej. eksperyment do końca tygodnia. Tym razem bez stresu, noce są przecież długie, może się komos jeszcze coś potwierdzi.

Jesli będę przynudzał na naszej klasie,to wiecie jak zrobić, torebka po głowie aż się obudzę:)

Możliwe, ze z forum Brusa ktoś się nachmurzył naszym kabaretem, gdy na Haiti takie nieszczęście i was pociągnął za sobą.

W przyszłą niedziele startujemy na odzyskania na wyspę? Co o tym sadzicie?

Musi być tam sporo niepokoju. Niejeden człowiek siedzi jeszcze pod gruzami i nie wie , ze się przefazował na stałe.

Jakieś propozycje w przyszłą niedziel, czy startujemy na Haiti?

Czas ponagla do działania.

*

Sosna

Zobacz profil

post 19.01.2010 – 21:36

Słuchaj…może Ty masz rzeczywiście racje…..bo ja jeszcze miałam tego faceta ze zdeformowana twarzą…w tym jakby prześcieradle…cholera …mówiłam ostatnio ….ubolewając nad ofiarami tego trzęsienia…:(

Czyżby jakieś ciałka aż tu do nas trafiły…jeeeny …zaczynam na dobre wszystko rozumieć….o wielu rzeczach się nie pisze, bo i człowiekowi wszystkie szczegóły zapamiętać trudno.Trzeba by spisywać od reki…..ale nareszcie rozjaśnia mi się wszystko…

Jesli chodzi o ciągłość tego eksperymentu ….to myślę Zbychu ,ze warto….co myślą inni…poczekajmy na komentarze…

🙂

*

Zbyszek

O trzęsieniu dowiedziałem się dopiero dzisiaj, z wiadomości wieczornych.

Cos na forum Brusa pisali ludzie jakieś uszczypliwe uwagi. Teraz wiem o co chodzi. Wlasciwie to nie ma co czekać do niedzieli

Ogłaszam ostre pogotowie. Lecimy na Haiti od dzisiaj , każdego wieczoru. Miedzy 22 a 24 godzina. Spotkanie przy krysztale Brusa.

Jutro napisze trochę porad dla początkowych. Nie jestem znawca tematu odzyskiwan, ale powinno starczy , reszta to szczere chęci .

Start za 2 minuty.

*

Ajzis26

post 19.01.2010 – 22:05

Witaj Sosna:)

dopiero jak mi napisałaś to skojarzyłam o tych bokserkach. Ale My się nie damy jak to Zbyszek napisał Torebkami takim po głowie.

Zbyszek ja też lecę , przynajmniej mam szczere chęci zobaczymy co z tego wyjdzie.

Ruszajmy!

*

Sosna

Zobacz profil

post 19.01.2010 – 22:11

ajzis już wiemy co mamy robic ….:) torbami po głowie..hahahha niech się tylko pojawi…drań jeden czy drugi,mazepa jedna !!!!

Ruszajmy ludziska !!! ….

….tylko strasznie tam gorąco….nie mogę wejść… 🙁

*

Zbyszek

post 19.01.2010 – 22:27

ech coś mnie resetuje na łózko, może z 10 minut spróbuje jeszcze raz. Uuuuu, ten znajomek , zmarły, wchodzący do mojej pracowni, tez na głowie miał żółta szmatę na 20 cm. Wyśmiałem go, ze sobie żarty robi. Powiedział,- tkwię w systemie przekonań, musisz mi pomoc. Wteeeedy, to parsknąłem śmiechem, gdyż Wiesiek był bardzo rozsądnym facetem. Zginał chyba w wypadku samochodowym, Był dosyć swarliwym dryblasem:( Ostatnim razem spotkaliśmy się na sylwestrze. Stad pewnie, pojawił się u mnie watek dyskoteki i potańcówek.

Mówiliśmy na niego Kangur, w nocy przypomniałem sobie to podwórkowe określenie.

DZIEWCZYNY!! Od boksującego kangura do bokserek już blisko.

Dobrze, ze Sosna potwierdziła ta czerwona koszule i napuchnięta buzie i ten bokser…..

Pewnie byśmy znowu zignorował te cale widzenia a tak, mamy teraz chociaż jakieś potwierdzenie wspólnej wyprawy:)

Taką samą żółta szmatkę, ściągnąłem kiedyś noworodkowi, dopatrując się w niej nadgorliwej opieki w rodzinie.

Uf, ale te sny są pokręcone, zawiewa symbolami, krążąc wielkimi kolami . Odrobinę nieostrożności i się wszystko plącze, zlewając w jedno, wielkie nieporozumienie..

*

Plywak

post Wczoraj, 11:15

oto moja relacja z niedzieli 17-go:

kładę się do łóżka ok. 23-ciej i próbuję wejść w trans, trwa to długo, przesuwam energię, otwieram czakry, co jakiś czas otwieram oczy, żeby nie zapaść w sen, bo wtedy wszystko byłoby stracone. Przesuwam energię w górę, myśli ze świata realnego obciążają mój umysł.Medytuję, wyciszam swój umysł, wreszcie udaje mi się osiągnąć stan transu na odpowiednim poziomie. Znajduję się w jakimś domu z kilkoma osobami (Obowicze może), dostajemy zadanie obrony twierdzy przed zalewem obcych. Udaję się wraz z innymi do twierdzy, lecimy przemierzając setki kilometrów. Na ten cel otrzymuję szczególną moc, staję się „wojownikiem światła”. Ta moc niesie mnie aż do celu. To miejsce święte, świątynia (ale nie kościół, raczej mauzoleum) w której ma się rozegrać bitwa między siłami światła i ciemności. Spotykam się z grupą obrońców, jestem jednym z wielu, lecz nie wiem kto ile otrzymał mocy. Ale to moi sprzymierzeńcy, ustalamy plan działania.

masz za zadanie bronić odcinka na wieży, tam będzie zmasowany atak wroga

Kim ja u diabła jestem, wybudzam się, rozglądam, jestem bezpieczny, znów zamykam oczy.

to nasz wielki plan, musimy obronić twierdzę, bo ona jest najważniejsza

Dlaczego, nie, nie pytam, skoro lepsi ode mnie tak mówią więc tak musi być, postaram się tylko wykonać zadanie.

To twoja drużyna, nie strać ich, jeżeli przegrasz to już się nie obudzisz

Nie, nie przegram, jestem dobry, a oni mi pomogą. Byłem pewien zwycięstwa. Ale wciąż nie rozumiałem o co walczymy i dlaczego oni chcą tej twierdzy.

Tutaj podejmujemy decyzje ważne dla całej ludzkości, nie możesz zawieść

Pojawia się ON, jest energią, światłością, nadzieją. Nie mówi nic, ale daje nam odczuć swoją wielkość, napełnia nas swoją mocą. Teraz jesteśmy jeszcze silniejsi i pewniejsi.

Udajemy się na swoje stanowiska. Następuje atak wroga. To tylko czarne postacie, jak w grze, trzeba je niszczyć. Są szybkie i przebiegłe, trudno je trafić, atakują setkami, potrafią wspinać się po murach i pionowych ścianach, potrafią skakać. Zalewają cały zamek, chcą dostać się do środka. Niszczymy ich setki, ja sam walczę zaciekle, nie widzę końca, trwa to długo. Przerwa, otwarcie oczu, jestem spocony. I znów wracam do obrony twierdzy, znów walczę. Mijają godziny, a może dni. Spotykamy się w sali obrad, to ogromna komnata, gdzie jest stłoczony lud. A my, wojownicy mamy go bronić. Istoty się kotłują, boją się czegoś. Dostajemy dawkę nowej energii, ale wroga już nie ma. Zrezygnował?

Oddajemy ci cześć najwyższa istoto, która gromadzisz nas tutaj dla swoich celów. Jesteśmy ci wierni i oddani, zawsze stawiamy się na twe wezwanie.

Możecie już odejść, misja spełniona

Wśród śpiewów i hołdów opuszczam to miejsce, pojawiam się w naszym pierwotnym schronieniu. Omawiamy znów cele naszej misji, śmiejemy się i cieszymy. Czy wróg został pokonany? To nie był wróg, to tylko próba naszej wytrzymałości i poświęcenia. A więc jednak. Moc zostaje mi odebrana, czuję się nagi, tylko zwykłym śmiertelnikiem.

Musisz się poddać leczeniu. Nie wybudzisz się już, pozostaniesz tutaj

Ale gdzie to jest tutaj?

W swoim materialnym ciele. Widziałeś rzeczy, których nie można oglądać, zostałeś wtajemniczony, nie możesz odejść

To dobrze, myślę i otwieram oczy. W którą stronę mam się udać, do światła czy w drugą? Nie rozpoznaję kierunków. Właściwie dobrze się tu czuję, po co odchodzić.
*
KOLEJNY EKSPERYMENT
4,- HAITI

Rugwa
http://www.oobe.pl/park/blog/rugwa/index.php?showentry=7540

Haiti
24.01.2010 – 21:20

Chwilę po wystartowaniu na Haiti z mojego miejsca w Focusie 27 znalazłam się w budynku, z wieloma pomieszczeniami, pooddzielanymi szybami. Było tam wielu ludzi/istot, a każde z nich niezmiernie zajęte swoją pracą. Wyglądało mi to na jakiś instytut, czy raczej sztab/centrum zarządzania/laboratorium. W każdym razie w pomieszczeniu, w którym się znalazłam były przytwierdzone do białych ścian przedmioty, które mogę nazwać telefonami. Każdy z telefonów posiadał z lewej strony przytwierdzona ludzką głowę, a z prawej słuchawkę i korbkę. Każda głowa przy telefonie miała inny kolor skóry, nie wszystkie tez przedstawiały tę samą płeć. Te dziwaczne telefony zamiast dzwonić krzyczały, a raczej głowa krzyczała, gdy jakaś rasa ludzka potrzebowała pomocy.
Podeszłam do telefonu, który posiadał głowę murzyna z brodą, podniosłam słuchawkę, przyłożyłam ją do ucha i zakręciłam korbką. W słuchawce niemal natychmiast odezwał się męski głos, mówiąc do mnie mniej-więcej coś takiego: BARDZO DOBRZE, RAZEM JEST NAS 32.
I w tej właśnie chwili zobaczyłam różnokolorowy wykres kołowy. Każdy kolor zajmował inny kawałek „tortu” wykresowego. Liczba 32 była przy kolorze zielonym, udało mi się jeszcze dostrzec trochę mniejszy obszar koloru czerwonego, przy którym widniał liczba sporo mniejsza od 32, bodajże 12.
Każdy z kolorów „tortu” reprezentował inne grupy osób/istot, biorących udział w niefizycznej pomocy dla Haiti. Ja byłam w grupie zielonej, która według mnie reprezentowała ludzi jeszcze „zielonych” w temacie, którzy są tu po raz pierwszy lub dopiero się zaznajamiają z całą sytuacją. Czerwoni oznaczali osoby bardziej w temacie zorientowane, niestety moje przekonania nie pozwoliły mi zobaczyć, jak wyglądały inne grupy wsparcia.
Każda osoba z zielonej grupy dostała cos w rodzaju lnianej kamizelki, z wielkim, soczyście zielonym kołem, przyklejonym na wysokości klatki piersiowej z przodu i z tyłu. Na czele naszej grupy stała osoba z czerwonej drużyny – jej koło na kamizelce było koloru czerwonego. Czerwony prowadził całą grupę po różnych miejscach, w celu odnalezienia ludzi. Znajomość terenu przydawała się szczególnie przy penetracji terenów lesistych lub tych porośniętych gęstszą roślinnością i dlatego bardziej doświadczony – czerwony – był niezbędny.
Pełniliśmy funkcję kogoś w rodzaju „naganiaczy” – jako większa grupa mieliśmy być widoczni dla zagubionych ludzi, którzy, biorąc nas za innych zaginionych z chęcią się do nas dołączą. Oprócz tej roli, spełnialiśmy jeszcze funkcję „strażaków”, czy też „służb porządkowych”, które np. wyciągały ludzi, przygniecionych dachami własnych domów. Udawaliśmy, że ratujemy tych ludzi spod gruzów, zdając sobie w pełnie sprawę z tego, że ratowani dawno już nie żyją, tylko o ty nie wiedzą i czekają na pomoc.
Niestety ciężko mi było dostrzec dokładną scenerię – widywałam lasy, dżunglę, domy przywalone piachem i błotem – trochę mi to nie pasowało, ale nie chcę tego oceniać, bo nawet dokładnie nie wiem, co się na Haiti stało. Nie oglądam TV i nie czytam wiadomości, wiem tylko, że tysiące dusz może czekać jeszcze na „odzyskanie”. Pewnie gdy zaczerpnę więcej informacji, łatwiej mi będzie kontynuować pracę.
Przyprowadzałam znalezionych ludzi do jasnego namiotu, znajdującego się na pustyni. W środku było sporo ciemnoskórych osób o trochę zdezorientowanym wyrazie twarzy i znakiem zapytania w oczach. Zdziwiło mnie, że namiot jest tylko jeden na całej pustyni, ale po chwili, gdy wytężyłam wzrok zauważyłam całą chmarę namiotów na tej olbrzymiej przestrzeni. Dlatego nie zauważyłam początkowo innych namiotów, żeby trafić bez problemu do „swojego”, ponieważ każdy pomocnik miał jakby przydzielony oddzielny namiot, do którego sprowadzał odnalezionych przez siebie ludzi.
Za każdym razem, gdy odprowadziłam kolejnego człowieka do namiotu, wracałam do grupy. Okoliczności zewnętrzne sprawiły, ze dłużej nie mogłam świadomie uczestniczyć w odzyskiwaniach na Haiti, ale postanowiłam zostawić tam swoje niefizyczne ciało. Mój duplikat miał za zadanie kontynuować, rozpoczętą przeze mnie pracę. Zobaczyłam jak z grupą chodzi już nie rugwa, tylko jej przeźroczysty świetlisty hologram, połączony z moim fizycznym ciałem smugą światła. Moje 3 oko było projektorem, który projektował holograficzną rugwę (o tej samej jakości co przedtem) na Haiti.
Zostawiłam więc ją na miejscu, wracając do fizycznej czasoprzestrzeni.

*
Zbyszek
25.01.2010 – 09:15

Na Haiti doliczono sie juz 150000 tysiecy ofiar. Ni pisałem niczego w tygodniu, widząc jak zamiera inicjatywa na forach.
Wczoraj lub przedwczoraj ( już mi się plącze) w nocy spotkałem Draqa, przed malowana karta, jakaś mapa, obraz na ścianie, spoglądam w bok leci Ruqwa jak cień .
Następnego dnia dostałem od Draqa maila, , pisał, ze coś tam, po wielomiesięcznym milczeniu.
A wiec sie budzi chłopina:)
Przy odzyskiwaniach należy zachować ostrożność i pozbyć się wnikających w nas form astralnych, czy nawet świadomych jaźni. Mogą zadowkowac w nas i siedzieć sobie, nie rozumiejąc za bardzo co się dzieje.
3 sztuki chwyciłem w poniedziałek na Haiti i dopiero przedwczoraj się ich dopatrzyłem.
Trochę w plecach łupało:)
Założyłem wielkie radio na ramiona i szwendałem się po gruzach, ściągając na siebie uwagę mieszkańców.
W ciągu 2 dni dostałem zaziębienia. Z nochala cieklo jak z kranu i zaczęła się jazda.
Budzę się w nocy, ciemno , idę po papier do nochala, zatykam go i zasypiam. Budzę się znowu.
Patrze,- papieru nigdzie nie ma. Idę jeszcze raz, kładę go na stole. E trzeba spać, może szybciej się wyleczę. Trzymam świadomość z rozgrzewaniem ciała. Ech wyciągam papier z nochala a on się ciągnie na metr. O do diaska a czemu on taki długi, była przecież tyko zatyczka. Spoglądam na stolik , papieru znowu nie ma.
Jakaś babka za to siedzi przy mnie. Chwytam ja czy żywa, Jest szara i ma swoja twardość. Co ona tutaj robi?
A niech sobie siedzi, pewnie to jakiś aspekt opiekuńczy.
Kreci mnie i wpadam gdzieś jeszcze dalej. Dziwne łaskotanie w głowie.
Słysze dzieciaki, mówią po polsku. Będziemy ci pomagać na Haiti. 3 dziecięce glosy.
Przecież odkleiłyście się przedwczoraj od pleców, pytam trochę podłamany.
Możliwe ze sam wytworzyłem 3 aspekty siebie, 3 myślokształty pomocnicze, których utrzymanie przyprawiło mi zaziębienie.

Przy małoświadomych podróżach należy pamiętać by spotkane istoty, te niby cienie, pozostawić w jakimś szczególnym miejscu. Rozładować w nich napięcie lub przywołać jakaś świadomą istotę, by połatała w nas dziury.. Gdy chwycą nas ledwo widoczne cienie rękoma, nie znikać a dokończyć odzyskiwania.
Kiedyś mi się to już przytrafiło. Na warsztatach . Babka wkleiła się mi na plecy i ja zapomniałem. Siedziała sobie u mnie parę dni, aż się jej dopatrzyliśmy ze znajomymi, przy stole, w czasie wesołych rozmów. Niby nic się nie stało. ale po co nosić w sobie obce świadome elementy czy narobione przez nas aspekty współczucia.
Znajomi na zakończenie czyszczą się. Dlatego jest kryształ Brusa. On doładowuje i oczyszcza nas .
Są tacy co puszczają przez siebie kule pięknego, napełnionego miłością światła,-głowa -stopy , wielokrotnie aż się rozluźni cale ciało.
Dostrajają się do czystej bezwarunkowej miłości i tak naładowani po uszy energia, ruszają dopiero na odzyski lub je zakańczają. Na zakończenie również robią sobie prysznic CBM-u plus intencje miłości.
Brus proponował przypomnieć sobie piękne chwile, by pojawiło się w nas silne, szlachetne uczucie, Gdy zagulgota w nas z radości, znaczy jesteśmy gotowi do eksploracji stanów swiadomosci:)
A wiec odzyskiwacze, trzeba się przygotować, by sobie nie narobić biedy, i wylądować na mieliźnie:)
*
ajzis26
25.01.2010 – 10:57
Położyłam się dość wcześnie skupiając się na Haiti, wyciszyłam umysł ale hasło Haiti dudniło mi ciągle w głowie tak na wypadek gdybym zapomniała,gdzie mam lecieć. Co jakiś czas traciłam świadomość, aż w końcu się poddałam i zasnęłam. Znalazłam się na lotnisku czekając na samolot nie wiem gdzie miałam lecieć, było bardzo dużo ludzi, nagle widzę jak ten samolot startuje, a ja nie wsiadłam, nie wiem dlaczego, może dlatego, że w realu za nic nie wsiądę do samolotu, mam lęk wysokości. Stoję i patrzę jak leci i nagle samolot spada do wody, a ja już nie jestem na lotnisku tylko na jakiejś plaży, jest pięknie, bajkowo, woda błękitna, jest dużo ludzi i wszyscy obserwujemy ten samolot, który rozbija się o wodę, padam na piasek i zaczynam krzyczeć, podchodzi do mnie mężczyzna w średnim wieku z plecakiem na plecach i mówi „Obudź się jesteś nam potrzebna”Dopiero do mnie dociera, że to sen przypomniałam sobie jaki jest cel mojej wyprawy, wszystko zaczyna znikać, zostaje tylko piasek, wszędzie piasek jakaś pustynia. Nikogo już nie było, chciałam zawołać tego mężczyznę ale mój głos był dziwny jakby puszczony z taśmy w bardzo zwolnionym tempie, nie mogłam mówić to było straszne. Próbowałam się ruszyć ale piasek zrobił się lepki i nie mogłam się z niego wydostać. Nie wiem ile to trwało, ale jak się obudziłam to, chyba przez dwie godziny nie mogłam zasnąć. Cóż próbowałam, mam nadzieję, że następnym razem pójdzie lepiej. Pozdrawiam

*
ajzis26
25.01.2010 – 14:18

http://wiadomosci.onet.pl/2117362,441,kata…kowej,item.html

Czy możliwe, że to mi się śniło? Dopiero to przeczytałam i ciarki przeszły mi po plecach. I ta zbieżność liczb, wydobyte dopiero 23 ofiary( ur. 23 dnia ) na pokładzie znajdowało się 83 pasażerów ( to mój rocznik) Zbieg okoliczności? Sama nie wiem, ale dziwne uczucie mnie ogarnęło jak to czytałam.

*
Zbyszek

25.01.2010 – 18:48
Same straszydła nam wychodzą., Dzisiaj dowiedziałem się , ze moja właścicielka mieszkania zmarła w czwartek , a babka przy moim łózko siedziała w nocy przy mnie chyba w sobotę. Co mnie się trochę wydaje jeszcze dziwne to sen Rugwy. Jej opis namiotów z czerwonymi opaskami wypisz wymaluj z filmu jaki oglądam przez dwa dni, -nowym Terminatorem. Sztab, te czerwone opaski były tez dla zasłużonych bojowników, pomieszczenie z głowami tez było tylko , ze z czarnymi, metalowymi czaszkami pod złe robotoludzie.
Jak pomyśle, ze ostatnio, znowu namierzyłem Rugwe z Draqiem, to się tak jakoś dziwie. Tym bardziej , ze staliśmy z Draqiem przed mapa , karta czy jakimś obrazem. Pognaliśmy wzrokiem w stronę zatoki gdańskiej, wielkiej rozleglej płaszczyzny wodnej, coś jak odciętego zbiornika wodnego. Tyle , ze nie wiadomo dlaczego. Jakas kreska pociągnęła wzdłuż wybrzeża na zachód, jakieś sto kilometrów
Cały dzień szykowałem się do opisania przygody Brusa w samolocie, odzyskanie żołnierza gdzieś spod Iraku.
Ach moglem ja spisać , dobry przykład na interpretatora( Star Trek) i pole morfogenetyczne czy wspólna nieświadomość.

*
GdaJan

25.01.2010 – 21:01

Ajzis, nie czytuj onetu bez sprawdzenia innych źródeł, bo Ci nos urośnie 😛


http://news.yahoo.com/s/afp/20100125/wl_mi…banonplanecrash

Liczby dopasować, można do teorii jak się chce 😉 to tylko liczby.

*
Zbyszek

25.01.2010 – 21:14

To przez ta czarna gębę, nie wie dokładnie a gada!!
Na terminatorze było tak samo. Mowie wam!!!
Mysle ,ze dobrze nam idzie:)

*
ajzis26

25.01.2010 – 21:16
GdaJan!!!dla ciebie to tylko liczby, ale nie dla mnie, interesuję się numerologią i tak się składa, że jak zwracam uwagę na liczby to, to dla mnie zawsze coś znaczy;) Inni doszukują się prawdy w fusach po kawie,a do mnie przemawiają liczby;) Nieważne jakie źródło, akurat myślałam o moim śnie, chciałam odpowiedzi i być może to była właśnie ta odpowiedz, właśnie z tego źródła. Może i wyolbrzymiam, ale jeszcze nigdy się na liczbach nie zawiodłam to taka moja rozmowa z podświadomością. Pozdrawiam!

*
dreamer_the_one
12:06
ja wessałem do swojej wizji nobla i nieq, przy czym obydwoje byli po 30stce. przewijał się motyw serfującego po jeziorze karola ceplina, wódy i śmiechu. nobel niestety ze szczylami sie nie zadaje…
może do tragedii na haiti niewiele ma, a jednak skrobnąłem : )

*
Zbyszek

N forum pojawił się watek zagłady ziemi założony przez Rozenkrojca
http://www.oobe.pl/park/index.php?showtopic=4598
Wybuch słońca spowoduje przepalenie atmosfery. O podobnej treści oglądałem w tygodniu film i wciągnąłem w szalone sny znajoma Sosne. Na filmie, przed sama zagląda ziemi, parę dobrych ufoli, aniołów przeniosło małolatów na inna planetę.
Zaczął się cykl od nowa, ludzkość rozpoczęła nowa kartę w historii jak Adam i Ewa. Film był fajowy, tyle ze się mi przeniósł w astral.
Wielu moich znajomych, śniło potem fragmenty z tego filmu. Wciągali się psim swędem, nie oglądając go, ileś tekstów wcześniej napisałem mała wzmiankę o naszym wspólnym mega- śnieniu, ba, Herbina nawet puszczała mannę z nieba:) ( inspirujące zdjęci Sosny zrobione w czasie eksp. Wingmakers
http://cialka.net/wp-content/uploads/2010/…nna-z-nieba.jpg
Nie brali oczywiście tego poważnie.
Bardzo możliwe , ze podatne osoby wchłaniają aktualne sny astralne, po kolejnych filmach i się utożsamiają z ich treścią.
Wtedy to masakra!!!!
Szkoda , ze autor nie napisał skąd wytrzasnął ta wizje i jak ja nagrał:)
W filmie Rosenkrojca( oryginale), główny bohater, po wielu rozterkach, zamiast się schować przed słonkiem, postanawia zostać na powierzchni ziemi. To nie koniec, mówi jego tato i płoną w objęciach.
Większość ezoteryków robi teatrzyk ze swoimi wizjami. Mam nadzieje , ze nasze ćwiczenia trochę załagodzą napięcia i wygładzą roztrzepane czupryny Wernyhorom
Hej Ajzis:
******
A tutaj wklejam tekst Rosenkreutz:
Rosenkreutz
25.01.2010 – 17:36

25.01.2010

Informacja ta ma na celu ostrzeżenie przed działaniami propagandy rządowej w masowych mediach na przełomie roku 2011 i rozpowszechniana jest od początku 2010 roku przed jakimikolwiek publicznymi informacjami dotyczącego tego tematu. Proszę o rozpowszechnianie tych informacji dla jak najszerszego grona osób.

Wszechświat działa matematycznie. Każda planeta jak i jednostka na niej, każde działanie jest matematyczne. Dzięki znanym prawą wszechświata człowiek może obliczyć z dokładnością do sekundy jego działanie, dzięki temu miedzy innymi wiedza ta pozwala nam lądować na innych planetach czy księżycach.
Na przełomie kilku tysięcy lat, pewne istoty kontrolowały naszą planetę poprzez utrzymanie nieświadomości wśród ludzi i uwięzienie ich w nieświadomej iluzji nazywanej fałszywie „życiem”. Przeciętny człowiek jest nieświadomy swoich uczuć ani myśli które tworzą jego rzeczywistość fizyczną. Nie jest przyczyną swojego działania, nie rezonuje świadomością w wymiarze przyczynowym lecz działa zaprogramowany przez wymyślny system antychrystów w rządach ( UK, USA, Watykan, Izrael ).
Na przełomie 2011 roku, masowe media prawdopodobnie będą starać się namówić ludzi do zejścia pod ziemię ( do wybudowanych tam miast lub bunkrów ) w celu uniknięcia śmierci w czasie pewnej specyficznej aktywności słońca.
Jest to naturalne, matematyczne działanie które powtarza się co określony czas i dotyczy wszystkich planet i układów słonecznych. Nasza planeta przed końcem 2011 na 3 dni straci atmosferę. Jednostki na niej które nie będą potrafiły samodzielnie stworzyć grawitacji przestaną istnieć. Grawitację można stworzyć poprzez miłość, jest to matematyczne działanie i opiera się na podstawowych prawach wszechświata które nie są znane przeciętnemu człowiekowi poprzez blokowanie tych informacji w masowych mediach.
Rok 2012 nie jest rokiem końca świata lecz zakończeniem cyklu jego matematycznego działania mającym na celu zwiększenie wibracji energii i zmianę gęstości fizycznej.
Apeluje do wszystkich ludzi, nie schodźcie pod ziemię. Nie czujcie strachu lecz kochając w pełni siebie i innych ludzi wyjdźcie przywitać nową erę odzyskując świadomość własnej istoty i uwalniając się od fałszywej iluzji którą starano się wpoić ludziom i która kontrolowała nieświadome pokolenia przez tysiące lat. Ziemia nie uchroni nikogo, zejście do rządowych placówek skończy się o wiele bardziej brutalniejszą śmiercią dla przeciętnego człowieka który ma możliwość oczyszczenia się i przeżycia na powierzchni ziemi.
Apeluje także o kontrole własnych emocji i myśli, nie pozwólcie żeby masowe media, osoby manipulujące wami pozwoliły abyście mordowali się wzajemnie o fałszywe prawdy i cele. Rządy i osoby je kontrolujące od kilkunastu lat starają się stworzyć konflikt światowy przeciwko Rosji, Iranowi i Chinom umożliwiający stworzenie jednego światowego rządu.
Apeluje także o nie szczepienie się przed wirusami grypy pochodzenia zwierzęcego. Wirusy te są pochodzenia laboratoryjnego a szczepionki wywołują mutację wirusa grypy co prowadzi do śmierci osoby zaszczepionej.
Apeluje o otwarcie oczu, o otwarcie serca i umysłu w imię światła, w imię miłości, w imię życia !

Po szczegóły aby w pełni zrozumieć umieszczone tutaj informacje i posiąść odpowiednią wiedzę niezbędną do normalnego funkcjonowania człowieka we wszechświecie odsyłam ku wykładom i naukom poszczególnych osób:

David Icke, Dan Winter , Gregg Braden, David Wilcock, Nassim Haramein i wiele innych.
Na tym filmie ufolo-aniołowie, podali telepatycznie rożnym ludziom, na kilkadziesiąt lat do przodu, informacje dotyczące nadchodzących katastrof, ilość ofiar i dokładne miejsce katastrofy.
Ostatnim wypadkiem przed samym końcem świata, zanotowanym na liście zdarzeń był wypadek samolotu, chyba po jakimś trzęsieniu czy powodzi…..

*
rugwa

Zobacz profil20:59

Masz rację, to faktycznie bardzo dziwne… Tym bardziej, że tego filmu nie oglądałam.
Dziś nad ranem miałam dziwaczne oobe, które może mieć związek z odzyskiwaniami na Haiti. Jak zdążę, to jeszcze dziś opiszę. Mam nadzieję, że to nie kolejny scenariusz jakiegoś filmu 😀

*Zbyszek

Brus opowiadał swoja przygodę z odzyskania pilota . Wylądował na statku kosmicznym . Za sterami siedział kosmita i coś mu opowiadał. Odrzucił taka interpretacje, domagając się dokładniejszego odczytu. Dekoracja się mu zmieniała 3 razy. Czując w tym swojego interpretatora, walczył dalej o rzetelność wizji.
Chyba za 3 razem pojawił się dopiero w samolocie z amerykańskim zmarłym pilotem.
Na końcu powiedział, ze prawdopodobnie nie miało wielkiego znaczenia, czy był to kosmita czy amerykański żołnierz. On był ciągle w tym samym miejscu i pomimo zmieniającej się dekoracji, był nadal przy tej samej osobie. Zarówno kosmita jak i żołnierz został przez niego obudzony, i zainteresowany odmiennością percepcji po śmierć. To by wystarczyło. Odzyskiwanie by się i tak odbyło, w obu przypadkach.
Wielokrotnie natrafiałem w czasie spotkań ze znajomymi na śnienie w śnie. Po krótkim spotkaniu w astralu jedna z osób wpadała w sen mentalny, tracąc z druga osoba natychmiast kontakt. Cos jak sen w śnie tyle ze już poza ciałem. Wtedy skojarzenia wodziły nas za nos, uniemożliwiając wręcz dalsza rozmowę.
Watki snu się rozdwajały, niby rozmówcy dalej ze sobą rozmawiali, ale każdy myślał o czymś innym.
Przebiega to tak szybko i niepostrzeżenie , ze nie daje się wręcz wyłapać, zwłaszcza gdy komuś świadomość zaczynała słabnąc.
Bardzo często zdarzyły mi się spotkania w których przypominałem sobie jakieś historyjki a znajomi je śnili w astralu. Mogli to robić nawet parę dni później, jakby się zastanawiając jak zareagować i czy w ogóle wziąć udział w zaproszeniu.
W najbliższym czasie dam sobie spokój z pisaniem na forach, chwytam za pędzel wybierając karierę artystyczna.
A wiec czas na małe podsumowanie naszej współpracy.

Uwaga

Zebraliśmy przez ostatnie lata sporo materiałów, relacji z naszych eksperymentów. Mamy udokumentowane kilkadziesiąt udanych eksploracji, setki stron opisów. Szykujemy się powoli do przejrzenia tego materiału i wybrania najciekawszych przygód. Zrobimy jeden wielgaśny artykuł w pdf. do ściągania. Przydałoby się parę waszych wypowiedzi i pomoc przy opracowywaniu jednolitego tekstu. Jest ktoś chętny?
Anula już je trochę poprawiła, ortografie i interpunkcje.

*
Rugwa

HAITI PART 2
Znajduję się w dość zapuszczonej szkole. Wychodzę wraz z uczniami ze stołówki – wszyscy razem, owczym pędem chcemy się koniecznie wydostać ze szkoły, nawet czekamy w dość długiej kolejce, żeby tego dokonać. Z jakiegoś powodu czuję, że nie mogę zawrócić, bo byłoby to niewłaściwe, a nawet niebezpieczne w tej sytuacji. Zresztą nikt nie zawraca, wszyscy chcą się stąd wydostać. Bardzo źle się czuję ściśnięta w tłumie, nie chcę poruszać się wraz z nim i w ogóle nic mi nie pasuje…
UFF, NO TAK. PRZECIEŻ TO SEN – uświadamiam sobie z ulgą i już bez żadnych oporów zawracam, wydostając się tym samym z kolejki. Nie widzę jednak innego wyjścia z budynku, ale SKORO TO SEN, TO PRZEJDĘ SOBIE PRZEZ ŚCIANĘ 😀 ludzie patrzą się na mnie jak na kretynkę, ale nie zamierzam zwracać na nich uwagi.
Wsuwam prawą dłoń w ścianę i myślę: PRZECIEŻ MOGĘ SOBIE W TEJ ŚCIANIE ZROBIĆ SOBIE OTWÓR, NIE MUSZE PRZEZ NIĄ PRZECHODZIĆ/PRZENIKAĆ 😀 Wsuwam druga dłoń w ścianę i rozpościeram ręce na boki, tworząc tym samym otwór w ścianie o szerokości i wysokości wysokich drzwi. Zauważam, że ściana jest bardzo gruba – jakieś 20 cm, bardziej pasuje mi to na drzwi do sejfu w baku, a nie szkolną ściankę 😀 przechodzę przez stworzony przeze mnie otwór i momentalnie znajduję się na dachu budynku szkoły. Przed sobą w oddali dostrzegam coś na rodzaj zdewastowanego zamku z szarej płyty – O, TO PRAWIE JAK W MOIM WCZORAJSZYM OOBE – myślę i w tej chwili właśnie uświadamiam sobie, ze jestem poza fizycznym ciałem. Czuję falę wibracji, przechodzących przez moje ciała.
Przypominając sobie moje wczorajsze oobe zadania postanawiam kontynuować pozbywanie się lęków przed spadnięciem z wysokości. Decyduję się na skok z budynku, będąc przekonana, że wzbiję się w powietrze. Ku mojemu zdziwieniu po prostu spadłam w dół „na klatę” i delikatnie położyłam się na podłożu – NO TAK, NAWET JEŚLI SPADNĘ W OOBE Z WYSOKOŚCI, TO NIC MI SIĘ NIE STANIE – KOLEJNA LEKCJA ZALICZONA. 8 PIĘTER, JESTEM ZAJEBISTA – pomyślałam, spoglądając na wysokość szkolnego budynku i poszłam badać teren.
Krajobraz nie wyglądał zbyt przyjemnie – zawalone budynki, zgliszcza; ziemia była ciemna, jakby popalona, totalna dewastacja. Wokół pełno, chaotycznie biegających ludzi. Jedni padali ofiarami drugich – domyśliłam się, że ci „źli” wykorzystują sytuację popłochu dla swoich własnych korzyści.
Poczułam, że ludzie potrzebują pomocy, nawet rozmawiałam z kilkoma z nich – próbowali sobie wzajemnie pomagać i bronić się przed tymi „złymi”. Postanowiłam zrobić coś hardkorowego, żeby nie czuli się osamotnieni. Cały czas przemieszczałam się za pomocą latania, a teraz zmieniłam wygląd swojego lotu na typowy dla Supermana, z rękoma zwiniętymi w pięści i wyciągniętymi przed siebie 😀 Krzyknęłam do ludzi: WIEM, ZE POTRZEBUJECIE TERAZ SUPERBOHATERA, JA JESTEM SUPERBOHATEREM!! Miałam też bardzo wyraźne uczucie, że takich „superbohaterów” jak ja jest tu więcej tylko nie zdają sobie z tego sprawy. Chciałam, żeby wzięli ze mnie przykład i napełnili się odwagą. Część ludzi patrzyła na mnie z niedowierzaniem, że latam i w ogóle… część cieszyła się na mój widok, a ci, którzy „broili” dość niechętnie przyjęli mój superlot.
Najbardziej otwarte były na mnie dzieci, więc nie zastanawiając się długo wzięłam czwórkę dzieci pod lewą pachę i gdzieś z nimi poleciałam.
Atmosfera chaosu chyba trochę mi się udzieliła, bo stopniowo zaczęłam tracić świadomość. Potem pamiętam tylko, że spotkałam moją kuzynkę ze znajomą i dałam im się „wciągnąć w sen”.
Podczas tego doświadczenia nawet nie przyszło mi do głowy, że byłam na Haiti. Dopiero podczas analizy wydarzeń myśl o katastrofie haitańskiej zapaliła lampkę mojej świadomości.

Później, tego samego dnia, wybrałam się raz jeszcze do miejsca z mojego oobe, żeby zobaczyć, co się stało z dziećmi, które wzięłam „za pazuchę”. Oto, co zobaczyłam:
Leciałam z dziećmi jeszcze krótką chwilę, po czym postawiłam je z powrotem na ziemi i zaczęłam emanować ze swojego serca w ich kierunku białą energię Czystej Bezwarunkowej Miłości. Otoczyłam tą energią dzieci i znalazły się w środku czegoś co przypominało nie tyle kokon, co owoc miechunki rozdętej, skierowany czubkiem do góry, zbudowany w całości z CBM. Dzieci uradowane poddawały się temu procesowi bez sprzeciwu. Od powierzchni ziemi aż do nieba i jeszcze dalej – zapewne do Focusa 27, jak mniemam – utworzyłam białą linę z CBM, a miechunko waty kokon z dziećmi umieściłam na linie w ten sposób, że przypominało to wszystko windę.
Roześmiane dzieci jechały „windą do nieba”, gdzie już czekało na nie pełno znajomych zmarłych ludzi. Niektóre dzieci witali rodzice – bardzo wyraźnie pamiętam matkę pewnej dziewczynki, witającą ja serdecznie, była dość dobrze zbudowaną murzynką około 35 lat, ubrana w ładne jasnoniebieskie wdzianko. Samą dziewczynkę tez pamiętam dość wyraźnie. Było jaj na imię Kari, czy coś w tym stylu, miała około 5 – 7 lat, ubrana była w brudnobiałą sukienkę bez rękawów, a na swoich afro włosach miała opaskę.
Pamiętam jeszcze słabo chłopca, którego rodziców nie było w „niebie” i z początku czuł się trochę osamotniony, spoglądając na spotkania swoich przyjaciół z rodzicami. Wyglądu reszty dzieci nie potrafię odtworzyć w pamięci.
Zastanawiało mnie, czemu nie prowadzę dzieci do pustynnego namiotu, ale za chwilę uświadomiłam sobie, że te dzieci nie musiały przechodzić kwarantanny, mającej na celu oswojenie ich z własną śmiercią.

*****
5,- PRZYGODA Z SOSNA

sosna

Postanowilam opisac pare przykladow ze swojego zycia…szalone to i nieprawdopodobne wydawac by sie moglo ..kiedys…teraz jest bardziej wytlumaczalne…
Jestem w fazie katastrofy emocjonalnej…tak nazywam te stany ,w ktorych czuje sie okropnie…chce mi sie wyc,plakac i rozbijac wszystko co mnie otacza…najlepszym rozwiazaniem w takiej sytuacji jest sen…tylko ,ze to cos,nie pozwala spac…siedzi we mnie i rzadzi ,caly czas tylko rozkazuje ,karci i wciaz opieprza za wszystko co zrobilam …i za kazda nowa mysl ,ktora wlasnie rodzi sie we mnie pod wplywem wielkiej checi ucieczki z tego stanu….
Od paru lat cierpie na migrene….proste,wez tabletke i z glowy 🙂 mowi ktos…nie ,to nie takie proste jakby sie wydawac moglo… bo co sie dzieje ,jesli tej tabletki nie ma….(?)
No wlasnie ,tak niedawno poraz kolejny bylo tak…….bedac daleko od domu uswiadomilam sobie ,lazac gdzies ,ogladajac bezmyslnie wystawy,ze zapomnialam moich medykamentow….ooo boooze krzyknelam na glos ,az sie baba na mnie popatrzyla i krecac glowa poszla dalej….nie mam tabletek!!!! reeeety co teraz bedzie…i zaczelo sie …zanim dojechalam do miejsca spoczynku juz bylam tak nakrecona ,jak w transie…czulam sie jak mnie wciaga tunel bolu ….a ja nie moglam nic z tym zrobic…:( a wrecz przeciwnie rozkladalo mnie jeszcze bardziej…wzielam jakas zastepcza pigule ,ale strach przed tym bolem wzrastal wraz ze swiadomoscia nie posiadania odpowiedniego leku…jakas paranoja pomyslalam….dostarczylam sobie (poprzez strach,obawe) takiego bolu ,ze skonczylo sie calkowita eksploatacja organizmu…padlam polprzytomna na lozko,nakladajac sobie jakis zimny kompres na glowe…po uprzednim wyczyszczeniu zoladka…koszmar ile razy mozna odlatywac i powracac do zywych(bo takie to uczucie )…
czy mozna prowokowac bol…..czy mozna samemu z tego wyjsc….co sie dzieje z organizmem w takim transie bolu….dlaczego ja sie tego ( i wielu innych rzeczy )tak boje ….dlaczego to “cos” jest na mnie takie zle …dlaczego nie potrafie sie wyciszyc..czy wtedy istnieje w dwoch roznych swiatach i dlatego odczuwam tak wyraznie to rozdarcie…czy ten podswiadomy lek …pragnienie czegos, bardzo silne pragnienie,rodzi bol(?)…co sie ze mna dzieje …zadaje sobie to pytanie od paru lat i jeszcze nie znalazlam na nie odpowiedzi……..
od migreny…po zebow problemy….hahah smieje sie sama do siebie…przetestuja na mnie wszystko,od tryptanow po “rusztowanie” szczek…
Tak..tak…maja mnie za krolika doswiadczalnego a i tak gowno znalezli…i nikt nie wie do tej pory tak naprawde dlaczego np.: mam tak silne i dlugotrwale bole glowy…dlaczego mam wade zgryzu i problem z kregoslupem…mowie o tych trzech rzeczach poniewaz “oni” …ci “madrzy” lacza te trzy rzeczy razem…problemy z migrena(mowia oni) w kregach szyjnych tkwia..a tam dopatrzyli sie jakiegos “ucisku” ktory spowodowal zdeformowanie szczeki dolnej… i kolko im sie zamknelo….a ja cierpie dalej…tryptany pomagaja doraznie ( po wzieciu mam odlot jak po …)…zalozenie rusztowania spowodolwalo tylko bol ciagly…ktory mnie katuje juz od roku….a do tego wszystkiego jakies “odwiedziny” ktore mnie karca za wszystko i tylko pouczaja ….maja wieczne pretensje….boooze,dzis byla ich cala grupa…jeden mowi to…drugi tamto..trzeci chce pokazac jaki madry na wszystko…uspokuj sie mowie ! chce zmrozyc oczy i choc na chwile odplynac z Morfeuszem…….
…. to nie medyczny blog,wiem….ale,pisze tu do Was …moze znajdzie sie jakies wyjasnienie….:)
#
13 sty 2010 @ 22:003 sosna

Utknelam….zawiesilam sie …chcialam napisac o czyms bardzo waznym dla mnie …i wywalilo mnie z netu…czy to znak,zebym o tym nie mowila…hhmmm ..zastanawia mnie wiele rzeczy …ale najbardziej jedna…GDZIE PODZIALA SIE MILOSC…(?)
Milosc kolorowa,milosc normalna,milosc wirtualna…milosc astralna..milosc fizyczna i ta duchowa ….jestem wsciekla…bbrrrrr…pragne jej …szukam w kazdym zakamarku …desperacko szukam… pamietam jej smak …sprzed kilku lat…samo spojrzenie…dotyk…wprawialo mnie w lot…unosilam sie i z kazdym razem chcialam jeszcze wyzej…i wyzej…i dalej…
aaaaaa teraz jej nie mam..nie czuje bliskosci….odeszla….
sni mi sie tylko z ta sama czestotliwoscia…ta sama osoba…nie widze twarzy ,ale wiem kto to jest…i zawsze w takim snie czuje wlasnie “tamto “spojrzenie” ..”tamten” dotyk….czuje jej namietnosc…slysze jej szept…usmiecham sie …i snie…na jawie…bo wyrwana z tego transu milosci …wstaje i czuje to cieplo …rozchodzi sie w calej mnie i konczy dreszczem pod stopami 🙂 …..slysze jej kroki…jak odchodzi…
…kiedy pytam o cos ..nie odpowiada mi…tylko patrzy zalotnie jakby chcial powiedziec ze “kocha…kocha calym sercem..calym soba…”ale nie mowi…a ja tak bardzo chcialabym to uslyszec….
stoje na zielonej lace …pelnej roznorodnych traw..kwiatow..i rozgladam sie ….i czekam…

*
14 sty 2010 @ 15:134 edytuj Conchita
http://nienazwane.pl/
Droga Sosno,

czytając Twój post odnoszę wrażenie, że żyjesz w jakimś niewiarygodnym napięciu emocjonalnym i pobudzeniu energetycznym, które “przefazowało Cię”, otworzyło na świat astralny, świata istot zamieszkujących te obszary. Nie ma co ich słuchać, nie powiedzą Ci nic, co by Ci realnie mogło pomóc, sami nie wiedzą, nie znaleźli, bo nie ma tego w astralu. Przeciwnie, pewnie sami potrzebują pomocy i przytulenia.

Pytasz: gdzie jest miłość – ależ ona jest wszędzie, jest w Tobie, w nas, tylko obecnie nie jesteś dostrojona do niej, więc jej nie zauważasz, schowała się pod tym całym chaosem. Miłość niejedno ma imię, może kryć się w prostych rzeczach, w uśmiechu, staraniu o innych, cierpliwości, czułości… Miłość po prosstu jest i chce być wyrażana 🙂 .

Myśląc o Tobie pojawiła mi się przez chwilę wizja osoby związanej, rozciągniętej w kajdanach i schowanej w grubym kubraku.

Gdzieś pod tym wszystkim, co przeżywasz, muszą kryć się przyczyny Twojego obecnego stanu (mam wrażenie, że zdajesz sobie sprawę, jak dusza, psychika wpływa na Twoje ciało, u Ciebie efekty widać natychmiast, u innych rozkładają się na lata) – jakieś urazy psychiczne, traumy, które spowodowały to rozerwanie psychiczne, niedobory miłości, przez które nie posklejałaś się na powrót. Trzeba by zacząć od podstaw budować siebie, poznawać i przytulać te części siebie, które wyparłaś w chwilach nieszczęść – w sobie, w wypartej części odnajdziesz swoją miłość, która może rozlać się z Ciebie tak po prostu oświetlić świat dookoła, spotkanych ludzi, chwile… W głębi siebie, pod tym chaosem energii odnajdziesz zdrową bazę siebie samej, spokój wewnętrzny – warto usiąść i zajrzeć w siebie, zaakceptować siebie i to, co Cię spotkało, podziękować ludziom, którzy towarzyszyli Ci w życiu dając Ci możliwość doznania pięknych i trudnych chwil – to uwalnia od bagażu emocjonalnego przeszłości – akceptacja i przytulenie siebie, pokochanie siebie (z czasem miłość tą można dawać innym, ale najpierw samemu trzeba odnaleźć ją w sobie)…

Tam w środku, pod tym kubrakiem masz piękne skrzydła motyla. Jak będziesz gotowa, to rozetniesz go i wyjdziesz na światło w pełni swych barw…

*
14 sty 2010 @ 19:515 sosna

….dzis mialam towarzystwo trzech kobiet…
..znalazlam sie w jakims dziwnym miejscu,bo niby to bylo pomieszczenie…jakis olbrzymi pokoj /korytarz moze…na jego srodku byl przystanek autobusowy,ludzie jacys tloczyli sie w oczekiwaniu na kolejny samochod…kilka wejsc/drzwi,ktore otwierajac ukazywaly kazdy inna scenerie…..mnie zaprosila jedna z tych kobiet,do pokoju ktory przypominal hhmm…jakies biuro…byly duze jasne okna…a wokol pod scianami same stoly na metalowych nogach,biale blaty…kobieta o krotkich wlosach,ubrana w kraciasta spodnice,trzymala pedzel w dloni…na dlugim patyku,waski…wymachilwala nim i mowila “nie boj sie ,chodz pogadamy,dobrze bedzie” i dalej nim wymachiwala kreslac cos w powietrzu ,przed sciana …jakby chciala szkicowac….rozmawiala z dwiema innymi kobietami ktore siedzialay przy jednym ze stolow i rozmawialy miedzy soba…ja na srodku tego pomieszczenia,nie wiedzac co ze soba poczac,mowie do niej “powiedz co mam zrobic..gdzie pojsc…”..ona na to…musisz do Amsterdamu…tam odnajdziej swoj spokoj…ale zeby tam sie dostac musisz pokonac schody w lesie…olbrzymie strome schody…niebezpieczna podroz ,pieszo…ale jak dojdziesz zdobedziesz czego chcesz..”….wyszlam z owego pomieszczenia na ow korytarz,gwarno bylo…duzy tlum…zatkalamuszy rekoma i rozejrzalam sie wkolo…acha mysle nastepne drzwi…otwieram je…oooo!!! reeeety!!! sa !!!! schody!!!….ale jak ja je przejde..oblodzone prowadzily przez las…tylko biel sniegu nadawala jasnosci..weszlam…a niech sie dzieje wola boza…..rozejrzalam sie,pamietam jak dziewczyna z pedzlem mowila bym uwazala na psa…..
ubrana jak cebula podazylam w strone schodow…nagle po prawej stronie ukazal mi sie dom…z ogrodkiem ,ale bardzo zaniedbany…mysle sobie nikt tu nie mieszka…i wtedy zobaczylam go…pies…czarny,sredniej wielkosci,lekko karbowana siersc…ale oczy jego byly okropnie pomaranczowe,wstretne jak u bazyliszka…patrzyl chwile na mnie …ja na niego…poczulam ogromny strach…mowie odejdz brzydalu ..odejdz!!! krzycze a on mnie caaaap za noge i w tyl zwrot….boooze i wtedy zaczelam wyc jak male dziecko…ugryzl mie ..ten gargamel wstretny…ugryzl..i jak teraz dojde do celu ,jak pokonam schody by dostac to czego tak chce….jego wlascicielka ,kobieta starsza ,wyszla z opatrunkeim ,jakby wiedziala z gory co sie stalo…znam ja ze starego sasiedztwa…ale nie odezwala sie ani slowem,zrobila co swoje i odeszla w milczeniu…ja stalam pod schodami i plakalam…wtedy podeszla do mnie dziewczyna z pedzlemi z tymi dwoma z pokoju…i mowia..”choc z nami,zaraz autobus odjedzie i czym wrocimy …” …obudzil mnie sms od zapomnianego znajomego…….
poczulam ulge,bo nie znam identu kobiety w spodnicy w krate z pedzlem….ale byla u mnie w ciagu dnia jeszcze dwa razy…usmiechala sie i zniknela okolo godz 17.50……..
*
14 sty 2010 @ 20:006 sosna

Conchito….dziekuje za komentarz ! 🙂
Nie potrafie opisac wszystkiego,uzyc odpowiednich slow co sie ze mna “wyprawia”….jeszcze nie potrafie…
ale z pewnoscia masz wiele racji w tym co piszesz ,chaos emocjonalny,rozdarcie,niedosyt, od paru lat…nie pozwalaja na “normalne” funkcjonowanie…nie radze sobie z tym napieciem,przyznaje sie bez bicia…sa dni ze nie potrafie opanowac tego calego tlumu ,ktory mnie przytlacza,setki glosow ktore slysze ,zaczepiaja mnie ,mecza i uciekaja….okropni sa ….
Rady Twoje sa bardzo cenne i napewno jeszcze kilka razy przeczytam Twoj post…z nadzieja ,ze kiedys wkoncu odnajde siebie….
Dziekuje z calego serca…

*
15 sty 2010 @ 19:497 Herbina

http://cherubinka-herbinka.blogspot.com/search?q=

Sosno, jestes bardzo wrazliwa osoba, wrazliwosc czesto powoduje, ze czlowiek jest otwarty na wiele zjawisk, ktorych ludzie gruboskorni nie widza, nie czuja, nie podejrzewaja ich istnienia.
Wszyscy jednoczesnie istniejemy na wielu planach i czasem w innym niz tym materialnym jestesmy bardziej aktywni, wedlug mnie to jest tak, ze swiadomosc sie jakby przelewa z planu do planu.
Czasem jak czlowiek sobie nie radzi w swoim planie fizycznym, to ma ochote z niego uciec, kieruje wtedy swoja uwage do innych planow , co bywa bardzo dobre.
Bywa dobre jedak wtedy gdy sie szuka rozwiazania swoich problemow , ktore sa w realu, ale do tego potrzeba najpierw zwyklego wyciszenia, checi nawiazania kontaktu z wlasnym wnetrzem i wyciszenia. Wychodzac z chaosu bezposrednio do innych planow mozna nawiazac kontakt jedynie z planem, ktorego wibracje rezonuja z posiadanym chaosem.
Po nawiazaniu takiego kontaktu z planem, gdzie jest chaos, chaos czlowieka jeszcze bardziej sie powieksza, to jest jak samonakrecajaca sie spirala.
Kazdy z nas w kazdej sekundzie laczy sie w myslach z innymi ludzmi, rozmawiamy innych, ogladamy i czesto mozna znalezc stuprocentowe potwierdzenie ( jezeli obie osoby mialy wtedy w miare wolna glowe , nie byly np. zajete czyms materialnym bardzo), niewiele osob potwierdzenie znajduje, bo malo kto notuje swoje rozmowy pozacialkowe z innymi i malo kto rozmowcow potem pyta czy taka rozmowa miala miejsce.
Masz wielka latwosc wchodzenia w relacje pozacialkowe z innymi ludzmi , pytanie tylko czy naprawde teraz tego Ci trzeba, bo bedac w realnym zyciu w chaosie bedziesz kontaktowac sie z chaosem z innych planow, tam nie znajdziesz rozwiazan Twoich problemow, bo tam sa te same wibracje, jakie maja Twoje problemy.
Na Twoim miejscu po prostu na jakis czas dalabym sobie spokoj z kontaktem z innymi planami,a zajela sie swoimi sprawami z reala, najpierw takimi , ktore wymagaja niewiele wysilku ale duzego zaangazowania , a potem nastepnymi itd. chodzi o kontakt z czyms namacalnym, jezeli masz jakies hobby, ktore wymaga prac manualnych, czy lubisz sprzatac czy hodowac kwiaty to moze byc cos z tego.
Chodzi o to, aby skierowac uwage na plan materialny , wejsc w niego , wyciszyc sie, zrelaksowac a jak nabierzesz sil i Twoje wciszenie stanie sie stabilniejsze to bedzie to dobry czas na otwarcie sie na nastepne wymiary. Kontakt z innymi planami nie powinien byc ucieczka od reala, real i tak jest a im bardziej uciekamy tym bardziej nas goni a my potem i tak musimy zebrac konsekwencje.
Kontaktujac sie z innymi planami z punktu wyjscia wewnetrznej ciszy mozna nawiazac kontakty z planami , ktore z harmonia rezonuja, ja w sobie maja, to czlowieka buduje, a a chaos rozwala. Kiedy startuje sie z wyciszenia ma sie ostra swiadomosc, mozliwosc rozrozniania i oceny, startujac z chaosu czlowiek kazda podpowiedz, kazdy symbol traktuje jak wazna odpowiedz , kazdy zbieg okolicznosci traktuje jak dar z nieba, a czesto bywa to tylko jakis odrzut z myslowego chaosu.
Mam nadzieje, ze Cie swoimi wywodami nie urazilam, nie mialam nigdy migreny ale znam stan, w ktorym ma sie w glowie chaos, mysli sa szybkie i ma sie wrazenie, ze mozg moze sie przepalic, jakby bylo za duzo infortmacji , wtedy daje sobie na luz .
Masz oogromny potencjal, o ktory warto zadbac, do tego trzeba ciszy i stabilnego kontaktu z samym soba.
Pozdrawiam serdecznie 🙂

*
15 sty 2010 @ 20:188 sosna

Dziekuje Herbino…bardzo cenne uwagi…:)
Nie…nie czuje sie urazona…bo i nie lezy to w mej naturze 🙂
Pozdrawiam rownie serdecznie !!!

*
15 sty 2010 @ 21:219 rugwa
http://www.oobe.pl/park/blog/rugwa/index.php?
Witaj Sosno 🙂 Dobrze wiem, co znaczą nieustanne bóle głowy i tabletki, które na nie nie pomagają…
Wydaje mi się, że choroba, ból, cierpienie nie jest w twoim przypadku czymś realnym i prawdziwym, tylko formą ucieczki przed samą sobą/ kompensacją miłości. Może nie potrafisz wybrać między tym jak powinnaś żyć według obowiązujących norm i reguł, a życiem w pełni miłości i szczęścia. Bóle i różnego rodzaju „schizy” mogą być powodowane odwlekaniem przez ciebie tego, co już i tak nieuniknione. To nie jest tak, że nie potrafisz wybrać siebie i swojej boskiej błogości, bo już wybrałaś – inaczej takich objawów by nie było 😉 Raczej jest tak, ze boisz się tą siebie pokazać przed sobą lub innymi – nieważne. Może to paradoksalne, ale im bardziej odkrywasz siebie tym bardziej się boisz. Ale czego? Utraty tego, co było? Pomieszania emocjonalnego i życia w lęku? To nawet nielogiczne 😀
Najbardziej straszny jest sam strach i wcale nie jest trudno go przełamać, bo nie ma czego. Jeśli spojrzysz na swój lęk z boku, okaże się, że on nie istnieje – ba, nigdy go tam nie było 😉 Za barierą strachu jest wolność, za porzuceniem przywiązań stoi błogość, a to wszystko jest osiągalne dla Ciebie tylko tu i teraz – już jesteś wolnością, miłością i błogością. Wystarczy tylko spojrzeć w lustro i zrozumieć, że zawsze tak było, a ktokolwiek Ci mówił, że było/jest inaczej, sam jest nieświadom swojej doskonałości. Twoja mądrość i pragnienie kosmicznej jedności jest zbyt silne żeby dać się iluzji lęku i dlatego przebija się na zewnątrz wszystkimi możliwymi drogami. Im mniej dostrzegasz miłości w sobie tym silniej chce się ona zamanifestować wokół Ciebie, nie pozwól, by zaczęła rozwalać budynki, żebyś ją zauważyła 😀 Przypatrz się uważnie, a zauważysz ile miłości wypływa z Ciebie w każdej sekundzie, tyle samo do Ciebie wraca. Miłość nie jest zależna od obecności drugiej osoby, choć można się nią dzielić z każdym. Miłość jest jak oddech – przepływa przez Ciebie nawet jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy. Nie powstrzymuj oddechu, stań się go świadoma, a to samo stanie się z miłością w Tobie 🙂

pozdro 🙂

*
17 sty 2010 @ 22:3710 Zbyszek

Znaczenie snów.
Dziękuje wam dziewczyny za wpisy. Nie wiem już jak zabrać się do opisu tego wspólnego mega snu, w którym uczestniczyło tyle osób.. Na Sosnę trafiłem w czasie wspólnego śnienia w poprzednim eksperymencie. Szla na schodach w zielonej czapeczce. Pojawiła mi się przed oczami, gdy szybowałem nad schodami komnat Wingmakers. Szukając obrazów zobaczyłem ja wyraźnie schodzącą w dol, po długich korytarzach. Tej samej nocy, zdzwoniła do mnie niefizycznie jakaś osoba, we śnie, pragnącą dołączyć do naszych wspólnych eksperymentów. Rozmawialiśmy jakiś czas w przestrzeni bez formy. Dziewczyna ta wyrażała się pełnymi zdaniami a ja komentowałem je jedynie myślą.
Pomimo, ze odzyskałem świadomość w czasie tej rozmowy, to nie potrafiłem rozpoznać z kim rozmawiam. W ciągu dnia zadzwonił telefon. Br br br, Zbyszek to ja. Pamiętasz mnie, malowałeś dla nas wnętrze. Potrzebujemy coś od ciebie, sa ściany do udekorowania. Po chwil , -wiesz co mam już tego dosyć.
Mówiłeś poprzednim razem o tych ludzikach, widzę je wyraźnie na każdym wręcz kroku a nawet je słyszę. Nie daje już rady, musisz mi pomoc.
Zbił mi się twój obrazek, który dostałam od ciebie. Nie wiem czemu, ale przesunęłam go na ścianie i szkło pękło mi wręcz pod palcami. Czy to coś znaczy, coś złego?
Niezwykle było to jej pytanie. Po krótkiej rozmowie, odkryliśmy wiele przedziwnych zbieżności. W czasie eksperymentu Wingmakers, Sosna wybrała się na zamek, fotografując wielgaśne zamkowe schody. Ubrana w kubraczek i zielona zieloną czapeczką, szorowała butami po najdłuższych schodach w Norymberdze. Właśnie wtedy, po 22 godzinie, fotografując ciemne zakątki zamku. Zapragnęłam fotografować , powiedziała, tchnięta jakimś twórczym impulsem.
Ladnie pomyślałem sobie. A wiec robiłaś zdjęcia, tłucząc wcześniej moja szybę ze zdjęciem czarującej uliczki z Weiden. Przypomniały mi się moje pozostawione w pracowni szklane ramy, gdy pakowałem obrazy w samochodzie. Cos tknęło mnie również, by ich nie ruszać, bo się uszkodzą w zagraconym deskami aucie.
Nie przykładałem zbyt wielkiej wagi do tych zbieżności, az parę dni później postanowiłem odwiedzić Sosnę mentalnie w czasie pracy. Pomysł pojawił się we mnie spontanicznie. Usiadłem na podeście, zmrużyłem oczy.
Sosna pojawiła się mi przed oczyma natychmiast. Dookoła niej krążyły dziwne organiczne formy, przypominające jakieś szare łachmany. Wirowały one wokół niej, zawierając w swym ruchu trudna do postrzeżenia regularność.
Te wirujące formy na 1,5 metra wysokości krążyły przy niej w odległości metra od ciała, przyjmując szpiczastą formę rozciągających się trójkątów.
Co za śmiecie kręcisz przy ciele. Rozrzuciłem je zdziwiony, dopatrując się w nich samych kłopotów.
Nagły trzask pojawił się przy oknach wielkiego pomieszczenia, w którym medytowałem. Eeee znowu trzaska.
W miedzy czasie wybiegł właściciel lokalu wręcz krzycząc,-pojawiły się u mnie duchy. Miałem szklankę w ręce, postawiłem na stole, odwróciłem się a jej już tam nie było. Szukałem wszędzie , duchy , duchy , o rety. Po chwili przyszedł ponownie, mówiąc. Wiesz co, znalazłem ja, ale nie uwierzysz gdzie, pod ołtarzykiem Matki Boskiej. To one mi ja przestawiły . To duchy!!!
Rozbawiony wysłałem wtedy sms-a do Sosny, informując ja o moich odwiedzinach. Wcześniej zaplanowałem wspólna akcje ratunkowa z 3 dziewczynami, prosząc je mentalnie o zgodę.
Idzie już pomoc , napisałem w sms-sie.
I wtedy się zaczęło.
Sosna, odpisała.
Właśnie mnie obudziłeś, miałam sen z trzema kobietami, przyszły i…..
Analizując sen Sosny doszukałem się wspaniałych trafień. Urszula, autorka zdjęcia załączonego do poradnika marskiego, zamieszczonego na blogu, potrzebuje wielki obraz do wnętrza, myślała wiec często o mnie. W pomieszczeniu który miałem udekorować ścianę stoją stoliki na metalowych nogach i czarnym blacie. Ma na również wielkiego białego psa.
Czyżby przypadek?
Kolory się zmieniły ale przedmioty pasują. Zły pies musi być przecież czarny!!! Planując wyprawę, nie brałem Urszuli pod uwagę. Miała być Conchita, Hebina i Mgiełka, dobre znajome. Mgiełka mnie mentalnie przegnała , namawiając na wklejenie całej historyjki na forum. A ja nie chce tam jej wpisywać, ja chce tutaj, powiedziałem puszczając myśl w nieznana mi przestrzeń. To nie odpowiem, odparła, nieeee odpisze.
Teraz już wiem, ze pojawiło się nowe, niezamieszkałe jeszcze forum w necie, którego Mgiełka jest adminem. Kolejne trafienie.
Wysyłam kolejnego sms- do Sosny. Słyszałem ciebie. Rozmawialiśmy przed chwila. Usłyszałem nawet twoja słowna odpowiedz. Bo ja właśnie taka jestem. Zabrzmiało to dobitnie, Co za precyzja wypowiedzi, tak jak bym słyszał w ciele fizycznym.
Ha ha, właśnie pisałam sobie na Skypie ze znajoma. Opieprzyła mnie. podobnie jak i ty. Wtedy jej powiedziałam dokładnie te słowa, te które ty usłyszałeś.
Pierwsza odpisała Conchita po telefonicznym zaproszeniu.
Herbina z oporem tłumaczyła się, ze jest podirytowana tekstem Sosny. Właśnie, gdy ona go śniła, Herbina chodziła po sklepie meblowym, szukając kółek pod stolik. Zamiast nich trafiała ciągle na metalowe nogi do stołu.
Wściekła się nawet, wszędzie je dostrzegając a nie te, których szukała od godziny.
A wiec mamy wspólny element, towarzyszący nam na jawie jak i w śnie, pomyślałem.
Dziwny zbieg, Hm, raczej to coś innego. W czasie połączeń mentalnych kopiowana jest zapewne cześć naszej pamięć przez rożne osoby. Śnią się im potem przeróżne fragmenty czyich przeżyć, wizualizowane w rożnych formach, zależnych od indywidualnych potrzeb i upodobań każdego z nas.
Poprosiłem o rade Rugwę, wpisując prośbę do jej komentarza na forum oobe.pl. Wkleiłem ją do świeżego jej wpisu o wspólnej podroży z Denis, partnerki Brusa Moena.
Wpis ten znajdował się dokładnie nad moim opisem grupowej podroży z Brusem do jego kryształu.
http://www.oobe.pl/park/blog/cialkofreniarz/index.php?showentry=7505
http://www.oobe.pl/park/blog/rugwa/index.php?showentry=7506
Ach kolejny zbieg okoliczności. Wpisała go zapewne, licząc na jakis związek z poruszana prze zemnie tematem. Czytając jej opis wędrówki do wnętrza ziemi trafiłem na fragmenty z Mojżeszem.
Ups, mam, jest coś wspólnego. Tego mi jeszcze brakowało. Fragmenty wczorajszego filmu Knowing się dokleiły. W filmie tym erupcja słoneczna niszczy ziemie. Aniołowie z innego wymiaru, w boskim pojeździe, którego widział sam Mojżesz, ratują Adama i Ewy, dwójkę małych dzieci. Rozpoczyna się kolejny cykl. Ich niezwykły statek przypominał mi doskonale latające szpargały przy Sośnie. Wytrzeszczyłem oczy, podziwiając scenografie filmu.
Zbyt skomplikowany byłby opis tego epizodu, ograniczę się jedynie do krótkiej notatki i dostrzeżonego dla mnie związku obrywania z Sosny jak z choinki trójkątnych szpargałów. Kolejne skojarzenie pojawia mi się w moim umyśle. Przecież ściągano właśnie dekoracje świąteczną w knajpie, w której pracowałem i zrobiłem sobie mentalna podroż, Wtedy nie nazywała się jeszcze Sosna Sosna. Dzień potem przyjęła to anonimowe imię.

Szukając wyjaśnienia historii z psem, zadzwoniłem do Sosny. Kilka minut rozważałem pytania. Dzyń, dzyń. dzwonie. Natychmiast podnosi znajoma słuchawkę, pytając kto tam. Ha , ha Ale miałeś szczęście. Szlam właśnie przez dwie hale na basenie i zajrzałam do metalowej szafki w której miałam schowany telefon a ty zadzwoniłeś. To jest już nie możliwe , śmiejemy się rozbawieni.
Herbina, gdy jej wspominałem o czarnym psie, opowiedziała mi swoja historie. Jej mamę, gdy była z nią w ciąży, zaatakował owczarek,- spore komplikacje z niebezpieczeństwem poronienia. Ten wilczur śnił mi się latami choć nie znałam tego bolesnego epizodu z życia mojej mamy. Zawsze gdy coś się miało złego wydarzyć, pojawiał mi się we śnie. Mam swój symbol, teraz potrafię już z nim pracować. Rozpoznaje po zachowaniu psa co się mi przytrafi w następnych dniach.
Rozmawialiśmy wczoraj w południe. Dzisiaj zajrzałem do siostrzeńca na nasza klasę i zobaczyłem go na zdjęciu z czarnym wilczurem. Informowałem go często o naszych eksperymentach, tym razem zapomniałem o nim. Dokładnie 3 godziny, po mojej rozmowie o psie z Hebina, Michał wkleił do netu swoje zdjęcie ze spaceru po lesie, ze swoim wspaniałym czarnym wilczurem. Spytałem Michała o zdjęcie. Dlaczego wlasnie wczoraj je wkleiłeś, pól roku niczego nie wklejając . A bo mi się podobało. Ira jest super, dobrze wyszło, powiedział z zachwytem.
http://nasza-klasa.pl/#profile/749591/gallery/album/2/32
Takie dziwne zbiegi okoliczności towarzysza nam na codzień. Gdy odzyskujemy świadomość we śnie, to udaje się nam dokładnie im przyjrzeć. Mgliste wspomnienia staja się twarda rzeczywistością z konkretnymi ludźmi, a odczucia, czy pojawiające się w nas nowe idee świadectwem niefizycznego rozmowy z interesującymi nas ludźmi. Pominąłem szczegółowe opisy stanów swiadomosci osób biorących udział w naszym wspólnym śnieniu.
Obserwując ludzi z migrena, zauważyłem, ze miotające nimi emocje, uaktywniają ich ciała niefizyczne. Odczuwane rozdarcie wewnętrzne jest jedynie odczuciem konfliktów i napiec w ciałach subtelnych, o których wspaniale napisał Osho. W momencie silnych napiec jak i radosnych chwil, wypieramy z siebie ciała subtelne. Wychylając je na zewnątrz naszego ciała fizycznego, odbieramy mu potrzebna do życia energie. W chwilach załamania chwytamy niefizycznymi rękoma niefizyczna, schylona głowę w ręce, jak małe dzieci w świecie fizycznym, oddając się rozpaczy. W chwilach radości przeżywamy mistyczne uniesienia…. Ten odruch postrzegałem wielokrotnie u ludzi. Utrata błysku w oczach, w chwilach zwątpienia, jest właśnie ta chwila, gdy pomimo dojrzałego już wieku, schylamy mentalna, astralna a nawet eteryczna głowę w dol, do samych piersi, strosząc się jak wystraszona jaszczurka,
Gdy robimy to zbyt często, górna cześć naszego ciała jest naga, bez ciał subtelnych wychylonych w tym momencie je do przodu. To staje się przyczyna bólu głowy. Może nas ona bolec obrabowana rozpacza lub strachem przez nas samych z energii.
Możemy tak cisnąc te wyparte z nas elementy własnego ciała , ze dotrzemy w warstwie eterycznej do żywych komórek własnego organizmu, gniotąc ich wewnętrzna strukturę.
Możemy eterycznymi łapami zmiażdżyć własną czasze, wywołując siniaki i krwotoki w mózgu. Wyćwiczony w stresie niefizyczny odruch, staje się naszym wielkim utrapieniem. Z byle powodu samoczynnie się uruchamia, wywołuje deformacje w rozklekotanych niefizycznych ciałach. Deformacja te kopiują nasi znajomi, co umożliwiając im współodczuwanie.
Sosna opowiadała mi zrozpaczona o swojej chorobie. Szczeka się jej deformuje. Potrafiła nawet skruszyć metalowe części, świeżo wszczepione w jej kości.
Lekarze odgrażają się, ze zespawają na wielkie nity następnym razem. Jak pani to robi?
To jest niemożliwe, by tak rozciachać te blach i rozciąć sobie język w poprzek jak żmija.
No jak, pyta się Sosna sama siebie. Jak ja to robię?
Wczoraj w nocy, miedzy 3 a 4 godzina, wszedłem na ulice podziwiając spadające płatki śniegu. Uśmiechnąłem się do ciemnego nieba zapadając w przyjemne rozleniwienie. Ożywczy niefizyczny wiaterek wniknął we mnie , odświeżając moje ciało fizyczne. Ach jak pięknie pomyślałem, przyglądając się spadającym kręgom śniegu. Nie wiem jak długo to trwało, gdyż wpadłem w trans, delektując się radością.
Herbina, spytała mnie następnego dnia o mannę Mojżesza. Śniła mi się, zrobiłam ja sobie, – wiesz coś o tej mannie. Cos z Mojżeszem? Nie raczej nie, odparłem nie kojarząc jeszcze związku z naszym wspólnym śnieniem.
Wieczorem dostałem sms-a od Herbiny.
Byłam właśnie na blogu Rugwy, ona tez miała Mojżesza, haha.
-Jakie były te płatki?.
-Cieniutkie , 7cm.
-Uf takie jak te moje ulubione ciastka z szafy, te co zona przywiozła z Polski.

Jeżeli nasze opisy pomogą wam dostrzec coś niezwykłego w waszym życiu, jakieś kolejne niezwykle zbiegi okoliczności, to wzmóżcie czujność, gdyż są to dowody na nasze wspólne pochodzenie ze źródła. Łatwość z jaka nasza jaźń ( 6 ciałko) wchłania informacje z zewnatrz i korzysta z nich jak ze swoich, nie zwracając uwagi na ich autora, jest doskonałym tego przykładem. Jesteśmy rozdzielona w przestrzeni jedna jaźnią, żyjąca w miliardach ciał fizycznych. Wszelkie szkody drugiemu są szkodzeniem sobie samemu, Widoczne staje się to dopiero o wiele później, hen, hen po fizycznej śmierci, gdy nie da się już naprawić wyrządzonej niby komuś a przecież sobie krzywdy.

Jak wyeliminować napięcia?

*
18 sty 2010 @ 12:3011 Herbina

Tak, te tzw. zbiegi okoliczności bywają czasem szokujące , połączenia z info od innych ludzi tak szybko się odbywają, ze czasem trudno się zorientować gdzie początek a gdzie koniec, od kogo co wyszło itd. w każdym razie jest to interesujące i warto to obserwować i badać.
Link do mojej historii o mannie
http://cherubinka-herbinka.blogspot.com/2010/01/dzisiejszy-ld.html
, manna to byly u mnie jakby płatki- wafle wielkości kilku centymetrów , okrągłe, pare milimetrów grubości , kilkuwarstwowe , o niebieskawym odcieniu , jakie były w opisie biblijnym – nie wiem, ale się dowiem.
Pozdro, hej!

*
Zbyszek.
Wklejam Herbino zdjęcia Sosny ( Manna z nieba) w twój wpis:) Zobacz sama dlaczego. Zdjęcia jakie wykonała Sosna w czasie naszego eksperymentu 🙂
http://cialka.net/wp-content/uploads/2010/01/manna-z-nieba.jpg

5 myśli nt. „Bruce Moen, Wingmakers,

  1. Zbyszek Autor wpisu

    Siedzieliśmy w grupie na ćwiczeniach brusowych.. A teraz budujemy własne miejsce, powiedział. Udzielił porad jak i co. Wymyśliłem sobie Partenon ze szklanymi szybami. Po środku posadzka a na niej ja ze sztaluga i szmatami. Jasno było , słonecznie. Gdy budowałem kolumny , to pokazała mi się po raz pierwszy w życiu realistyczna kształtka nie mająca odzwierciedlenia w fizyku. Trzymałem ja kilkanaście sekund przed oczyma, dziwiąc się jak to jest możliwe.
    Nie ma takich w historii sztuki a u mnie były. Stylizowane ździebko ,ładne , jednym słowem fajowe.
    Dalo się mi nawet skakać jakoś w wyobraźni po gzymsach. Pojawił się jakiś facet i kręciliśmy się po sprali.
    Kiedyś zaprosiłem moich przodków do tego Partenonu. Zmyslalem oczywiście.
    Dalo się trochę coś zobaczyć w tym zmyślaniu. Ściemniało i na zewnatrz pojawiły się cienie, jakichś sylwetek ludzkich . Krajobraz spochmurniał i zsiniał. Słowo daje , gały wytrzeszczyłem, gdyż miałem chwilowe dostrojenia do astrala i było dobrze wtedy widać.
    Teraz wiem , ze to żadne dziwadło. Przy wyobrażaniu gnamy w rożne miejsca naszymi czesciami, które dostarczają nam wrażeń z tych zmyślonych miejsc, takie czułki ślimacze:)
    Gdy coś się tam dzieje niezwykłego, to nasza świadomość pędzi tam na chwilkę i parzymy w pełni świadomie. Wraca jednak po chwili do ciała i znowu zostaje nam niby zmyślanie, tz. podróżowanie ciałkami bez swiadomosci.
    Tak samo dzieje się w śnie, ten sam trik powtarzamy co nockę wielokrotnie.
    Skąd wiem te dziwności , ano sprawdzałem parę latek z podróżnikami i testowaliśmy to dziwo.
    A wiec mentalka to nic niezwykłego , to marzenia i zwykle śnienie.
    Ciekawie się robi gdy kogoś spotkamy i on to potwierdzi, wtedy puszcza coś w sercu i człowiek się strasznie weseli.
    Po paru dniach mentalkowania, oczywiście z przerwami, to robią mi się oobe na okrągło, aż do obrzydzenia.
    Samemu na początek sie ślimaczy. Dobrze rozpoczynać w w większej grupie, podniecenie z niezwykłości się udziela i trzyma grupę na pełnych obrotach.

  2. kronopio

    Nie gniewam się.Po prostu uważam, że to nieładnie;)
    Albo co jak ktoś nie ma komórki i nie może wysłać smsa?

    Widziałem cię na forum wingmejkersa. Baje tam straszne są, ale i przemycone mase cennych informacji. Nie sądziłem, ze strona się rozwinie (natrafiłem na nich już parę lat temu)

    Nie chce mi się pisać po forach bo zauważyłem, że to czytają a później tworzą sobie w głowie obrazy do których próbują usilnie dążyć. Jak zacząłem się łapać w twoich opisach ciałek to sie okazało, że całkiem inaczej to sobie wyobrażałem. rzeczywistość każdy musi doświadczać na swój sposób a nie przez filtry innych. Okazało się że miałem całą masę doświadczeń ciałkowych ale odwracałem głowę w poszukiwaniu czegoś co by odpowiadało mojemu wyobrażeniu.

    Zagadka:
    które to ciałko?

    ” To stan, który może przydarzyć się siedząc z herbatką albo fajeczką po wyczerpującym ale satysfakcjonującym dniu. Możesz postrzegać wtedy, że trwasz w doskonałości ( świat wokół ciebie jest doskonały – równocześnie uświadamiasz sobie, ze twój umysł jest doskonały ) Wszelkie cierpienie znika ale w zamian nie pojawia się ekstaza. Raczej błogość. Wzrok pada miękko na przedmioty dostrzegając ich harmonię. Umysł przestaje analizować – odpoczywa. Stan ten nie zanika – można tak trwać ile dusza zapragnie. To doświadczanie piękna. „

  3. Zbyszek Autor wpisu

    Znajoma w stresie, zaczęła deformować sobie górna szczękę. Zęby tańczą jej na buzi, przesuwając się w poprzek. Z przodu pojawiła się dziura prawie jak na papierosa. A ja nie pale, mówi rozżalona spoglądając w lustro.
    Bo brakuje pani trzonowych na dole, dlatego górne się przestawiają, mówi specjalista. Nie maja wsparcia.
    A jak śpię, 8 godzin dziennie, od lat, to powinny mi się zapaść do gardła, a tego nie robią, powiedziała lekarzowi. A te metalowe transplantaty jak pokrzywiłam?
    Nie wiem odpowiedział lekarz, zaczynając sie plątać.
    Razu pewnego przyśniła mi się grubiutka na twarzy, potwierdziła . Byłam tego dnia u dentysty, znowu mnie maltretował.
    Przyjrzałem się jej z bliska, jak portrecista. Pokrzywiona odrobinkę, ściśnięta , pozostawiająca nieprzyjemne wrażenie przy lustracji.
    Eh, upiększę cie w wyobraźni, zaróżowiłem policzki, zaokrągliłem jej wąska twarz. O teraz, teraz wyglądasz dobrze, tak trzymaj. Uśmiechnęła się .
    Czy możliwe jest, by myśl o nas zdeformowały nam części ciała?
    Jasne , ze jest możliwe !
    Koleżanka, gdy wpadała w depresje to chwytała buzie w ręce jak mały dzieciak i wyła zrozpaczona do gwiazd. Robiła to często, bo co rusz ja zalewa współczucie i wdzierają się w nią rozterki.
    Wtedy coś się dzieje. Własnymi niewidocznymi rękoma, krzywi nawet metalowe śrubki, transplantaty w szczęce.
    Zrobiła to w ciągu paru miesięcy.
    Taka jest ewolucja, gniecie nam kończyny, rozciągając w rożnych kierunkach i na wiele sposobów.
    Trwa to już miliony lat, tocząc się przez nasze ciała wolniej i dłużej niż u niej.
    Tylko kto tak płacze, ze tak się dzieje?
    To my zadowoleni, tylko ze gdzie indziej:)

  4. Zbyszek Autor wpisu

    Odzyskiwanie Rugwa:
    http://www.oobe.pl/park/blog/rugwa/index.php?showentry=7540

    Zbyszek
    Na Haiti doliczono sie juz 150000 tysiecy ofiar. Ni pisałem niczego w tygodniu, widząc jak zamiera inicjatywa na forach.
    Wczoraj w nocy spotkałem Draqa, przed malowana karta, jakaś mapa, obraz na ścianie, spoglądam w bok leci Ruqwa jak cień .
    Następnego dnia dostałem od Draqa maila, , pisał, ze coś tam, po wielomiesięcznym milczeniu.
    A wiec sie budzi chłopina:)
    Przy odzyskiwaniach należy zachować ostrożność i pozbyć się wnikających w nas form astralnych, czy nawet świadomych jaźni. Mogą zadowkowac w nas i siedzieć sobie, nie rozumiejąc za bardzo co się dzieje.
    3 sztuki chwyciłem w poniedziałek na Haiti i dopiero przedwczoraj się ich dopatrzyłem.
    Trochę w plecach łupało:)
    Założyłem wielkie radio na ramiona i szwendałem się po gruzach, ściągając na siebie uwagę mieszkańców.
    W ciągu 2 dni dostałem zaziębienia. Z nochala cieklo jak z kranu i zaczęła się jazda.
    Budzę się w nocy, ciemno , idę po papier do nochala, zatykam go i zasypiam. Budzę się znowu.
    Patrze,- papieru nigdzie nie ma. Idę jeszcze raz, kładę go na stole. E trzeba spać, może szybciej się wyleczę. Trzymam świadomość z rozgrzewaniem ciała. Ech wyciągam papier z nochala a on się ciągnie na metr. O do diaska a czemu on taki długi, była przecież tyko zatyczka. Spoglądam na stolik , papieru znowu nie ma.
    Jakaś babka za to siedzi przy mnie. Chwytam ja czy żywa, Jest szara i ma swoja twardość. Co ona tutaj robi?
    A niech sobie siedzi, pewnie to jakiś aspekt opiekuńczy.
    Kreci mnie i wpadam gdzieś jeszcze dalej. Dziwne łaskotanie w głowie.
    Słysze dzieciaki, mówią po polsku. Będziemy ci pomagać na Haiti. 3 dziecięce glosy.
    Przecież odkleiłyście się przedwczoraj od pleców, pytam trochę podłamany.
    Możliwe ze sam wytworzyłem 3 aspekty siebie, 3 myślokształty pomocnicze, których utrzymanie przyprawiło mi zaziębienie.

    Przy małoświadomych podróżach należy pamiętać by spotkane istoty, te niby cienie, pozostawić w jakimś szczególnym miejscu. Rozładować w nich napięcie lub przywołać jakaś świadomą istotę, by połatała w nas dziury.. Gdy chwycą nas ledwo widoczne cienie rękoma, nie znikać a dokończyć odzyskiwania.
    Kiedyś mi się to już przytrafiło. Na warsztatach . Babka wkleiła się mi na plecy i ja zapomniałem. Siedziała sobie u mnie parę dni, aż się jej dopatrzyliśmy ze znajomymi, przy stole, w czasie wesołych rozmów. Niby nic się nie stało. ale po co nosić w sobie obce świadome elementy czy narobione przez nas aspekty współczucia.
    Znajomi na zakończenie czyszczą się. Dlatego jest kryształ Brusa. On doładowuje i oczyszcza nas .
    Są tacy co puszczają przez siebie kule pięknego, napełnionego miłością światła,-głowa -stopy , wielokrotnie aż się rozluźni cale ciało.
    Dostrajają się do czystej bezwarunkowej miłości i tak naładowani po uszy energia, ruszają dopiero na odzyski lub je zakańczają. Na zakończenie również robią sobie prysznic CBM-u plus intencje miłości.
    Brus proponował przypomnieć sobie piękne chwile, by pojawiło się w nas silne, szlachetne uczucie, Gdy zagulgota w nas z radości, znaczy jesteśmy gotowi do eksploracji stanów swiadomosci:)
    A wiec odzyskiwacze, trzeba się przygotować, by sobie nie narobić biedy i wylądować na mieliźnie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *