Bruce Moen


Fragment książki Bruce’a Moen’a „Podróż do ojca ciekawości”

– Czy jesteś Bogiem?
– Nie, nie jestem nim. Czy ty nim jesteś? – zapytała Inteligencja Planująca.
– Nie – odparłem.
– Wszystko zależy od tego, z jakiej perspektywy na to spoglądasz – odpowiedziała zagadkowo
.

Posłużmy się metaforą historii ciekawości, którą opisałeś w swojej pierwszej książce – zaproponowała Inteligencja Planująca.

Dawno, dawno temu, kiedy nie istniały jeszcze czas i przestrzeń, była sobie samoświadoma Istota. Gdybyś tam wtedy był, mógłbyś ją postrzec jako kulę światła, wokół której rozpościerał się niezbadany bezkres Niepoznanego. Światło miało świadomość siebie samego, jednak nie miało pojęcia co poza nim znajduje się pośród tej wielkiej przestrzeni. Nie mając nic lepszego do roboty, i mnóstwo czasu(zanim czas w ogóle zaistniał) do dyspozycji, Światło zaczęło się zastanawiać Co też może istnieć w otaczającym mnie Niepoznanym?

W końcu przyszedł mu do głowy Plan:

– Wezmę części siebie samego i użyję ich do stworzenia samoświadomych istot. Wystrzelę je jak Sondy w bezmiar wielkiej niezbadanej czerni Niepoznanego. Kiedy wrócą do mnie stanie się to dla mnie Poznane.

Okazało się jednak, że o wiele łatwiej jest to powiedzieć, niż zrobić.

Światło wybrało części siebie, które miały stać się Sondami. Trzymało je w dłoni (choć dłonie jeszcze oczywiście nie istniały) jak piłkę basebolową i wyrzucało  szybko w kierunku tajemniczego Niepoznanego. Jednak, gdy tylko opuszczały one jego dłonie, rozpadały się na części, traciły świadomość samych siebie i każda z nich powracała do swego Źródła.

– Hmm -, pomyślało sobie Światło – musi istnieć coś, co połączy te części Mnie, inaczej nigdy nie będą w stanie utrzymać samoświadomości wystarczająco długo, żeby mogły wypełnić swój cel.

Taki był początek serii eksperymentów mających na celu znalezienie odpowiedniego spoiwa, które mogłoby utrzymać te części Siebie razem, jako samoświadome istoty. Światło wybierało części Siebie Samego mające uzyskać samoświadomość i mieszało je razem z inną częścią Siebie, której zadaniem było utrzymanie ich razem. Cały ten czas Światło pilnie zapisywało w notatniku swojego laboratorium, składniki, jakich użyło stwarzając kolejne Sondy.

Eksperyment posuwał się naprzód i czasami któraś z Sond utrzymywała się razem przez chwilę, jednak zaraz potem rozpadała się, nie wkraczając nawet na obszar Niepoznanego. Jeszcze inne Sondy znikały w tej niezbadanej przestrzeni, lecz nigdy więcej nie wracały. Światło nie mogło dostrzec w tym żadnego rytmu ani przyczyny. Dlaczego Sondy nie wracały? To również pozostawało zagadką.

– Hmm -, pomyślało znów Światło, – może te, które nie wracają rozpadają się tak, jak pozostałe, gdy tylko wkroczą w Niepoznane? Albo gubią się i nie mogą odnaleźć drogi powrotnej do mnie.

Nie mając nic lepszego do roboty, Światło kontynuowało swój eksperyment, nadal poszukując odpowiedniego spoiwa, które złączyłoby świadomość Sond. Pewnego dnia, (pamiętajmy, że dni wtedy jeszcze nie istniały), wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Jedna z Sond wróciła i wskoczyła z powrotem w Siebie Samą. Jednocześnie wszystko to, czego doświadczyła podczas swej podróży zostało poznane przez jej Stwórcę. Wzruszone i podekscytowane Światło sprawdziło model i numer seryjny tej Sondy. Otworzyło swój laboratoryjny notatnik na odpowiedniej stronie i odczytało składniki, których użyło do zbudowania tej Sondy.

– Oczywiście – pomyślało –  oto dlaczego ta Sonda przetrwała. Oto co przywiodło ją z powrotem.

I wtedy Światło zdało sobie sprawę dlaczego inne Sondy rozpadały się, lub też nigdy nie odnajdywały powrotnej drogi.
Stwórca tworzył Sondy z różnych części Samego siebie. Niektóre z nich nie przepadały za sobą nawzajem. Więc gdy tylko wypuszczał je z rąk, rozpadały się natychmiast, chcąc się od siebie jak najszybciej uwolnić. Te z nich, które przetrwały wystrzelenie w bezkres Niepoznanego, najprawdopodobniej rozpadły się w nim z tej samej przyczyny. Sonda, która powróciła była stworzona dokładnie z tych samych części, jednak jej spoiwo było inne. Była nim energia Czystej Bezwarunkowej Miłości.

W swoim akcie stworzenia, Światło wybierało części Siebie mające stać się niezależnymi, samoświadomymi istotami. W tym jedynym przypadku użyło Czystej Bezwarunkowej Miłości nie zdając sobie wcale sprawy z potencjalnych rezultatów. Było to jak dodanie wody do suchego proszku mającego stać się ciastem. Każda z cząsteczek tego proszku została całkowicie otoczona wodą i mogła ją absorbować. Oznaczało to, że jeśli jedna z części tej Sondy spoglądała na drugą, to postrzegała ją poprzez warstwę Czystej Bezwarunkowej Miłości. Woda oddzielała, choć nieznacznie, cząsteczki ciasta od siebie. Woda jest Miłością, a cząsteczkami jesteście Wy.

Odkąd poszczególne części świadomości Sondy oglądały siebie nawzajem oczyma Bezwarunkowej Miłości, poczuły Pragnienie bezgranicznie czystej, bezwarunkowej miłości i akceptacji dla całej swej Istoty. Dzięki temu możliwa była integracja. Dzięki temu Sonda mogła przetrwać jako jedność, składająca się z  części świadomości, których nie dało się przedtem pogodzić. Wypuszczona w Niepoznane, Istota ta pozostawała Zintegrowana niosąc w sobie Ciekawość Światła, która kazała jej zgłębiać i doświadczać wszystkiego, co napotykała po drodze.

Światło uczyniło coś jeszcze, choć zupełnie nieświadomie. Cały ten czas, który jeszcze wtedy nie istniał, było ono niezwykle Ciekawe, co zawiera w sobie Niepoznane. Każda z Sond, którą kiedykolwiek stworzyło przejmowała tą Ciekawość. Niektóre z nich nie mogły jednak zintegrować się na tyle, żeby utrzymać świadomość, która pozwoliłaby im na powrót do Źródła.  Owe Sondy, nie mogąc odnaleźć drogi powrotnej, stawały się Zagubionymi Duszami, cząsteczkami Światła przemierzającymi Niepoznane poprzez całą wieczność. Choć nikt jeszcze wtedy nie słyszał o wieczności.

Sonda, która powróciła jako pierwsza bezwarunkowo kochała i akceptowała wszystkie części Siebie Samej. Ciekawość doprowadziła ją do odkrycia Genezy swego Istnienia. Była otoczona Czystą Bezwarunkową Miłością, więc postrzegała Niepoznane jej oczyma. Przemierzając te niezbadane obszary przez eony lat nie ustawała w pragnieniu bycia kochaną. Gdy w końcu poczuła coś, co mogłoby odwzajemniać to uczucie, bez namysły zwróciła się w tym kierunku i przyspieszyła swój lot. Wtedy ujrzała Światło. Najpierw przyćmione, jednak, gdy się zbliżała stawało się ono coraz jaśniejsze i jaśniejsze. Sonda poczuła się kochana. Uczucie bycia częścią czegoś, co odwzajemnia jej pragnienie miłości było tak mocne, że aż bolesne. W tej samej chwili Światło poczuło, że część jego Istoty powróciła.

Wszystko, co tylko Sonda zgromadziła podczas swej wędrówki było poznawane z Miłością. Wszelkie obiekty poznania doświadczały od niej Miłości i Światła. W chwili, kiedy Światło uświadamiało sobie Rzeczy poznawane przez Sondę, wówczas owe obiekty poznania również doświadczały ekstatycznego ładunku, jaki niesie ze sobą uczucie bycia kochanym po raz pierwszy. Rzeczy te zostały Poznane. Od tej chwili samoświadomość wszystkich Sond była łączona ze sobą poprzez energię Czystej Bezwarunkowej Miłości. Ciekawość Światła prowadziła je poprzez mroki Wielkiej Niewiadomej, każąc im ją badać, poznawać i doświadczać.

Wyszukane na:
http://www.manawa.com.pl/aktualna-oferta/podroz-do-ojca

Zbyszek:

http://www.youtube.com/watch?index=0&feature=PlayList&v=vc8hBHqA4UU&list=PL83F39A6405D2C4E6,
Filmik ze spotkania z Brucem nagrałem w Warszawie z Wolfgangiem. Na żywo było super, mnóstwo ludzi, wspaniała atmosfera. Nagranie trochę meczy, można przysnąć, ale warto poślęczeć- przemęczyć przed kompem i wysłuchać do końca:)
Historie swiadomosci dzielącej się na części wyśniłem w Poznaniu, w czasie wykładów Brucea, pol godziny zanim on zaczął ją opowiadać. Zdziwiło mnie to niezwykle śnione zdarzenie, tym bardziej, ze wcześniejszą jego opowieść, również wyśniłem z wyprzedzeniem. Co się działo w Poznaniu?
Bruce opowiadał swoje przeżycia zajmując całkowicie uwagę słuchaczy. A teraz do centrum planowania, powiedział, -opisując co i jak zrobić, by tam się dostać. Gdy zaczął swoją historie o swiadomosci, podskoczyłem wręcz na fotelu, wymachując rękoma, – znam ją, sam ja przeżyłem przed kilkunastu minutami. Brus zmroził mnie brwiami, ze przeszkadzam, spoglądając zdziwiony.
Hm, zamilkłem wtedy zmieszany, bo i skąd mam ją znać, skoro jeszcze jej nie opowiedział.
Jakiś czas wcześniej, wylądowałem w śnie na dziwnym miejscu, barwnej przestrzeni pulsującej intensywnie kolorami. Naprzeciw mnie stała wielgaśna postać, sięgająca głową obłoków, trzymała kija od golfa, szykując się do celnego strzału. Kulą była świadomość, mknąca w daleką przestrzeń. Klarowny, świadomy sen, w którym moglem z łatwością postrzegać utuczającą mnie przestrzeń. Uwaga moja była skoncentrowana na ruchach olbrzyma-golfisty, pomimo tego doskonale wiedziałem co jest celem tej gry.
Wystrzał kuli swiadomosci w przestrzeń, która się rozprysła na małe okruchy drobinki.
W czasie spotkania w Warszawie kilkakrotnie wyszedłem z ciała. Hm, co widziałem? Ha, ha właśnie ładowałem baterie od kamery rękoma, gdyż prądu mi brakowało. Czy mi się to udało?
Nie odpowiem. A co widziałem w tych oobe, również nie opowiem, choć było zabawnie:)

Kolejny interesujący fragment:

Wskazówki do nawiązania kontaktu z Życiem po Śmierci

Niedawno zmarła pewna kobieta. Nie znałem jej. Pozornie ciesząca się dobrym zdrowiem, wszem i wobec dawała do zrozumienia, że szykuje się na tamten świat. Przez ostatnich kilka miesięcy odwiedziła swe wnuki, przyjaciół i krewnych rozsianych po całym kraju. Potem, zupełnie niespodziewanie, miała zawał serca. Nie minął jeden dzień, a była już w Życiu po Śmierci. Lepiej już chyba nie mogła sobie wyliczyć.

W sierpniu 1996, kiedy to się zdarzyło, brałem udział w seminarium w TMI. Skończyłem manuskrypt, ale mój wydawca poprosił mnie jeszcze, żebym przemyślał napisanie wskazówek dla tych czytelników, którzy mogliby chcieć nauczyć się towarzyszyć niedawno zmarłym. Pytałem innych uczestników programu, zastanawiając się jak ktoś, bez formalnego wyszkolenia mógłby tego dokonać. Przed śniadaniem, ostatniego dnia seminarium, wiedziałem już co mam robić.

Do Janet, jednej z uczestniczek seminarium, zadzwonił w nocy syn z wiadomością, że jej teściowa miała zawał. Następnego ranka, kiedy stałem sobie na tarasie z kubkiem kawy bezkofeinowej i papierosem, Janet zapytała mnie co może zrobić, aby pomóc babci. Zastanawiałem się nad tym prawie przez cały tydzień. Kiedy spróbowałem odpowiedzieć na jej pytanie, coś przeszyło powietrze między nami.

Były to jakieś słowa. Oboje je słyszeliśmy już za pierwszym razem. Opisując naszą rozmowę, dodałem trochę szczegółów, po to tylko, aby lepiej wyjaśnić na czym polega metoda. W ciągu kilku minut tej rozmowy narodziła się procedura, o której cały czas myślałem. To nie przypadek, że Janet była w tym procesie położną.

– Najpierw musisz zwrócić na siebie uwagę babci.

– Jak?

– Zacznij od odprężenia się. Zacznij od głębokiego relaksu. Połóż się, przejdź do stanu głębokiego relaksu i oczyść umysł od wszelkich innych myśli. Dobrze byłoby, żebyś znalazła się w spokojnym, medytacyjnym stanie. Potem pomyśl o babci; przypomnij sobie chwile, które spędziłyście razem, kiedy rozmawiałyście i śmiałyście się. Poczuj jak to było być z nią.

– Jak wtedy, gdy odwiedziła nas zeszłej wiosny i usiadłyśmy sobie razem na patio, i piłyśmy mrożoną herbatę?

– Właśnie. Najważniejsze to przypomnieć sobie jak to było, kiedy byłaś z nią. Jak się czułaś, kiedy rozmawiałyście ze sobą, kiedy słuchałaś jej głosu, jak wyglądało wasze otoczenie. Przypomnij sobie to wszystko, przypomnij sobie tyle szczegółów ile tylko możesz.

– Otoczenie? To znaczy na przykład patio i stół, i krzesła, gorący letni dzień, cień, jaki rzucał parasol ogrodowy?

– Dokładnie. Przypomnij sobie jak najwięcej szczegółów tych chwil, które spędziłyście razem. Potem wyobraź sobie, że rozmawiasz z nią.

– Mam sobie to wyobrazić?

– Tak. Wyobraź sobie, że mówisz jej o tym dniu, kiedy siedziałyście razem na patio i piłyście mrożoną herbatę. Wyobraź sobie, że ona słucha tych wspomnień. Możesz nawet sobie wyobrazić, że ci odpowiada, że przypomina ci to, co się wtedy zdarzyło albo to, co ci wtedy powiedziała.

– Dlaczego mam to sobie wyobrażać?

– To sposób na otwarcie się na siłę twej wyobraźni. Wyobraźnia jest niefizycznym środkiem komunikowania się. Mówię „wyobraź sobie”, ale to nie ma znaczenia czy wierzysz w to, że ta rozmowa naprawdę się dzieje czy nie. Tylko wyobrażasz to sobie.

– A jeśli nie potrafię „zobaczyć” babci albo patio ani „usłyszeć” jej głosu?

– To nic nie szkodzi. Ostatecznie wyobrażasz sobie tylko, udajesz, że ją widzisz i słyszysz. Nie musisz naprawdę jej widzieć ani słyszeć, żeby móc się z nią skontaktować i towarzyszyć jej.

– Nie?

– Nie. W zasadzie, nie musisz nawet świadomie widzieć ani jej, ani otoczenia czy słyszeć rozmowy, żeby móc jej towarzyszyć. Musisz tylko wyobrażać to sobie.

– Wyobrażając sobie tę rozmowę, czy mogę jej powiedzieć coś, co chciałem jej powiedzieć zanim umarła? Usłyszy mnie?

– Tak. Z własnego doświadczenia wiem, że usłyszy wszystko, co jej powiesz podczas tej imaginacyjnej rozmowy. Wiem, że wielokrotnie ludzie żałują, że nie powiedzieli czegoś swoim zmarłym i wciąż chcieliby to powiedzieć. Jeśli jest coś, co chciałabyś jej powiedzieć, to ona na pewno to usłyszy. Możesz to zrobić w każdej chwili.

http://www.oobe.pl/Wskazowki_do_nawiazania_kontaktu_B.Moen.htm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *