Astralny wernisaż

cialo-astralnemalarstwo-scienne

malarstwo-nascienne

Malowanie wnetrz

Dekoracje sal

Malarstwo Scienne
Zdjęcia sa bardzo duże i dają się z łatwością powiększać, rozdzielczość 600×10000 pix.

bociany
W czasie malowania ściany pojawiło się stado wielkich bocianów. Zanim przygotowałem aparat, to wzniosły się już wysoko w obłoki.
*
1,-ASTRALNY WERNISAŻ
2,- EKSPERYMENT STARRA

1,-Astralny wernisaż

Malując 20 lat obrazy na ścianach rożnych wnętrz, czułem często zmieszanie, jadąc po ukończeniu zmęczony kilkaset kilometrów do domu .
Wiedziałem, ze już ich nie zobaczę i zapomnę po paru miesiącach, nie przypominając sobie jak wyglądały. Kiedyś przyjdzie inny malarz, może już za parę lat i je przemaluje, odbierając mi prawo do wykreowanego na ścianie wnętrza. Mała galeria na blogu, umożliwia mi prezentacje malowanych prze zemnie pomieszczeń. Oglądając umieszczone tam zdjęcia, wspominam przygody jakie mi się przytrafiły na budowie. Każde malowane wnętrze ma jakaś historie, którą współtworzyłem z wieloma zaangażowanymi w budowę osobami.. Niekończące się wielkie barwne plamy, rozsypane po ścianach, mają jedno zadanie.
Bawić i dostarczać niezapomnianych wrażeń.
By przeżyć ponownie pozostawione idee i myśli w malowanych wnętrzach, otworzyłem astralna galerie. Astralny wernisaż, to wyprawa w wyobraźni do miejsc w których pracowałem i tworzyłem, to zabawa z przyjaciółmi starającymi się wniknąć w klimat zdarzeń, utrwalonych w mojej pamięci i na digitalnej fotografii. Czy uda się nam odtworzyć okoliczności w jakich pracowałem i ponownie je wspólnie przeżyć?
Podając im jedynie nazwę miasta „Lustenau“ zaprosiłem ich na wspólną eksploracje niefizycznych światów. Celem ćwiczenia było dotarcie w wyobraźni do obiektu i uczestniczenie w wernisażu, jaki zamierzałem tam zorganizować. Przy kieliszku zmyślonego szampana, chciałem opowiadać o moich przygodach. Pragnąłem zaprosić znajomych w stworzony przez nas wspólny twór wyobraźni, w nieistniejące miejsce, w którym mogliśmy się bawić bez ograniczeń fizycznych.
*
RELACJE Z EKSPERYMENTU, pierwsza niedziela 27.09. 2009
*
Conchita

Ach, znalazłam wreszcie właściwy wątek.

Zbyszek odwiedził mnie we śnie i pokazywał mi elementy obrazów, mimo, że nawet nie wiedziałam, że zaczął się eksperyment… 🙂

pierwszy sen: przylatuje Zbychu z córką w brązowym wozie. Strasznie dziwny wydaje mi się ten wóz – z jednej strony wygląda jak dawny wóz zaprzęgany do konia (kryty materiałem, wysoki, brązowy) z drugiej jest to wóz campingowy, ale dziwnie malarski, bo nie ma linii prostych (powinien być prostokątny lub półokrągły, a cały jest stylizowany, łuki zamiast linii prostych, ewidentnie ozdobny…)… W ogóle całe miejsce jest jak z obrazu – idę w górę drogą do jakiegoś domu, Zbychu pojechał z córką wozem (jakąś piaszczystą drogą). Córka ma jasne gęste włosy związane w kucyka, wygląda młodo jak nastolatka (jakoś wyobrażałam sobie ją jako starszą).
Następny sen: Zbyszek wyraźny jak żywy. Jesteśmy w lokalu wysoko (nie wiem, co to znaczy, że wysoko, ale wiedziałam, że jesteśmy gdzieś wysoko nad ziemią). Z jednej strony przy ścianie stoliczki, ludzie piją winko, piwko, rozmawiają, dalej miejsce do tańca. Jednocześnie przez ten lokal przebiega wyraźna granica. Nie wiem, co to ta granica, jedna strona wydała mi się polska, a druga niemiecka.
Zaczynamy sobie tańczyć. Pojawia się moja młodsza córcia (hehe ale bez żadnych krótkich spódniczek i widocznych majteczek… jakoś nie zwróciłam uwagi na jej ubiór, ale nic niezwykłego nie zauważyłam). Córcia trochę przestraszona jak to ma czasami w nocy. Zbyszek bierze ją za jedną rękę a ja za drugą i tańczymy w kółeczko po dziecinnemu :)…
*
RELACJE Z EKSPERYMENTU,- druga niedziela 04.10. 2009
05. 10.2009
*
Daltar:

No niby byłem 🙂
Aż się boje ile z tego jest moich fantazji, a ile faktycznych przebitek. O ile dobrze trafiłem, to pewnie mój interpretator robił co chciał. 😆

Zaczynam opis:

Najpierw udałem się do Muchowa. Nigdy tam nie byłem i nigdy nie widziałem zdjęć z tych zlotów, ale pokazało mi się kilka jakby drewnianych domków z ostrymi dachami. Pośrodku takiego otwartego podwórka/przestrzeni stał sobie taki dziwny bus, z fotelami w środku i na dachu też. Za kierownica siedział niby ten Wolfgang, co miał tam siedzieć. Zagadałem do niego siląc się na angielski, ale on przemówił do mnie „po polsku”, tłumacząc, że to porozumienie telepatyczne i że nie trzeba się silić na jakieś obce dla siebie języki. (??? niby logiczne, ale… ) Czekaliśmy jeszcze na kilka osób z odjazdem. Pojawiła się niby Conchita. Przedstawiłem się i aż mi się nie chciało wierzyć, że to ona jest. Nigdy wcześniej jej nie widziałem. Miała takie kręcone, jasne włosy. Była szczupła, a na szyi miała taki rzemień z kilkoma jasnymi, przeźroczystymi kryształami. Zacząłem o tych kryształach rozmawiać i powiedziała mi, że je od kogoś dostała.
Zjawił się później jeszcze ktoś i jeszcze ktoś. W końcu wyruszyliśmy w drogę. Wolfgang jechał a raczej leciał jak wariat, robiąc mnóstwo dziwnych, wariackich manewrów dla zabawy. Wzbiliśmy się naprawdę bardzo wysoko nad jakimiś potężnymi górami ( Alpy? ) dosyć szybko dotarł na miejsce. Zaparkował przed wejściem do jakiegoś budynku. Weszliśmy do środka. Tam już trwał wernisaż. Na środku, przy wielkich obrazach stał Zbyszek i tłumaczył po kolei co znajduje się na każdym z nich. Pierwszy pokazał mi się taki żółty księżyc, który natychmiast „położył się na plecach” i zmienił w indiańska łódź – kamu. Teraz obraz przedstawiał kamu z Indianami płynące po rzece w dosyć abstrakcyjnej formie żółtego rogala.
Kolejny obraz to były jakieś niebieskie drzewa i dziwne zygzakowate kształty jak u Picassa. Do tego pojawił się czerwony , lecący ptak.
Kolejno ukazał mi się obraz jakichś biegnących ludzi. Wyglądali trochę jak z rysunków naskalnych. Doszedł jeszcze abstrakcyjny obraz „martwa natura ze świecami” w kształtach trójkątnym, kolistym i jeszcze jakimś trzecim. Było coś jeszcze, ale już nie pamiętam co. Na środku pomieszczenia pojawił się taki dziwny stół zrobiony jakby z kawałków witrażowego szkła. Stały na nim kieliszki z jakimiś trunkami. Dosyć dziwne te kielichy były, takie wymyślne. W pewnej chwili pojawiły się jakieś takie obiekty jak kręcone loki zrobione ze szkła. Takie to było dziwne, ale mój interpretator nie mógł się zdecydować, do czego to podpiąć.

Zaproponowałem, że chciałbym na szybko pod jedną ze ścian zrobić taki mały performance z owoców. Stworzyłem na stole z różnych rodzajów owoców wyspę wulkaniczną. Wszystko było z winogron, bananów, ananasów. Stożki wulkaniczne kipiały gęstym, gorącym musem truskawkowym imitującym wypływającą lawę. Pojawiały się małe płomienie buchające tu i ówdzie. Mam nadzieje, że taki nagły wyskok nie był wzięty za wtrącanie się Zbyszkowi w paradę i został przyjęty jako forma prezentu. ( Pod warunkiem, że to w ogóle ktoś zauważył 😀 )
Następnie ktoś wypuścił w powietrze takie miniaturowe stado małych, rajskich ptaszków. Te ptaszki lśniły i krążyły pod sufitem. W końcu jakoś tak się złożyło, że te rajskie ptaki urosły do rozmiarów pterodaktyla, tak, że każdy uczestnik tego spotkania wsiadł na jednego i wszyscy polecieli na nich w przestrzeń. Dotarliśmy na małą, błękitna planetę pokrytą wodą, z jedną wyspą pośrodku tego morza spokoju. Tam już trwała impreza że o rany… Przy wielkim ognisku wszyscy tańczyli, skakali i wygłupiali się na całego. Jakoś tak mi przyszło do głowy, że postawię kilka trąb powietrznych, które też będą sobie tańczyć i wyginać się wokoło tej wyspy. Jak pomyślałem, tak się stało. No balanga była naprawdę cudaczna. Nie wymienię pieczonych potraw spadających z nieba prosto na talerz i tym podobnych dziwów. Urwałem się z tej imprezy przed czasem, bo jutro bardzo wcześnie wstaję.

No dobra, można już zacząć się ze mnie śmiać, co też nawymyślał ten mój chory umysł… 😆 😆 😆

*
Conchita

Chciałam wziąć udział w wyprawie, ale jakoś zapomniałam. Zmęczona i zniechęcona jakością mojego internetu gram sobie w kulki i nagle z zaskoczenia mam Daltara na linii. Zupełnie nic nie widzę (patrzę się na grę), ale wyraźnie wyłapuję pytania Daltara i wiem, że to on. Wtedy się zorientowałąm, że to czas na podróż mentalną. Daltar próbuje się dowiedzieć, czemu jakoś blokuję się na kontakt z nim, nie odpowiadam, czuję, że zaczyna tworzyć jakąś odpowiedź, więc w końcu próbuje się zastanowić i stwierdzam ostatecznie, że nie wiem i żeby się tym nie przejmował. Rozmowa trwa może z 5 min. Potem zasiadam do podróży mentalnej i koncentruję się na Muchowie i Wolfgangu. Pojawia mi się ciepła przyjazna twarz Wolfganga i rozwala mnie uczucie przyjaźni… Straciłam wszelką wizję i kontakt kontemplując efekty, jakie wywołał we mnie ten „strzał”. Pojawiam się znowu przed jakimś wielkim nowoczesnym budynkiem, halą dyskotekową z dużą geometryczną szklaną kulą przed lub w środku. Dach jakiś nierówny, niezbyt wysoki (skojarzyły mi się „Złote Tarasy” – http://www.ursa.pl/_images/Tarasy_1.jpg)
W sumie więcej nie pamiętam, chyba przerwałam podróż.

PS. Mam dość długie jasno brązowe włosy falowane, kręcą się :). Raczej szczupła jestem. Kryształów nie kojarzę, hmmm…

*
Paul:

Nie czytam postów jeszcze tylko od razu pisze to co mam do napisania.

W dniu wczorajszym próbowałem się skupić mentalnie, ale przychodziły mi
do głowy różne myśli. O tuż wyobrażałem sobie, że jadę busem.
jakiś kierowca pod brodą był… było tam parę osób. Nie wiem jak opisać dalej.
I czy to ma związek. Zobaczyłem jakiś budynek piętrowy ( w myślach).
Nie wiem, ale chyba rozmowy były trochę głośne… Przyznam, że trochę ciężko mi się wyobraża pewne te obrazy…

W tym czasie leżałem sobie na lewym boku.

Poza tym ćwiczeniem mentalnym. Zanim położyłem się do łóżka ok. 23:20.
To ok. godz. 22:00 w obu nogach czułem pewne wibrację także w rękach.
Podczas takich małych wibracji poczułem się rozluźniony itp. na krótką chwilę
odsunąłem klawiaturę by odczuwać dalej wibrację… Dodam, że podczas wibracji odczułem czyjąś obecność i na pewno ktoś w moim pokoju znalazł się. Pomyślałem sobie, że ktoś przyszedł pewnie po mnie, albo dać znak,
że jest już pora na wyprawę.

Najdziwniejszym zdarzeniem było rano to, że dekoder TV był włączony.
Ja wieczorem nie włączałem dekodera tylko wyświetlała się godzina.
Rano sie obudziłem i patrzę na dekoder i widzę kanał 597 i tak był włączony
cały czas. A jak poszedłem spać to było tak jak wspomniałem wcześniej
nie włączałem tv satelitarnej… Trochę mnie zaskoczyło, że był włączony,
a przecież nikt mi nie wyłączał i włączał w nocy bo wszyscy śpią.

To było na tyle i pisałem ten post nie czytając wcześniejszych postów.
Teraz pójdę poczytać.

*
Korna

Przez chwilę byłam w Muchowie i widziałam pana z bródką (to chyba był Wolfgang) , potem ktoś częstował białym winem i widziałam na jednym obrazie jakichś Indian?
Śniło mi się jeszcze tej nocy, że Zbyszek pisał do mnie na Gadu pytając czy wzięłam udział w wyprawie.
Ogólnie to mi słabo wyszło za bardzo się nie skupiałam bo byłam zmęczona, chyba tez pewnie z wrażenia przed pierwszym dniem na uczelni. I to by było na tyle 🙂
*
Leon:

No to może i ja opiszę mój sen/ chciałem wziąć udział a był tylko sen/-w pewnym momencie było mnóstwo ludzi-jakby manifestacja ekologów-ja chyba zachęcałem do buntu-był jakiś burmistrz który coś przeskrobał przeciw naturze i wyglądało na to że zaczął się wstydzić tego-potem zobaczyłem jeszcze gościa z wielką piersiówą i kazałem mu jej się pozbyć -potem z tyłu usłyszałem brzdęk tłuczonego szkła-zastanawiałem się czy ją wyrzucił czy też mu wypadła bo się nawalił jak mops i to był koniec snu.

*
Herbina

No to wpisze swoje:
Jestem na czarciej górce,na dole przed polem stoi autobus a przed nim Wolfgang, schodzimy z górki.
Jedziemy autobusem do galerii Zbyszka, Wolfgang jest kierowca, siadam za nim.
Juz na miejscu:
Wchodzimy do tego miejsca, jest to jakby ciemny tunel, jak tunel, ktory jest czasem przystawiany do samolotu na lotnisku. Czarny kolor dominuje. Tajemniczo jak cholera ( może Zbyszek przyśle jakieś diabły, zeby nas postraszyły), dostosowuje się – czarna długa peleryna z kapturem , ciemne okulary, które zmieniam na maskę na oczy ( jak u Zorro).
Ktoś na początku zapala żagiew.
Ten tunel jest jak spirala, można usiąść i zjechać na tyłku w dol.
Obrazy: miasto w nocy, nostalgiczny widoczek ptaki odlatujące nad rzeka, szuwary- lewa strona brzegu rzeki, drzewa, czerwone maki ( to pewnie moja sprawka, bo chciałam namalować maki a tego nie zrobiłam), obraz egipski- piramida, dużo żółtego i złotego koloru i światła. Zjeżdżam na tyłku na dol wyskakując z tunelu.
Jest tu już jasno.
Zbyszek stoi i pyta: – jak się podobało? – jak cholera , odpowiadam, śmiejemy się.
Zbyszek mówi: powiedz ludziom, żeby do mnie jeszcze latali, chce to zbadać, – dobra! ( odpowiadam).
Nisko przelatuje samolot.
Pytam siebie – czy jest coś jeszcze? Odp. – To już wszystko!

*
Wolfgang

W trakcie pisania.
*
Moja relacja
Zbyszek:

W sobotę, przy parkowaniu, wjechałem na parkingu na wysokie krawężniki. Cos zaskwierczało, co zignorowałem, myśląc, ze potem sprawdzę szkodę. Następnego dnia, zapominając o niej, wyjechałem z parkingu, obrywając plastykowe części zderzaka. Zdając sobie sprawę ze zgrzytów, ruszyłem beztrosko , nie bacząc na szkody. Ach jedz, co tam,- przecież to tylko auto. O 21 godzinie w niedziele zamiast przygotować się na wyprawę , zdenerwowany kleiłem taśmą plastykowe części przodu auta.
Ha ha , powiedziała mi Conchita, parę dni potem. Tydzień wcześniej pożyczyłam ci moje auto we śnie i je zepsułeś, Zderzak poszedł a ty jak gdyby nic sobie poszedłeś. Śmiałeś się beztrosko, zostawiając mi zepsute auto.
W czasie jazdy do domu, wyobrażałem sobie długą taśmę przyczepiona do kija, którą ciągnąłem za sobą latając w przestrzeni.
Udało i się mi dobrze dostroić do wizji i znalazłem się na chwilkę w astralu, odczuwając falujący ruch ciągnącej się za mną ogromnej wstążki.
Dyskoteka jest częścią zabudowań, należących do jednego właściciela. W ośrodku znajduje się siłownia, bilard, break-dans, restauracja i dwuczęściowa dyskoteka. Centrum stanowi wielka hala z dobudowanymi, małymi elementami architektonicznymi. Pośród jej geometrycznych form, dominuje dwuczęściowy, wysoki, żółty komin. To właśnie na nim zacząłem malować wielki obraz. Szpiczaste i przecinające się wstęgi, stanowią jego temat.Ten sam motyw powtórzyłem w kolejnych obrazach na ścianie fasady i kontenerze, znajdującym się na przeciw wejścia do dyskoteki.
Malarstwo wewnątrz obiektu, wykonałem wiele lat wcześniej. Załączyłem je jednak w artykule, gdyż stanowi ważną cześć wernisażu astralnego.
W druga niedziele, przytrzymał mnie znajomy telefonem, przystąpiłem wiec do ćwiczenia z 2 minutowym opóźnieniem. Kładąc się na łózko, miałem problemy z kreowaniem astralnej przestrzenni. Pospiech i poziome położenie ciała , utrudniało mi wyobrażanie siebie w pionowej pozycji. Zmiękłem wewnętrznie jednak po chwili, odnajdując upragniona cisze.
W pierwszej chwil pomknąłem pod największy obraz. Nie postrzegając niczego poza bladym wspomnieniem ściany, zawróciłem w myślach do Muchowa. Klucząc tam i i spowrotem, szukałem śladów czyjeś obecnosci.Trochę trwało zanim moje wyobrażenia stały się plastyczne.
Zacząłem wtedy postrzegać sunące cienie wokół mnie. Starając się nawiązać z nimi kontakt, opowiadałem o odbywającym się wernisażu na dyskotece.
W wesołość wprawił mnie pojawiający się bus Wolfganga na czarciej górce. Zahamować gwałtownie, pośród głazów, nie bacząc na sterty skalnego gruzu. Wolfgang wyskoczył z okna samochodu, machając z przejęciem ręką. Było to tak zabawne, ze parsknąłem histerycznym śmiechem. Tracąc dostrojenie, jeździliśmy po Muchowie szukając chętnych na wspólną wyprawę.
Zebrało się sporo osób, którym zaproponowałem podroż na dachu. Wskoczyliśmy na gore, osadzając się z przodu busa.
Zostawiając taxi Wolfgangowie, pomknąłem na wernisaż.
Nie przygotowałem wcześniej planu przyjęcia i sunąłem chaotycznie uwaga po rożnych miejscach, pokazując gościom niewidoczne obrazy.
Dołączyła Cherbina, dając się wyraźnie odczuć. Informując o obrazach, zostawiłem ją samą, towarzysząc jej szczotkowa uwaga. Jedynie jakaś cześć mojej swiadomosci była nią zajęta, cala jednak moja uwaga, była skoncentrowana na prezentacji obrazów pozostałym uczestnikom .
W którymś monecie pojawiła się w moim polu postrzegania Conchita. Wpadając w przerażenie stwierdziłem , ze ją zapomniałem.
Gdzie jesteś, rzuciłem pytanie w przestrzeń. Wylądowałem przy jej starym domu. NIE TAM! Usłyszałem rade niewidocznego Staszka.
Zaniosło mnie do centrum Warszawy. Unosiłem się nad centym miasta, nie postrzegając jego formy. Stolica wyglądała z góry jak żółta plama, placek żółtego światła, z zacierającymi się na krawędziach konturami.
Uf, co ja tu robię?
Wpadłem w przerażenie, myśląc o porzuconym wernisażu.
Tempo rozgrywających się zdarzeń zatarłem już częściowo w pamięci.
Pojawił się Staszek, niefizyczny kolega. No to dałeś d…
Co się stało, dlaczego? Zadałem mu nieme pytanie.
W odpowiedzi pojawiły się na otwartej przestrzeni kieliszki szampana i skrzynka piwa.
Wiesz ile tu ich jest?
Ktoś zabawnie wetknął sobie butelkę piwa do nosa, twierdząc ze tak się pije.
Opowiadałem o moich obrazach, nie zwracając zbytnio uwagi z kim rozmawiam. Prowadząc dialogi, obserwowaliśmy fragmenty migających przed nami obrazów.
A to pomalowałem śmierdząca farba, zepsuła się,- zdradziłem w sekrecie jakiejś osobie, starając sobie odtworzyć jej niemiłosierny smród.
A tutaj są płomienie, trochę wyblakłe, które teraz jedynie poprawiałem intensywną farba.
Tak pali się ściana z czarnymi wnękami na okna. Zwróćcie uwagę na tą czerń, jaka przejmująca, do szpiku kości,-uuu jaka zgroza.
Na wernisaż zapraszałem również nieżyjące osoby. O przebiegu akcji informował mnie Staszek, dorzucając co rusz drobnych wyjaśnień.
Brakuje nam jeszcze relacji Wolfgaga. Ociąga się trochę. Z jego opowieści wynikało, ze spotkał kogoś na górce, kogoś kogo jeszcze nie znal. Postrzegł mnóstwo poruszających się osób. W czasie jazdy wygłupiał się, trzymając kierownice nogami. Jazda była dosyć długa i ciągnęła się aż do Alp, wzdłuż jeziora bodeńskiego.
Na wernisażu, oprowadzał gości po obiekcie, zdradzając jego tajemnice. O,- a tam można dostać kawę za darmo, mówił do sunących bokami cieni ludzkich sylwetek.
*
Daltar

No, muszę powiedzieć, że chyba w moim przypadku nie było najgorzej. Oto streszczenie zgodnych weryfikacji.

1. Jazda na dachu busa + jazda nieco szalona
2. Przelot nad Alpami
3. Jeden z obrazów – „dziwne zygzakowate kształty jak u Picassa” – na zdjęciach na stronie Zbyszka doskonale widać te zygzaki 🙂
4. Czerwony ptak na jednym z obrazów – Okazuje się, że to chyba był ten czerwony motyl, któremu zrobiłeś zdjęcie ( też w galerii na stronie ).
5. Ludzie jak na naskalnych obrazach – ja tak odebrałem ten wizerunek kobiety, ale poza tej Pani ta sama co w wizji. 😆
6. Opowiadania Zbyszka o obrazach – tak to widziałem. Na dodatek widziałem jak stoi przy tych zamalowanych ścianach z dominującym żółtym kolorem.
7. Krążące bociany podczas malowania jednego z obrazów – ” Te ptaszki lśniły i krążyły pod sufitem. „. To chyba będzie to, bo krążyły w koło, a jedynie ich kolory były zdecydowanie bardziej urozmaicone niż u bocianów. Ciekawe, że wysoko krążące po niebie bociany zostały odebrane jako „małe ptaszki krążące pod sufitem”. Interpretator ma swoje „pomysły” 🙂
8. Sam budynek przed którym zatrzymał się bus – w zasadzie właśnie taki parterowy budynek z nadbudówką, jak w wizji.
9. Opisałem coś takiego: „Na środku pomieszczenia pojawił się taki dziwny stół zrobiony jakby z kawałków witrażowego szkła”. Bardzo ciekawa sprawa.
Zastanawiało mnie, skąd to się wzięło, do póki nie zobaczyłem zdjęć z jednej z prac Zbyszka. Dokładnie chodzi o tą robotę gdzie były automaty do gier i stoły do piłkarzyków. Kiedy zobaczyłem zdjęcia tych przykrytych szklanymi taflami stołów z odbijającymi się w nich kolorowymi wzorami naściennych „malowideł” Zbyszka wszystko stało się jasne. Interpretator ma jak zawsze „swoje pomysły” . No tak, szkło i mozaika kolorów to dla interpretatora oczywiście stoły z witrażami 😆

Doprawdy tylko nie wiem, skąd wzięła się ta wyspa i impreza na niej. Owszem wyspa była pokryta żółtym pisakiem, i otoczona ciemnym morzem. Nadlecieliśmy nad nią z góry, co można by podciągnąć pod zdanie z relacji Zbyszka „Stolica wyglądała z góry jak żółta plama, placek żółtego światła, z zacierającymi się na krawędziach konturami”. Może to oto chodziło ?

W sumie nie najgorzej, bo sporo tych punktów wspólnych. W tym eksperymencie było naprawdę mnóstwo detali, kształtów, kolorów, osób, zdarzeń. Ciekawe jak by to wszystko wyszło, gdyby uprościć trochę. Było by łatwiej, czy trudniej? Jak sądzicie?


2,- EKSPERYMENT STARRA:
28.09.2009 – 23:02

*
Zbyszek.

08.10.2009. Dzisiaj znalazłem zdjęcie Starra, które było już wiele dni umieszczone w necie,- tańczącej dziewczyny na ulicy. Jednocześnie z wernisażem, przeprowadzona była przez Starra próba telepatycznego przekazu treści, wybranego przez niego zdjęcia. Wklejam przebieg jego eksperymentu, który prowadziliśmy równolegle z wernisażem. Dopatrzyć się można wspólnych elementów. Są one jednak misternie ukryte, przeplatając się wspólnym motywem tańczącej dziewczyny..

*
Starr:

Zdjęcie, które dzisiaj wysyłałem:
Zdjecie Starra
Gdy skupiłem się na Zbyszku to mignęła mi przed oczami piramida. Oprócz tego widziałem dziewczynkę bawiącą się kokardą zaczepioną na kijku i kota z dużą głową patrzącego się na mnie. Zobaczyłem również gwieździste niebo i chyba las
.
*
Herbina:

Obraz Starra: Mala dziewczynka, piasek plazowy, chlopiec na rowerze, przewrocony parasol i wedka, to jak czarno biala fotografia z wakacji , a jak nie to lipa i juz, pozdrawiam!

I druga wersja Herbiny:
Otwarte drzwi, korytarz , przed drzwiami ciemny zarys meskiej postaci- fotografia czarno-biala.

*
Herbina 29.09.2009

E tam – świetnie, to porazka :))
Tak naprawdę nie mogłam o 22 wziąć udziału w eksperymencie, bo niespodziewanie miałam ważną rozmowę, postanowiłam wiec dowiedzieć się we śnie, co to za obraz. Miałam Ld-ka w którym było kilka ważnych dla mnie spraw, pod koniec widziałam kręcącą się, tańczącą, małą dziewczynkę( wiem, ze szlam ulica która po tym, jak potem zamieniła się w piasek plażowy), wszystko jak na czarnobialej fotografii, przypomniałam sobie o eksperymencie ale to, co wcześniej było w ld-ku bardziej mnie zainteresowało i skopiłam się na tym, co było aby tego nie zapomnieć a sam eksperyment zlekceważyłam nieco, jak zobaczyłam te dziewczynkę w przykrótkiej spódniczce i za dużych majtkach, to pomyślałam, ze nie lubię jak tak sie ubiera dzieci- dziewczynki w przykrótkie spódniczki a chłopczyków w rajstopki, wtedy mój umysł wytworzył chłopczyka i w ten sposób powstała kiszka kaszana. Ale to nie ważne, wiem, jak podziałał mój umysł i to jest ważniejsze niż to czy zgadzają się elementy, wiem, ze gdybym się skopiła wtedy na eksperymencie i dziewczynce, to wyszłoby o.k. Sek w tym, ze w ld-kach zupełnie inne rzeczy są czasem dla mnie ważne niż to, co planuje zbadać, tak na przykład czasem chce uzyskać odpowiedz na jakieś pytanie dość przyziemne a jak mam Ld-ka to nagle stwierdzam, ze to nie istotne a ważniejsze jest na przykład czym jest rzeczywistość albo co jest najważniejsze, tym razem tez się to potwierdziło, ze zupełnie inne sprawy są wtedy dla mnie ważne. Dlatego mimo, ze nie udzieliłam prawidłowej odpowiedzi to dla mnie osobiście eksperyment spełnia swoje zadanie- uczę się rozpoznawać swoje reakcje umysłu i nie pzwalac sobie na nacisk, ze muszę dobrze zbadać, bo co ktoś sobie o tym pomyśli,tak wiec ciesze się, ze biorę w tym udział, chce jak najmniej kombinować logicznie ,spróbuje zobaczyć obrazy Zbyszka, zachęcam tez innych do brania w tym udziału.
*
Zbyszek 29.09.2009 – 12:59

Znajoma biorąca udział w moim eksp. wyśniła sobie w nocy wizytę z córeczką na mojej budowie. Córunia tańczyła w kołeczku z nami jak stara. Gdzie ty nas zabrałeś, spytała gdy opisałem to miejsce!!!
Mała tańczyła dokładnie w tym miejscu o które mnie posadziłaś w rozmowie telefonicznej, ze maluje tam obraz.
A ja przecież odmówiłem tego zlecenia, ba nawet ci o nim nic nie mówiłem ze tam bylem, a ty w rozmowie jednak spytałaś, haha.
A wiec działa ta telepatia i to jak. Tyle, ze jak pokręcona !!!
*
Zbyszek 03.10.2009 – 10:16

Halo Star. Raz gdy chciałem dolecieć do twojego zdjęcia pojawił się ktoś przy mnie, i zaczął mi rozciągać dłoń igłą jak zbzikowany. Az wyskoczyłem , z wrażenia z siebie. Innym razem pojawiłem się przy jakimś rozzłoszczonym, dzieciaku blondynie a potem przy ryżawej dziewczynce. Szliśmy w grupie trzymając się za ręce.
Jest ktoś chętny na ta niedziele na wernisaż, mała popijawa i oglądanie obrazków?
O 22godz w ta niedziele nadaje. Będę odwiedzał znajomych. Spotkanie w Lustenau na mojej budowie, granica Austrii, Niemiec i Szwajcarii. Opowiadam o malowaniu na ścianach wielkich obrazów. Kto tam nie trafi, to będą czekać na niego taxy w Muchowie i dowiozą na imprezkę.
Za taksiarza robi Wolfgang z małym busem

7 myśli nt. „Astralny wernisaż

  1. Conchita

    Ach, oglądając zdjęcia dokonałam straszliwego odkrycia! Zbyszek wrobił mnie w jeszcze jeden sen! Nie pisałam, bo nie pisze się takich rzeczy, ale miałam sen o niesamowicie zgrabnej dziewczynie, w którą się na chwilę wcielałam i wypadałam z niej obserwując sytuację. Włosy ciemno brązowe proste, niesamowicie zgrabna sylwetka i prowokujące zachowania łącznie z rozbieraniem się podczas tańca w dyskotece (zachowanie przeciwne do mojego, więc tym bardziej zdziwiona byłam tym snem). I teraz patrzę i własnym oczom nie wierzę – ona jest na tych zdjęciach, namalowana na jakiejś ścianie!!!!!

  2. Zbyszek Autor wpisu

    ha ha , zobacz zdjęcie Starra:)
    Ech to się narobiło. Właśnie je w tej chwili zobaczyłem , tańczącą dziewczynę. Dobrze , ze dopiero teraz:)
    Poplątały się nam podobne watki i powstał jeden wielki kocioł.
    Teraz gdy widziałem zdjęcie mam większy wgląd w pojawiające się w eksperymencie we mnie wrażenia.
    Tańczącą dziewczyna,- kto by pomyślał ze Starr wpadnie na łączący nas motyw, zlewający się w podobne.

  3. Conchita

    Ech, to była dziewczyna z Twojego zdjęcia, a nie Starra. U Starra to dziewczyna z klasą, taniec artystyczny (baletki), element zmysłowy jest tylko dodatkiem. A ta dziewczyna z Twojego zdjęcia (2 rządek od dołu) to właśnie to – wyzywający erotyzm, rozpuszczone ciemne włosy, perfekcyjna figura i zarabianie na rozbieranych tańcach. Generalnie na koniec snu, jak mnie wybiło znów z niej, to mi jej szkoda było, bo słyszałam, jak o niej mówi otoczenie, m.in. że na kilkunastu „narzeczonych”….

  4. Zbyszek Autor wpisu

    No co ty, no co ty, -moje tanecznice są tez baletnice!!!

  5. Zbyszek Autor wpisu

    Zgłosiło się jeszcze parę osób, biorących udział w wernisażu.
    W ich snach pojawiały się rożne zdarzenia rozgrywające się na dyskotece jak i moim prywatnym życiu.
    Śnili fragmenty moich wspomnień, w jakiś sposób szczególnie dla mnie ważne. Rozrastały się one w ich snach w długie przygody, zabarwione ich własnymi przemyśleniami.
    Przymuszeni w niezrozumiały im sposób do fabuły , interpretowali ja po swojemu, dekorując ja własnymi skojarzeniami.
    Jak to działa?
    Sledze już sporo czasu wspólne śnienie, zwłaszcza te przemieszczające się wspólne watki snów. W ich przemieszczaniu się, ukryta jest tajemnica SEKRETU., -sposób jak działa nasza intencja, życzenie stające się rzeczywistością.

    Helo Paul.
    Spytałem niefizyczniaka co z ta twoja liczba. Niby nic nie odpowiedział, coś mi jedynie jakoś mrugnęło.
    Przed wczoraj zepsuł mi się telewizor. Kupiliśmy nowy, kosztował 799. Przy zakupie w kompie przemieniła się cena na 899. Zmieniono nam ja , stwierdzając pomyłkę.
    Telewizor zepsuł się przy uruchomianiu. Wylazłem z ciała z radości gdy go włączyliśmy.
    Spaliła się ważna cześć, gdy tak dziwnie na niego spojrzałem:)
    Dostaliśmy oczywiście nowy, gdyż trafiła się nam czarna owca w Media Markcie.
    Spytałem Stacha,- to co z ta liczba i wtedy bum. Odejmując za duża stówkę , zostaje 102 różnicy.
    To dokładnie tyle co RUDY 102 u Czterech pancernych. Taki właśnie login wymyśliłem sobie parę lat temu, gdy zaczynałem pisać na forach.
    799 minus 597 to 202, w tym pomylona stówka i wychodzi RUDY
    E tam, pewnie zmyślam!!!
    Bo, czy może być taka szalona rzeczywistość?

  6. Wolfgang

    Thank You, inviting me ..

    VOYAGE TO AN EXEBITION

    Entering a scene at certovsky skaly where at the street-sign, along the tree-guided country road, pointing directly at the „devils rock” I sensed some boy,
    „Hello You, where are the passengers, ” I asked him by the way, because he was the only one at the meeting point. He silently looked at me with a question mark on his face, but seemed shure he was the right guy at the right place.
    I wondered about the missing Passengers, who had to arrrive from Muchov. I was expecting a crowd of people, almost joking, talking laughing with some tins ‚o beer in the hands. – but silence.
    Even the guy hid him selve invisible as an passenger in the silver coloured van ready for a voyage on a highway, listening to some irrestible Songs like „my innocence”
    I relaxed myselve a little, steering the car by knee, the armes crossed behind the neck.
    My passsenger at the right stared wordlees straightforward at the countryside we pass. – but at a certain situation we sat face to face like on a train ride, in the front seats of the car, I wondered about his markant face, his straight backward combed dark hair seemed to be fixed as a ponytail – we never ever spend a word – silence, exept of outdoor-roaring while the commonrail shifted the gear, and some mumbling of the seemingly invisible friends in the rearseats.
    Far south passing the great lake (Bodensee) we had a stop. In this time short after sun down we went for a short stroll at the peer watching the light-lanes surrounding the dark water plane, and I showed my passengers the short experiment after focussing the bright sparkling stars for a while:
    ” Watching the stars for some calm minutes and short before turning the head down to earth bend your knees a little bit.
    Yes there’s no difficulty , just go down a little bit while looking at the stars…”

    There’s a long straight street without any bending curves bevore arriving at the vernisage building.
    Arriving at the parking place, there is nothing special to remember. Its like arriving at an old little Market Mall with diffferent signs at the wall. Most of them seem a little greydusted, and even the blue walls have a touch of weather whashed off painting. – but expect miricals we’re entering.

    A backyard vernisage:
    We’re here, let’s go. As everytime while dreaming i went out of the car without the need of slamming the door. Strolling arround the house looking if theres something different than the first two times i met Jani the Painter here, while he was working for the mr King. Orientation at the location was not easy after this long time.
    Someone of the passengers followed me couriously. i felt in my ridge (back), so we went upstairs looking if there is someone in the Office to greet, but nothing no one welcomed us. So i whished to be in the billiard-restaurant looking for a fresh cofffee after the long highway trail.
    Even the figure in the restaurant didn’t appreciate the my coming, … waiting for no one to arrive.
    So the place isn’t interested in our arrival, counterwise we’re only interested in the exebition. …
    … lets go colour!
    The first impression I got was, looking down on a wide large dark ground in the middle of nothing.
    Let’s say I was a little frustrated, knowing Jani the Painter and his occupiing manner to disturb any known working-place with a disorder of his equipment.
    Taking a second start-UP there was colour, abstract colour .. floating .. Its like mixing some drops of fresh oil colour in a water bowl. The only difference the surface is vertically orientated. Like painted polygons on a drapery. Somewhat coloured in an basically orange tone migrating to some intense yellow or red tint, floating arround as if I was looking with defocussed eyes through an kaleidoskope, that works on more than 180 degrees.
    Crazy enough there where some beeings arround. Who it was, ask someone else I don’t know. But … in some interaction some other person interfered from the background with my interpretation of the exebition and by setting its awareness of the „truth (true picture)” encountered to my view of the situation, the picture moved like a blanket in the wind … and the whole scenery canged during this interference. Like living colours.
    Suddenly the scene flipped iside out. Best described: it’s like as if I was standing inside a box an suddenly the boxes walls are flipping over, me standing inside the box but looking at the walls of the box from the outside. at this moment the outline of the painting changes to an dark blue, naearly greyish nightsky.
    Writing more about my personal experience, it would become a speculative mixture, because I’ve been talking to Jani since the vernisage adventure and the influence of the conversations will damage the personal impressions. Thank You

  7. Zbyszek Autor wpisu

    za_mgłą
    witam,

    najpierw opisze moje spotkanie z Wolfem :), a później skocze do wczorajszego spotkania.

    ulica, wieczór, dużo świateł, latarni, oparłam się o kosz na śmieci 🙂 bo wydawał mi się chyba najbardziej odpowiedni do tego 🙂
    długo nie czekałam, zatrzymała się czarna bryka – czysta, pozytywna.
    wsiadłam do środka nie otwierając drzwi
    – cześć, wita Cie mgła
    cisza, Wolf ruszył, siedzę i myślę
    – fuck, dlaczego mnie nie widzisz
    przesiadłam się na tyl po przekątnej zobaczyłam duży brzuszek, jasne włosy, krótkie i chyba to była mała łysinka
    – widzisz mnie? odczuwasz?
    – tak, a kim jesteś
    – za_mglą, mam zamiar pojechać do Zbyszka na imprezę, wiesz gdzie to jest?
    – wiem, po to tutaj jestem
    – coś ty?
    usiadł Daltar po mojej lewej
    – a alkohol masz? w tej swojej taxi?
    – to nie jest taxi
    – bzzyy to mamy pierwsze sprzeczne informacje
    – Daltar gdzie jedziemy?
    – nie wiem
    – hehehe
    – Wolf, no powiedz coś, co nic nie mówisz?
    – zaraz dojedziemy
    patrze w przednia szybę, a ulica ta sama, nawet śmietnik stal w tym samym miejscu
    ——————————–
    impreza
    stoi kobieta,na pierwszy rzut oka bardzo pozbawiona wszelakich blokujących energii, porusza się w takt jakiegoś dźwięku, bardzo wysokiego, długie włosy, stoliki, długi bufet, podchodzę bliżej
    do barmana
    – cześć, szukam Zbyszka
    – cześć Zbyszek jest tutaj
    – a dokładnie?
    – a siedzi tam
    i palcem wskazał sufit
    przy suficie
    siedzi koleś na żyrandolu – lampie – oświetleniu podchodzę 🙂
    – co robisz?
    – sprawdzam oświetlenie czy zdj dobrze wyjdą
    zeszłam, zaczęłam wchodzić do rożnych drzwi
    1 drzwi
    woda, morze, błękit, ciepła woda, kamienie, uśmiechają się, takie jakby gąbczaste gąbki
    2 drzwi
    WC czysto – wychudzę
    3 drzwi
    nachylona kobieta z wyciągnięta prawa ręka, na sznurku trzyma kamień
    4 drzwi
    Wolf i jego nie taxowka
    5 drzwi
    impreza
    idzie facet zatacza kola, jest nawalony
    wchodzę na parkiet z sufitu opada cieple fioletowe światło, zaczynam tańczyć

    podchodzi Daltar
    – tańczysz?
    – chyba nie
    – dlaczego chyba
    – bo miała być taxi
    – a czym przyjechałaś?
    – czymś czarnym, siedziałeś obok
    – siedziałem na dachu
    – pieprzysz?

    wyszłam, przed budynkiem, ulica, światła, kosz na śmieci, oparłam sie, podjechał czarny – czysty samochód
    tym razem otworzyłam już drzwi
    kierowca
    – wracasz?
    – a przyjechałeś taxi?
    – nie
    – to wole piechota

    zamknęłam drzwi, odbiłam się od krawężnika, wróciłam do domu .

    milego i cieplego zycze
    _________________
    )O( Salvador, naucz mnie malowac we snie….dziekuje.
    _________________

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *