Alergia

*
Parę lat temu, wybrałem się wyobraźnią w miejsce, w którym nabawiłem się alergii. Zapragnąłem zwizualizować przyczynę tej mojej dolegliwości. Ku mojemu zdumieniu, wyśniłem sobie malowniczo potok w Szklarskiej Porębie. Wchłoń ten mech z kamieni, usłyszałem gdzieś za plecami poradę. Wielkim chełstem powietrza, wciągnąłem znikającą mi w oczach zieloną substancje. Nie odczuwając obaw , analizowałem delikatne odczucie chłodu , pojawiające się w moich płucach. Samo wchłonięcie mchu, wydało mi się czymś absurdalnym. Gnijące przecież zielsko, pokrywające oślizgłe głazy, kojarzyło mi się bardziej z rozkładem niż leczeniem. Czy to pomoże, -spytałem stojący za plecami cień. Brak odpowiedzi zniechęcił mnie do kontynuowania tego niezwykłego snu.
Tamtego lata, przeszedłem niezwykle łagodnie moja wiosenna alergie.
Gdy mrozy skuły w styczniu ziemie, pojawiła się przy mnie ponownie nieznana mi osoba. A teraz popiół z popielniczki. Nie zdążyłem zareagować świadomie a już wchłonąłem w wyobraźni cala zawartość śmietnika Ten sam ruch samodzielnego astralnego ciała, niezależnego od mojej woli, jak wtedy nad potokiem. rozegrał się na moich oczach. Wchłonąłem oddechem, w siebie coś, co znajdowało się w popielniczce. Paskudny eksperyment , pomyślałem z obrzydzeniem. Trochę przerażony obserwowałem jak w ciągu kilkunastu sekund zacząłem się dusić. Silny opór płuc i delikatne napięcia w ciałach niefizycznych uświadomiły mi, ze tym razem, to nie żarty.
Pomimo zimowej pory , walczyłem z astma.
Co się dzieje-, rozmyślałem obolały następnych parę dni. Wchłaniając mech , również czułem podobne obrzydzenie. Pomimo tego, czułem się wspaniale i uśmiechałem się do kwitnących drzew.
W tym roku, zająłem się realizacja porzuconych od lat marzeń. Zawsze chciałem być malarzem sztalugowym. Przez ostanie miesiące borykałem się z farbą olejną, rozwijając własną sztukę. Intensywnie ćwicząc tą technikę, osiągnąłem częściowo zadowolenie. Ciesze się z moich obrazów. Z entuzjazmem przystępuje do pracy. Czy tym razem ominie mnie wiosenna alergia?
Ha zobaczysz, wszystko ci przejdzie, powiedziała Conchita, haha.
Wszyscy dokoła już siorpią i narzekają na oczy a mnie się dzieje dobrze. Postrzegłem coś niezwykle frapującego. Parokrotnie dostałem niezwykle silne ataki , szczypiące oczy i łaskotanie w gardle, mijało jednak po minucie.
Jedynie parę razy, to mi się przytrafiło. Po chwili łagodniało się we mnie samopoczucie i rozświetlałem się wewnętrznie. Po alergii nie było ani śladu.
Chwile te poprzedzały jakieś wydarzenia, w których odczuwałem niepokój.
Tak jakby wewnętrzne napięcie osłabiały moja odporność. Gdy zrobiłem coś przeciw sobie, coś co wywoływało delikatny sprzeciw, gdzieś na samym dnie mojej duszy, to alergia wybuchała gwałtownie dając mi natychmiast o sobie znać. Znam już ten wewnętrzny dyskomfort, za którym skrywają się piekące oczy. Jest to bardzo delikatne doznanie, rodzaj niezadowolenia, pojawiającego się, gdy mam kogoś spotkać a wolałbym go uniknąć. Samo wyobrażanie takiego spotkania, wywołuje we mnie rodzaj napięcia. Właśnie to napięcie, delikatne odczucie niezadowolenia, wywołuje tak katastrofalne następstwa.
Gdy robię coś co moim zdaniem powinienem uniknąć, gdyż świadczy o mojej słabości, to również rozlewa się we mnie ostrzegawczy krzyk sumienia.
Gdy piję kolejną kawę z rano a wiem, ze nie powinienem, to również rozlewa się to delikatne ostrzegające doznanie. Stop nie pij więcej, bo masz nadciśnienie.
Trudno jest mi ustalić jaka role odgrywają w tych psychosomatycznych zmianach ciała niefizyczne. Widzę przepływającą w nich energie i jakieś niezwykle delikatne ruchy. Niektórym „glosom sumienia” towarzysza nawet krótkotrwale eksploracje. Ciała niefizyczne, czynia bez mojego wglądu wtedy jakieś ruchy, wykonując przedziwne gesty i grymasy. Robią coś, czego nie postrzegam zajęty doznaniem upokorzenia, które sam wywołuje, ignorując wewnętrzne nakazy.
Znajoma dostała niezwykle silnego ataku alergii. Pojawiła się u niej po raz pierwszy w tamtym roku. Tym razem z silą huraganu, roziskrzyło jej oczy, zmieniając wręcz barwę glosy na gorylą. Tydzień wcześniej ubolewała bardzo nad tragedią narodową. Przecież ta śmierć, tylu osób jest tak przerażająca. To taka tragedia.
Ach jestem teraz strasznie chora, te oczy , muszę natychmiast iść do lekarza.
Inna znajoma , przy kawie zwierzyła się skrycie. Od tygodnia mam wszędzie czerwone plamy. Byłam u rodziny , oni tam wszyscy tak narzekają i zaczęło się znowu. Teraz nawet lekarze nie widza co mi się zrobiło.
*


Nie bądźmy smutni!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii psychologia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz