O 4 pobudka,- zbiegam po schodach kierując sie do ogrodu.Przez ścianę słychać wrzask budzącej się natury. Otwierając drzwi fazuje się w ciało mentalne na zewnatrz siebie, mogąc jednocześnie w ciele fizycznym wykonywać proste czynności.Odczuwam gwałtowny podmuch z ogrodu, będący mieszanka wielowymiarowych zapachów i tętniącego niefizycznego życia. Siadam a raczej siadamy rozdwojeni na ławce pod jabłonka. Następuje natychmiastowe połączenie z wyższa częścią. Chcąc poćwiczyć , porzucone od lat wyprawy w astralu wpadłem znowu po uszy w warstwę mentalna, pędząc aż do wnętrza ciszy.Gdy zamarłem w całkowitym bezruchu , mogąc jednocześnie (o dziwo)postrzegać ciałem fizycznym zamarły pejzaż ,-ON się do mnie odezwał.
A wiec mnie znalazłeś.
Szybkie porządkowanie myśli i parę nowych napływających syntez łapałem bardzo łapczywie. Wpadając w zadumę nad złożonością świata wraz z ich wielowymiarowych dymensjami, odczułem niezwykły szacunek do niego. On był od dawna przy mnie . -czułem jego obecność i przewodnictwo. Nie przejmowałem się moim bezruchem w jaki wpadłem ,- utraceniem wszelkich człowieczych cech, gdyż dostałem w zamian coś potężniejszego i przyjemniejszego,- bycie razem i Jego zaufanie
Gdy lecimy w stronę centrum to w którymś momencie kończy się warstwa astralna. Automatycznie znika nam ciało astralne i przefazowuje nas( ducha) w następne pod względem aktywności -w ciało mentalne. Odczuwamy ta zmianę jak wejście w biała przestrzeń. Szok dymensyjny i budząca się percepcja mentalna. Ani ona biała ani jakakolwiek inna .Im wyżej gnamy tym tracimy kolejne ciałka i za każdym razem zmienia nam się postrzeganie i odczucie wzrastającego i uniezależniającego się od ziemskich nawyków myślenia, naszego wiecznego JA. W podroży w wzwyż dopatrzyć się można chronologicznego ułożenia dymensji świata i ich jednoczesnego współistnienia . Górne sięgają do samego dołu a te dolne kończą się ostra granica znikając nam w czasie dalekich podroży. Tak jak rakieta gubiąca swoje części z paliwem. Najpierw ma wszystkie pojemniki a im wyżej to traci je wszystkie by zawisnąć na orbicie – rysie , bez ruchu. Tu zaczyna się indywidualna przygoda z naszymi częściami .W czasie takiej dalekiej jazdy można super postrzec właściwości dymensji i zmieniające się nasze władze umysłowe. Od tego już o krok by zrozumieć wielki PLAN.
Przyznam się wam ,ze pędzę w gore już kilkanaście lat nie opuszczając powierzchni ciała fizycznego. Fazuje się w nim nie trącać czasu na bieganie w przestrzeni………..
……Sposób życia w realu określa nasze podrożę. Ci co często szybują w wyobraźni w abstrakcji, z łatwością rozpoznają miejsca odwiedzane półświadomie. Ci łapczywi , twardo stojący w realu, muszą się latami borykać z astralem , zanim im się ciałko astralne uzdatni i umożliwi przeskoki do kolejnych dymensji. Z mentalnym i przyczynowym jest podobnie.Nawet duchowe wymaga wysprzątania zanim puści nas przez szczelinę ,-dalej do zbiorowego istnienia.
Strasznie mi się słowo szczelina spodobało. Za diabla nie oddaje istoty rzeczy ale jest superowe. Sam nazwałem to miejsce gupim duchem, sugerując się zanikiem wszelkich doznań a nie miejscem w przestrzeni niefizycznej gdzie sie swiat kończy.
Witaj!
Czytając o Twoich przezyciach odnajduje także w swojej pamięci pewne przypadki jak piszesz-fazowania, musze sie oswoic z tym słownictwem:)
Siedząc kiedyś po nocy w akademiku i wymyślając storybord do filmu animowanego, tak rozbudziłam swoje szare komórki, ze choć ciało juz prawie spało mózg pracował na pełnych obrotach i był obecny przy zasypianiu ciała,tak to mozna nazwać. Zasypiając słyszałam głosy zupełnie tak jakby nagle było słychac wszystkie telefoniczne rozmowy, a może fale radiowe…każdą z nich mogłam podsłuchać, tak jakby wydobyć ze zgiełku, ale nagle wydały mi sie tak głupie i puste,o czym ci ludzie rozmawiaja …głowa od tego boli, takie były moje refleksje i zapragnełam uciec od tego zgiełku, krzycząc CISZA
No i nastała cisza kompletna, w której nie było nic, tylko czerń,nawet mnie nie było, co to było z wspaiałe uczucie ,chciałam w nim trwać na wieki, o dziwo perspektywa straty ziemskiego zycia i wszystkiego czym do tej pory byłam wcale mnie nie przerażąła, gorzej to wszystko stało sie dla mnie obojetne i całkiem nieistotne. Po tym , jak ty piszesz, „wybiło” mnie do ciała, z tym dziwnym niesamowity wspomnieniem i wtedy troche sie nawet przestraszyłam ze np mogłabym nie wrócić. Myślałam ,a moze tak wygląda śmierć?